czwartek, 1 listopada 2012

Chemia


- Ale czekaj, ten cały Rocky tak po prostu powiedział Ci to wszystko? - dwie godziny później nadal siedzieliśmy na tej samej ławce i chociaż wymieniliśmy się już wszystkimi informacjami, żadne z nas nie wybierało się do domu. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, ciesząc się swoim towarzystwem. Za nic nie chciałam opuszczać tej piekielnie niewygodnej ławki.
- Wisiał mi przysługę. Kiedyś ja coś dla niego zrobiłem, teraz była jego kolej. Nie myśl sobie że wszystkie podejrzane typki tak łatwo dzielą się informacjami.
- Ty jakoś się ze mną dzielisz.
- Uważasz że jestem podejrzany?
- Coś na pewno jest z Tobą nie tak, nie masz nawet profilu na facebooku.
- Nie wierzę! Sprawdzałaś mnie?
- Zboczenie zawodowe, to nic osobistego.
- Jasne. Patrz, bo jeszcze Ci uwierzę.
- Co Ty niby insynuujesz?
- Ależ nic, psychopatko.
Z udawaną wściekłością uderzyłam go pięścią w ramię.
- Auć!
- Już nie udawaj że taki z ciebie słabeusz.
- Słabeusz, czy nie, nie możesz mnie bić.
- A to niby czemu? To wolny kraj, mogę robić co chcę.
- Wolny i z równouprawnieniem, czyli ja mogę Ci oddać?
- Chrzanić równouprawnienie, kobiety zawsze były lepsze i teraz też tak jest. A wy musicie przepuszczać nas w drzwiach i ustępować miejsca i nic na to nie poradzicie, bo inaczej zostaniecie wyklęci przez pół ludzkości.
- Akurat przepuszczanie w drzwiach dla nas też jest przyjemne.
- Jakim cudem?
- Podziwiamy widoki, a wy jeszcze nam za to dziękujecie.
- Szuja!
- I to jaka. Ale przecież za to mnie uwielbiasz, co?
Posłałam mu groźne spojrzenie i strzeliłam ostentacyjnego focha, ale niestety miał rację. Uwielbiam w nim to że jest wredny, wścibski i sarkastyczny. Że ma mroczne poczucie humoru i dystans do siebie. Że nie naśladuje innych, że nie przejmuję się ich opinią. Jest pewny siebie i inteligentny. Uwielbiam to w nim, bo i ja taka jestem. Nigdy jeszcze nie spotkałam osoby w której towarzystwie czułabym się tak dobrze, tak swobodnie. I to po tak krótkim czasie. I doskonale wiedziałam, że on też zauważył tą więź która wytworzyła się między nami.
- Oj już się na mnie nie obrażaj. Przynajmniej jestem szczery. - uśmiechnął się debilnie i próbował złapać ze mną kontakt wzrokowy, ale cały czas odwracałam od niego głowę. - No weź, nie bądź taka. A jak przekupię Cię kawą? Hmm? - uśmiechnęłam się i odwróciłam do niego - A no widzisz, na każdego znajdzie się sposób. - wstał i podał mi rękę. Uścisnęłam jego ciepłą dłoń i przeszedł mnie dreszcz. Uwielbiam jego dotyk. Pomógł mi wstać, tak że nasze twarze znalazły się w odległości 20 cm od siebie. Czułam jego oddech i bicie serca. Nie wypuszczałam jego dłoni z uścisku. Nie uśmiechał się tylko patrzył mi w oczy. Zbliżył się do mnie odrobinę i objął w pasie. I w tym momencie... zadzwonił jego telefon. Cholera jasna! odsunął się ode mnie gwałtownie i sięgnął do kieszeni.
- Muszę to odebrać. - rzucił i odszedł na kilka metrów, tak że nie mogła usłyszeć o czym rozmawia. Ktoś ma świetne wyczucie czasu, nie ma co! Tylko pogratulować. A biliśmy tak blisko. Tak blisko czego? Chwila, czy ja chciałam go pocałować? A co ważniejsze, czy on chciał pocałować mnie?! Niemożliwe! Ale... Niech to szlak! Chciałam go pocałować! A teraz żałuję że to się nie stało. Nie! Nie mogę na to pozwolić, on nie może mi się podobać. Muszę przestać tak o nim myśleć! Nie mogę myśleć o jego ustach, ani o koszuli opinającej mięśnie. Cholera jasna!


