- No wreszcie, ile czasu można spędzać z psami? Mam nadzieję że nie powiedziałaś im za wiele o mnie?
Wchodząc do mieszkania widziałam wiele dziwnych sytuacji. Od podwórkowych kotów zjadających moje sztuczne kwiaty, przez przyjaciółkę uprawiającą seks na mojej kanapie, aż po wannę sąsiad z góry w mojej sypialni. Ale obrazek który zastałam dzisiaj zdecydowanie należał do najdziwniejszych i co gorsza najstraszniejszych. Na jego widok serce zaczęło mi szybciej bić, ręce pocić a mózg momentalnie wyparował. W moim salonie, na przeciwko drzwi wejściowych stał Karol, a do jego głowy przyłożony był pistolet trzymany przez mężczyznę w niebieskiej bluzie. Tego samego mężczyznę który rano zastrzelił menadżera sklepu. Teraz jednak był spokojniejszy. Czuł że panuję nad sytuacją. Obdarzył mnie groźnym spojrzeniem kiedy przechodziłam przez próg mieszkania. Momentalnie cała krew odpłynęła z moich kończyn. Stanęłam jak wryta w ziemię i wypuściłam kluczę z ręki. Nie wiem czy bardziej obawiałam się o własne życie czy Karola, ale wiedziałam że oboje jesteśmy w poważnym niebezpieczeństwie. "Niebieski" chyba czekał aż coś powiem, czekał na mój ruch, ale ja byłam w stanie tylko stać w miejscu. Nigdy jeszcze nie znalazłam się w takiej sytuacji, ale oglądałam za dużo filmów żeby nie wiedzieć jak to się może skończyć. Karol cały czas patrzył na mnie zmartwionymi oczami. Jednak nie widziałam w nich strachu, który tak mocno mnie sparaliżował. Starałam się wyczytać jak najwięcej z jego twarzy, bo chyba miałam nadzieję że wyśle mi jakąś podświadomą wiadomość, na temat tego co tu się do cholery dzieje!
- Zamknij drzwi. - rzucił Niebieski ale ja ani drgnęłam. - Zamknij drzwi, powiedziałem! - krzyknął na mnie i przycisnął pistolet do głowy Karola. Ruszyłam się więc i zrobiłam co kazał. Odwróciłam się do drzwi, zamknęłam je na klamkę i powiesiłam klucz na haczyku na drzwiach. I wtedy mnie olśniło. Na breloczku od kluczy wisiał pingwin w kapeluszu z napisem "inność jest cool", którego dostałam od przyjaciele, bo podobno przypominam tego arktycznego stworka. Nigdy tego nie rozumiałam, ale teraz mnie trafiło. Inność. Zaskoczenie! Przez zaskoczenie Niebieski zbił mnie z tropu i to właśnie dzięki zaskoczeniu mogę z nim wygrać. Stresowe sytuacja wyłączają nasz mózg więc zaczynamy działać instynktownie. Uciekaj albo walcz. Nie ma innej opcji. To pierwotne odruchy które pozwoliły naszemu gatunkowi przetrwać. Niebieski na pewno zakłada że albo grzecznie poddam się jego woli albo chwycę pierwszy lepszy ciężki przedmiot i rzucę się z wściekłością na niego. Na to jest przygotowany. Ale biedaczyna nie jest przygotowany na mnie.
- Może herbaty? - powiedziałam z największym spokojem jaki udało mi się wydobyć z siebie i uśmiechnęłam się miło. Niebieski znieruchomiał. Na to nie był przygotowany. Za to Karol odwzajemnił mój uśmiech. - Pewnie jesteś zmęczony po porannym wydarzeniu. Ja zresztą też. Herbata dobrze nam zrobi. - ruszyłam do aneksu kuchennego znajdującego się na prawo od kanapy przy niedoszłym miejscu zbrodni. Niebieski nawet nie odwrócił się w moją stronę. Zdążyłam już nastawić wodę i wyjąć kubki z szafki kiedy nasz strzelec się ocknął. Gwałtownie odwrócił się w moim kierunku i pociągnął za sobą Karola.
- Że co? Czy Ty nie widzisz że mam broń? W jednej chwil mogę sprawić że z czaszki Twojego kochasia wypłynie mózg, czy co on tam ma, a Ty mi proponujesz herbatę?! - był wściekły, ale nadal w szoku i właśnie o to mi chodziło.
- Czarna czy zielona? Mam też owocową jeśli chcesz. - przyjęłam rolę głupiej blondyneczki i wyjęłam puszki z herbata z szafki. - Karol?
- Poproszę czarną. Najlepiej z cytryną. - Znacząco zaakcentował ostatnie słowo, podkreślając jego znaczenie. Podstępne z niego bydle. Ruszyłam więc do lodówki po kwaśny owoc.
- Co Wy odpierdalacie?
- Nic. Po prostu robię herbatę. Zaraz ją zaparzę i wtedy usiądziemy i spokojnie porozmawiamy. Bądźmy ze sobą szczerzy. Gdybyś chciał nas zabić już dawno byś to zrobił. Jego masz na muszce, a ja jestem bezbronna. Ale tego nie zrobiłeś. Oznacz to że potrzebujesz jakiś informacji. Więc możemy albo stać na środku mieszkania jak jacyś debile albo usiąść na kanapie i spokojnie wypić herbatę. My z Karolem wolimy drugą opcję, a ponieważ żyjemy w demokratycznym kraju, zostałeś przegłosowany. Więc zapytam jeszcze raz, jaką chcesz herbatę? - Karol ledwo powstrzymywał atak śmiechu, a Niebieski nadal nie mógł pojąć o co mi chodzi. - Dobrze, więc zrobić Ci melisę, na uspokojenie. - Odwróciłam się do szafki, chwyciłam cytrynę i sięgnęłam po nóż. Kiedy tylko ją przekroiłam, Niebieski wrócił na naszą planetę.
- Zostaw to! Oddaj mi ten nóż! Wiem co kombinujecie i ze mną się wam to nie uda! Oddaj mi nóż. - grzecznie więc do niego podeszłam i oddałam ostre narzędzie bez chwili zawahania wywołując jeszcze większe zdziwienie na jego twarzy. Nadal nie miał pojęcia jaki jest mój plan. Woda zagotowała się, więc zalałam herbatę i wycisnęłam cytrynę do małej miseczki. Do jednej ręki wzięłam kubek z wrzątkiem, do drugiej miseczkę z kwaśnym sokiem. Ha, a on myślał że nóż to moja broń! Nie jestem tak głupia na jaką wyglądam.
Podeszłam do nich bliżej z uśmiechem na ustach. Karol na szczęście wyczuł mój plan i zamknął oczy na chwilę przed tym jak wylałam na twarz Niebieskiego całą zawartość miseczki. Mężczyzna zawył z bólu, cofnął się o kilka kroków i wypuścił Karola z morderczego uścisku. Wtedy doprawiłam go wylewając mu na twarz wrzącą wodę. Zaczął krzyczeć, rzucać się, przecierać oczy. W tym całym zamieszaniu upuścił pistolet, który momentalnie przechwycił Karol i wycelował w Niebieskiego, chociaż on raczej nie był w stanie tego zobaczyć.
