wtorek, 26 lutego 2013

Druga szansa

- Czy po tym wszystkim nadal masz ochotę na bal? - ze słuchawki telefonu rozległ się ciepły głos Karola. Nie rozmawialiśmy ze sobą od dnia strzelaniny.
- Jaki znowu bal?
- W klubie golfowym do którego należy Malinowski. Zapomniałaś?
- Jakoś wyleciało mi z głowy, choć to dziwne zważywszy na to jak bardzo spokojny był mój tydzień. - rzuciłam przez zaciśnięte zęby gorzki komentarz. Nadal byłam na niego wściekła.
- Ha, zabawne. Czy to oznacz, że nie idziesz?
- Jakoś nie uśmiecha mi się cały wieczór w Twoim towarzystwie.
- Przeprosiłem Cię, pamiętasz? Nadal jesteś na mnie zła?
- Takiego kłamstwa raczej nie wybacz się w przeciągu 2 dni.
- Ale rozważasz wybaczenie? Czyli dostanę drugą szansę?
- Nie daje ludziom drugiej szansy. Większość nie dostaje nawet pierwszej, więc i tak powinieneś uważać się za szczęściarza.
- Owszem, tak też uważam. I jeszcze raz przepraszam. Jeśli zmienisz zdanie, bal zaczyna się o 19:00. Twoje nazwisko jest na liście, więc będziesz mogła bez problemu wejść. Do zobaczenia na miejscu, mam nadzieję.

Rozłączył się a ja rzuciłam telefon na łóżko i zaczęłam chodzić w kółko po sypialni. Naprawdę zapomniałam o tym cholernym balu!  Bardzo chciałam na niego iść, mogłabym w końcu pogadać z Malinowskim, a i może zdobyć informacje od innych gości. Że już nie wspomnę o możliwości zdobycia nowych klientów wśród śmietanki towarzyskiej naszego miasta. A niech to! Powinnam iść. Ale wtedy spotkam Karola. A naprawdę nie chcę go widzieć. Nienawidzę kiedy ludzi mnie okłamują! Co prawda ja kłamię jak z nut, więc to hipokryzja, nie? Kurde. To może inaczej - nienawidzę jak bliscy mi ludzie mnie okłamują. To już ma więcej sensu, bo z przyjaciółmi jestem zawsze szczera. Ale z drugiej strony oznacza to że zależy mi na Karolu! I tak źle, i tak cholernie gorzej. Chociaż... Pomyślmy o tym logicznie. Gdyby mi na nim nie zależało, nie spotykałbym się z nim, nie dopuszczała do sprawy i nie byłabym na niego teraz tak piekielnie wściekła. Olałabym go, tak jak olewam większość ludzi na tej planecie. A on, gdyby mu nie zależało, nie przepraszał by mnie tyle razy, nie pomagałby mi, nie kręciłby się uporczywie obok mnie. Więc może najwyższy czas to przyznać? I dać mu drugą szansę?

Spojrzałam na zegarek. Do balu zostały 4 godziny. Mało czasu ale powinnam się wyrobić. Punkt pierwszy i najważniejszy - suknia. Szerokie ramiączka, głębokie wycięcie na plecach, zielony szyfon luźnie oplatający moje ciało i wykończenie podszewki w coś na kształt pawich piór. Kupiłam ją kiedyś w przypływie rozpaczy, próbując poprawić sobie humor i szczerze mi to pomogło. Nie nosiłam jej wcześniej, ale na ten wieczór nadaje się idealnie. Włosy upięłam w kok, wbiłam się w czarne szpilki, a delikatna biżuteria dopełniła strój.


