poniedziałek, 18 marca 2013

Wyznanie

- Zwolniła mnie. - powiedziałam do Karola powoli odkładając telefon na blat. - Jak to możliwe?
- Ale kto? O co chodzi?
- Malinowska. Zwolniła mnie, bo zrobiłam z siebie wczoraj pośmiewisko. Na balu. - nadal nie mogłam wyjść z szoku, więc wgapiałam się tempo w Karola, jakby w jego twarzy było wyjaśnienie na to co właśnie się stało.
- No wiesz... Wczoraj zachowywałaś się dość.....oryginalnie.
- Ale to nie powód żeby mnie zwolnić! Jakie to ma znaczenie dla mojej pracy? Nie oznacza to że nagle stałam się mniej skuteczna w tym co robię!
- Ja tak nie twierdzę. I to nie moja wina. Nie musisz się na mnie za to wyżywać!
- Jak to nie Twoja? A kto wniósł mnie wczoraj z balu?! - tak, wiem, wiem, wyrzucanie na niego mojej złości to nie najlepszy pomysł, ale nic na to nie poradzę, taką mam naturę. - To przez Ciebie stałam się takim pośmiewiskiem!
- Przeze mnie? To ja zmuszałem Cię do upicia się i stracenia kontroli nad tym co robisz?
- Nie powstrzymałeś mnie!
- Bo nie sądziłem że możesz być aż tak nieodpowiedzialna żeby nie wiedzieć kiedy przestać. I uspokój się do jasnej cholery! To nie moja wina że Cię zwolnili! I Ty dobrze o tym wiesz, po prostu chcesz się na kimś wyżyć. Ale ja nie będę Twoim workiem do bicia. - mówiąc to odstawił swój kubek na blat, zabrał marynarkę z kanapy i ruszył do drzwi. - Jak przejdzie Ci ta bezsensowna złość to się odezwij. - po czym wyszedł z mojego mieszkania.
A ja dalej wgapiałam się w telefon. Co się właściwie przed chwilą stało? Najpierw Malinowska, teraz Karol. I jeszcze ten potworny kac! Boże....Co za dzień. Chyba tylko wzięcie się do pracy może teraz uratować resztki mojego zdrowego rozsądku.


Przez pół dnia starałam się skupić na innych zleceniach, zrobiłam porządek w papierach, byłam na zakupach, praktycznie cały czas byłam zajęta. Ale jedna myśl nie dawała mi spokoju i uparcie przebijała się przez wszystkie inne. Zachowanie Malinowskiego. To na balu, ale i wcześniej. Jak to możliwe że, przy mojej perfekcyjnej upierdliwości nie udało się z nim skontaktować? Dlaczego tak bardzo mnie unikał? I to jak zareagował na widok Karola. To oczywiste że go zna, miał to wypisane na twarzy. A skoro Karol się do tego nie przyznał, to znaczy że....że chce to ukryć. Tylko czemu? Może.... Nie, to nie możliwe. Prawda? Ale skoro chce to ukryć to na pewno jest to coś złego. A zważywszy na jego "pracę"... Może właśnie tak się poznali? Może....Nie, to zbyt szalone. Ale....Ale muszę się tego dowiedzieć.


- Gdzie jesteś?
- Wrócił Ci zdrowy rozsądek i chcesz mnie przeprosić? - w głosie Karola był słychać że się uśmiecha
- Nie do końca. Muszę z Tobą porozmawiać. Przyjedziesz do mojego biura?
- Będę za 15 minut.