- Masz jakiś sznur albo coś czym można go związać? - rzucił do mnie Karol a ja podbiegłam do swojej torebki i wyciągnęłam kajdanki. Karol zagwizdał z podziwu, po czym przekazał mi broń i skuł Niebieskiego nadal wierzgającego z bólu na mojej podłodze. Ze stołu ściągnął obrus i związał nim nogi intruza tak, żeby ten nie mógł wstać. - Może by mu przemyć oczy, co?
- Chyba żartujesz? Chciał nas zabić a ja mam się jeszcze o niego troszczyć? Mowy nie ma.
- Niezła akcja z tą herbatą.
- Dziękuję bardzo. I dziękuję za pomysł z cytryną.
- Do usług. - uśmiechnął się do mnie ciepło, a ja od razu poczułam się bezpieczniej.
Opowiadanie na tym blogu przedstawia historią widzianą oczami Julii - prywatnej detektyw. Ta pewna siebie i wygadana dziewczyna stara się znaleźć złodzieja pewnego obrazu. Sprawa ta wciąga ją w wir tajemnic, podstępów i dziwacznych historii. Zmusza do działania na granicy prawa.
niedziela, 27 stycznia 2013
wtorek, 22 stycznia 2013
Przesłuchania
- Julia? Czyli jednak to prawda, że nasz ulubiona pani detektyw jest świadkiem?
- Witaj Szymonie. Jak miło Cię znów widzieć. – Uśmiechnęłam się do niskiego rudzielca w mundurze policyjnym. Większość ludzi wygląda w czymś takim fatalnie i on również nie był wyjątkiem od tej niechlubnej reguły. – Szkoda tylko, że w takich okolicznościach.
- Nasze spotkania zawsze są w kiepskich okolicznościach. Ale jeszcze nigdy nie widziałem Cię tu w roli świadka.
- Czasami potrafię zaskakiwać. – Kolejna wymiana uśmiechów. Prywatni detektywi i policja z natury za sobą nie przepadają. Ci drudzy nie lubią, jak wtrącamy się w ich robotę, za to ja nie znoszę umniejszania moich zasług z powodu braku odznaki. Jednak kiedy sytuacja jest naprawdę ważna i podbramkowa, potrafimy współpracować i to całkiem nieźle. Szymon jest tutaj nowy i odkąd Darek awansował i nie zajmuję się już takimi błahymi sprawami jak rozmowa z detektywami, to właśnie tego nowicjusza wypychają do kontaktów ze mną, bo chyba tylko on z całego posterunku nie ma ochoty rzucić mi się do gardła.
- A więc, po tej miłej wymianie uprzejmości … Może przejdziemy do sedna? Co robiłaś w sklepie o tak wczesnej porze?
- Zakupy. Rano jest mało ludzi.
- Słusznie. Co kupiłaś?
- Nic, strzelanina jakoś odebrała mi chęć na zakupy. Ale zamierzałam kupić ekspres do kawy, mój stary się popsuł. - tak, tak, wiem, składanie fałszywych zeznań i takie tam.... ale przecież nie powiem w jakim celu tam byłam ani z kim. Nie wiem czemu Karol uciekł w takim pośpiechu, ale skoro miał ważny powód to będę go kryć. I wydobędę z niego prawdę! Ale najpierw muszę się wydostać z tego piekielnego miejsca.
- Co wiesz o denacie? Macieju Barańczyku?
- Zasadniczo nic, dopiero w trakcie tego całego zamieszania w sklepie dowiedziałam się że był menadżerem.
- Podałaś rysownikowi bardzo dokładny opis naszego poszukiwanego. Może nawet zbyt dokładny. Jakim cudem zapamiętałaś tak dokładnie przypadkowego mężczyznę?
- Zakupy. Rano jest mało ludzi.
- Słusznie. Co kupiłaś?
- Nic, strzelanina jakoś odebrała mi chęć na zakupy. Ale zamierzałam kupić ekspres do kawy, mój stary się popsuł. - tak, tak, wiem, składanie fałszywych zeznań i takie tam.... ale przecież nie powiem w jakim celu tam byłam ani z kim. Nie wiem czemu Karol uciekł w takim pośpiechu, ale skoro miał ważny powód to będę go kryć. I wydobędę z niego prawdę! Ale najpierw muszę się wydostać z tego piekielnego miejsca.
- Co wiesz o denacie? Macieju Barańczyku?
- Zasadniczo nic, dopiero w trakcie tego całego zamieszania w sklepie dowiedziałam się że był menadżerem.
- Podałaś rysownikowi bardzo dokładny opis naszego poszukiwanego. Może nawet zbyt dokładny. Jakim cudem zapamiętałaś tak dokładnie przypadkowego mężczyznę?
- Wpadłam na niego i od razu jego zachowanie wydało mi się podejrzane. Sam na pewno też masz taki odruch, że wszędzie widzisz pracę. Zanalizowałam jego zachowanie, a gdy zobaczyłam pistolet, automatycznie starłam się zapamiętać jak najwięcej szczegółów.
- No tak, mogę to zrozumieć. Więc jak na niego wpadłaś?
- Szłam zamyślona i go nie zauważyłam. Tak przeważnie wpada się na ludzi. On był mocno roztrzęsiony, więc też mnie nie zauważył.
- Jak można nie zauważyć tak pięknej kobiety. – Do pokoju przesłuchań właśnie wszedł komendant, niejaki Tadeusz Kowalski. Stary pryk, który uderza do wszystkiego co się rusza. – Może po prostu się na panią detektyw zapatrzył? – Do mnie jednak rzucał raczej sarkastycznymi uwagami, bo jak reszta jego kolegów, nie trawi detektywów.
- Nie sądzę. Był wyraźnie zajęty czymś innym.
- Zna go pani?
- Już mówiłam, że nie. W sklepie widziałam go pierwszy i ostatni raz w życiu.
- A może po prostu chroni pani kolegę? Z tego co mi wiadomo kłamstwo przychodzi pani bardzo łatwo.
- To dość stereotypowe i błędne założenie, że skoro jestem prywatny detektywem to znam dobrze wszystkich przestępców. A poza tym, chociaż może mieć pan inne zdanie, panie komendancie, to też jestem po stronie prawa i staram się wam pomóc. Współpracuje, podałam dokładny rysopis. A pan jeszcze śmie sugerować, że coś ukrywam?
- Ja wcale nic nie sugeruje. Po prostu prowadzę dochodzenie. Ale skąd pani może wiedzieć jak to się robi. W końcu nie ma pani odpowiednich szkoleń.
- Sądząc po pana zachowaniu, to pan również nie. Bardzo mnie dziwi jakim cudem został pan komendantem. Można by pomyśleć, że przez łóżko, ale jak tak na pana patrzę to raczej mało prawdopodobne.
