niedziela, 30 grudnia 2012

Edukacja

Karol przysiadł na półce z teczkami pod oknem a ja rozsiadłam się w moim fotelu.
- Skąd wiedziałeś gdzie pracuję?
- Nie tylko Ty umiesz sprawdzać ludzi. A poza tym masz stronę internetową. - A tak, racja... - Więc, znalazłaś pośrednika?
- Możliwe, ale nie potwierdzone.
- To znaczy?
- Śledziłam Papugę. Spotykał się z różnymi ludźmi, ale tylko jeden wydał mi się podejrzany.
- Raczej większość towarzyszy Papugi jest podejrzana.
- Ale ten był...szczególny. Moja intuicja mówi, że... - przerwał mi wybuchem śmiechu
- Intuicja? Boże, Ty naprawdę potrzebujesz mojej pomocy jeśli intuicja to Twoja głowa broń.
- Moja intuicja to lata doświadczenia i odpowiednie szkolenia. Więc zamknij się albo wybiję Ci te śliczne, białe ząbki.
- Coś Ty taka nerwowa dzisiaj?
- Miałam kiepski wieczór.
- Klienci skorzystali ale nie zapłacili? - i znowu ten durny uśmieszek. Posłałam mu groźne spojrzenia po którym on od razu spoważniał. - Co jest?
Podszedł bliżej biurka, chwycił za boki mojego fotela i ukucnął przede mną. Jego niebieskie oczy wbijały mnie w fotel. Boże, co za facet....
- O mało nie schrzaniłam dzisiaj akcji przez głupi błąd. Nie przewidziałam że szafka na statku może być zamknięta na klucz. Taki głupi błąd! Gdybym przez przypadek nie znalazła klucza, niczego bym się nie dowiedziała.
- Czekaj. Jaki statek? Jaka szafka?
- Ziemia Obiecana, łódź Papugi.
- Weszłaś na jego łódź? - przytaknęłam - Nieźle. Ale skoro nie miałaś klucza do szafki to nie mogłaś po prostu się włamać? - włamać? niby jak? popatrzyłam na niego zdziwiona
- Nie umiem się włamywać. - teraz on był w szoku
- To jak weszłaś na łódź? Chyba mi nie powiesz że żadne drzwi nie były na niej zamknięte.
- Były, ale nie byłam tam sama. - uniósł jedną brew pytająco więc kontynuowałam. Opowiedziałam mu cały dzisiejszy wieczór a kiedy skończyłam usiadł na podłodze przede mną i zagwizdał z podziwu.
- Nieźle.
- Wiem.
- Podła z Ciebie baba.
- Wiem.
- Ale jakim cudem nie umiesz się włamywać?
- Nie jest to umiejętność której uczą w szkole.
- A powinni. Jest to dużo bardziej przydatne niż całki. - wstał i wyjął z kieszeni mały portfelik z czarnej skóry. Podał mi rękę - Chodź, nauczę Cię. - Że co proszę? A on gdzie się tego nauczył? Ta propozycja wbiła mnie w fotel z szoku, ale on nieugięcie stał nade mną z wyciągniętą ręką i słodkim uśmiechem na twarzy. Chwyciłam więc jego dłoń i znowu przeszył mnie niesamowity dreszcz. Boże, to się nie może dziać! Wyszliśmy na klatkę schodową przed moim biurem bo tylko te drzwi są zamykane na klucz. On uklęknął a ja usiadłam na wycieraczce. Przekręcił klucz w zamku i otworzył swój tajemniczy pakunek. Wyjął z niego metalowy patyczek z dziwnie uformowanym końcem.
- Więc to jest tzw. pick.

Po godzinnym kursie, wielu nieudanych próbach i pomyłkach udało mi się włamać do własnego biura.
- Ha! Udało mi się!
- Brawo geniuszu zła. Ale żeby umieć otworzyć każdy zamek musisz mieć niezłą wprawę, więc dużo ćwiczeń przed Tobą.
- Nie ważne! Udało mi się. Nigdy czegoś takiego nie robiłam!
- Cieszysz się jak dziecko z nową zabawką.
- I tak się czuję. Dziękuję. - Zarzuciłam ręce na jego szyję i przytuliłam mocno. On objął mnie w tali i od jego dotyku dostałam gęsiej skórki. Tkwiliśmy w tej pozycji przez dłuższą chwilę, po czym Karol powoli odsunął się ode mnie wyraźnie zakłopotany. Ha! Kto by pomyślał że uda mi się wprawić go w taki stan. Tego pewnego siebie palanta. Cóż za piękny dzień!
- Ehm.... więc co właściwie znalazłaś na tej łodzi?
A tak, łódź....

Wróciliśmy więc do mojego gabinetu i usiedliśmy obok siebie w zielonych fotelach przed moim biurkiem.
- Więc znalazłam zeszyt z rozpisanymi kursami łodzi z ostatniego półrocza. Według danych od Rockiego obraz został dostarczony Papudze 20 maja tego roku. Następnego dnia według tej rozpiski statek wypłyną do Włoch. Ale w zleceniodawcach, oprócz Rockiego jest też niejaki Adam Szarewski. Co ciekawsze, pojawia się on ponownie, znowu z Rockim. Ale tym razem ładunek ma zostać zabrany z Włoch i dostarczony do Polski. Początek kursu jest rozpisany na 5 czerwca. Rocki pojawia się w tych zapiskach często, ale ten Szarewski tylko te 2 razy. Gdyby tego było mało, to ładunki od Rockiego zawsze są wożone osobno, ale inni zleceniodawcy zawsze dzielą swój kurs z kimś innym.
- Tak, wiem. Rocky zawsze nalegał na wyłączność w transporcie.
- To dlaczego jest połączony z Szarewskim?
- Dobre pytanie. Nie masz może jego zdjęć?
- Mam zdjęcia jakiegoś tuzina ludzi odwiedzających Papuge na statku, ale nie wiek kto jest kim.
- Pokarz mi je, może kogoś rozpoznam.
Podałam mu więc plik zdjęć które zaczął uważnie przeglądać. Kiedy dotarł do Pięknisia zatrzymał się:
- To on, Szarewski.
- Piękniś? Jesteś pewny?
- Jaki znowu piękniś?
- Nie wnikaj. Ale skąd wiesz że to on?
Sięgnął do kieszeni, wyciągnął pendriva i podłączył go do mojego komputera. Rozsiadł się na moim fotelu po drugiej stronie biurka a ja stanęłam za nim opierając się o oparcie.
- To on, prawda? - wskazał na zdjęcie Pięknisia na ekranie
- On, zdecydowanie. Ale co to za zdjęcie? I kim jest ten drugi facet?
- To Rocky. Śledziłem go w zeszłym tygodniu. A zaraz po tym spotkaniu, Rocky do mnie zadzwonił i powiedział że znowu widział się z tym zleceniodawcą od obrazu Mia Rossa. Wiem też, że 5 czerwca będzie zabierał z Włoch towar, a ten gostek zlecił mu zabranie stamtąd jakiejś paczki.
- Więc to na pewno jest Szarewski aka Piękniś. Nasz tajemniczy pośrednik.

sobota, 29 grudnia 2012

Zagranie powalające na kolana

Mat szybko wytłumaczył zawiedzionemu koledze sytuację po czym wyszliśmy z baru. Wsiedliśmy w mój samochód i 15 min później byliśmy na Ziemi Obiecanej.
- Więc... ehm... - chłopak był ewidentnie zakłopotany.
- Może oprowadzisz mnie po łodzi? - rzuciłam mu na pomoc. Od razu rozochocił się. Najpierw opowiedział coś o pokładzie, potem zeszliśmy schodami w dół. Były tak kajuty sypialne, kuchnia, niżej ładownia. Wróciliśmy na górę, do mostku kapitańskiego. Była tam masa przycisków, wskaźników i innych rzeczy na których kompletnie się nie znam.
- Mmm, podoba mi się tu. - powiedziałam do Mata przysiadając na stołku. Chłopak stanął jak wryty i uśmiechnął się do mnie lekko. - Masz tu coś do picia?
- Yyy, nie. Ale mogę skoczyć do sklepu po drugiej stronie ulicy jeśli chcesz.
- Byłabym Ci dozgonnie wdzięczna. - Mat przytaknął i wybiegł na pokład. Jak tylko zszedł z łodzi zaczęłam swoje poszukiwania. Pod panelem sterowniczym znajdowały się szafki. Otworzyłam pierwszą z nich, potem kolejną i jeszcze jedną, szybko przeglądając zawartość. Niestety nie było tam nic co mnie interesowało. Chwyciłam więc za rączkę przy kolejnej szafce ale ta ani drgnęła. Zamknięta. Rozejrzałam się za kluczem, ale nigdzie go nie widziałam. Cholera! Ale chwila... Mat otwierał drzwi do mostku kluczem, który nadal wisi w zamku. Do breloczka były też przyczepione 3 inne klucze. Chwyciłam je i wróciłam do szafki. Dwa klucze były dość spore, jeden mniejszy, więc ten włożyłam do zamka. Działa! Głupi ma szczęście, nie ma co... Jak mogłam nie przewidzieć że szafki będą zamknięte? Otworzyłam drzwiczki i wyciągnęłam wielki zeszyt w twardej oprawie. Był to spis kursów statku. Bingo! Data, opis załadunku, cel podróży, dane zleceniodawcy. Zrobiłam zdjęcia kilku ostatnim stronom. Ułożyłam zeszyt dokładnie tak samo jak go zastałam, zrobiłam zdjęcie wnętrzu szafki i całemu pomieszczeniu. Zamknęłam drzwiczki, a kiedy wkładał klucz do zamka w drzwiach dostrzegłam Mata idącego pomostem w kierunku łodzi. Idealne zgranie w czasie. Razem z nim pojawił się odór alkoholu. Boże, co on wypił po drodze, denaturat? Cokolwiek by to nie było, na pewno dodało mu odwagi.  Szybkim krokiem doskoczył do mnie, chwycił za biodra i zaczął całować. Złapałam więc jego włosy i odciągnęłam jego usta od moich, po czym dość mocno kopnęłam kolanem w jego krocze. Chłopak zapiszczał z bólu i osunął się na podłogę.
- Sory, kobieta zmienną jest. - rzuciłam i czym prędzej opuściłam łódź zostawiając wijącego się z bólu Mata na pokładzie. Może zbyt mocno go uderzyłam? E tam, wytrzyma. Mam nadzieję... Wsiadłam do samochodu i udałam się do biura.

Zgrałam zdjęcia na komputer i zrobiłam sobie kawę. Kiedy miała rozsiąść się wygodnie w fotelu usłyszałam pukanie do drzwi. Zegar pokazywał 22:15 więc raczej nie był to nowy klient. Wyszłam na korytarz i otworzyłam drzwi.
W progu stał Karol. Zjechał mnie wzrokiem od czarnych szpilek po bujne loki i zagwizdał z podziwem:
-A Ty co? Podszywasz się pod prostytutkę? - powiedział z drwiącym uśmiechem, ale jego oczy aż nazbyt wyraźnie dawały do zrozumienia że podoba mu się mój widok
- Uważaj sobie. Dzisiaj już jeden facet wylądował przeze mnie na kolanach, mogę i Ciebie sprowadzić do tego poziomu.
- Na kolanach? Przed Tobą? Z miłą chęcią. - posłał mi zawadiacki uśmieszek i ruszył w stronę uchylonych drzwi mojego gabinetu. Czy on mówiła o... Nie... A może?
- Idziesz czy będziesz analizować moje słowa przez następną godzinę? - krzyknął już z mojego biura. Co za palant!

