środa, 14 sierpnia 2013

Cienkie ściany

Ogromny salon w którym wcześniej byłam, teraz, w całkowitej ciemności wydawał się jeszcze większy. Mój wzrok coraz bardziej przyzwyczajał się do panujących warunków i zaczęłam widzieć więcej. Pomimo tego że nie wiedziałam czego szukamy, zaczęłam dokładnie rozglądać się po pokoju. Wszystko wyglądało normalnie. Oczywiście normalnie jak na dom bogatego i starego małżeństwa, bo raczej mało kto ma na marmurowym stoliku wazon ze świeżymi kwiatami nawet jeśli nie ma go w domu od kilku dni. Karol przeglądał szuflady w komodzie a ja zbliżyłam się do kominka. Ale chwileczkę...Kwiaty! Skąd tutaj kwiaty? Malinowscy wyjechali 3 dni temu a kwiaty wyglądały na świeżo ścięte. A nie powinny tak wyglądać, szczególnie jeśli nikt się nimi nie zajmował.
Zaczęłam nerwowo wymachiwać rękami aby uzyskać uwagę Karola, on jednak pogrążony był w jakiś porcelanowych bibelotach i miał gdzieś moje dramatyczne ruchy. Jak mam się z nim porozumiewać na migi skoro na mnie nie patrzy?
Podeszłam więc do niego powoli i nachyliłam się żeby szepnąć mu do ucha. Kiedy tylko otworzyłam usta Karol wzdrygnął się i z kucków upadł na podłogę.
-Jezu, kobieto! - zaczął krzyczeć na mnie szeptem (jeśli nie wierzycie że coś takiego jest możliwe to zajdźcie kiedyś od tyłu faceta podczas włamania) - Co ja Ci mówiłem o komunikacji?!
- Przepraszam - odpowiedziałam bezgłośnie i wskazałam na kwiaty w wazonie.
Karol podniósł się i pytająco wzruszył ramionami w stylu "nadal jestem wściekły i nie wiem o co ci chodzi"
- Kwiaty są świeże. Ktoś musiał tu dzisiaj być. Może nadal jest.
- Niemożliwe. Sprzątaczka była wczoraj, dzisiaj nie będzie jej na pewno. - odpowiedział szeptem i wrócił do oglądania komody.
- Ale po co wymieniała by kwiaty skoro Malinowskich nie będzie jeszcze przez 2 dni? - nie dawałam za wygraną ale Karol zupełnie mnie zignorował. Już miałam obrazić się nie niego śmiertelnie, bo po co mnie zabierał skoro nie chce mojej pomocy?! Ale nie zdążyłam bo Karol zerwał się nie równe nogi i przyłożył palec do ust dając mi znać żebym się teraz nie odzywała. Szok w jego oczach powiedział mi że nie chodzi tylko o to że nie chce słuchać mojego ględzenia. Powoli podszedł do drzwi prowadzących do jadalni i zaczął nasłuchiwać. Ale czego? Ja nic nie słyszałam. Nie wiem co usłyszał ale chyba jego obawy potwierdziły się, bo szybko wrócił do mnie, chwycił mnie za rękę i wyprowadził z salonu na korytarz.
Na migi starałam się dowiedzieć o co chodzi, ale pomimo że nie otrzymałam żadnej odpowiedzi nie odważyłam się wydać z siebie dźwięku. Nie wiedziałam co się dzieje, ale byliśmy w cudzym domu pogrążonym w ciemnościach i podejrzewałam że nie jesteśmy sami. Przeszliśmy przez kolejne drzwi i znaleźliśmy się w gabinecie urządzonym w staromodnym stylu. Było tu jeszcze ciemniej niż w reszcie domu (o ile to w ogóle możliwe) z powodu małych okien i ciemnobrązowej podłogi oraz ścian. A może to był granatowy? Trudno jest rozróżniać kolory po ciemku. Zatrzymaliśmy się na środku pomieszczenia, więc postanowiłam dowiedzieć się co się dzieje. Karol zrozumiał moje bez-słowne pytanie i odpowiedział szepcząc mi do ucha:
- Usłyszałem jakieś szelesty w kuchni, tak mi się wydaję. Ktoś jest w domu. Poczekamy tutaj trochę aż pójdzie spać a potem wyjdziemy. Teraz mógłby nas zauważyć.
- A nie mówiłam? - nie mogłam się powstrzymać. Co prawda szeptem nie brzmi to zbyt dobrze, ale Karol i tak załapał szyderczy sens tego zdania.
Cudownie! Czyli nie dosyć że włamaliśmy się do domu Malinowskich, co już samo w sobie jest ryzykowne, to jeszcze teraz się okazuje że może nas na tym przyłapać jakiś nocny głodomor?! W co ja się wpakowałam... Karol stał przy drzwiach i nasłuchiwał a ja oparłam się o ścianę obok regału na książki. Skoro mamy tutaj spędzić trochę czasu to chociaż znajdę sobie wygodne miejsce do kontemplacji mojego stanu.
Nie zdążyłam jednak pochylić się nad swoim losem bo gdy tylko przeniosłam swój ciężar na ścianę ona się ode mnie odsunęła. Dosłownie! Odsunęła skrzypiąc przy tym, co spowodowało morderczy wzrok Karola wysłany w moją stronę. Jednak kiedy zobaczył moją zdziwioną minę i szparę jaka powstała obok mnie przestał się gniewać.


-----------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam za tak długą nieobecność tutaj i brak nowych części opowiadania. Im mam więcej wolnego czasu tym trudniej jest mi się zmobilizować do działania... Mam nadzieję że jeszcze nie wszyscy zniechęcili się do mojego bloga;) Obiecuję poprawę i solidne wzięcie się do pisania!