Szymon uśmiechnął się pod nosem, a na twarzy jego przełożonego rysowała się coraz większa wściekłość. Zrobił się cały czerwony i już był gotowy rzucić się do ataku gdy Szymon wkroczył do akcji:
- Może od teraz ja się tym zajmę? Będzie lepiej jeśli się pan uspokoi, panie komendancie. Nie chcemy przecież, żeby jakaś podrzędna detektyw pozwała nas za znęcanie się nad świadkiem, prawda?
Logiczne argumenty chyba uderzyły do Kowalskiego, bo postanowił odpuścić i dalszą część przesłuchania prowadził Szymon.
- Przepraszam za niego. Czasami go ponosi.
- Zdążyłam zauważyć i się przyzwyczaić. I wyprzedzając Twoje pytanie, nie, na pewno nie znałam tego strzelca.
Chłopak uśmiechnął się porozumiewawczo. Już do końca naszej rozmowy panował spokój.
Odpowiedziałam na kilka dodatkowych pytań i po jakiejś godzinie od przybycia na posterunek mogłam go opuścić. Kiedy byłam już przy swoim samochodzie, podbiegł do mnie Darek.
- W coś Ty się znowu wpakował?
- W nic, to zbieg okoliczności że byłam w tym sklepie. Boże, nie mów że i Ty podejrzewasz że maczałam w tym palce?!
- Nie, o to akurat nie. Ale wiem że masz dar do ładowania się w kłopoty. A teraz tak poza protokołem. Co robiłaś w tym sklepie tak wcześnie? Jeden z pracowników zeznał, że nie byłaś sama.
- Dlaczego mam uwierzyć, że to nie będzie oficjalne?
- Bo teraz nie pytam jako policjant, tylko jako przyjaciel. Poza tym, jeśli coś przeskrobałaś, to dobrze by było gdybym o tym wiedział. Więc? Z kim tam byłaś?
- To nie ma znaczenia dla tej sprawy.
- Ale jeśli komendant dostrzeże sprzeczność zeznań to jak myślisz komu uwierzy? Tobie czy jakiemuś przypadkowemu świadkowi?
- Zakładam, że nie mi. Ale co to zmieni jeśli Ci powiem?
Po chwili namysłu, przewrócił oczami i powiedział:
- Powiedzmy, że w ramach przysługi mógłbym, oczywiście czysto hipotetycznie, namieszać w zeznaniach tego pracownika.
Prawdziwi przyjaciele to największy skarb na świecie, nie? Chyba zaczynam w to wierzyć.
- Tak, byłam z kimś. Ale nie mogę Ci powiedzieć kto to był. Prowadziliśmy razem śledztwo. Nic nielegalnego, chcieliśmy pogadać z szefem, ale ktoś nas uprzedził.
- To ten sam podejrzany typ bez kartoteki którego kazałaś mi sprawdzić, co? – milczałam – Aha. No dobra. Coś z tym zrobię. Ale wisisz mi wielkie piwo. – poważna mina zniknęła i przede mną stał znowu uśmiechnięty mężczyzna. Uścisnęłam go i obiecałam zabrać niedługo na drinka. Po czym wsiadłam do samochodu i pojechałam do domu.
Chociaż było jeszcze wcześnie, umierałam ze zmęczenia. Strzelanina, dziwne zachowanie Karola, przesłuchanie. Za dużo tego jak na jeden poranek. Chciałam tylko wrócić do domu i paść na łóżko. Ale kiedy otworzyłam drzwi wejściowe zdałam sobie sprawę że czeka mnie zupełnie inna przyszłość.
Chociaż było jeszcze wcześnie, umierałam ze zmęczenia. Strzelanina, dziwne zachowanie Karola, przesłuchanie. Za dużo tego jak na jeden poranek. Chciałam tylko wrócić do domu i paść na łóżko. Ale kiedy otworzyłam drzwi wejściowe zdałam sobie sprawę że czeka mnie zupełnie inna przyszłość.
poniedziałek, 14 stycznia 2013
Lodówki, proch i kolejne tajemnice
Nigdy nie lubiłam sklepów z AGD, RTV i takimi innymi
elektronicznymi rzeczami. Pewnie dlatego że moja wiedza na ich temat ogranicza
się do tego jakie baterie muszę kupić do pilota, ale to może też być ten dziwny
zapach który roztaczają takie sklepy. W każdym bądź razie od dzisiaj tego
konkretnego sklepu na pewno będę unikać.
O koło godziny 10:00 rano mój obcas zapadł się w gumową
wycieraczkę przy wejściu do sklepu. Jednak weszłam dalej i udawałam
zainteresowanie przy stoisku z grami komputerowymi. Po chwili obok mnie stanął
Karol, wziął do ręki jakąś zabijakę i czytając okładkę powiedział do mnie:
- Nawet się ze mną nie przywitasz? Czy w końcu poszłaś po rozum do głowy i udajesz że mnie nie znasz?
- Mój rozum nigdy nie opuszczał głowy, ale to ty przyszedłeś drugi. Ruch należy do ciebie.
Uśmiechną się złowieszczo, odłożył grę i odwrócił się do
mnie. Zbliżył się tak, że poczułam subtelny zapach jego wody kolońskiej. Prawa
ręka wylądowała na moim biodrze, druga dalej spoczywała na półce. Z obawy o to
co zaraz zrobi, pocałowałam go w policzek i lekko odsunęłam od siebie.
- Cykor. – powiedział z triumfalnym uśmiechem. – Idziemy?
Nasz plan był następujący: mieliśmy udawać klientów
zainteresowanych kupnem sprzętu do naszego biura. Duża ilość komputerów,
telefonów i innego, drogiego sprzętu. Chcąc wydać tu kupę kasy będziemy
oczywiście liczyć na specjalne traktowanie, w końcowym etapie na pogawędkę z menadżerem na osobności. I tu plan zaczyna być coraz mniej legalny, ale o
tym później.
Stanęliśmy przed stoiskiem z laptopami i czekaliśmy na
jakiegoś pracownika rozmawiając na temat systemu operacyjnego jaki jest nam
potrzebny. Gdy po chwili młodziak w czerwonej koszulce z plakietką pracowniczą
podszedł do nas, zaczęliśmy grę. Chłopakowi oczki zaświeciły się gdy tylko
wspomnieliśmy ilu rzeczy potrzebujemy. Zaczął opowiadać coś o kartach
graficznych, pamięci ram i innych bzdetach. Karol prowadził inteligentną
wymianę zdań a ja rozglądałam się po sklepie. Gabinet szefa – Macieja Barańczyka – znajdował się obok lady z napisem „ reklamacje”. Ha, ciekawe umiejscowienie. Przy
ladzie siedziała kobieta ok. 40 czytająca gazetę. Wszędzie kręcili się
pracownicy, których o tej porze dnia było więcej niż klientów. Kilku z nich
gawędziło przy filmach, parę osób siedziało przy kasach, ktoś doradzał młodej
parze jaka lodówka będzie dla nich najlepsza.
- Jak myślisz Aniu, ten będzie dobry? – Karol patrząc na
mnie wskazał laptopa
- Myślę, że spełni nasze oczekiwania. Weźmiemy 5 czy 6?