czwartek, 13 grudnia 2012

Piękniś i zniszczona niewinność

Piękniś przemierzał miasto w dość szybkim tempie ale na szczęście ruch nie jest duży więc bez problemu mogę go śledzić. Zatrzymał się pod hotelem Capitol, oddał bojowi kluczyki do auta i wszedł do środka. Ja zaparkowałam po drugiej stronie ulicy pod bankiem. Hmm podejrzany typ. Ciekawe czy zatrzymał się w tym hotelu czy tylko kogoś odwiedza. Nie znam jego nazwiska więc nie mogę zapytać w recepcji, a gdybym za nim poszła do pokoju pewnie zauważyłby że go śledzę. Chociaż nigdy nic nie wiadomo z facetami. No cóż, chyba po prostu tu posiedzę i poczekam na łut szczęścia albo aż jakiś genialny pomysł wpadnie mi do głowy.
W międzyczasie wrzuciłam zdjęcia z aparatu do laptopa, posegregowałam je, zamówiłam kawę w sklepie internetowym i kiedy moja znudzona psychika zaczęła odtwarzać film który oglądała w zeszłym tygodniu Piękniś wyszedł z hotelu. Boj szybko podjechał z jego samochodem, a do  bagażnika wrzucił plastikową tubę i torbę mojego obiektu. Czyżby Piękniś dorwał kolejny obraz? Myślę że spokojnie można założyć że tu mieszkał, ale zdecydowanie opuszcza hotel w pośpiechu. Pokrzykuję coś na biednego boja, wskakuje do samochodu i z piskiem opon rusza w stronę centrum. A ja oczywiście za nim. Teraz jechał jeszcze szybciej niż poprzednio. Albo był spóźniony albo przed kimś uciekał. I chociaż moje autko do najgorszych nie należy wielokrotnie go wyzywałam od niebiańskich stworzeń kiedy przemykał na żółtym świetle pozostawiając mnie  daleko w tyle. Owszem, mogłabym przejechać na czerwonym i nawet zaryzykować mandat ale gdybym tak robiła za każdym razem jadąc za nim to nawet jeśli jest największym debilem na naszej kochanej planecie to zauważyłby że go śledzę. Nagle Piękniś skręcił w stronę małego, prywatnego lotniska. I tu moja jurysdykcja się kończy. Podjechał do masywnej bramy i wypisał jakiś kod aby ją otworzyć. Ja pojechałam dalej i po kilku metrach zawróciłam do biura.
Ciekawe co Piękniś miał w tej plastikowej tubie. Była dość duża, więc spokojnie mógł tam zmieścić płótno. I to prywatne lotnisko. Na biednego nie wygląda, więc może ma prywatny odrzutowiec. Na pewno dzięki temu nie musi przechodzić ścisłej kontroli przed lotem jak na "normalnych" lotniskach. A może przesadzam? Może to po prostu jakiś zwyczajny gościu? Może nie ma nic wspólnego z obrazem Malinowskiej? Ale czemu w takim razie spotkał się z Papugą przy jego łodzi? To raczej nie najlepsze miejsce na przyjacielskie pogawędki. Na pewno łączą ich interesy. Może to właśnie Piękniś przekazał obraz Malinowskiej Rockiemu? Zna Papugę, więc wie że mafiozo jest godny zaufania. Oh cóż za piękna ironia. Właśnie! Może, nawet jeśli nie był to Piękniś, to właśnie ktoś powiązany z Papugą jest moim poszukiwanym zleceniodawcą? Skoro zapłacił ze ten przemyt z góry, musiał sporo wiedzieć o Rockym i jego bandzie.

Kolejny tydzień spędziłam śledząc Papugę. Na jego łodzi był niezły ruch. Codziennie przychodzili kolejni podejrzani faceci. Wczoraj nawet kilku przyjechało ciężarówką i razem wnieśli na jego statek spory ładunek beczek i skrzyń, pewnie była to kolejna partia towaru od Rockiego. Dowiedziałam się gdzie mieszka Papuga, co jada na śniadania i że chłopcy pracujący na jego łodzi to nie jego synowie. A szkoda, bo może dałoby mi to więcej informacji. No ale cóż. I tak postaram się wyciągnąć z nich jak najwięcej. Dzisiaj wybrali się do baru na drinki więc postanowiłam do nich dołączyć. Wbiłam się w czerwoną, obcisłą sukienkę i wysokie szpilki. Długie loki opadały na moje odsłonięte plecy. Gdy tylko weszłam do środka namierzyłam chłopaków. Siedzieli przy stoliku pod oknem pijąc piwo. Pewnym krokiem udałam się do baru, dokładnie naprzeciwko nich. Pochyliłam się do barmana i zamówiłam jakiś kolorowy drink bez alkoholu. W końcu jestem w pracy. Usadowiłam się na stołku barowym przodem do moich celów. Sączyłam przesłodzony napój rozglądając się beznamiętnym wzrokiem. Kontem oka zauważyłam że mój plan działa i obaj chłopcy wgapiają we mnie oczy. Spojrzałam więc w ich stronę. Jeden z nich spłoszony odwrócił głowę, drugi odwzajemnił mój czarujący uśmiech. Założyłam nogę na nogę sprawiając że moja sukienka podjechała do góry nie odrywając od niego wzroku. Jego oczy zaświeciły się i wstał od stolika. Podszedł do baru, oprał się o niego pochylając w moją stronę i powiedział:
- Witaj piękna. Co taki anioł robi tutaj sam?
Boże, cóż za oryginalność.
- Szuka towarzystwa. Czyżbyś chciał mi je zapewnić?
- Z miłą chęcią. Jestem Paweł. Kolejnego drinka?
- Poproszę. Ania. Ale widzę że nie jesteś tutaj sam? - odwróciłam wzrok na jego kolegę, który tym razem nie odwrócił głowy
- Tak. To mój kolega z pracy, ale nie musimy się nim przejmować.
- No co Ty, nie możesz tak olać kumpla. - chwyciłam kieliszek z blatu i udałam się do ich stolika. Usiadłam obok siedzącego tam chłopaka, wprawiając ich obu w konsternację. Paweł stojący przy barze szybko do nas podszedł i usiadł naprzeciwko mnie. - Jestem Ania, a Ty? - odwróciłam się do nieznanego mi chłopaka, pochylając się w jego kierunku. Podałam mu jedną dłoń a drugą ułożyłam na kanapie 2cm od jego uda.
- M-Mateusz. - powiedział z zająknięciem ściskając moją rękę. Zdecydowanie go onieśmielam i bardzo mnie to cieszy. To właśnie on będzie moim celem bo łatwiej będzie nim dyrygować.
- Mat. - wyszeptałam jego imię nie spuszczając z niego wzroku.
- Więc, Aniu. - Paweł chciał skierować moją uwagę na siebie - Nigdy wcześniej Cię tu nie widziałem. Jesteś stąd?
- Od niedawna. Wprowadziłam się dwie ulice dalej w zeszły weekend i dzisiaj postanowiłam trochę pozwiedzać. - Uśmiechnęłam się do niego życzliwie - A wy? Mieszkacie  tutaj, pracujecie?
- Jedno i drugie.  Ja mieszkam po drugiej stronie ulicy, Mateusz trochę dalej i oba pracujemy w porcie.
- Ow, w porcie? Czym się zajmujecie?
- Ja zarządzam statkiem, nadzoruję wszystko, jestem jego szefem można  powiedzieć. -  myhym a kto trzy dni temu sprzątał ptasie kupy z pokładu, co?
- A Ty Mat? - znowu wyszeptałam jego imię
- On sprząta. - oj nie ładnie panie Pawle, nie ładnie, siebie wywyższasz a o koledze mówisz z pogardą? Niestety ze mną nie wygrasz.
- A więc masz bezpośredni kontakt z łodzią, morzem? - cały czas patrząc mu w oczy chwyciłam kieliszek i przygryzłam słomkę powoli sącząc napój
- Tak. Znam Ziemię Obiecaną jak własną dłoń. - w końcu się ożywił, chyba łodzie to jego konik
- Ziemię Obiecaną?
- Tak nazywa się łódź na której pracujemy. To drobnicowiec, największy w swojej klasie. - zaczął dokładnie opisywać statek, podał chyba całą specyfikację, ale ponieważ się na tym nie znam to nie bardzo go słuchałam. Paweł był coraz bardziej rozdrażniony i co jakiś czas starał się skupić moją uwagę na sobie, ale Mat nie dał u szans na włączenie się do rozmowy. I chwała mu za to! Czuł się pewnie w tym temacie więc trochę się rozluźnił. Postanowiłam to wykorzystać i trochę namieszać mu w głowie. Niezauważalnie zsunęłam ze stopy jednego buta, założyłam nogę na nogę i bosą stopą dotknęłam łydki Mateusza. Chłopak momentalnie zesztywniał i obrzucił mnie przerażonym spojrzeniem. Odpowiedziałam mu uśmiechem i zadałam pytanie na temat o którym mówił przed chwilą aby kontynuował. Palcami zaczęłam drażnić jego nogę. Potem przesunęłam się wyżej. Z każdym moim ruchem jego oczy stawały się coraz szersze. W pewnym momencie chłopak zerwał się na równe nogi, wprawiając Pawła w osłupienie a mnie rozbawiając.
- Przepraszam. - wydukał zażenowany - muszę do łazienki.
Wstałam więc żeby go przepuścić, a on pędem pognał na tyły baru.
- Skoro już wstałam też skorzystam z toalety. - uśmiechnęłam się słodko do Pawła i powoli udałam się za Matem. Minęłam bar i przeszłam przez ciężkie, drewniane drzwi za którymi znajdował się ciasny hol ze słabym oświetleniem i drzwiami do damskiej i  męskiej toalety. Postałam tam chwilę i kiedy tylko Mat uchylił drzwi z niebieskim ludzikiem zdecydowanym ruchem wepchnęłam go z powrotem do środka i zamknęłam za sobą drzwi. Jego oczy rozszerzyły się do granic możliwości gdy oprał się o zlew a ja położyłam dłoń na jego klatce piersiowej. Drugą dłoń wsunęłam do tylnej kieszeni jego spodni.
- Jak Ty to robisz że tak na mnie działasz, Mat? - przysunęłam usta do jego ucha i wyszeptałam jego imię
- Nie wiem. A działam?
- Oh tak. Kiedy tylko powiedziałeś że pracujesz na łodzi.... - posłałam mu głębokie spojrzenie - Zawsze chciałam to zrobić na łodzi.
- Możemy tam teraz pójść jeśli chcesz. - I już był mój. Nie, nie zamierzam iść z nim do łóżka, tylko trochę się z nim podroczyć aby dostać się na łódź. Chwyciłam więc jego dłoń i wyciągnęłam z łazienki.

środa, 12 grudnia 2012

Ziemia obiecana

- Sprawdziłem tego Twojego Wysockiego. Podejrzany typ. - wchodząc do biura następnego dnia odebrałam telefon od Darka.
- Co masz na myśli? Był notowany?
- Nie. Gorzej. Nigdzie nie ma o nim żadnej wzmianki. Sprawdziłem nie tylko naszą bazę, ale i tą urzędu skarbowego, pomyślałem że może mieć jakieś długi. Ale nie, nigdy się z nimi nie rozliczał.
- Nigdy przenigdy? Jak to niby możliwe?
- To ja powinienem Ciebie o to zapytać. W końcu to Ty go znasz.
- Ale nie znam się na jego podatkach. Może nie pracuje albo...
- Może. Powiedzmy że to dałoby się wytłumaczyć. Ale powiedz mi jakim cudem gostek nie ma aktu urodzenia?
- Co proszę?
- Dobrze słyszałaś. Zaciekawił mnie ten brak rozliczeń, więc zacząłem grzebać głębiej, takie zboczenie zawodowe. Nie ma aktu urodzenia, nie o nim wzmianki w żadnych innych dokumentach państwowych. Nie został mu wydany dowód osobisty czy paszport. Nic. Zupełnie nic.
- Przecież to niemożliwe.
- Jak widać wszystko jest możliwe. I szczerzę Ci radzę, trzymaj się od niego z daleka. Widziałem już parę razy takie numery, zawsze u wielokrotnych przestępców. Mordercy, rabusie, uciekinierzy. Tylko oni nie mają żadnych dokumentów. Nie wiem w co się wplątałaś i pewnie nie chce wiedzieć, ale odpuść sobie tego gościa. Nic dobrego z tego nie wyniknie.
- Pewnie masz rację.
- Jak zawsze. To kiedy zabierasz mnie na obiecanego drinka?