- Muszę już iść. - wyrwał mnie z zamyślenia, nagle stając przede mną.
- Co proszę? A co z moją obiecaną kawą?
- Kiedy indziej. Na prawdę muszę, przepraszam. Wynagrodzę Ci to. - rzucił tylko przez ramię i już go nie było. Pobiegł w głąb parku, po chwili zniknął mi z oczu. Co właściwie stało się przed chwilą? Ten prawie pocałunek, potem telefon i ucieczka. Nic z tego nie rozumiem! Chyba najlepiej będzie po prostu wrócić do biura. Boże, co za dzień!

Tajemnicze spotkanie


- Karol Wysocki. Mówi Ci to coś? - rozmawiałam przez telefon z Darkiem, kiedy poszukiwania w internecie spełzły na niczym. Ten facet nie miał nawet profilu na facebooku!
- Nie. A powinno?
- Sama nie wiem. Mógłbyś go sprawdzić w swojej cudnej bazie danych?
- W coś Ty się znowu wpakowała?
- W nic. Nie masz się o co martwić, ale dziękuję za troskę.
- Myhym, czyli mam uwierzyć że tak po prostu, bez żadnego powodu podejrzewasz jakiegoś faceta o bycie notowanym?
- Tak. Byłabym wdzięczna.
- W to nie wątpię. Dobra, ale wisisz mi drinka.
- Jak zawszę. Dzięki.
Odłożyłam telefon na łóżko i wróciłam do grzebania w szafie. Musiałam wybrać odpowiedni strój na spotkanie z Rockym i Karolem. Dziś rano uraczył mnie krótkim sms-em z miejscem i godziną spotkania. Dochodziła już siódma wieczorem, miałam niecałą godzinę na wybranie się i dotarcie do parku w centrum miasta, a nadal nie mogłam się zdecydować jaki strój będzie odpowiedni. Z jednej strony miałam się spotkać z facetami, więc powinnam ubrać się seksownie. Ale z drugiej będzie to spotkanie poniekąd biznesowe, więc dobrze by było gdybym wyglądała profesjonalnie, jakbym znała się na rzeczy. Nie żebym się nie znała, bo przecież mam sporą wiedzę, ale nie wiem jak wypadnę w zestawieniu z Karolem. Niby pracuję w sklepie, ale od razu widać, a raczej słychać że jest wykształcony. Musiał skończyć jakieś studia, pewnie nawet artystyczne. Może jest malarzem? Albo rzeźbiarzem, ma zniszczone dłonie. Ale może to od pracy w sklepie? Może powinnam zlokalizować ten sklep i złożyć mu wizytę? Boże! Dlaczego ja cały czas o nim myślę? Co się ze mną dzieje?! Wracając do szafy... Może założę garsonkę? Czy dżinsy będą bardziej odpowiednie? Duży dekolt czy mały? Podkreślić makijażem usta czy oczy? Przymierzyłam już chyba z 10 różnych zestawów, które teraz walają się po łóżku i podłodze robiąc jeszcze większy bałagan w mojej i tak mocno zagraconej sypialni. Od dawna nie miałam tak dużego dylematu. A to nawet nie jest jakieś piorunująco ważne wydarzenie. Sama siebie nie poznaję. Zerkam na zegar i dostaje małego zawału serca. Za 25 minut mam być na miejscu! Jak ja się wyrobię? Zakładam pierwszą lepszą sukienkę i buty, nie mam już czasu na zastanawianie się. Do torebki upycham kosmetyki, po drodze muszę jeszcze zrobić makijaż. Chwytam kluczę i już mnie nie ma. Biegnę do samochodu i dziękuję wszystkim bóstwom że o tej porze nie ma korków. Kiedy docieram do granic parku z radością stwierdzam, że jestem na czas. Kiedy odnajduję właściwą alejkę i dostrzegam Karola siedzącego na ławce, mój uśmiech staje się jeszcze większy. Mężczyzna dostrzega moje spojrzenie i również się uśmiecha. Kiedy siadam obok niego lustruję mnie od stóp do głów. Jak w większości sytuacji podświadoma decyzja jest najlepsza. Krój sukienki podkreśla moją figurę, jednocześnie nie eksponując za bardzo mojego biustu. Czerwień materiału dodaje mi pazura. Idealnie. Błysk w oczach Karola tylko upewnia mnie w tej opinii.