Chłopak już liczył w pamięci premię jaka go czeka, a my
przeszliśmy dalej w poszukiwaniu innych produktów. Ja oddaliłam się pod
pretekstem wybrania ekspresu do kawy, a Karol zaczął zagadywać sprzedawcę o
kontakt z szefem. Spotkanie z nim miało dostarczyć nam wielu informacji,
szczególnie ważna wydawała się odpowiedź na pytanie jakie dokumenty przekazał Malinowskiemu? I dlaczego? Czy jest jakoś powiązany ze sprawą obrazu? Czy Malinowski ma jakieś inne, tajne interesy? Tak czy inaczej, musiałam poznać odpowiedzi.
Przemierzając sklep widziałam z oddali Karola. Jego czarna
koszula lekko opinała się na mięśniach rąk gdy gestykulował, a uśmiech wzbudzał
zaufanie. Jak on to robi, że ludzie zawsze go
uwielbiają? Tak, wiem, mowa ciała i inne takie, ale w nim jest coś więcej. Ma
taką specyficzną cechę którą ma niewielu ludzi, jest po prostu…
-Cholera, przepraszam. – Zamyślona nie zauważyłam chłopaka
nadchodzącego z naprzeciwka. Wpadłam na wysokiego blondyna w niebieskiej bluzie
z kapturem. Wydawał się roztrzęsiony. Był spocony i chyba wściekły. Ale przede
wszystkim - przerażony. Przykuł moją uwagę na dłuższą chwilę i nawet kiedy bez
słowa ominą mnie i poszedł dalej moje oczy podążyły za nim. Kiedyś na kursie
wykładowca powiedział żeby nie ignorować zachowania ludzi, szczególnie gdy
wydaje się ono nie na miejscu. Rozumiem że kupno telewizora może być
stresujące, ale do tego ten bezmyślny wzrok… Kiedy mężczyzna idąc dalej zaczął
nakładać na głowę kaptur, jego bluza uniosła się lekko – za paskiem z tyłu
widać było pistolet. Niewielki, czarny model który można dostać bez większego
trudu. I w tym momencie czas jakby zwolnił.
Nakładanie kaptura wydawało się
trwać wieczność. Ludzie w sklepie zaczęli poruszać się w zwolnionym tempie a ja
jakby wyrwana z tego wszystkiego szybko zlokalizowałam wzrokiem Karola.
Uśmiechnięty gadał ze sprzedawcą ale gdy tylko na niego popatrzyłam, odwrócił
wzrok w moją stronę. Wskazałam głową na faceta w kapturze, z palców zrobiłam
pistolet i wycelowałam go w Karola. On spojrzał na przyszłego strzelca, potem
znów na mnie. W tym momencie blondyn w bluzie sięgną do tyłu i
wydobył pistolet. Ludzie zaczęli wpadać w panikę, a on grożąc przechodniom
kierował się w stronę gabinetu menadżera. Karol krzyknął „na ziemię!”,
pociągnął za sobą sprzedawcę i obaj schowali się za kuchenką. Ja wbiegłam za
półkę z kawą, zawołałam do siebie kilka osób, które stały nie opodal.
Mały, przestraszony chłopczyk wtulił się
w moje ramię, a ja zasłoniłam mu uszy. I wtedy padł strzał. Krótki odgłos
palonego prochu, głuchy dźwięk przeszywanego powietrza, i tłuczone szkło. Potem
to samo, kolejny strzał i jeszcze 2. W sumie mężczyzna opróżnił cały magazynek.
Zrobił co miał zrobić i rzucił się do ucieczki. Kiedy w ogłuszającej ciszy
trzasnęły drzwi za strzelcem – czas przyśpieszył. Ludzie zaczęli krzyczeć,
chłopczyk w moich objęciach płakać gdy tylko jego przerażona matka zabrała go z
moich objęć. Tłum złożony może z 15 osób wybiegł ze sklepu. A ja siedziałam na
podłodze czekając na nie wiadomo co.
-Wszystko w porządku? – za kawy wybiegł Karol, wtedy po raz
pierwszy widziałam na jego twarzy przerażenie. Usiadł obok mnie i otoczył
ramieniem. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową i czułam przyśpieszone bicie
serca. Nie wiedziałam co się za mną dzieje, co dzieje się dookoła. Podniosłam
głowę i spojrzałam na Karola. Jego wzrok skupiony był dalej, ponad półkami.
Kiedy jednak wyprostowałam się i zaczęłam mówić spojrzał mi głęboko w oczy.
-Bywało lepiej. - uśmiechnęłam się lekko, ale nie była w stanie ukryć szoku.
-Dobrze, idziemy. – Wstał i podał mi rękę. Skorzystałam z
oferty i za chwilę dołączyłam do niego na wyższym poziomie. Nigdzie się jednak
nie wybierałam.
-Chyba żartujesz? Muszę zostać. Widziałam strzelca, mogę go opisać,
zidentyfikować. Poczekam na policję. Na jego twarzy zobaczyłam jeszcze większą
obawę i przepraszający wzrok.
- Ja muszę iść. Policja nie może mnie tutaj zastać.
- Co proszę?
- Przepraszam. Naprawdę muszę. Kiedyś Ci to wytłumaczę, obiecuję. Na pewno nic Ci nie jest?
- Oprócz tego że chcesz mnie tutaj zostawić samą, to wszystko cudownie. - skrzyżowałam ręce na piersi i posłałam mu groźne spojrzenie. Naprawdę była wściekła. Co on sobie wyobraża?! O co tu do cholery chodzi?!
- Przepraszam. Znasz mnie i wiesz, że gdyby nie było to konieczne nigdy bym tak nie postąpił. Naprawdę muszę.
Jego ręce znajdowały się na
moich ramionach, skorzystał więc z tego, przyciągnął mnie do siebie i
delikatnie pocałował w czoło. Przepełniło mnie uczucie ciepła i złość trochę mi przeszła. Co prawda nadal nie wiedziałam co się dzieje, a nie znosiłam takich sytuacji. Ale Karol miał rację, wiem że musi mieć sensowny powód. Uśmiechnęłam się więc do niego lekko, dając znać że może iść i nawet ma szanse że nie wypatroszę mu flaków.
On odwzajemnił uśmiech, chociaż jego oczy nadal były pełne obaw i po chwili znikną za drzwiami. Kiedy ruszyłam w
stroną gabinetu i tłumu pracowników w nim zabranym, usłyszałam syreny
policyjne.
piątek, 11 stycznia 2013
Logo prawdę Ci powie
Ta sprawa robi się coraz bardziej tajemnicza i zagmatwana. Liczyłam na to że szybko rozwiążę tą sprawę, sporo zarobię, a do tego Malinowska szepnie dobre słówko o mnie swoim znajomym. Ale jak zawsze życie miało dla mnie inny plan.