Jak to w ogóle możliwe? Boże, co za facet! Czemu trafiam na samych psycholi? Eh, nieważne. Teraz nie mam czasu się tym zajmować. Muszę odłożyć prywatne potyczki na bok i wrócić do sprawy Malinowskiej.
Zaczęłam od zlokalizowania portu z którego wypłyną jej obraz. Nie było to trudne bo mamy tylko jeden w naszym mieście. Ale to już szczegóły. Plan był prosty - pokręcić się trochę w jego okolicy i znaleźć faceta z papugą na twarzy. Raczej będzie wyróżniał się z tłumu. Zaopatrzyłam się w zapas kawy i przekąsek, zaparkowałam samochód naprzeciwko budki kierownika portu, czy jak tam nazywa się gostek nadzorujący to wszystko. Na moje szczęście Papuga to ranny "ptaszek" - cóż za ironia - i niedługo po moim pojawianiu się, zjawił się i on. Niski, krępy, siwiejący facet z wielką papugą na twarzy. Pewnie straszy nią dzieci w ciemnych zaułkach. Chwyciłam za aparat i zrobiłam mu kilka zdjęć. Wszedł do budki, pogadał trochę z siedzącym tam facetem, pośmiali się. Po chwili wyszedł i ruszył w głąb portu. Wyskoczyłam więc z samochodu i ruszyłam za nim. Przywitał się z jakimś innym marynarzem schodzącym właśnie ze swojej łódki. Zrobiłam im zdjęcia z daleka udając że fotografuję przepiękne żaglowce nieopodal mnie. Kiedy Papuga ruszył dalej, zrobiłam to samo. Jego łódź znajdowała się przy ostatnim pomoście cumowniczym w porcie. Kiedy on kręcił się po pokładzie, ja udałam się dalej i usiadłam na schodkach prowadzących w górę klifu pod którym był port. Kilkanaście stopni wyżej siedziała przytulona para obserwująca fale rozbijające się o brzeg. Rzeczywiście piękny widok ale moje oczy i obiektyw były skierowane gdzie indziej. Łódź Papugi nazywała się "Ziemia obiecana". Religijny gość, kto by pomyślał. Była dość spora ale prost w budowie. Biała z granatowymi wykończeniami. Mój wczorajszy rekonesans w temacie łodzi pozwala mi stwierdzić że łódź jest nie najnowsza ale zadbana. Ma dużą ładownie i może przewozić ciężkie ładunki. Wikipedia moją boginią! Na pewno jest to statek którym Papuga przemyca towary od Rockiego. Zrobiłam tonę zdjęć łodzi i krzątającego się po niej Papugi. Słońce wschodziło coraz wyżej, w porcie i na schodach pojawiało się coraz więcej ludzi. Również na statku mojego obiektu zaczęło robić się tłoczno. Pojawiło się dwóch chłopaczków ok. 20 którzy zabrali się za sprzątanie łodzi. Papudze nieźle się powodzi skoro stać go na wynajem sprzątaczy. A może to jego synowie? Mało podobni ale będzie trzeba to zbadać. Po jakiejś godzinie chłopcy zniknęli, ale za to pojawił się piękniś w garniturze. Wysoki blondyn w jasnym, dobrze skrojonym wdzianku. Od razu widać że do biednych nie należy. Krzyknął coś i Papuga zszedł do niego z pokładu. Stali na pomoście i prowadzili dyskusję. Nic nie słyszałam ale z lat doświadczenia spokojnie mogę powiedzieć kiedy ktoś mówi szeptem. Co chwila piękniś rozglądał się dookoła. Skończyli rozmowę, uścisnęli sobie dłonie, Papuga wrócił na statek. Jeśli akurat dzisiaj dostanie nowy towar, będę pluła sobie w brodę, ale ten piękniś.... Nie, muszę za nim iść. Moja intuicja zapaliła wielki, migoczący wykrzyknik nad jego głową z napisem "podejrzany". Siedząc na schodach górowałam nad nim więc bez problemu mogłam stwierdzić gdzie idzie. Kiedy tylko upewniłam się że zmierza na parking, wbiegłam po schodach po czym udałam się w tym samym kierunku szybkim krokiem. Musiałam nadłożyć trochę drogi, więc piękniś pierwszy dotarł do samochodu. Kiedy odpalał silnik ja właśnie wsiadałam do swojego pojazdu. Rzuciłam aparat na siedzenie obok i ruszyłam za czarnym BMW.

czwartek, 1 listopada 2012

Chemia


- Ale czekaj, ten cały Rocky tak po prostu powiedział Ci to wszystko? - dwie godziny później nadal siedzieliśmy na tej samej ławce i chociaż wymieniliśmy się już wszystkimi informacjami, żadne z nas nie wybierało się do domu. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, ciesząc się swoim towarzystwem. Za nic nie chciałam opuszczać tej piekielnie niewygodnej ławki.
- Wisiał mi przysługę. Kiedyś ja coś dla niego zrobiłem, teraz była jego kolej. Nie myśl sobie że wszystkie podejrzane typki tak łatwo dzielą się informacjami.
- Ty jakoś się ze mną dzielisz.
- Uważasz że jestem podejrzany?
- Coś na pewno jest z Tobą nie tak, nie masz nawet profilu na facebooku.
- Nie wierzę! Sprawdzałaś mnie?
- Zboczenie zawodowe, to nic osobistego.
- Jasne. Patrz, bo jeszcze Ci uwierzę.
- Co Ty niby insynuujesz?
- Ależ nic, psychopatko.
Z udawaną wściekłością uderzyłam go pięścią w ramię.
- Auć!
- Już nie udawaj że taki z ciebie słabeusz.
- Słabeusz, czy nie, nie możesz mnie bić.
- A to niby czemu? To wolny kraj, mogę robić co chcę.
- Wolny i z równouprawnieniem, czyli ja mogę Ci oddać?
- Chrzanić równouprawnienie, kobiety zawsze były lepsze i teraz też tak jest. A wy musicie przepuszczać nas w drzwiach i ustępować miejsca i nic na to nie poradzicie, bo inaczej zostaniecie wyklęci przez pół ludzkości.
- Akurat przepuszczanie w drzwiach dla nas też jest przyjemne.
- Jakim cudem?
- Podziwiamy widoki, a wy jeszcze nam za to dziękujecie.
- Szuja!
- I to jaka. Ale przecież za to mnie uwielbiasz, co?
Posłałam mu groźne spojrzenie i strzeliłam ostentacyjnego focha, ale niestety miał rację. Uwielbiam w nim to że jest wredny, wścibski i sarkastyczny. Że ma mroczne poczucie humoru i dystans do siebie. Że nie naśladuje innych, że nie przejmuję się ich opinią. Jest pewny siebie i inteligentny. Uwielbiam to w nim, bo i ja taka jestem. Nigdy jeszcze nie spotkałam osoby w której towarzystwie czułabym się tak dobrze, tak swobodnie. I to po tak krótkim czasie. I doskonale wiedziałam, że on też zauważył tą więź która wytworzyła się między nami.
- Oj już się na mnie nie obrażaj. Przynajmniej jestem szczery. - uśmiechnął się debilnie i próbował złapać ze mną kontakt wzrokowy, ale cały czas odwracałam od niego głowę. - No weź, nie bądź taka. A jak przekupię Cię kawą? Hmm? - uśmiechnęłam się i odwróciłam do niego - A no widzisz, na każdego znajdzie się sposób. - wstał i podał mi rękę. Uścisnęłam jego ciepłą dłoń i przeszedł mnie dreszcz. Uwielbiam jego dotyk. Pomógł mi wstać, tak że nasze twarze znalazły się w odległości 20 cm od siebie. Czułam jego oddech i bicie serca. Nie wypuszczałam jego dłoni z uścisku. Nie uśmiechał się tylko patrzył mi w oczy. Zbliżył się do mnie odrobinę i objął w pasie. I w tym momencie... zadzwonił jego telefon. Cholera jasna! odsunął się ode mnie gwałtownie i sięgnął do kieszeni.
- Muszę to odebrać. - rzucił i odszedł na kilka metrów, tak że nie mogła usłyszeć o czym rozmawia. Ktoś ma świetne wyczucie czasu, nie ma co! Tylko pogratulować. A biliśmy tak blisko. Tak blisko czego? Chwila, czy ja chciałam go pocałować? A co ważniejsze, czy on chciał pocałować mnie?! Niemożliwe! Ale... Niech to szlak! Chciałam go pocałować! A teraz żałuję że to się nie stało. Nie! Nie mogę na to pozwolić, on nie może mi się podobać. Muszę przestać tak o nim myśleć! Nie mogę myśleć o jego ustach, ani o koszuli opinającej mięśnie. Cholera jasna!


- Muszę już iść. - wyrwał mnie z zamyślenia, nagle stając przede mną.
- Co proszę? A co z moją obiecaną kawą?
- Kiedy indziej. Na prawdę muszę, przepraszam. Wynagrodzę Ci to. - rzucił tylko przez ramię i już go nie było. Pobiegł w głąb parku, po chwili zniknął mi z oczu. Co właściwie stało się przed chwilą? Ten prawie pocałunek, potem telefon i ucieczka. Nic z tego nie rozumiem! Chyba najlepiej będzie po prostu wrócić do biura. Boże, co za dzień!