- Pięknie wyglądasz. Pewnie doprowadzenie się do tego stanu zajęło Ci całą wieczność?
- Nie, tylko 3 stulecia. Mój nowy rekord.
Większość kobiet pewnie wyrwałaby facetowi jądra i wbiłaby je w oczodoły za taki tekst, ale mi bardzo się podobał. Karol nie jest kolejnym bezmózgim samcem sądzącym że puste słowa coś załatwią. A ja nie jestem niepewną siebie samiczką, która desperacko potrzebuję komplementów. I oboje doskonale zdajemy sobie z tego sprawę. Tak samo jak z tego, że cudnie dzisiaj wyglądam.
- A więc, kiedy będzie tu Rocky?
- Jakieś pół godziny temu.
- Że co proszę?
- Był już tutaj. Porozmawialiśmy sobie. Miły gość.
- W przeciwieństwie do Ciebie. Dlaczego w takim razie kazałeś mi tu przyjść dopiero na 19.30?
- Tak jakoś wyszło. Ale po co Ci Rocky skoro masz mnie? - uśmiechnął się zawadiacko czym nie zmienił mojej groźnej miny. Miałam ochotę rozerwać go na strzępy! Co on siebie wyobraża?! Dlaczego tak mnie wystawił?! - Oj nie złość się. Zaraz Ci wszytko powiem.
- Może najpierw łaskawie mi wytłumaczysz dlaczego mnie tak wystawiłeś?! - tak, wiem, powinnam zachować spokój ale dłużej nie mogłam. Co za palant!
- Hah po co te krzyki? Spotkanie z Rockym nie było Ci wcale potrzebne.
Mam tego dość! Zachowuję się jak zwykły palant. Jak ja tego nie cierpię.
- Palant. - Posłałam mu groźne spojrzenie i wstałam z ławki. Ruszyłam w kierunku samochodu.
- Ej no! Nie strzelaj mi tu focha! - Karol darł się za mną, ale nadal go ignorowałam. Wiedziałam że to ryzykowny plan, ale jeśli zadziała, będę w stanie wyciągnąć od niego prawdę. Wiedziałam że coś ukrywa, bo jego zachowanie nie miało żadnego sensu.
- Ej! Zaczekaj! Co ja takiego powiedziałem?! - usłyszałam że wstał i idzie za mną. Jest! Plan zadziałał! Jeśli tylko uda Ci się wzbudzić poczucie winy u faceta, zrobi dla Ciebie wszystko. Odeszłam już dość daleko, więc przyśpieszył do truchtu i po chwili mnie dogonił. Złapał mnie za ramię i zmusił do zatrzymania. Kiedy tylko dotknął mojej skóry, przeszył mnie dreszcz. Ale nie dreszcz zimna, jego dłoń była ciepła, a krew szybko pulsowała. Był to dreszcz podniecenia. Boże, czemu ten facet tak na mnie działa?! Odwróciłam się w jego kierunku i wbiłam w niego wzrok.
- Co ja tego zrobiłem? - mówił spokojnym i przyciszonym głosem
- Problemem jest raczej to czego nie zrobiłeś! - wściekłość już częściowo mi przeszła, ale krzyk był częścią planu. Kiedy wywołałam w nim poczucie winy, musiał go przytłoczyć. - Czemu nie pozwoliłeś mi się spotkać z Rockym?! Jak mogłeś tak postąpić?! Przecież wiesz, że potrzebuję tych informacji! - wyrzucałam z siebie słowa z szybkością karabinu maszynowego, a jego oczy robiły się coraz większe ze zdziwienia- Chciałeś je zachować tylko dla siebie?! Jak mogłeś postąpić tak egoistycznie?! Dlaczego to zrobiłeś?! Nie pozwoliłeś mi na rozmowę z nim, bo nie chciałeś żebym się czegoś od niego dowiedziała?!
- Nie!