Od samego początku próbowałam skontaktować się z mężem Malinowskiej. To w końcu on pierwszy dowiedział się o włamaniu i był w domu kiedy zjawiła się policja. A co jeszcze bardziej podejrzane, unika mnie jak ognia. Umawiałam się z nim już kilka razy, ale zawsze w ostatniej chwili odwoływał spotkanie. Jednak teraz miarka się przebrała. Wsiadłam więc w samochód i pojechałam do ich domu. Prędzej czy później na niego wpadnę. Nie będzie już mógł wymigać się od odpowiedzi na moje pytania. Zaparkowałam na przeciwko ich domu, na parkingu pod jakimś parkiem. Zadzwoniłam do Malinowskiej, poinformowałam ją o postępach w śledztwie i dowiedziałam się że jej męża nie ma w domu. Pozostało mi tylko siedzieć tu i czekać. Nawet byłoby lepiej gdybym spotkała się z nim bez jego żony, może powiedziałby coś więcej. Dobrze że będąc pierwszy raz u nich, zrobiłam zdjęcie jego fotografii, więc wiem kogo mam wypatrywać. Okolica była spokojna, w środku dnia większość ludzi jest w pracy czy szkole. Tylko w parku co jakiś czas przechadzał się pies ze swoim właścicielem. Po mniej więcej godzinie z parku wyłonił się wysoki brunet w durnym t-shircie. Co do cholery Karol tutaj robi? Mignęłam na niego światłami samochodu, a kiedy tylko spostrzegł kto siedzi za kierownicą stanął jak wryty. Czyżby się mnie przestraszył? Po chwili ocknął się, ruszył w moją stronę i wsiadł do samochodu na siedzenie pasażera obok mnie.
- Co Ty tutaj robisz? - zapytał mnie od razu
- Czekam na męża Malinowskiej, a Ty?
- Nie chcesz wiedzieć.
- Skoro pytam to chcę, gadaj.
- Powiedzmy że muszę coś załatwić w okolicy.
- Mógłbyś po prostu powiedzieć spacerujesz. - powiedziałam z lekkim oburzeniem
- Mógłbym. I zapewne powinienem. Skłamałbym każdemu, ale Tobie nie potrafię. - cały czas wzrok miał wbity w samochodową wycieraczkę pod swoimi stopami. Boże, jakim cudem wprawiam tego niesamowicie pewnego siebie faceta w zakłopotanie? A no tak, ma się ten wrodzony talent... Ale ja nie o tym. Co on znowu kombinuje? Podejrzanie często pojawia się w związku z tą sprawą, wie dużo więcej niż powinien, a teraz czai się pod domem Malinowskich?
- Karol? - poczekałam aż na mnie spojrzał - Co tu się do cholery dzieje? Czemu interesujesz się moją sprawą? Czemu pomagasz mi w jej rozwiązaniu? I błagam, nie mów mi że tą sprawę masz do załatwienia z Malinowskimi?
Przez dłuższa chwilę panowała między nami grobowa cisza. Jak ja tego nienawidzę! Zawsze wydaje z siebie dzikie potoki słów, bo wiem że to lepiej działa. Ale teraz? Szczerze mówiąc, nie bardzo wiem co robić. Czekając na jego odpowiedź zaczęłam rozglądać się po okolicy. Nadal nic szczególnego się nie działo, ktoś siedział na ławce w parku.
- Cholera jasne! - wycedziłam przez zęby i chwyciłam aparat fotograficzny. Wielokrotny zoom potwierdził moje przypuszczenia. Malinowski!
- Co się dzieje? - zapytał Karol, pokazałam mu zdjęcie - Aha. Czyli znalazłaś swój cel.
- Bo Ty oczywiście wiesz jak on wygląda? - posłał mi przepraszające spojrzenie. Głośno wypuściłam powietrze i wróciłam do obserwacji. Do Malinowskiego przysiadł się jakiś mężczyzna, ok 40, w garniturze i podał mu teczkę na dokumenty.
- To chyba nie jest towarzyskie spotkanie.
- Raczej nie. W teczce są jakieś dokumenty, ale nie widzę jakie.
- Zrób zdjęcie, może na komputerze będzie coś widać. - cyknęłam kilka fotek zarówno obu panom, jak i dokumentom. Oraz teczce.
- Skąd ja znam to logo? - pokazałam Karolowi zbliżone zdjęcie teczki
- To "Super Media", sklep z RTV i AGD. Czyżby ten facet tam pracował?
- Na to wychodzi. Bo raczej postronni ludzie nie chodzą z takimi teczkami.
Po chwili panowie rozeszli się w swoje strony. Malinowski wsiadł do samochodu i dojechał w stronę obrzeży miasta.
- Jedziemy za nim? - zapytał Karol, a ja podałam mu aparat i przekręciłam kluczyk w stacyjce. Śledziliśmy Malinowskiego przez dobre pół godziny pogrążeni w zupełnej ciszy. Ja skupiałam się na drodze, a Karol bawił się aparatem. Wygląda na to że nie otrzymam odpowiedzi na swoje pytania. Boże, co za facet... Na horyzoncie pojawił się klub golfowy i już wiedziałam dokąd udaje się nasz cel. Spędza tam zadziwiająco dużo czasu i coś czuję że nie zawsze gra w golfa. Niestety nie mogę się tego dowiedzieć. Wstęp tylko dla członków. A żeby zostać jednym z nich trzeba mieć kilkanaście zer na koncie bankowym i odpowiednie pochodzenie w pięciu pokoleniach. Co to, średniowiecze? Malinowski wjechał w bramę klubu a ja pojechałam daje.
- Rozumiem że nie masz obywatelstwa tego Golflandu?
- A Ty może masz?
- Nie. Ale wiem że w następny weekend mają bal charytatywny. I sądzę że Malinowski na nim będzie. Masz jakieś plany na sobotę? - uśmiechnął się do mnie kokieteryjnie, a kiedy tylko lekki uśmiech pojawił się na mojej twarzy zrobił mi zdjęcie. Zabrałam mu aparat i zawróciłam w stronę mojego biura.
Już na miejscu zgrałam zdjęcia na komputer. Byliśmy w biurze sami, Paweł pracował na mieście. Usiadłam na swoim fotelu a Karol nachylił się nade mną opierając rękę o blat biurka. Obejrzeliśmy dokładnie wszystkie zdjęcia z dzisiejszego, tajemniczego spotakania Malinowskiego. Szczególnie papiery które otrzymał.
- Chyba trzeba złożyć mu wizytę. - powiedział Karol jakby czytając w moich myślach.
- Ale niby jak? Nie tak łatwo dostać się do menadżerów.
- Coś się wymyśli, nie martw się.