Tajemnicze spotkanie


- Karol Wysocki. Mówi Ci to coś? - rozmawiałam przez telefon z Darkiem, kiedy poszukiwania w internecie spełzły na niczym. Ten facet nie miał nawet profilu na facebooku!
- Nie. A powinno?
- Sama nie wiem. Mógłbyś go sprawdzić w swojej cudnej bazie danych?
- W coś Ty się znowu wpakowała?
- W nic. Nie masz się o co martwić, ale dziękuję za troskę.
- Myhym, czyli mam uwierzyć że tak po prostu, bez żadnego powodu podejrzewasz jakiegoś faceta o bycie notowanym?
- Tak. Byłabym wdzięczna.
- W to nie wątpię. Dobra, ale wisisz mi drinka.
- Jak zawszę. Dzięki.
Odłożyłam telefon na łóżko i wróciłam do grzebania w szafie. Musiałam wybrać odpowiedni strój na spotkanie z Rockym i Karolem. Dziś rano uraczył mnie krótkim sms-em z miejscem i godziną spotkania. Dochodziła już siódma wieczorem, miałam niecałą godzinę na wybranie się i dotarcie do parku w centrum miasta, a nadal nie mogłam się zdecydować jaki strój będzie odpowiedni. Z jednej strony miałam się spotkać z facetami, więc powinnam ubrać się seksownie. Ale z drugiej będzie to spotkanie poniekąd biznesowe, więc dobrze by było gdybym wyglądała profesjonalnie, jakbym znała się na rzeczy. Nie żebym się nie znała, bo przecież mam sporą wiedzę, ale nie wiem jak wypadnę w zestawieniu z Karolem. Niby pracuję w sklepie, ale od razu widać, a raczej słychać że jest wykształcony. Musiał skończyć jakieś studia, pewnie nawet artystyczne. Może jest malarzem? Albo rzeźbiarzem, ma zniszczone dłonie. Ale może to od pracy w sklepie? Może powinnam zlokalizować ten sklep i złożyć mu wizytę? Boże! Dlaczego ja cały czas o nim myślę? Co się ze mną dzieje?! Wracając do szafy... Może założę garsonkę? Czy dżinsy będą bardziej odpowiednie? Duży dekolt czy mały? Podkreślić makijażem usta czy oczy? Przymierzyłam już chyba z 10 różnych zestawów, które teraz walają się po łóżku i podłodze robiąc jeszcze większy bałagan w mojej i tak mocno zagraconej sypialni. Od dawna nie miałam tak dużego dylematu. A to nawet nie jest jakieś piorunująco ważne wydarzenie. Sama siebie nie poznaję. Zerkam na zegar i dostaje małego zawału serca. Za 25 minut mam być na miejscu! Jak ja się wyrobię? Zakładam pierwszą lepszą sukienkę i buty, nie mam już czasu na zastanawianie się. Do torebki upycham kosmetyki, po drodze muszę jeszcze zrobić makijaż. Chwytam kluczę i już mnie nie ma. Biegnę do samochodu i dziękuję wszystkim bóstwom że o tej porze nie ma korków. Kiedy docieram do granic parku z radością stwierdzam, że jestem na czas. Kiedy odnajduję właściwą alejkę i dostrzegam Karola siedzącego na ławce, mój uśmiech staje się jeszcze większy. Mężczyzna dostrzega moje spojrzenie i również się uśmiecha. Kiedy siadam obok niego lustruję mnie od stóp do głów. Jak w większości sytuacji podświadoma decyzja jest najlepsza. Krój sukienki podkreśla moją figurę, jednocześnie nie eksponując za bardzo mojego biustu. Czerwień materiału dodaje mi pazura. Idealnie. Błysk w oczach Karola tylko upewnia mnie w tej opinii.
- Pięknie wyglądasz. Pewnie doprowadzenie się do tego stanu zajęło Ci całą wieczność?
- Nie, tylko 3 stulecia. Mój nowy rekord.
Większość kobiet pewnie wyrwałaby facetowi jądra i wbiłaby je w oczodoły za taki tekst, ale mi bardzo się podobał. Karol nie jest kolejnym bezmózgim samcem sądzącym że puste słowa coś załatwią. A ja nie jestem niepewną siebie samiczką, która desperacko potrzebuję komplementów. I oboje doskonale zdajemy sobie z tego sprawę. Tak samo jak z tego, że cudnie dzisiaj wyglądam.
- A więc, kiedy będzie tu Rocky?
- Jakieś pół godziny temu.
- Że co proszę?
- Był już tutaj. Porozmawialiśmy sobie. Miły gość.
- W przeciwieństwie do Ciebie. Dlaczego w takim razie kazałeś mi tu przyjść dopiero na 19.30?
- Tak jakoś wyszło. Ale po co Ci Rocky skoro masz mnie? - uśmiechnął się zawadiacko czym nie zmienił mojej groźnej miny. Miałam ochotę rozerwać go na strzępy! Co on siebie wyobraża?! Dlaczego tak mnie wystawił?! - Oj nie złość się. Zaraz Ci wszytko powiem.
- Może najpierw łaskawie mi wytłumaczysz dlaczego mnie tak wystawiłeś?! - tak, wiem, powinnam zachować spokój ale dłużej nie mogłam. Co za palant!
- Hah po co te krzyki? Spotkanie z Rockym nie było Ci wcale potrzebne.
Mam tego dość! Zachowuję się jak zwykły palant. Jak ja tego nie cierpię.
- Palant. - Posłałam mu groźne spojrzenie i wstałam z ławki. Ruszyłam w kierunku samochodu.
- Ej no! Nie strzelaj mi tu focha! - Karol darł się za mną, ale nadal go ignorowałam. Wiedziałam że to ryzykowny plan, ale jeśli zadziała, będę w stanie wyciągnąć od niego prawdę. Wiedziałam że coś ukrywa, bo jego zachowanie nie miało żadnego sensu.
- Ej! Zaczekaj! Co ja takiego powiedziałem?! - usłyszałam że wstał i idzie za mną. Jest! Plan zadziałał! Jeśli tylko uda Ci się wzbudzić poczucie winy u faceta, zrobi dla Ciebie wszystko. Odeszłam już dość daleko, więc przyśpieszył do truchtu i po chwili mnie dogonił. Złapał mnie za ramię i zmusił do zatrzymania. Kiedy tylko dotknął mojej skóry, przeszył mnie dreszcz. Ale nie dreszcz zimna, jego dłoń była ciepła, a krew szybko pulsowała. Był to dreszcz podniecenia. Boże, czemu ten facet tak na mnie działa?! Odwróciłam się w jego kierunku i wbiłam w niego wzrok.
- Co ja tego zrobiłem? - mówił spokojnym i przyciszonym głosem
- Problemem jest raczej to czego nie zrobiłeś! - wściekłość już częściowo mi przeszła, ale krzyk był częścią planu. Kiedy wywołałam w nim poczucie winy, musiał go przytłoczyć. - Czemu nie pozwoliłeś mi się spotkać z Rockym?! Jak mogłeś tak postąpić?! Przecież wiesz, że potrzebuję tych informacji! - wyrzucałam z siebie słowa z szybkością karabinu maszynowego, a jego oczy robiły się coraz większe ze zdziwienia- Chciałeś je zachować tylko dla siebie?! Jak mogłeś postąpić tak egoistycznie?! Dlaczego to zrobiłeś?! Nie pozwoliłeś mi na rozmowę z nim, bo nie chciałeś żebym się czegoś od niego dowiedziała?!
- Nie!
- To dlaczego w takim razie?!
- Chciałem Cię chronić do jasnej cholery! - mówiłam? Cudny plan!
- Chronić? Przed czym? - od razu złagodniałam, a na jego twarzy pojawiło się zatroskanie i mina zbitego pieska
- Przed Rockym. To groźny typ. Nie tylko zajmuję się paserką ale jest też powiązany z mafią. Przemyca praktycznie wszystko ze wszystkich stron świata. Dzieła sztuki, narkotyki, ludzi. I nie jest przy tym zbyt łagodny. 3 razy miał stanąć przed sądem, ale za każdym razem dzień przed rozprawą główni świadkowie znikali w tajemniczych okolicznościach. Wierz mi, lepiej dla Ciebie jeśli go nie poznasz.
- A skąd Ty go znasz w takim razie?
- Dorabiałem kiedyś u niego. Kiedy jeszcze nie wiedziałem czym tak naprawdę się zajmuje. Odbierałem telefony, podlewałem kwiatki i takie tam pierdoły. Więc doskonale go znam i wiem do czego jest zdolny.
- Nie mogłeś mi tego od razu powiedzieć?
- Nie uwierzyłabyś mi i próbowała znaleźć go na własną rękę.
- Pewnie masz rację. Ale Ty się z nim spotkałeś?
- Tak. I mam sporo ciekawych informacji. Chcesz posłuchać? Tylko mi już nie uciekaj, co? Te buty nie nadają się do uganiania za dziewczynami.
Uśmiechnął się do mnie ciepło i wszystko było z powrotem w porządku. Wróciliśmy ma ławkę, usiedliśmy zwróceni do siebie twarzami.
- Więc? Czego się dowiedziałeś?
- Rocky, a właściwie jego ludzi, dostali obraz tydzień temu. Oczywiście od tajemniczego zleceniodawcy, jeśli chodzi o dane "klientów" są bardzo powściągliwi. Mieli go przewieść do Włoch, co oczywiście zrobili. Wrzucili go na statek, wczoraj dopłyną do portu i został dostarczony tajemniczemu odbiorcy. Statek nie był ich, wynajęty, ale u sprawdzonego żeglarza, który już wcześniej z nimi pracował. Zwą go Papugą.
- Bo powtarza co mówią inni?
- Nie. Bo ma tatuaż papugi na policzku. Dziwny gość. Ale nie to nie istotne. Przewoził też ich inne ładunki, lepiej nie wnikać co. Obraz był zdjęty z ramy i zwinięty, więc przewozili go w plastikowej beczce.
- Czyli oni nie widzieli tego obrazu?
- Nie. Został im dostarczony już zapakowany i gotowy do drogi.
- Więc skąd wiedzą że to ten obraz?
- Zleceniodawca mi powiedział, a oni nie sprawdzali, bo nie miało to znaczenia co przemycają, dopóki dostają kasę. Facet zapłacił w gotówce, z góry, całą kwotę. To dziwne, szczególnie że pierwszy raz pracował z Rockym i jego bandą. Ale oni oczywiście nie narzekali.
- Czyli ten cały zleceniodawca nie jest powiązany z Rockym? Tylko go wynajął?
- Tak, Rocky go ani wcześniej ani później nie widział na oczy.
- To skąd on wiedział czym zajmuje się Rocky? A tym bardziej że może mu zaufać i zapłacić z góry?
- Tego właśnie nie wiadomo. I tutaj wkraczasz Ty.
- Ja? W jakim niby sensie?
- Musisz wytropić tego zleceniodawce. On doprowadzi nas kupującego, a ten do sprzedawcy.
- Skąd pewność że zleceniodawca i kupujący to nie ta sama osoba?
- Bo to tak nie działa. Zawsze wykorzystuje się pośredników w takich akcjach, żeby trudniej było namierzyć odpowiednie osoby.
- Czyli dlatego powiedziałeś mi to wszystko? Bo chcesz żebym go wyśledziła?
- Chyba nie sądziłaś że zrobiłem to bo masz ładne oczy? Nie ma już takich facetów na Ziemi.
- A szkoda, przydaliby się. Ale zgoda, przysługa za przysługę. Ty znalazłeś Rockiego, ja znajdę zleceniodawcę.

sobota, 30 czerwca 2012

Wystawa

Ostatnie poprawki fryzury i byłam gotowa na ciekawy, mam nadzieję, wieczór w galerii Wysockiego. Urządzał dziś aukcję obrazów jakiegoś nowoczesnego malarza. Ale nie to mnie interesowało. Liczyłam na to że już zdobył dla mnie informacje o sprzedaży "Mia Rosa". I że uda mi się wyciągnąć jakieś inne informacje od pozostałych gości.

Galeria była już pełna gości, wszyscy przechadzali się z kieliszkami szampana między obrazami. Dołączyłam do towarzystwa, wymieniłam kilka zdań na temat wyższości "prawdziwych" galerii nad aukcjami internetowymi i zachwalałam maźnięcia kolorową farbę wycenione na tysiące złotych. Kiedy tylko zaczęła się aukcja, wszyscy udali się do pomieszczenia obok, a do mnie podszedł Wysocki:

- Witam serdecznie. - pocałunek w dłoń - Przepięknie pani wygląda w tej sukience. Ha, zresztą jak i w każdej innej.
- Dziękuję bardzo. Udana aukcja.
- Oj tak, na to wygląda. Wielu chętnych mamy dziś wieczór. Mam dla pani ciekawe informację na temat Corrado. - z pomieszczenia obok wyszedł brunet w granatowym garniturze i podszedł do nas - W samą porę. - zwrócił się do niego Wysocki, a potem przedstawił mi przybysza - To mój brat, Karol. - Tak, ten sam Karol którego poznałam w bibliotece, ten sam który na mnie krzyczał i ten sam który niesamowicie mnie intrygował- Również był zainteresowany tym samym obrazem, więc mogę wam obojgu przedstawić zdobyte informację.
- Miło znów Cię widzieć. - Karol uśmiechnął się do mnie w zawadiacki sposób, uniósł tylko jeden kącik ust i przeciwległą brew.
- To wy się znacie? - Wysocki był iście osłupiony
- Tak, poznaliśmy się niedawno w dość ciekawych okolicznościach.
- Nie wiem czy można je nazwać ciekawymi. Raczej dość przykrymi, nie sądzisz? - wdałam się w dyskusję z Karolem patrząc mu głęboko w oczy, oboje ignorowaliśmy Wysockiego
- Każde nowe doświadczenie jest ciekawe. Szczególnie tak niezwykłe i dzielone z inteligentną osobą.
- Możliwe że masz rację. Jednak to konkretne było dość nieprzyjemne. Zwłaszcza jego początek. Chociaż podobno nie ważne jak się zaczyna ale jak się kończy.
- Jak bym słyszał siebie. Ale mam nadzieję że to jeszcze nie jest koniec?
- Khmh. Mogę wam na chwilę przerwać? - Wysockiego chyba zirytowała nasza rozmowa - Chyba zapomnieliście po co tu jesteśmy.
- Sorki braciszku. To czego się dowiedziałeś?
- "Mia rossa" została sprzedana 15 maja, prywatny kupiec, bez aukcji. Parę dni wcześniej pojawiły się pogłoski o tym dzielę, nim się obejrzałem było już sprzedane. Poszła za 200 tysięcy. Naprawdę sporo jak na takie dzieło. Oczywiście żadnych śladów kupca czy sprzedawcy. Nie było też żądnego pośrednika.
- To dość dziwne. Czemu?
- Nie wiadomo, ale zgaduję że kupiec i sprzedawca znali się dobrze.
- Ale w takim razie po co w ogóle rozgłaszać sprzedaż?
- Nie wiem, nie moja sprawa. Wiem tylko że niejaki Rocky maczał w tym palce. Powinniście z nim pogadać. Znacie go?
- Tak, namierzę go. Dzięki braciszku. - Karol poklepał go po ramieniu, w tym momencie zadzwonił jego telefon. - Przepraszam, muszę to odebrać. - Wyszedł z galerii a ja odwróciłam się w stronę Wysockiego:
- Więc... Czemu, jeśli to oczywiście nie tajemnica, pana brat interesuję się tą transakcją?
- Ha, proszę jego zapytać. Dla mnie nie ma to znaczenia. W końcu to rodzina, musiałem mu pomóc. Ale tak między nami to radził bym pani trzymać się od niego z daleka. Proszę mi wierzyć, to nieciekawy typ.
- Skoro pan tak mówi, to musi to być prawda. - posłałam mu słodki uśmiech - Czegoś jeszcze się pan dowiedział?
- Nie, to niestety tylko tyle. Rocky powinien wiedzieć więcej.
- I tak dziękuję bardzo. Spisał się pan znakomicie. Będę dozgonnie wdzięczne. - pochyliłam się w jego stronę i pocałowałam w policzek, po czym wyszłam z galerii.