Muszę go o to zapytać. Tylko jak? Przecież nie wprost. Na balu mnie okłamał, więc i teraz może to zrobić. Z drugiej strony jeśli będę za bardzo kombinować to on się zorientuję że coś jest nie tak. Spłoszy się i nic nie powie. Normalnie byłabym miła, uwodzicielska, ale wiem że na niego to nie podziała. Za dobrze mnie zna. Cholera jasna.... Po kwadransie w moim biurze pojawił się Karol.
- Co jest? - zapytał nonszalancko rozsiadając się na fotelu naprzeciwko mojego biurka.
- Muszę Ci o coś zapytać. I chcę żebyś był szczery. Żadnych kłamstw.
- Nie śmiałbym Cię okłamać. - uśmiech nie schodził z jego ust
- Mówię poważnie. Proszę.
- Ty prosisz? To rzeczywiście musi być coś poważnego.
- Malinowski Cię wynajął, prawda? Żebyś ukradł ten obraz. Dlatego tak interesujesz się tą sprawą.
Z twarzy Karola zniknął uśmiech, a zastąpiła go śmiertelna powaga. Usiadł prosto w fotelu i wbił we mnie przenikliwy wzrok.
- Zadzwonisz na policję?
- Nie. Jakbym miała to zrobić, to już dawno wylądowałbyś w więzieniu. Czyli mam rację?
- Tak.

niedziela, 10 marca 2013

Poranek po

Następnego dnia rano obudziło mnie światło. Dużo koszmarnego światła wpadającego przez moje okno w sypialni. Było mi niedobrze, a głowa szykowała się do wybuchu. Mam kaca, cudownie. Nie czułam się tak źle od imprezy na zakończenie studiów! Boże, czy ten czajnik musi tak hałasować? Niech ktoś to wyłączy!

Chwileczkę... Skoro ja nie wstałam z łóżka to kto wstawił wodę? Podniosłam się powoli, zarzuciłam na siebie szlafrok i poczłapałam do kuchni.

- Co się wczoraj stało? - spytałam Karola który pił właśnie kawę opierając się o blat kuchenny.
- Nic nie pamiętasz? - uśmiechnął się ciepło na mój widok i podał mi swój kubek - Masz, Ty bardziej tego potrzebujesz.
- Pamiętam alkohol. - upiłam łyk kawy i usiadłam na stołku - Dużo alkoholu.
- O tak, było dużo alkoholu. Nic więcej nie pamiętasz? - pokręciłam przecząco głową - Nieźle Cię wzięło.
- Mam słabą głowę. To powiesz mi co się stało? Bal jeszcze jako tako pamiętam, ale co się działo jak znalazłam się w domu?
- Zarzygałaś mi buty. - zakrztusiłam się łykiem kawy wywołujący tym uśmiech na twarzy Karola. - Wyzywałaś mnie od chamów, szuj i padalców. Spędziłaś pół nocy w łazience wymiotując, po czym zasnęłaś tam na podłodze. Zaniosłem Cię do łóżka, a sam spałem na kanapie. Coś jeszcze chcesz wiedzieć?
- Chyba wolę nie. Przepraszam za wszystko co powiedziałam, byłam naprawdę pijana.
- Wiem.
- Zachowałam się jak głupi dzieciak.
- To też wiem. - uśmiech na jego twarzy jeszcze bardziej się powiększył, więc i moje kąciki ust nie mogły powstrzymać się od uniesienia się. - Ale nie wiem czemu byłaś na mnie tak wściekła.
- Ja też nie wiem, to na pewno przez ten alkohol.
- A to co powiedziałaś na balu? O tym jak bardzo namieszałem Ci w życiu? - i jak ja mam mu na to odpowiedzieć? wzrokiem błagałam kawę o pomoc, ale ona tylko odbijała moje skacowane oblicze.
- Byłam pijana.
- Wiem, ale nie aż tak żeby wymyślać niestworzone historie.
- Mam kaca, nie możesz mi odpuścić?
- Mogę, ale jeszcze wrócę do tego tematu jak poczujesz się lepiej.
- Zdaję sobie z tego sprawę. - wróciłam do kontemplacji kawy a między mną i Karolem zapadła cisza. Jedna z tych podczas których słychać trzepotanie skrzydeł muchy latającej 2 kilometry dalej. Dlaczego musiałam wczoraj tyle wypić? Dlaczego musiałam mu to wszystko powiedzieć? Jak ja niby się teraz z tego wytłumaczę? 