Od samego początku próbowałam skontaktować się z mężem Malinowskiej. To w końcu on pierwszy dowiedział się o włamaniu i był w domu kiedy zjawiła się policja. A co jeszcze bardziej podejrzane, unika mnie jak ognia. Umawiałam się z nim już kilka razy, ale zawsze w ostatniej chwili odwoływał spotkanie. Jednak teraz miarka się przebrała. Wsiadłam więc w samochód i pojechałam do ich domu. Prędzej czy później na niego wpadnę. Nie będzie już mógł wymigać się od odpowiedzi na moje pytania. Zaparkowałam na przeciwko ich domu, na parkingu pod jakimś parkiem. Zadzwoniłam do Malinowskiej, poinformowałam ją o postępach w śledztwie i dowiedziałam się że jej męża nie ma w domu. Pozostało mi tylko siedzieć tu i czekać. Nawet byłoby lepiej gdybym spotkała się z nim bez jego żony, może powiedziałby coś więcej. Dobrze że będąc pierwszy raz u nich, zrobiłam zdjęcie jego fotografii, więc wiem kogo mam wypatrywać. Okolica była spokojna, w środku dnia większość ludzi jest w pracy czy szkole. Tylko w parku co jakiś czas przechadzał się pies ze swoim właścicielem. Po mniej więcej godzinie z parku wyłonił się wysoki brunet w durnym t-shircie. Co do cholery Karol tutaj robi? Mignęłam na niego światłami samochodu, a kiedy tylko spostrzegł kto siedzi za kierownicą stanął jak wryty. Czyżby się mnie przestraszył? Po chwili ocknął się, ruszył w moją stronę i wsiadł do samochodu na siedzenie pasażera obok mnie.
- Co Ty tutaj robisz? - zapytał mnie od razu
- Czekam na męża Malinowskiej, a Ty?
- Nie chcesz wiedzieć.
- Skoro pytam to chcę, gadaj.
- Powiedzmy że muszę coś załatwić w okolicy.
- Mógłbyś po prostu powiedzieć spacerujesz. - powiedziałam z lekkim oburzeniem
- Mógłbym. I zapewne powinienem. Skłamałbym każdemu, ale Tobie nie potrafię. - cały czas wzrok miał wbity w samochodową wycieraczkę pod swoimi stopami. Boże, jakim cudem wprawiam tego niesamowicie pewnego siebie faceta w zakłopotanie? A no tak, ma się ten wrodzony talent... Ale ja nie o tym. Co on znowu kombinuje? Podejrzanie często pojawia się w związku z tą sprawą, wie dużo więcej niż powinien, a teraz czai się pod domem Malinowskich?
- Karol? - poczekałam aż na mnie spojrzał - Co tu się do cholery dzieje? Czemu interesujesz się moją sprawą? Czemu pomagasz mi w jej rozwiązaniu? I błagam, nie mów mi że tą sprawę masz do załatwienia z Malinowskimi?
Przez dłuższa chwilę panowała między nami grobowa cisza. Jak ja tego nienawidzę! Zawsze wydaje z siebie dzikie potoki słów, bo wiem że to lepiej działa. Ale teraz? Szczerze mówiąc, nie bardzo wiem co robić. Czekając na jego odpowiedź zaczęłam rozglądać się po okolicy. Nadal nic szczególnego się nie działo, ktoś siedział na ławce w parku.
- Cholera jasne! - wycedziłam przez zęby i chwyciłam aparat fotograficzny. Wielokrotny zoom potwierdził moje przypuszczenia. Malinowski!
- Co się dzieje? - zapytał Karol, pokazałam mu zdjęcie - Aha. Czyli znalazłaś swój cel.
- Bo Ty oczywiście wiesz jak on wygląda? - posłał mi przepraszające spojrzenie. Głośno wypuściłam powietrze i wróciłam do obserwacji. Do Malinowskiego przysiadł się jakiś mężczyzna, ok 40, w garniturze i podał mu teczkę na dokumenty.
- To chyba nie jest towarzyskie spotkanie.
- Raczej nie. W teczce są jakieś dokumenty, ale nie widzę jakie.
- Zrób zdjęcie, może na komputerze będzie coś widać. - cyknęłam kilka fotek zarówno obu panom, jak i dokumentom. Oraz teczce.
- Skąd ja znam to logo? - pokazałam Karolowi zbliżone zdjęcie teczki
- To "Super Media", sklep z RTV i AGD. Czyżby ten facet tam pracował?
- Na to wychodzi. Bo raczej postronni ludzie nie chodzą z takimi teczkami.
Po chwili panowie rozeszli się w swoje strony. Malinowski wsiadł do samochodu i dojechał w stronę obrzeży miasta.
- Jedziemy za nim? - zapytał Karol, a ja podałam mu aparat i przekręciłam kluczyk w stacyjce. Śledziliśmy Malinowskiego przez dobre pół godziny pogrążeni w zupełnej ciszy. Ja skupiałam się na drodze, a Karol bawił się aparatem. Wygląda na to że nie otrzymam odpowiedzi na swoje pytania. Boże, co za facet... Na horyzoncie pojawił się klub golfowy i już wiedziałam dokąd udaje się nasz cel. Spędza tam zadziwiająco dużo czasu i coś czuję że nie zawsze gra w golfa. Niestety nie mogę się tego dowiedzieć. Wstęp tylko dla członków. A żeby zostać jednym z nich trzeba mieć kilkanaście zer na koncie bankowym i odpowiednie pochodzenie w pięciu pokoleniach. Co to, średniowiecze? Malinowski wjechał w bramę klubu a ja pojechałam daje.
- Rozumiem że nie masz obywatelstwa tego Golflandu?
- A Ty może masz?
- Nie. Ale wiem że w następny weekend mają bal charytatywny. I sądzę że Malinowski na nim będzie. Masz jakieś plany na sobotę? - uśmiechnął się do mnie kokieteryjnie, a kiedy tylko lekki uśmiech pojawił się na mojej twarzy zrobił mi zdjęcie. Zabrałam mu aparat i zawróciłam w stronę mojego biura.
Już na miejscu zgrałam zdjęcia na komputer. Byliśmy w biurze sami, Paweł pracował na mieście. Usiadłam na swoim fotelu a Karol nachylił się nade mną opierając rękę o blat biurka. Obejrzeliśmy dokładnie wszystkie zdjęcia z dzisiejszego, tajemniczego spotakania Malinowskiego. Szczególnie papiery które otrzymał.
- Ja nic tu nie widzę. Za duża odległość żeby można było dostrzec co to jest. – powiedziałam po zlustrowaniu
dokumentów pod każdym kontem
- Czekaj. Spróbuję coś z tym zrobić. – ze swojej torby wyją
pendriva i podłączył go do mojego komputera. Zgrał jakiś program i odtworzył w
nim zdjęcia dokumentów. Przejął ode mnie myszkę, bardziej się nachylając.
Czułam bicie jego serca gdy majstrował przy graficznej obróbce. Nie mówiąc już
o zapachu jego wody kolońskiej, który sprawił że na chwilę odpłynęłam myślami
do scen które nie nadają się do telewizji przed 22 wieczorem.
- To mi wygląda na wyciąg z konta. – Karol sprowadził mnie
na ziemię – Ale nie bardzo widać kogo. Rozczytasz to? Jakiś Czerniaczyk? Pietaczyk? Na pewno jakiś "czyk"…
- Nie wiem. Ale coś czuję że to właśnie z nim spotkał się Malinowski. Może poszukamy kogoś przez ten sklep? Może to ich jakiś pracownik?
- Możliwe.