- A więc "Mia Rosa". Nie przypuszczałem że akurat to Cię interesuję. Akt kochanki, serio?
Na przeciwko wyjścia z galerii znajdował się murowany kwietnik na brzegu którego siedział Karol.
- Potrafię zaskakiwać. Ale pytanie brzmi dlaczego Ciebie tak bardzo to interesuję?
- Hah, ciekawski ze mnie facet. Jaka jest Twoja wymówka?
- Oficjalnie lubię znać historię dzieł.
- A nie oficjalnie?
- Dlaczego miałabym Ci to powiedzieć?
- Z tego samego powodu dla którego w ogóle ze mną rozmawiasz. Potrzebujesz namiarów na Rockiego.
Dobra, złapał mnie. Pojęcia nie mam kim jest ten cały Rocky. A wychodzi na to że ma ważne dla mojej sprawy informację. I co to w ogóle za ksywka?
- Masz rację. - usiadłam obok niego - Jeśli Ci powiem dlaczego się tym interesuję, skontaktujesz mnie z nim?
- Nas. Muszę być przy tym spotkaniu, bo Rocky to nie typ faceta który spotyka się z każdym.
- Oj myślę że dla mnie znalazł by czas. Ale ok, powiem Ci. Jestem prywatnym detektywem i dostałam zlecenie związane z odnalezieniem tego obrazu.
- Uhuhu, detektyw. Nieźle.
- Nie narzekam. A Ty czym się zajmujesz?
- Pracuję w sklepie budowlanym ojca. Nic ciekawego.
- Więc dlaczego interesuję Cię ten obraz?
- To teraz nie istotne. Zadzwonię do Ciebie jak skontaktuję się z Rockym. O ile dasz mi swój numer.
- Nowy sposób podrywu? Nie sądzę żeby zbyt często działa.
- Ale na Ciebie działa, mam rację. - uśmiechnął się do mnie w ten sam zawadiacki sposób co wcześniej kiedy wręczałam mu wizytówkę. Wstałam i ruszyłam w kierunku samochodu.

sobota, 2 czerwca 2012

Teorie zbrodni

Usadowiłam się na wiklinowym fotelu małej kawiarenki w centrum miasta. Dla zabicia czasu przeglądałam menu, kiedy czyjś cień przesłonił mi światło:

- Wiesz że mam dziś wolne a Ty mnie obudziłaś? I wiesz że tego nie lubię?
- Ciebie też miło widzieć Darku. - niski blondyn usiadł naprzeciwko mnie, miał na sobie niebieską koszulę, która idealnie podkreślała kolor jego oczu. Był chyba jednym gliniarzem w tym kraju który dobrze wyglądał w mundurze policji. - I bardzo przepraszam ale wiesz że jeśli nie mam informacji od razu to popadam w obłęd.
- Taa. Mam tu Twój raport. - podał mi plik kartek, który od razu zaczęłam przeglądać - Oglądałem zdjęcia po drodze i coś mi tam nie gra.
- Ten świecznik na kominku?
- Dokładnie. Czemu złodziej go nie wziął? Wygląda na drogi.
- Moja teoria jest tak, że chodziło mu tylko o ten konkretny obraz. Może dostał takie zlecenie? Nie wiem jeszcze tylko dlaczego ten obraz jest dla kogoś aż tak ważny.
- Ok, to by miało sens. Ale nie do końca. Bo nawet jeśli potrzebował tylko tego obrazu mógł przy okazji, szczególnie że nie kosztowałoby go to ani więcej czasu ani wysiłku, ukraść kilka innych rzeczy.

Odłożyłam kartki i spojrzałam na Darka. Uwielbiałam prowadzić z nim takie dyskusję. Nasze myśli biegają zawsze innymi drogami i dzięki temu świetnie się uzupełniamy. Zawsze zwracam się do niego o pomoc w problemach a i on wielokrotnie dzwonił do mnie w środku nocy żeby poddać do dyskusji kolejną sprawę nad którą pracuję. W życiu prywatnym jesteśmy przyjaciółmi, byłam na jego ślubie, on pomagał mi z przeprowadzą. Istna sielanka. Chociaż oczywiście nie zawsze, bo chociaż szanujemy nawzajem swoją pracę, on nie omieszka wyrzucać mi braku odznaki i kwalifikacji, a ja wprost uwielbiam żarty o zidiociałych policjantach. Ale wracając do sprawy:

- Słusznie. Czyli na pewno miał zleceniodawcę, który mu zapłacił więcej niż mógłby wynieść z domu, za zabranie tylko jednego obrazu. Tylko dlaczego?
- Nie chciał aby coś innego zniknęło? Może to jakaś wiadomość dla mieszkańców? Mafiozi często postępuję w taki sposób.
- Wiem, ale to para bogatych staruszków. Jak oni mogliby zaplątać się w porachunki z mafią?
- Różnie to w życiu bywa. Sprawdzę ich w bazie jutro.
- Jesteś wielki. Ale wróćmy do tego że komuś zależało żeby nic innego nie zginęło. Jeśli wykluczymy mafię to co nam zostaje?
- Może ktoś z rodziny? Chciał się odegrać i zabrać ukochane dzieło pani domu?
- Możliwe. Ale wtedy Malinowska nie zgłosiła by tego na policję. Chciałaby mimo wszystko chronić bliskie osoby.
- Właśnie! Może ktoś chciał chronić ją czy jej męża i dlatego to zabrał? Podobno nie było śladów włamania. Więc złodziej musiał mieć klucz.
- Czekaj. Gdzieś tutaj był wywiad z mężulkiem. - odnalazłam potrzebną kartkę - Nie, nikt z rodziny nie ma kluczy do ich domu.
- No to jesteśmy w ślepej dupie.

Oboje zamyśliliśmy się głęboko, jednak szybko Darek wyrwał się z tego stanu i zaczął gwałtownie przeglądać kopię raportu.
- Monitoring! Mówiłaś bogaci, tak? Nie mają monitoringu ani alarmu? Muszą coś mieć!
- Mają. Jedno i drugie, ale Twoim inteligentni koledzy nie poprosili o zapis z kamer.
- Idioci. Powiedz że go masz?
Uśmiechnęłam się do niego złowieszczo i wstałam:
- U mnie czy u ciebie?

- Masz lepszy sprzęt od mojego. Chyba muszę zostać prywaciarzem. Chociaż nie, sumienie by mi nie pozwalało.
20 minut później byliśmy już w moim gabinecie. Ja siedziałam na fotelu, a Darek na biurku. Ustawiłam monitor tak, żebyśmy oboje mieli dobry widok i włączyłam filmik.
- Noc, głucha noc. Zakładam że to mniej więcej wtedy było włamanie?
- Tak. Według raportu geniuszy od ciebie i Malinowskiej.
- A skąd ona to wie? Mówiłaś że nie było jej wtedy w domu?
- Ogrodnik przyszedł rano i zauważył uchylone drzwi do salonu. Od razu zadzwonił do jej męża.
- Tak po prostu? Może to on ukradł obraz? Miał kluczę?
- Nie. I jego bym nie podejrzewała. Jak na ogrodnika sporo zarabia. I pracuję u nich od 20 lat, spędzają razem święta. Dziwna sprawa, ale facet wydaje się lojalny.
- Pomysły mi się kończą.

Obejrzeliśmy całe nagranie, jednak po włamywaczu ani śladu. W między czasie stworzyliśmy też wiele teorii, od przypadkowego przechodnia zainteresowanego malarstwem Corrado do najazdu kosmitów wsysających do swojego statku obraz. Wszystkie jednak zostały szybko obalone.

piątek, 1 czerwca 2012

Oględziny

Jeśli ktokolwiek czyta moje "wypociny", bardzo proszę o komentarz, wiele by to dla mnie znaczyło

Tekst pisany kursywą to myśli Julii.

--------------------------------------------------
Następnego dnia rano zaparkowałam swój samochód pod domem Malinowskiej. Ba, domem...Willą. Wielka posesja ogrodzona wysokim murem. Wejście umożliwiała solidna brama ze stali. Nad każdym skrzydłem czuwałam kamera. Obeszłam całość z zewnątrz, mur nigdzie nie miał żadnych dziur czy obniżeń. Wysoka na 4 metry ściana zdecydowanie uniemożliwiała przeskoczenie jej czy wspinaczkę po jej gładziutkich kamieniach. Całej posesji strzegło też 15 kamer, na mój rzut oka żadnych ślepych punktów. Jedynym wejściem wydawał się brama, ale nie bardzo wiem jak włamywacz mógłby ją pokonać jednocześnie będąc niezauważonym przez monitoring. Ja oczywiście nie musiałam się tym zajmować, po prostu zadzwoniłam a ogromna wrota w kilka chwil stała przede mną otworem.
Choć posesja z zewnątrz wydawała się większa, jednak pokaźny ogród i dwupiętrowy dom robiły wrażenie. Jeszcze większe robiło wnętrze. Pokoje urządzone były w stylu "im więcej tym lepiej". Wszędzie obrazy i rzeźby, mnóstwo kwiatów. Salon był bardzo jasny, były w nim 4 kanapy i niski, mahoniowy stół, dużo półek i innego ustrojstwa. Mój wzrok jednak od razu przyciągnął kominek z marmuru. Na półeczce nad nim stał wielki, złoty świecznik a za nim na ścianie było puste miejsce.

- Tu wisiał obraz Corrado. - poinformowała mnie Malinowska gdy ruszyłam w tamtą stronę - Bez niego jest tu bardzo pusto.
Podeszłam bliżej i dokładnie obejrzałam to miejsce. Ściana jak ściana, widać było dokładne granice ramy obrazu, wyznaczyły one jaśniejszy fragment na nieco zszarzałej tapecie.
- Czy przestawiała pani coś od włamania?
- Nie, wszystko jest jak było.
- Ten świecznik stał w tym miejscu gdy zauważyła pani zniknięcie obrazu?
- Tak, jak najbardziej. Uważa pani że źle wygląda?
- Nie o to chodzi.
- czemu złodziej go nie ukradł? Nawet jeśli się śpieszył mógł zgarnąć zapewne drogocenny świecznik i uciec...oknem. W zamyśleniu podążyłam do ściany po prawej stronie od kominka. Znajdowały się na niej wielkie okna i przeszklone drzwi prowadzące do ogrodu. Dokładnie je obejrzałam, na białej farbie nie było nawet najmniejszego zarysowania, żadnych śladów włamania. Otworzyłam drzwi i rozejrzałam się po ogrodzie. Żadnych śladów stup czy jakichkolwiek innych śladów.
- Zakładam że okna też nie były malowane?
- Oczywiście że nie. Były tylko myte.
- Genialnie, czyli nie ma co liczyć na odciski palców...Pewnie i tak policja je zdjęła jeśli jakieś były.
- Czy policja zabezpieczyła jakieś ślady? Dociski, znaki włamania?
- Nie, chyba nie, o niczym takim mi nie wiadomo. Ale nie było mnie w domu podczas ich wizyty, mąż się tym zajmował.
- I znowu ten mężulek...Wydaje mi się coraz bardziej podejrzany.
- A czy pani mąż jest teraz w domu? Chciałbym z nim porozmawiać.
- Nie, jest obecnie w klubie golfowym. Bierze udział w jakimś turnieju.
- A czy mogłabym rzucić okiem na zapis z monitoringu? Zauważyłam że mają państwo wiele kamer, może na jednej z nich widać włamywacza?
- Oczywiście. Mogę pani dać kopię jeśli pani chce. Skoro już pani o tym mówi, to wydaje się dziwne że policja nie poprosiła o to samo. Zaraz wrócę z nagraniem.

Malinowska wyszła z pokoju, a ja zaczęłam rozmyślać:
- Jakim cudem policja nie zainteresowała się tymi nagraniami? Chyba nawet największy debil by na to wpadł. Muszę chyba złożyć wizytę na komisariacie. Przydałby mi się raport z oględzin. I jeszcze ten nieuchwytny mężulek. Dobrze by było i jego znaleźć. - na jednej z półek zobaczyłam zdjęcie Malinowskiej z jakimś mężczyzną w jej wieku - Założę się że to mężulek - Telefonem zrobiłam zdjęcie zdjęcia, kilka kominkowi i oknom. Kiedy chowałam telefon wróciła Malinowska i wręczyła mi płytę z nagraniami:
- Proszę, mam nadzieję że pomoże pani w złapaniu tego łajdaka.
- Też mam taką nadzieję. - schowałam płytę do torebki, pożegnała się z gospodynią i ruszyłam z powrotem do samochodu.