- To dlaczego w takim razie?!
- Chciałem Cię chronić do jasnej cholery! - mówiłam? Cudny plan!
- Chronić? Przed czym? - od razu złagodniałam, a na jego twarzy pojawiło się zatroskanie i mina zbitego pieska
- Przed Rockym. To groźny typ. Nie tylko zajmuję się paserką ale jest też powiązany z mafią. Przemyca praktycznie wszystko ze wszystkich stron świata. Dzieła sztuki, narkotyki, ludzi. I nie jest przy tym zbyt łagodny. 3 razy miał stanąć przed sądem, ale za każdym razem dzień przed rozprawą główni świadkowie znikali w tajemniczych okolicznościach. Wierz mi, lepiej dla Ciebie jeśli go nie poznasz.
- A skąd Ty go znasz w takim razie?
- Dorabiałem kiedyś u niego. Kiedy jeszcze nie wiedziałem czym tak naprawdę się zajmuje. Odbierałem telefony, podlewałem kwiatki i takie tam pierdoły. Więc doskonale go znam i wiem do czego jest zdolny.
- Nie mogłeś mi tego od razu powiedzieć?
- Nie uwierzyłabyś mi i próbowała znaleźć go na własną rękę.
- Pewnie masz rację. Ale Ty się z nim spotkałeś?
- Tak. I mam sporo ciekawych informacji. Chcesz posłuchać? Tylko mi już nie uciekaj, co? Te buty nie nadają się do uganiania za dziewczynami.
Uśmiechnął się do mnie ciepło i wszystko było z powrotem w porządku. Wróciliśmy ma ławkę, usiedliśmy zwróceni do siebie twarzami.
- Więc? Czego się dowiedziałeś?
- Rocky, a właściwie jego ludzi, dostali obraz tydzień temu. Oczywiście od tajemniczego zleceniodawcy, jeśli chodzi o dane "klientów" są bardzo powściągliwi. Mieli go przewieść do Włoch, co oczywiście zrobili. Wrzucili go na statek, wczoraj dopłyną do portu i został dostarczony tajemniczemu odbiorcy. Statek nie był ich, wynajęty, ale u sprawdzonego żeglarza, który już wcześniej z nimi pracował. Zwą go Papugą.
- Bo powtarza co mówią inni?
- Nie. Bo ma tatuaż papugi na policzku. Dziwny gość. Ale nie to nie istotne. Przewoził też ich inne ładunki, lepiej nie wnikać co. Obraz był zdjęty z ramy i zwinięty, więc przewozili go w plastikowej beczce.
- Czyli oni nie widzieli tego obrazu?
- Nie. Został im dostarczony już zapakowany i gotowy do drogi.
- Więc skąd wiedzą że to ten obraz?
- Zleceniodawca mi powiedział, a oni nie sprawdzali, bo nie miało to znaczenia co przemycają, dopóki dostają kasę. Facet zapłacił w gotówce, z góry, całą kwotę. To dziwne, szczególnie że pierwszy raz pracował z Rockym i jego bandą. Ale oni oczywiście nie narzekali.
- Czyli ten cały zleceniodawca nie jest powiązany z Rockym? Tylko go wynajął?
- Tak, Rocky go ani wcześniej ani później nie widział na oczy.
- To skąd on wiedział czym zajmuje się Rocky? A tym bardziej że może mu zaufać i zapłacić z góry?
- Tego właśnie nie wiadomo. I tutaj wkraczasz Ty.
- Ja? W jakim niby sensie?
- Musisz wytropić tego zleceniodawce. On doprowadzi nas kupującego, a ten do sprzedawcy.
- Skąd pewność że zleceniodawca i kupujący to nie ta sama osoba?
- Bo to tak nie działa. Zawsze wykorzystuje się pośredników w takich akcjach, żeby trudniej było namierzyć odpowiednie osoby.
- Czyli dlatego powiedziałeś mi to wszystko? Bo chcesz żebym go wyśledziła?
- Chyba nie sądziłaś że zrobiłem to bo masz ładne oczy? Nie ma już takich facetów na Ziemi.
- A szkoda, przydaliby się. Ale zgoda, przysługa za przysługę. Ty znalazłeś Rockiego, ja znajdę zleceniodawcę.