Włączyłam przeglądarkę internetową i szybko znalazłam stronę sklepu. Ten cały "czyk" to nie byle jaki pracownik. To menadżer zarządzający oddziałami w całym województwie. I na nasze szczęście pracuję w naszym mieście. Polityka "poznaj ludzi którzy wyłudzają od Ciebie kasę" przynosi same korzyści, bo na stronie są również zdjęcia pracowników. I tak jak przypuszczałam, to właśnie z tym Barańczykiem spotkał się dzisiaj Malinowski.- Chyba trzeba złożyć mu wizytę. - powiedział Karol jakby czytając w moich myślach.
- Ale niby jak? Nie tak łatwo dostać się do menadżerów.
- Coś się wymyśli, nie martw się.
środa, 2 stycznia 2013
Długa rozmowa
Siedzieliśmy na podłodze w moim biurze oparci o szafkę z teczkami pod oknem i piliśmy kawę. Był środek nocy a my rozmawialiśmy w najlepsze.
- Jedna kwestia nadal mnie drażni. - powiedziałam - Dlaczego Szarewski zapłacił Rockiemu z góry? Przecież go nie zna, a mafiozom raczej nie należy ufać.
- Akurat Rocky jest słowny, ale masz rację. Coś tu nie gra. Nie znał go wcześniej, ale mógł sprawdzić jego reputacje.
- Mógł i pewnie to zrobił ale nigdy nie wiadomo czy plotki są prawdziwe.
- Może po prostu jest debilem?
- Nie sądzę, nie wygląda na takiego.
- Pozory często mylą.
- Właśnie widzę. - zjechałam do wzrokiem a on wybuchnął śmiechem
- Że niby ja? A co Cię zmyliło?
- Jakie to ma znaczenie dla sprawy obrazu?
- Czy Twoja intuicja - mówiąc to zrobił w powietrzu cudzysłów - się sprawdza.
- Serio chcesz wiedzieć?
- Inaczej bym nie pytał. Biorę na siebie odpowiedzialność za to co usłyszę. - jak zwykle nie mogłam oprzeć się jego ciepłemu uśmiechowi.
- Uważałam Cię za palanta. Gbura i idiotę.
- Uhuh aż tak? - przytaknęłam
- Poznaliśmy się w dość kiepski sposób.
- Racja. Gbura rozumiem, ale idiotę? Przecież byłem w bibliotece.
- Ale miałeś koszulkę z małpą.
- No tak. - znowu zaczął się śmiać, a ja razem z nim. - Ale przynajmniej nie świeciłem biustem przed obcym mężczyzną. - uniósł jedną brew i przeciwległy kącik ust lekko uśmiechając się
- Że niby wziąłeś mnie za puszczalską?
- Można tak to ująć. - zdzieliłam go w ramię z całej siły, a on zaczął się bardziej śmiać
- Nie dziwię się.
Całą noc rozmawialiśmy, o wszystkim i o niczym, często o sprawie obrazu.
- O co chodzi z tym świecznikiem? - wskazał na moje notatki przy zdjęciu z domu Malinowskiej
- Jest złoty, lekki, drogocenny i widać to na pierwszy rzut oka. Stał bezpośrednio pod obrazem, ale nawet jeśli założyć że złodziej miał mało czasu i nie był zbyt silny, bez trudu i zastanowienia powinien ukraść ten świecznik. Ale tego nie zrobił. Dlaczego?
- Bo ktoś mu zapłacił żeby tego nie robił?
- Taka jest moja teoria. Albo że ktoś chciał zostawić wiadomość rodzinie.
- Niby jaką?
- Tego właśnie nie wiem, dlatego raczej skłaniam się do pierwszej teorii.
- Niestety muszę przyznać że dobrze kombinujesz.
- Czemu niestety?
- A co to? - wskazał na kolejne zdjęcie
- Miejsce w którym wisiał obraz.
- Gdzie nauczyłeś się włamywać? - Karol spoważniał i napiął mięśnie, jakby zdenerwowało go to pytanie
- A jakie to ma znaczenie?
- Po prostu jestem ciekawa.
- To nie bądź.
- Ale...
- Proszę.
- Dlaczego?
- Bo nie chcę Cię okłamywać.
- To nie okłamuj tylko powiedz prawdę. - wbił wzrok w podłogę, a po chwili przeniósł go na mnie. Nadal siedzieliśmy na podłodze w moim biurze pijąc kolejną kawę. Karol zaczął wybijać palcami jakiś rytm na kubku. - Dlaczego nie chcesz mi tego powiedzieć?
- Bo byś mnie stąd wyrzuciła.
- A zamierzasz mnie zabić? - lekko się uśmiechnął, ale nadal widać było że temat jest dla niego ciężki. Ciekawe dlaczego? Co on ukrywa?
- Nie, nie zamierzam.
- To Cię nie wyrzucę.
- Tylko za to wyrzucasz ludzi z życia?
- I za kłamstwa.
- Sama kłamiesz jak najęta. To chyba lekka hipokryzja?
- Lekka? - i znowu ciepły uśmiech pojawił się na jego twarzy, więc lepiej zarzucę ten temat. Przynajmniej na razie.
- Ciekaw mnie dlaczego obraz został wywieziony do Włoch. - Karol po chwili zamyślenie wznowił rozmowę
- Bo tam był kupiec?
- Zapewne. Ale Corrado nie malował wartościowych dzieł. Po co dla tak mało znanego dzieła zadawać sobie tyle trudu? Kradzież, sprzedaż przez pośrednika w Polsce, przemyt przez granicę. Cholernie dużo roboty jak na coś takiego.
- Racja. Może kupiec jest po prostu jego fanem?
- Może. A może ma to coś wspólnego z historią obrazu?
- Też tak myślisz? - przytaknął - A już myślałam że zwariowałam. Paweł, mój wspólnik, wyśmiał mnie za takie teorie spiskowe.
- Widać, że myśli zbyt szablonowo. Jak większość ludzi. Może ten biskup, a raczej jego potomkowie chcieli go odzyskać?
- Tobia Koll? Nigdy nie był w jego posiadaniu. Czemu miałby go kiedykolwiek chcieć? Nagi portret córki jego przełożonego?
- Może nie była to tylko córka przełożonego. Może mieli romans?
- Sądzisz że ta biedna dziewczyna spała z połową Watykanu?
- Kto wie. Wszystko jest możliwe. Szczególnie że to biskup został wpisany jako ojciec jej dziecka, a nie Corrado. Może to po prostu było jego dziecko?
- Możliwe. Ale jeśli tak, to dlaczego nie było o nim żadnej wzmianki w jej pamiętniku?
- Bo to ukrywała. Wysoko postawiony duchowny mający dziecko z córką papieża? Raczej nikt nie chciał żeby ujrzało to światło dzienne.
- Ale o spotkaniach z ojcem pisała, więc czemu z biskupem nie?
- Może pisała, ale np w innym pamiętniku? Kto powiedział że miała tylko ten z archiwum?
- Dobra, nawet jeśli założymy że to było dziecko Tobii, to czemu jego potomkowie chcieliby odzyskać ten obraz?
- Bo i bohaterka tego aktu należy do ich rodziny.