- Witaj Darku, jak mija ci ten piękny dzień? - zadzwoniłam do mojego zaprzyjaźnionego policjanta. Poznałam go już podczas mojej pierwszej sprawy i od razu zaczęliśmy się świetnie dogadywać. Jako że reszta jego współpracowników zieje ogniem do prywatnych detektywów, jesteśmy na siebie skazani.
- Czego chcesz tak wcześnie rano? Ty chyba nigdy nie śpisz, co?
- Czasami trochę drzemię. Co powiesz na kawę?
- Chętnie wypiję ale trudno mi uwierzyć w Twoją bezinteresowność. Co jest?
- Prowadzę nową sprawę i przydałby mi się raport policji.
- Znowu? Nie możesz sama zbierać danych. - ziewnął, a w tle usłyszałam szczekanie jego psa. - Dobra, wyślij mi nazwisko, a postaram się go zdobyć.
- Jesteś wielki, wiesz o tym? I pogłaszcz ode mnie Stacha.

czwartek, 31 maja 2012

Historia obrazu

Z szafki wyciągnęłam szarą teczkę i napisałam na niej czarnym markerem nazwisko nowej klientki. Na pierwszej stronie jak zwykle umieściłam dane personalne zleceniodawcy. Malinowska Anna, lat 60, zamieszkała na ul. Piastowskiej 15, wraz z mężem, Henrykiem, lat 55, właścicielem firmy produkującej wyroby z drewna, głównie meble. Ich majątek pochodzi częściowo z jego działalności a częściowo został odziedziczony przez Annę po rodzicach. Są małżeństwem od 32 lat.
Przedmiotem sprawy jest odnalezienie skradzionego obrazu.

Na tym etapie mam zasadniczo mało danych czy nawet hipotez. Za to dużo rzeczy do sprawdzenia.
Na spotkanie w domu Malinowskiej umówiłam się na jutrzejszy poranek. Muszę dokładnie obejrzeć miejsce po obrazie, nie zaszkodzi też przyjrzeć się mężulkowi.

Jednak na początku postanowiłam przejrzeć moje notatki o obrazie:

- Polubiłbyś tego Corrado - powiedziałam do Pawła który właśnie wszedł do mojego gabinetu, jak zwykle bez pukania - Był z niego niezły casanowa, nowy miesiąc, nowa panna. Najgłośniejszy romans miał z córką papieża.
- Od kiedy papież ma dzieci? - Paweł usadowił się w fotelu na przeciwko mojego biurka
- Jak widać od dawna. Wszystko wyszło na jaw, bo jakiś biskup przyłapał ich w kościele, na ołtarzu w dość jednoznacznej sytuacji.
- Rzeczywiście mógłbym go polubić. Ale skąd właściwie to wiadomo? Może to tylko plotki?
- Dziewczyna pisała pamiętnik, który po tym zamieszaniu papież ukrył w archiwum, ale parę lat temu robili tam remont, ktoś to znalazł i jakimś dziwnym trafem przekazał dziennikarzom. Były tam opisane dość ciekawe rzeczy, także o Corrado. I to całkiem sporo. Dziewczyna chyba była w nim zakochana, bo prawie cały pamiętnik jest o nim i ich spotkaniach. Opisuje jak to potajemnie chadzali na ich ulubioną leśną polanę i tak owocnie spędzali czas; jak to jej matka zakazała jej spotkań, ale ona to zlekceważyła dla Corrado. Jest też dużo o jej spotkaniach z ojcem, najczęściej w kościele, dzielili się wszystkim sekretami i takie tam pierdoły. Ale najlepsze jest to, że to właśnie ona jest na tym obrazie Malinowskiej!
- Żartujesz? Goła córka papieża wisiała u niej nad kominkiem? Nieźle, nieźle.
- Tak, też tego nie pojmuję. Corrado namalował ten obraz jako prezent dla tej Clementiny. Ale ponieważ ta nie mogła go trzymać w domu, a bogata nie była, sprzedała go , Corrado wpadł w szał, zerwał z nią, a ona wstąpiła do zakonu i do końca życia nie widziała się z żadnym mężczyzną.
- Całkiem poważna rozpacz. A co z tym obrazem?
- Był w rodzinie kupca przez wiele pokoleń, ale 110 lat temu babka Malinowskiej zaczęła się nim interesować. Odnalazła właściciela i wytoczyła mu proces sądowy, który o dziwo wygrała. Obraz powiesiła w domu, potem przekazała córce, ta swojej i tak nieślubne dziecko papieża wisiało u naszej klientki.
- Jakoś mnie nie dziwi że wygrała. Wszystkich da się przekupić. Ale czekaj, powiedziałaś że ta Clementina wstąpiła do zakonu, a Malinowska twierdzi że jest jej potomkiem. Jak to możliwe?
- To też całkiem ciekawe. Według aktów chrztu z Watykanu - jak ja uwielbiam że teraz wszystko jest w internecie - Clementina była matką jednego chłopca. Jako jego ojciec został wpisany niejaki Tobia Koll. Ten sam biskup Tobia który przyłapał baraszkującą parę na ołtarzu.
- Uhu, skomplikowana sprawa.
- I to jak! Ale znasz mnie, im coś bardziej skomplikowane tym bardziej mnie wciąga. W każdym bądź razie, chłopak został wychowany przez matkę Clementiny gdy ta wybrała zakon. Nie ma o nim żadnych danych aż do dnia jego ślubu. Miał 6 dzieci, więc Malinowska jest potomkinią jednego z nich.
- Dobrze że moja historia rodzinna nie jest tak zagmatwana. A co było dalej z Centamo? Dalej skakał z kwiatka na kwiatek i malował?
- Tak, aż do śmierci. Umarł w wieku 45 lat, namalował ok 80 obrazów, głównie aktów, ale było też kilka pejzaży i jeden portret biskupa. Zgadnij jak się nazywał?
- Pewnie Tobia Koll?
- Dokładnie. Cały czas ten sam Tobia.
- Powiedz że to nie był akt.
- Nie, przedstawia go na jakimś tronie w odświętnych szatach, pewnie był robiony na zamówienie. Ale mimo wszystko ten biskup to ciekawa postać. Za dużo go w tej historii. Zdecydowanie za dużo...
- Wracaj na ziemię Juli. Twoja praca nie polega rozwiązywaniu zagadek rodzinnych z przeszłości. Musisz znaleźć ten obraz. Który, jak mam nadzieję że o tym pamiętasz, został skradziony w XXI wieku.
- Wiem, wiem. Nie moja wina że mam fioła na punkcie takich historii. Ale Malinowska sama stwierdziła że to dziwne że akurat ten obraz został skradziony. Powiedziała mi że ma w domu dużo wartościowsze okazy. Złodziej miał pełny wachlarz obrazów, rzeźb czy złotych świeczników. A wybrał ten obraz. I tylko ten obraz. Nie ukradł nic więcej. Zadał sobie tyle trudu, złamał świetny system antywłamaniowy i zabrał tylko jeden, mało wartościowy obraz? Coś tu nie gra, to nie mogła być zwykła kradzież. I coś mi mówi że historia tego dzieła jest kluczem do rozwiązania tej zagadki.

wtorek, 22 maja 2012

Palant

Stałam więc chwilę przed głównym wejściem i próbowałam wejść do środka. Nagle jakiś mężczyzna wpadł na mnie dzikim pędem o mało nie przewracając na ziemię.

- Hej ty! Palancie! - krzyknęłam za nim, gdyż nawet się nie zatrzymał po zderzeniu ze mną. Około 28 letni chłopak w różowej koszulce z nadrukowaną małpą zatrzymał się gwałtownie i obrócił na pięcie w moją stronę:
- Że niby ja? - wskazał na siebie palcem z wyrazem zdziwienia na twarzy
- Zareagowałeś na "palancie", więc, tak, ty! Może byś bardziej uważał jak chodzisz co?! Albo przynajmniej przeprosił jeśli nie możesz nic zrobić ze swoją ułomnością!
- Oh przepraszam. - powiedział ze zbyt oczywistym sarkazmem - Nie zauważyłem cię. Naprawdę jest mi bardzo, ale to bardzo przykro. - podśmiewając się do siebie wszedł do biblioteki.

Co za palant! Jak ja nie lubię takich ludzi! Właśnie znalazłam kolejny powód dla którego warto unikać bibliotek.
Kiedy w końcu weszłam do środka i znalazłam odpowiedni dział zaczęłam poszukiwania. Przeglądałam półki, czytając tytuły kolejnych książek. Kiedy jednak bez owocnie przeszukałam cały regał, postanowiłam udać się po pomoc do bibliotekarki.

- Mamy tą książkę. Według moich danych powinna być na półce.
- Ale jej tam nie ma, więc może ma pani złe dane?
- W takim razie zapewne ktoś ją właśnie czyta, będzie musiała pani przyjść później.

Ani mi się śniło. Odeszłam do biurka bibliotekarki i wyruszyłam na łowy. Plan był prosty - znaleźć książkę. Skoro nikt jej nie wypożyczył, zapewne ma ją jedna z osób siedząc przy stołach w czytelni. Na moje szczęście o tej porze dnia było tam zaledwie 8 osób. Szybko wypatrzyłam moją ofiarę. Na moje nieszczęście potrzebna mi książka była akurat w złych rękach. Znad jej kartek szczerzyła się do mnie małpa. Ta sama małpa której właściciel potrącił mnie przed wejściem. Ja to mam szczęście! Czemu akurat ten palant musiał czytać moją książkę!? No cóż, trudno. Radziłam sobie z gorszymi przypadkami. Zebrałam się w sobie, poprawiłam włosy i kołysząc biodrami ruszyłam do jego stolika. Fakt, że jakieś 15 minut temu nazwałam go palantem trochę komplikował sprawę...
- Przepraszam - powiedziała słodkim głosem opierając się o stolik i pochylając w jego kierunku - Chciałam cię przeprosić za ten incydent przed wejściem. Chyba trochę mnie poniosło. - zaśmiałam się jak idiotka, słodka oczywiście. Chłopak dopiero teraz podniósł wzrok znad książki i dokładnie mnie zlustrował - Zastanawiałam się, czy nie chciałbyś mi pomóc? Zauważyłam, że czytasz książkę, która jest mi niezmiernie potrzebna. A do tego bardzo się śpieszę i chciałabym ją tylko szybko przejrzeć.
- I co ja mam do tego? Przykro mi, ale masz pecha. Popraw bluzkę bo takie idiotyczne sztuczki na mnie nie działają. A teraz wybacz, ale chciałbym wrócić do lektury.

Co za palant! Jakim cudem nie chciał mi pomóc?! Przecież...przecież to zawsze działa! Słodka, bezbronna idiotka wywołuje u facetów potrzebę zaopiekowania się nią. Przecież...Zrobiłam wszystko jak należy.
- Halo! Jest tam kto? Może nie wyraziłem się dosyć jasno - idź stąd.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nadal stoją nad nim stoję! Jego niski głos wyrwał mnie z zamyślenia, jednak nadal byłam ogłupiona. Z dość dziwną miną łączącą zamyślenie z zakłopotaniem oddaliłam się od niego i usiadłam przy innym stole, na drugim końcu sali. Jakim cudem mój urok nie zadziałał? Dlaczego nie oddał mi książki? I dlaczego mnie spławił!? To się nigdy wcześniej nie zdarzało. To się nigdy... Nie, nie mogę na to pozwolić! Nie mogę pozwolić, żeby jakiś przypadkowy palant zniszczył moją doskonałą statystykę. Musiałam jakoś zabrać mu tą książkę. Tylko jak?

Przez kilkanaście następnych minut wypatrywałam się w mój cel i próbowałam wymyślić co zrobić. I właśnie wtedy palant odszedł od stolika... Poszedł skserować jakąś inną książkę. Od razu wiedziałam co robić. Po prostu podeszłam do jego stolika i zabrałam potrzebną mi rzecz. Kto by pomyślał że będzie to takie proste?

Zabrałam się za kartkowanie książki i kiedy już znalazłam odpowiedni dział w którym opisany był Centamo, małpi palant wrócił do swojego stolika. Poszukiwania książki wokół jego stanowiska nie powiodły się, zaczął więc rozglądać się po sali. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, uśmiechnęłam się i pomachałam mu książką. Możecie uważać za dziwne, że po prostu nie wypożyczyłam książki pod jego nieobecność, ale...Ja po prostu lubię konfrontacje. I bardzo ciekawiła mnie reakcja tego palanta. Wściekły ruszył w moją stronę.