Moje zamyślenie i krępującą ciszę przerwał mój dzwoniący telefon. Malinowska? Czego ona może chcieć o tej porze?
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc? - resztkami sił zebrałam się na profesjonalną uprzejmość.
- W niczym. Chciałabym tylko poinformować panią, że ośmieszyła mnie pani wczoraj na balu. Stała się pani pośmiewiskiem wśród moich przyjaciół. I w związku z tym nie może pani dłużej dla mnie pracować. Nie mogę pozwolić sobie na zatrudnianie kogoś takiego jak pani. Do widzenia. - Malinowska rozłączyła się a ja jeszcze przez dłuższa chwilę trzymałam komórkę przy uchu nie wierząc w to co stało się przed chwilą. Czy ja właśnie zostałam zwolniona? 

środa, 6 marca 2013

Moc alkoholu

- Malinowski kłamał mi jak najęty. - powiedziałam do Karola gdy spotkaliśmy się przy barze. - Wiem że złodziej nie rozwalił drzwi i że policja nie dostała nagrań z monitoringu. Ale nie mam pojęcia dlaczego on miałby mi kłamać.
- Przeważnie kłamie się kiedy ma się coś do ukrycia. Coś o czym nikt ma się nie dowiedzieć.
- Myślisz że jest zamieszany w to włamanie? To by sporo wyjaśniało. Dlaczego tylko ten obraz został skradziony, dlaczego włamywacz nie zostawił po sobie żadnych śladów. Ale czemu Malinowski miałby kraść własny obraz? Nie mógł by go po prostu wynieść z domu?
- Widocznie nie chciał żeby żona się o tym dowiedziała.
- Możliwe. Ale nawet jeśli to dlaczego? Obraz nie był zbyt wartościowy, na pewno więcej wydał na wynajęcie włamywacza niż zarobił na sprzedaży tego aktu. Musi tu chodzić co coś więcej. Czemu ten obraz jest taki ważny? Boże, to zdecydowanie najtrudniejsza sprawa nad jaką pracowałam. Coraz więcej pytań i zero odpowiedzi. Tylko same poszlaki. I jeszcze to dziwne zachowanie Malinowskiego.
- Jakie zachowanie?
- Kiedy Cię zobaczył. Nie zauważyłeś?
- Może Ci się wydawało?
- Nie, na pewno nie. Znasz go?
- Skąd niby miałbym go znać?
- Nie wiem. Ale to nie jest odpowiedź na moje pytanie. Znasz go?
- A co, to jakieś przesłuchanie? Chyba nie podejrzewasz że jestem w to jakoś zamieszany?
- Sama już nie wiem co podejrzewam. Muszę się napić.