- Czyli zakładasz że Malinowska i Koll są spokrewnieni? Że są to potyczki wewnątrz-rodzinne?
- Kto wie? Ale coś musi być w tej historii. Z tego co mi wiadomo Corrado nie cieszy się dużym uznaniem w żadnym środowisku, a jeśli ktoś zadaje sobie tyle trudu, żeby zdobyć obraz, musi mieć jakiś motyw.
- Jedna kwestia nadal mnie drażni. - powiedziałam - Dlaczego Szarewski zapłacił Rockiemu z góry? Przecież go nie zna, a mafiozom raczej nie należy ufać.
- Akurat Rocky jest słowny, ale masz rację. Coś tu nie gra. Nie znał go wcześniej, ale mógł sprawdzić jego reputacje.
- Mógł i pewnie to zrobił ale nigdy nie wiadomo czy plotki są prawdziwe.
- Może po prostu jest debilem?
- Nie sądzę, nie wygląda na takiego.
- Pozory często mylą.
- Właśnie widzę. - zjechałam do wzrokiem a on wybuchnął śmiechem
- Że niby ja? A co Cię zmyliło?
- Jakie to ma znaczenie dla sprawy obrazu?
- Czy Twoja intuicja - mówiąc to zrobił w powietrzu cudzysłów - się sprawdza.
- Serio chcesz wiedzieć?
- Inaczej bym nie pytał. Biorę na siebie odpowiedzialność za to co usłyszę. - jak zwykle nie mogłam oprzeć się jego ciepłemu uśmiechowi.
- Uważałam Cię za palanta. Gbura i idiotę.
- Uhuh aż tak? - przytaknęłam
- Poznaliśmy się w dość kiepski sposób.
- Racja. Gbura rozumiem, ale idiotę? Przecież byłem w bibliotece.
- Ale miałeś koszulkę z małpą.
- No tak. - znowu zaczął się śmiać, a ja razem z nim. - Ale przynajmniej nie świeciłem biustem przed obcym mężczyzną. - uniósł jedną brew i przeciwległy kącik ust lekko uśmiechając się
- Że niby wziąłeś mnie za puszczalską?
- Można tak to ująć. - zdzieliłam go w ramię z całej siły, a on zaczął się bardziej śmiać
- Nie dziwię się.
Całą noc rozmawialiśmy, o wszystkim i o niczym, często o sprawie obrazu.
- O co chodzi z tym świecznikiem? - wskazał na moje notatki przy zdjęciu z domu Malinowskiej
- Jest złoty, lekki, drogocenny i widać to na pierwszy rzut oka. Stał bezpośrednio pod obrazem, ale nawet jeśli założyć że złodziej miał mało czasu i nie był zbyt silny, bez trudu i zastanowienia powinien ukraść ten świecznik. Ale tego nie zrobił. Dlaczego?
- Bo ktoś mu zapłacił żeby tego nie robił?
- Taka jest moja teoria. Albo że ktoś chciał zostawić wiadomość rodzinie.
- Niby jaką?
- Tego właśnie nie wiem, dlatego raczej skłaniam się do pierwszej teorii.
- Niestety muszę przyznać że dobrze kombinujesz.
- Czemu niestety?
- A co to? - wskazał na kolejne zdjęcie
- Miejsce w którym wisiał obraz.
- Gdzie nauczyłeś się włamywać? - Karol spoważniał i napiął mięśnie, jakby zdenerwowało go to pytanie
- A jakie to ma znaczenie?
- Po prostu jestem ciekawa.
- To nie bądź.
- Ale...
- Proszę.
- Dlaczego?
- Bo nie chcę Cię okłamywać.
- To nie okłamuj tylko powiedz prawdę. - wbił wzrok w podłogę, a po chwili przeniósł go na mnie. Nadal siedzieliśmy na podłodze w moim biurze pijąc kolejną kawę. Karol zaczął wybijać palcami jakiś rytm na kubku. - Dlaczego nie chcesz mi tego powiedzieć?
- Bo byś mnie stąd wyrzuciła.
- A zamierzasz mnie zabić? - lekko się uśmiechnął, ale nadal widać było że temat jest dla niego ciężki. Ciekawe dlaczego? Co on ukrywa?
- Nie, nie zamierzam.
- To Cię nie wyrzucę.
- Tylko za to wyrzucasz ludzi z życia?
- I za kłamstwa.
- Sama kłamiesz jak najęta. To chyba lekka hipokryzja?
- Lekka? - i znowu ciepły uśmiech pojawił się na jego twarzy, więc lepiej zarzucę ten temat. Przynajmniej na razie.
- Ciekaw mnie dlaczego obraz został wywieziony do Włoch. - Karol po chwili zamyślenie wznowił rozmowę
- Bo tam był kupiec?
- Zapewne. Ale Corrado nie malował wartościowych dzieł. Po co dla tak mało znanego dzieła zadawać sobie tyle trudu? Kradzież, sprzedaż przez pośrednika w Polsce, przemyt przez granicę. Cholernie dużo roboty jak na coś takiego.
- Racja. Może kupiec jest po prostu jego fanem?
- Może. A może ma to coś wspólnego z historią obrazu?
- Też tak myślisz? - przytaknął - A już myślałam że zwariowałam. Paweł, mój wspólnik, wyśmiał mnie za takie teorie spiskowe.
- Widać, że myśli zbyt szablonowo. Jak większość ludzi. Może ten biskup, a raczej jego potomkowie chcieli go odzyskać?
- Tobia Koll? Nigdy nie był w jego posiadaniu. Czemu miałby go kiedykolwiek chcieć? Nagi portret córki jego przełożonego?
- Może nie była to tylko córka przełożonego. Może mieli romans?
- Sądzisz że ta biedna dziewczyna spała z połową Watykanu?
- Kto wie. Wszystko jest możliwe. Szczególnie że to biskup został wpisany jako ojciec jej dziecka, a nie Corrado. Może to po prostu było jego dziecko?
- Możliwe. Ale jeśli tak, to dlaczego nie było o nim żadnej wzmianki w jej pamiętniku?
- Bo to ukrywała. Wysoko postawiony duchowny mający dziecko z córką papieża? Raczej nikt nie chciał żeby ujrzało to światło dzienne.
- Ale o spotkaniach z ojcem pisała, więc czemu z biskupem nie?
- Może pisała, ale np w innym pamiętniku? Kto powiedział że miała tylko ten z archiwum?
- Dobra, nawet jeśli założymy że to było dziecko Tobii, to czemu jego potomkowie chcieliby odzyskać ten obraz?
- Bo i bohaterka tego aktu należy do ich rodziny.
- Czyli zakładasz że Malinowska i Koll są spokrewnieni? Że są to potyczki wewnątrz-rodzinne?
- Kto wie? Ale coś musi być w tej historii. Z tego co mi wiadomo Corrado nie cieszy się dużym uznaniem w żadnym środowisku, a jeśli ktoś zadaje sobie tyle trudu, żeby zdobyć obraz, musi mieć jakiś motyw.
Subskrybuj:
Posty (Atom)