- Co ty sobie wyobrażasz?! - stanął nade mną i zaczął krzyczeć - Oddawaj mi książkę! Jakim prawem mi ją zabrałaś kretynko!
- Ciszej, jesteśmy w bibliotece. - powiedziałam spokojnie
- Będę głośno kiedy mi się podoba! Dlaczego zabrałaś mi książkę?! Uważasz że to w porządku?! Biedna księżniczka nie mogła poczekać 5 minut, bo zawsze dostaje to o co poprosi?! Oddawaj mi to! - próbował zabrać mi książkę, ale schowałam ją za plecami, całkowicie blokując dostęp do niej
- Uspokój się. Skoro twierdzisz że ja mogłabym poczekać, to równie dobrze i ty możesz. A poza tym nie pozwolę żeby jakiś przypadkowy palant mnie obrażał. Zaraz skończę i oddam Ci książkę. A teraz się uspokój bo robisz niepotrzebną scenę. Nie chcesz chyba żeby cię stąd wyrzucili, prawda?
Chłopak rozejrzał się po sali i chyba dopiero teraz dostrzegł, że wszyscy ludzie nas obserwują. Bibliotekarka rozmawiała z ochroniarzem który po chwili ruszył w naszym kierunku. Palantowi wyraźnie przeszła złość na mnie.
- Witam, co się tutaj dzieje? Czy ten pan pani przeszkadza? - zapytał ochroniarz większy od palanta o głowę i szerszy ze dwa razy.
- Ja tylko... - zaczął się bronić, ale mu przerwałam
- Nie, wszystko jest w porządku. To mój przyjaciel. Jesteśmy socjologami i właśnie przeprowadzamy badania na temat reakcji ludzi w różnych stresowych sytuacjach. Sprawdzamy jak powszechne jest zjawisko tak zwanej "znieczulicy". I muszę panu przyznać że świetnie pan wypadł. Wielu ludzi nie zareagowało by na taką sytuację. Jest pan naprawdę dobrym człowiekiem, powinien pan być dumy. To oczywiście było ustawione, ale skoro teraz pan zareagował, to na pewno kiedyś na prawdę uratuję pan życie jakiejś osobie w potrzebie. - zakończyłam swój wywód uśmiechem, na twarzy ochroniarza zaskoczenie ustąpiło miejsce dumie, jeszcze bardziej się "na pompował" i odszedł w stronę bibliotekarki.
Palant po chwili osłupienia opadł na krzesło obok mnie.

- Dziękuję, chyba.... Co to właściwie było? I dlaczego mi pomogłaś? Patrzył na mnie wyraźnie zdziwiony całą tą sytuacją, dopiero teraz zauważyłam że ma piękne, ciemnoniebieski oczy, a spod rękawa koszulki wystaje kawałek czarnego tatuażu.
- Proszę bardzo. Widać było że nie przegadasz tego ochroniarza a fizycznie miałbyś jeszcze mniejsze szanse. - pozwoliłam sobie na zlustrowanie go od góry do dołu, nadało to obraźliwego wyrazu mojej wypowiedzi i przy okazji mogła dokładnie go obejrzeć. Muszę przyznać że wyglądał całkiem....Dość! Muszę się opanować! Toż to palant, nie może mi się podobać.
- Nie przeczę, ale dlaczego mi pomogłaś skoro byłem dla ciebie chamski? Zauważyłem że też nie należysz do miłych osób.
- Też? Czyli właśnie się przyznałeś że z natury jesteś podły.
- Owszem. Ty za to nie zaprzeczyłaś temu oskarżeniu. Mogę też z pewnością powiedzieć że dobry z ciebie kłamca.
- Nie wielu ludzi łączy słowo kłamca z pozytywnymi określeniami. - co się dzieje? czy ja właśnie prowadzę inteligentną rozmową z palantem w koszulce z małpą? Przed chwilą miałam ochotę zmieszać go z błotem a teraz nie mogę oderwać od niego wzorku ani skupić myśli na czymś innym.
- Owszem, ale ja nie jestem fanem stereotypów.
- Właśnie wiedzę. - wskazałam na jego koszulkę - nie wielu heteryków założyło by coś takiego.
- Skąd pewność że jestem hetero?
- Gapisz się na mój biust.

W tym momencie oboje zaczęliśmy się śmiać. Jakimś dziwnym sposobem z palanta stał się inteligentem. A mnie zawszę ciągnęło do inteligentnych ludzi, może dlatego że tak mało jest nas na tym świecie...
- Jestem Karol. - wyciągnął do mnie rękę
- Julia. - uścisnęłam jego dłoń i poczułam że ma przyśpieszone tętno, stara sztuczka a jak łatwo można dzięki temu określić emocje drugiej osoby. Mimikę można kontrolować, ale przyśpieszony puls zawsze zdradzi poddenerwowanie albo podniecenie właściciela.

Galeria sztuki

Następnego dnia rano po wypiciu dużej dawki kofeiny zaczęłam szykować się do wyjścia. Wybierałam się do najlepszej galerii sztuki w mieście. Z doświadczenia wiem, że jej 45-letni właściciel, Robert Wysocki, ma słabość do kobiecych uroków. Dzięki temu w łatwy sposób mogę od niego wydobyć wszystkie potrzebne mi informacje. Wystarczy odpowiedni uśmiech i spojrzenie a facet je mi z ręki. Już słyszę głosy oburzonych feministek krzyczące, że to uwłacza kobiecej godności i że powinno się cenić ludzi za inteligencję, a nie wygląd. I nie mogę się z tym nie zgodzić jako singielka z własną firmą żyjąca w wielkim mieście. Ale to właśnie inteligencja daję mi przewagę nad facetami rodem z epoki kamienia łupanego. Skoro w krótkim czasie mogę dostać informacje,których żaden mężczyzna by nie zdobył, to czemu nie?

W mojej pracy, jak i zresztą w każdej innej, nie liczy się tylko wiedza. Najważniejsza jest umiejętność korzystania z zasobów. I to nie tylko z własnego mózgu czy Internetu, ale na przykład seksownego ciała czy wiedzy interpersonalnej.

Zawsze powtarzałam, że strój to 25% sukcesu. Chyba każda kobieta czuje się lepiej w małej czarnej niż dresie. Na tą okoliczność postanowiłam wybrać więc beżową,ołówkową spódnicę, białą, lekko prześwitującą koszulę i beżową marynarkę.Wbiłam się w czarne szpilki, a włosy upięłam w kok. Zerówki w czarnych oprawkach pomagały uwierzyć że znam się na rzeczy. Niby współczesne społeczeństwo stara się oddzielić od stereotypów, ale nadal ludzie w okularachsą uznawani za bardziej inteligentnych. Ciemno czerwona szminka na usta,torebka w dłoń i już byłam gotowa.

Jakieś 30 minut później przyglądałam się wielkiej,fioletowej mazi oprawionej w drewniane ramy. Najnowszy nabytek galerii był autorstwa ulubionego malarza Wysockiego, nie bez przyczyny znalazłam się więc właśnie w tym miejscu.

- Po raz kolejny dowodzi pani o swoim doskonałym guście. – niski mężczyzna na przywitanie pocałował mnie w rękę zerkając przy okazji na mój biust – Podobno chciała się pani ze mną widzieć?
- Owszem panie Robercie. Potrzebuję pańskiej porady w pewnej sprawie. Jestem pewna, że pan, ze swoim wykształceniem i umiejętnościami będzie idealny do udzielenia mi potrzebnych informacji. – Uśmiechnęłam się uroczo. Wbrew pozorom nie były to tylko puste komplementy. Wysocki skończył szkołę artystyczną z wyróżnieniem, współpracuje z największymi artystami z kraju i ze świata. Zbudował sobie opinię znawcy historii sztuki, a jego zamiłowanie do włoskich malarzy robiły z niego doskonałe źródło informacji.
- Dla pani zawszę chętnie służę pomocą. O co więc chodzi?
- Niedawno w moje ręce trafił cudowny obraz niejakiego Corrado Centamo zatytułowany „ Mia Rosa”. Słyszał pan coś na jego temat?
-Centamo, tak? Hmm, zdecydowanie kojarzę nazwisko. Wsławił się na malowaniu aktów swoich kochanek. A było ich wiele, proszę mi wierzyć. - zaśmiał się dając do zrozumienia, że i on ma się czym "pochwalić" w tej kwestii - Niestety jeśli potrzebuję pani więcej informacji, mogę jedynie poradzić pewną książkę, w której znajdzie pani potrzebne dane. Wiódł kontrowersyjne życie, więc na pewno zaciekawi panią jego historia.
- Zapewne. Ale liczyłam też na bardziej, powiedzmy, poufne informację. Jeśli wie pan o co mi chodzi. - ściszyłam głos i zrobiłam niewinną minkę
- Wiem. - odchrząknął teatralnie i również zaczął mówić szeptem - Ostatnio zrobiło się o nim głośno. Pojawił się na rynku, podobno oryginał. Został sprzedany za niebagatelną sumkę. Może to przypadkiem pani jest tajemniczym nabywcą?
- Pochlebia mi pan, ale nie. Dostałam w prezencie kopię tego dzieła. Wiadomo coś na temat sprzedającego?
- Haha, mówi pani jakby nie miała zielonego pojęcia o tym świecie. Na aukcję wystawił go dobrotliwy darczyńca. Ale jeśli bardzo interesuję panią ta transakcja, mogę spróbować się czegoś dowiedzieć.
- Byłabym dozgonnie wdzięczna.

Wysocki może i nie wygląda ale zna się też na czarnym rynku tego miasta. Jego galeria jest świetną przykrywką dla wielu nielegalnych działalności. Oficjalnie jest miejscem spotkań śmietanki artystycznej, ale każdy zainteresowany może tu bez problemu kupić oryginały bądź kopie obrazów największych malarzy świata. Robert jednak dobrze to ukrywał, po części dzięki wrodzonemu urokowi po części dzięki znajomościom w policji. Poznałam go jakieś 5 lat temu na otwarciu galerii. Od razu stwierdziłam, że wysoko postawiony mężczyzna z dużą wiedzą na temat sztuki może mi być przydatny w życiu. Szczególnie, że zaczynaliśmy już z Pawłem tworzyć naszą firmę. Wiedziałam, że najpierw potrzebujemy znajomości w mieście. Uwiedzenie Wysockiego nie było trudne. Wystarczyły skąpe spódniczki, mocna szminka i kilka przypadkowych dotknięć jego ramion czy klatki piersiowej a facet już był na każde moje skinienie. Od kiedy dowiedziałam się, że jest również szychą mającą duży wpływ na czarny rynek, jest dla mnie świetnym źródłem informacji.

Po kilkunastu minutach stałam już pod wielkim gmachem biblioteki miejskiej. Chciałam przejrzeć książkę, którą polecił mi Wysocki. Jednak zanim weszłam do tego paskudnego miejsca musiałam wziąć kilka głębokich oddechów. Nie chodzi o to, że nie lubię książek. Czytanie to świetna rozrywka, ale ja zawszę kupuję książki. Moja noga nie przekroczyła progu biblioteki od czasów szkoły, a już wtedy to miejsce wywoływało u mnie złe uczucia. Nie wiem czy to przez ten zapach, czy przez niezręczną ciszę która tam panuje, czy przez wścibskie bibliotekarki z którymi miałam do czynienia. W każdym bądź razie nienawidziłam bibliotek. Ale teraz, z perspektywy czasu, muszę przyznać, że pójście akurat do tej biblioteki, akurat w tym czasie to jedna z najwspanialszych rzeczy jakie przytrafiły mi się w życiu.

Nowa sprawa

Paweł uśmiechnął się do mnie porozumiewawczo, poczym wychodząc z gabinetu ukłonił się naszej nowej klientce. 60-letnia, siwa, niska kobieta wchodziła właśnie do mojego biura. Po uściśnięciu jej pomarszczonej dłoni, usiadłyśmy naprzeciwko siebie. Malinowska miała na sobie szarą garsonkę przyozdobioną diamentową broszką. Na jej nogach godnie prezentowały się ciemne buty od Chanel, a torebka aż krzyczała od nadmiaru pieniędzy jakie zostały na nią wydane.