Godzinę i 5 kieliszków wina później tańczyłam z Karolem na środku parkietu. Jednak moje ruchy były coraz bardziej chwiejne.
- Ile wypiłaś?
- Niedużo.
- A zachowujesz się jak po butelce wódki.
- Mam słabą głowę. Ale z Twoimi umiejętnościami tanecznymi nie powinno Ci to przeszkadzać.
- Nie przeszkadza, ale może wolisz już wrócić do domu?
- Chyba żartujesz? Jeśli nie chcesz ze mną tańczyć to sama sobie poradzę. - wyrwałam się z jego uścisku i ruszyłam z powrotem do baru gdzie zamówiłam whisky. Zawsze chciałam tego spróbować. Po chwili dołączył do mnie Karol.
- Chyba mi nie powiesz że pijesz coś mocniejszego? - spojrzał wymownie na moją już pustą szklaneczkę.
- A co? Zabronisz mi? Jestem dorosła i sama decyduję o swoim życiu!
- Chcesz się upić? Tutaj?
- Nie chcę, ale muszę. - uśmiechnęłam się głupkowato zamawiając kolejnego drinka. W tym momencie zadzwonił telefon Karola.
- Muszę to odebrać, to z pracy. Wracam za chwilę. A Ty nie pij już więcej. - wyszedł z sali a ja zanurzyłam usta w słodkawym drinku o nazwie której już nie pamiętam. A potem kolejnym i kolejnym. W moim organizmie zamiast krwi płyną alkohol.
- Nie dostaniesz drugie szansy! Nie zasłużyłeś na nią! - wrzasnęłam na Karola kiedy do mnie wrócił.
- Jesteś pijana. - na moją wściekłość odpowiedział łagodnym głosem
- Nie mów mi jaka jestem, nie znasz mnie!
- Chodź, zawiozę Cię do domu. - złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć przez salę w kierunku wyjścia.
- Puść mnie! Zostaw! - próbowałam się wyrwać ale kiedy nie przynosiło to żadnych efektów, paznokciami wolnej ręki wbiłam się z całej siły w przedramię Karola.
- Au! Odbiło Ci? - puścił mnie i zaczął rozmasowywać obolałą rękę a ja zaczęłam jeszcze głośniej na niego krzyczeć, tak że większość gości na sali zwróciło się w naszym kierunku z zaciekawieniem.
- Najwyraźniej, skoro się z Tobą zadaję! Ale mam już tego dosyć! Pojawiasz się w moim życiu nie wiadomo skąd i wywracasz je do góry nogami! Odkąd Cię poznałam nic nie jest takie samo! Nie poznaję siebie! Przestałam skupiać się wyłącznie na pracy, wszystko kojarzy mi się z Tobą. Dlaczego mi to zrobiłeś? Chciałabym pozbyć się Ciebie ze swojego życia, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie go bez Ciebie! Wiesz jakie to okropne uczucie?! Wiesz?!
- Wiem. - jego pusty wzrok przeszył moje ciało, aż poczułam dreszcz zimna i chyba momentalnie trochę wytrzeźwiałam.
- Co?
- Wiem jakie to uczucie kiedy ktoś diametralnie zmienia twoje życie i powoduje wewnętrzne rozdarcie. Ale teraz już chodź, zawiozę Cię do domu. - znowu próbował złapać mnie za rękę ale wyrwałam się - Jeśli sama nie wyjdziesz to Cię stąd wyniosę.
- Nie odważysz się. - już w chwili wypowiadania tych słów zaczęłam ich żałować. Karol złapał mnie w talii, podniósł do góry i przerzucił przez swoje ramię. Zaczęłam wierzgać nogami i bić go rękoma po plecach ale nie przyniosło to żadnego rezultatu. Zostałam brutalnie wyniesiona z sali na oczach śmietanki towarzyskiej naszego miasta. Najgorsza noc w moim życiu, która niestety jeszcze nie dobiegła końca.

Całą drogę do mojego mieszkania siedzieliśmy w milczeniu. W taksówce grało cicho radio przecinając grobową atmosferę jaka między nami panowała. Byłam wściekła na Karola. Jak on mógł mnie tak upokorzyć?!
Kiedy tylko samochód zatrzymał się pod moim blokiem, szybko wyskoczyłam z taksówki i chwiejąc się lekko ruszyłam do klatki schodowej. Niestety tu napotkałam pierwszy problem. Jaki ja mam kod do domofonu? Coś z 4, a może to była 6? Ponieważ nie byłam w stanie zmusić mózgu do wysiłku zaczęłam bezradnie wklepywać wszystkie kombinacje jakie przyszły mi do głowy.
- 4934. - Za plecami usłyszałam głos Karola.
- A skąd Ty niby znasz mój kod?
- Włamałem się do Ciebie, nie pamiętasz? - uśmiechnął się lekko kiedy domofon wydał charakterystyczny odgłos i odblokował drzwi. Ruszyłam więc na górę, a Karol podążał za mną. Przed swoim mieszkaniem odwróciłam się gwałtownie w jego stronę tak, że o mało nie straciłam równowagi. Boże, ile ja dzisiaj wypiłam?
- Czemu za mną leziesz? Po tym co mi dzisiaj zrobiłeś powinieneś trzymać się z daleka ode mnie!
- Obawiam się że zapomnisz jak używa się kluczy. - uśmiechnął się głupkowato, a we mnie zaczęła kipieć złość.
- Wiesz co? Jesteś zwykłym chamem! - zaczęłam na niego krzyczeć gdy przekroczyliśmy próg mieszkania. - Ten Twój durny uśmieszek nie schodzi Ci z twarzy! Doprowadza mnie to do szału! Jak możesz się tak.....