- A więc, w czym mogę Pani pomóc? - Uśmiechnęłam się szeroko w myślach nastawiając się już na kolejne śledzenie jakiegoś faceta. Wyjaśnianie romansów było moim najmniej lubianym zajęciem. Nuda która towarzyszyła wielogodzinnym obserwacjom doskwierała mi bardziej z każdą kolejną sprawą. Jednak jest to bardzo dochodowe i najpowszechniejsze zlecenie. Więc za każdym razem gdy zaczynałam rzygać ( przeważnie w przenośni, ale po niektórych imprezach – dosłownie) takimi sprawami myślałam o pięknych butach albo drogiej biżuterii którą kupie po otrzymaniu zapłaty. Jak się jednak okazało, Pani Malinowska przyszła do mnie w zupełnie innej sprawie.
- Zostałam ostatnio okradziona. Ktoś włamał się do mojego domu, kiedy wraz z mężem byliśmy na wczasach w górach. Obraz, który został zabrany to cudne dzieło jednego z zapomnianych artystów renesansu włoskiego, Corrado Centamo. Znalazłam się w jego posiadaniu ponieważ jestem spadkobierczynią w prostej linii wieloletniej kochanki Corrado, którą przedstawia ten akt. Obraz nie był zbyt wartościowy, dlatego dziwi mnie, że akurat on z całej mojej kolekcji dzieł sztuki został skradziony. Ale nawet pomimo tego muszę go odzyskać. To niedopuszczalne żeby ktoś tak po prostu mógł włamać się do mojego domu i zabrać co mu się podoba. Przez ten incydent straciłam poważanie wśród moich przyjaciół. Rozumie więc pani czemu to takie ważne, prawda?
Oczywiście, że rozumiałam. Za dobrze znałam świat ludzi z wyższych sfer przez swoją prace. Ponieważ tylko zamożnych stać na wynajęcie dobrego detektywa, tacy ludzie byli moimi głównymi klientami. A że zapewniałam pełną dyskrecje, wiedziałam o największych „brudach” bogaczy z naszego miasta. Agencja którą założyłam z Pawłem przez 4 lata odnosiła coraz większe sukcesy, rozwijała się i zdobywała prestiż. Teraz byliśmy uznawani za jednych z najlepszych w tym fachu. Pewnie dlatego, że sprawy rozwiązywaliśmy szybko, „po cichu” i z pełną rzetelnością. Ale wracając do Malinowskiej, muszę przyznać, że ta sprawa od razu mnie zainteresowała, szczególnie, że nigdy nie słyszałam o Centamo.
- Jak najbardziej. I zrobię wszystko co w mojej mocy żeby odzyskać ten obraz. . Zakładam, że zgłosiła pani całą sprawę na policję?
- Tak, oczywiście. Jednak zbyli mnie po sporządzeniu raportu zasłaniając się cięciami w budżecie. Poza tym, tak między nami, nie za bardzo ufam policji. Wolę wynająć kogoś na własną rękę, przynajmniej mam pewność że pracuje dla mnie. Rozumie pani?
- Doskonalę panią rozumiem. – Posłałam jej spojrzenie miłego przestępcy, po czym kontynuowałam. – Będziemy musiała umówić się na spotkanie w pani domu. Chciałabym obejrzeć miejsce w którym wisiał obraz, prześledzić drogę włamywacza, może na coś mnie to naprowadzi. Kiedy doszło do włamania?
- Jakiś tydzień temu. Zgłosiłam je na policję w poniedziałek i kiedy tylko policja zawiodła zaczęłam szukać detektywa na własną rękę. Przyjaciółka poleciłam mi panią. - Miło mi słyszeć, że ciesze się takim zaufaniem. A więc pozostało tylko ustalić termin następnego spotkania.

Po wyjściu Malinowskiej udałam się po poradę do wujka Google. Obraz który został skradziony nosi tytuł „ Mia Rosa” - cóż za oryginalność. Przedstawiał dość szczupłą kobietę leżącą na wielkim łożu pokrytym czerwonym aksamitem. Za nią znajdowało się okno zasłonięte tym samym materiałem. Cały pokój był ciemny, można by powiedzieć – romantyczny. Kobieta uśmiechała się prezentując swoje ciało w pełnej okazałości. Jej ciemne włosy były delikatnie zmierzwione, pościel też była w nieładzie. Rozumiem dlaczego Corrado przedstawił swoją kochankę w taki sposób, ale nie wyobrażam sobie trzymania takiego portretu nad kominkiem.

Biuro

- Dzień dobry moja droga. Twój ulubiony napój. – Wchodząc do jasnożółtego pokoju, uśmiechnęłam się promieniście i postawiłam kubek z herbatą na szklanym biurku Anieli. – Świat się nie zawalił przez moje spóźnienie?
- Nie prze pani. Wszystko w jak najlepszym porządku. – Odwzajemniła uśmiech 20 letnia brunetka z aparatem na zębach. – Za pół godziny ma pani nową klientkę. Potrzebne informacje wysłałam na emaila, podlałam kwiatki w pani gabinecie i powiedziałam pani mamie, która dzwoniła po raz kolejny, że była pani ostatnio bardzo zajęta przez natłok spraw. Coś jeszcze?
- Nie, dziękuję Anielu. Co ja bym bez ciebie zrobiła?
- Musiała byś żyć tylko ze mną. – za uchylonych drzwi swojego biura wyłonił się jak zwykle czarujący blondyn w czarnej koszuli rozpiętej z 3 górnych guzików – Była by to istna tragedia, nie prawdaż? – uśmiechnął się zawadiacko, podszedł do mnie i zabrał swoją kawę
- Tragedia. – powtórzyłam powoli patrząc mu głęboko w oczy. Jego gałki oczne w porozumiewawczy sposób wykonały szybki ruch w stronę drzwi mojego gabinetu – Będę u siebie, daj mi znać jak przyjdzie następna klientka. – rzuciłam do Anieli i weszłam do zielonego pokoju po prawej stronie od jej biurka. Za mną podążył Paweł.
Mój gabinet był urządzony w tradycyjny sposób. Naprzeciwko drzwi stało duże, ciemne, drewniane biurko, a za nim czarny, skórzany fotel. W takim fotelu mój tyłek czuł się dobrze nawet po wielogodzinnej obserwacji na nie wygodniej ławce w parku. Dla gości przewidziane były 2 ciemnozielone siedziska. Na jednym z nich właśnie siadał mój partner. Pod oknem stała niska półka z aktami, na niej kwiatki. Pokaźna biblioteczka na przeciwległej ścianie robiła wrażenie nawet na największych molach książkowych. Drewniana podłoga wydawała piękne dźwięki pod moimi obcasami – nawet w paskudny, deszczowy dzień ten melodyjny i pełen wdzięku odgłos może poprawić mi humor. Otworzyłam laptopa, rozsiadłam się wygodnie na fotelu i z zaciekawieniem popatrzyłam na Pawła:
- Ta nowa klientka, Malinowska, to BS – mój ulubiony model.
BS to skrót na Bogatą Staruchę, kobietę, która podejrzewa męża o wszystko i ma pieniądze, aby dowieść, że to skończony dupek.
- Nie chciała przez telefon powiedzieć o co chodzi, więc zakładam, że to coś dochodowego. Tym razem to chyba nie mężulek ze zbyt wybujałą potencją. I całe szczęście, robiło się już trochę nudno w tym naszym ukochanym grajdołku, nieprawdaż?
- Masz rację, jak zwykle. – szczerze powiedziawszy nie bardzo słuchałam co do mnie mówi, poczta elektroniczna wydawała mi się dużo ciekawsza. Podniosłam wzrok z nad monitora. – A ty nie masz nic innego do roboty niż zawracanie mi głowy?
- Uf, całe szczęście. Już myślałem, że ktoś cię podmienił Juli. Byłaś zbyt miła. Czyżbyś już doprowadziła kogoś do płaczu? – posłałam mu spojrzenie w stylu „a jak myślisz?” i wróciłam do swoich zajęć – Uh uhu, tak szybko? Nie było Cię raptem z godzinę. To wszystko tłumaczy.
- Pani Malinowska przyszła. – z interkomu odezwał się głos sekretarki
- Wpuść ją proszę.

Wstęp

Detektywi to inteligentni ludzie, ale ci prywatni to chole*nie inteligentne skurczybyki – tak zwykł mawiać mój przełożony,nauczyciel i zarazem mentor z czasów gdy stawiałam pierwsze kroki w tej fascynującej krainie zwanej dorosłym światem. I choć nauczył mnie on wiele, to zdanie szczególnie zostało mi w pamięci i uwiło sobie milutkie gniazdko w moim sercu. Ponieważ zaczynam gadać sentymentalnie, przechodzę do sedna. Ludzie tacy jak ja, którzy codziennie śledzą innych ludzi musza być inteligentni. Myślenie to podstawa naszej pracy. Bez umiejętności rozumowanie nikt nie był by dobrym detektywem. Ja od dziecka (tak przynajmniej twierdzi moja rodzina) denerwowałam innych swoim wścibskim nosem i zbyt dużym poziomem wiedzy jak na swój wiek. I tak przez cały okres dojrzewania, studia, aż do teraz – i raczej nie zapowiada się żebym miała przestać, szczególnie że sprawia mi to dziką frajdę. Nie ma chyba na świecie lepszego uczucia niż sprawienie aby facet z przerośniętym ego na wysokim stanowisku poczuł się jak dziecko w przedszkolu wołające o pomoc mamusi. A co, jest lepsze uczucie? Że niby pomoc innym, miłość i takie tam pierdoły? No cóż, tak pewnie sądzą ludzie, którzy nie są w stanie doprowadzić dorosłego faceta do płaczu słowami. Nie mówię, że jestem nieczuła, że nie lubię szczeniąt albo nie wspieram WOŚP, po prostu lubię czuć się dobrze, a sytuacja w której właśnie się znalazłam powoduje silny wypływ endorfin do mojej krwi. - A więc twierdzi pan, że pańska firma nie dba o klienta? Że nie obchodzi pana renoma interesu na który pracował pan od 20 lat? Że ma pan kolokwialnie mówiąc w dupie to co do pana mówię?! – za przeszkloną ścianą gabinetu dyrektora banku zaczęli zbierać się gapie – Jako pracownik państwowy,który codziennie naraża życie, aby pan i pana rodzina – znacząco zaintonowałam ostanie słowo i wskazałam zdjęcie w pozłacanej ramce na mahoniowym biurku – mogliście czuć się bezpiecznie we własnej ojczyźnie, nie zasługuję na pana uwagę?! – wstałam z czarnego fotela na którym moje białe, jedwabne spodnie wygniotły się i tym samym sprawiły, że zmarnowałam 15 cennych, porannych minut na ich prasowanie, oparłam ręce na biurku i pochyliłam się w stronę prezesa ściszając głos jakby to co zaraz powiem miało znaczenie dla bezpieczeństwa całej ludzkości – Niech mnie pan posłucha, panie Piotrze, oboje dobrze wiemy jak to może się skończyć. Proszę spojrzeć na swoich pracowników obserwujących jak jakaś paniusia równo pana obstawie. Sądzi pan, że jeśli teraz stąd wyjdę, oni jeszcze kiedykolwiek potraktują pana z szacunkiem? – na twarzy prezesa dostrzegłam pot i przerażenie dużo wyraźniejsze niż wcześniej, pokręcił przecząco głowa a ja mówiłam dalej – No właśnie, a nie ma nic gorszego niż utrata szacunku u poddanych. – od razu sprostuje, że nie uważam pracowników za poddanych, jak w średniowieczu czy coś, ale 50-paro letni, łysiejący prezes banku z dużą nadwagą, za pewnie wyrównujący sobie braki w życiu łóżkowym,poprzez wyrzucanie frustracji na swoich pracownikach pewnie ma się za ich króla – Więc, może pan zniszczyć sobie karierę zawodową, pozwalając mi teraz wyjść, albo podpisać ten dokument, a ja wtedy pozwolę panu pokrzyczeć na mnie przez 5 minut. Potem oboje rozejdziemy się w swoje strony. Którą opcję pan wybiera? Kiedy 5 minut później wychodziłam z banku udając pokrzywdzoną istotę, ciepły, letni wiatr rozwiał mi fryzurę. -Co do k*rwy nędzy. – syknęłam przez zaciśnięte zęby, po czym nałożyłam okulary przeciwsłoneczne i szybki krokiem, z teczką podpisanych dokumentów ruszyłam do samochodu. Zapowiadał się całkiem przyjemny dzień. Po doprowadzeniu włosów do stanu jaki określam „w miarę przyzwoitym”, moje zielone autko zaczęło toczyć się w czerwcowym słońcu po ulicach miasta.
Pisanie jest dla mnie swego rodzaju terapią, pozwala mi zdystansować się do otaczającej mnie rzeczywistości. Jest też świetną rozrywką, która pozwala mi czasami na wiele godzin odpłynąć w inny świat. Ten blog jest kopią i kontynuacją mojego bloga z onetu i będę na nim tworzyć opowiadanie kryminalne o Julii - młodej detektyw, która rozwiązuję sprawę skradzionego obrazu. Historia ta tworzona jest na bieżąco więc nie mam pojęcia w jakim kierunku się potoczy. Mam jednak nadzieję że uda mi się napisać coś ciekawego. Może też znajdzie się jakaś dziwna istota której spodoba się ta historia... Wiele by to dla mnie znaczyło. Poczekamy, zobaczymy.