Stałam przy jednym z wysokim stolików na przyjęciu organizowanym przez klub golfowy. Popijałam drinka i obserwowałam ludzi czekając na Karola. Wybrałam newralgiczne miejsce na balkonie pierwszego piętra, więc miałam doskonały widok na całą salę. Nagle mój wzrok przykuł mężczyzna wchodzący przez główne drzwi. Czarny, idealnie skrojony garnitur, biała koszula i cienki, czarny krawat sprawiały, że miałam ochotę rzucić się na to niesamowicie seksowne stworzenia. Dopasowane spodnie opinały mięśnie na jego nogach. Marynarka zapięta na jeden guzik odsłaniała dokładnie wyprasowaną koszulę. Lekko zmierzwione włosy i bransoletka z paciorków dodawały mu chłopięcego uroku. Całości dopełniał nonszalancki uśmieszek i oczy wpatrzone we mnie. Nie tylko ja go dostrzegłam. Wzrok wielu kobiet podążał za Karolem kiedy szedł w moim kierunku.
Podszedł do mnie i nachylił się próbując pocałować mnie w policzek. Odsunęłam się jednak od niego dając do zrozumienia że nie ma na to szans.
- Nadal jesteś na mnie wściekła, co? Ale jednak przyszłaś.
- Przyszłam tu ze względu na pracę a nie Ciebie.
- Ale skoro przewidujesz że możesz ze mną wytrzymać cały wieczór to chyba nie jest źle? - zgromiłam go spojrzeniem, chociaż wiedziałam że ma rację. Chyba moje wściekłość na niego zaczęła topnieć. - Malinowscy już przyszli?
- Nie, jeszcze ich nie widziałam.
- To co powiesz na wtopienie się w tłum? - uniósł jedną brew i przeciwległy kącik ust w swoim zabójczym uśmiechu który zawsze zwalał mnie z nóg. Wyciągnął dłoń w moją stronę, gestem prosząc do tańca.


Ruszyliśmy więc w kierunku parkietu. Może i nadal była na niego wściekła, ale lubię tańczyć, a atmosfera balu pozwoliła mi choć trochę odpłynąć myślami od ostatnich wydarzeń. Ręka Karola objęła mnie w tali, moja dłoń znalazła się na jego ramieniu. Poruszaliśmy się po parkiecie w takt muzyki granej przez kwartet smyczkowy. Chodź inne pary wirowały dookoła nas, ja zupełnie nie uczułam ich obecności.
- Gdzie nauczyłeś się tak dobrze tańczyć? – Karol uśmiechnął się lekko słysząc moje pytanie
- Córka, powiedzmy mojego szefa, trenuje tańce towarzyskie i potrzebowała partnera, więc zostałem zgłoszony na ochotnika. Niektórym ludziom po prostu się nie odmawia. Ale jak widać jest to przydatna umiejętność.
- Szefa?
- A jak mam go nazywać? Kiedy nie jesteśmy sami nie powinienem używać jego imienia. - zamilkł na chwilę badając moją reakcję - Wiem że nie jest to dla Ciebie normalna sytuacja, ale nic na to nie poradzę. I jeszcze raz przepraszam.
Odwróciłam od niego wzrok i zaczęłam rozglądać się po sali. Z jedne strony chciałam zapomnieć o tej sytuacji, ale moja ciekawska strona wzięła górę. 
- Nie myślałeś o tym żeby robić coś innego?
- Myślałem, ale wiem że to niemożliwe. Nie skończyłem żadnych studiów, nigdy nie pracowałem w innej branży, a tych doświadczeń raczej do CV nie wpiszę. - uśmiechnął się widząc jak kąciki moich ust podskoczyły lekko do góry. - Walka wręcz, taniec towarzyski, rzeźbiarstwo... Raczej nie ma na tym świecie innej pracy dla kogoś takiego jak ja.
- Rzeźbisz?
- Tak, i maluję. I to naprawdę nieźle.
- Dopisz do tej listy jeszcze skromność.
Tańczyliśmy tak jeszcze przez chwilę, do czasu aż mój wzrok przykuła starsza para wchodząca do sali. Od razu udali się do baru.
- Malinowscy przyszli. - szepnęłam do uch Karola, który podążył za moim wzorkiem i dostrzegł parę.
- Co powiesz na drinka, w takim razie? - uśmiechnął się do mnie i pociągnął mnie w stronę długiego, kamiennego blatu przy którym tłoczyli się goście. Wyższe czy niższe sfery, wszyscy kochają alkohol, szczególnie ten darmowy. 

- Dobry wieczór państwu. - z uśmiechem szerszym niż ocean zaczęłam rozmowę z Malinowskimi.
- Dobry wieczór. Nie spodziewałam się tu pani. - wyraźnie zszokowana Malinowska starała się ukryć swoje odczucia. - Co pani tu robi?
- To samo co państwo, spędzam miły wieczór w doborowym towarzystwie. A pro po, nie miałam okazji jeszcze pana poznać. - wyciągnęłam rękę do Malinowskiego
- Miło mi. Żona wspominała że pracuje pani nad sprawą kradzieży obrazu.
- Owszem i jestem już bliska odkrycie sprawcy. - w tym momencie u mojego boku stanął Karol podając mi kieliszek szampana - O, jest i mój partner. - przedstawiłam ich sobie cały czas obserwując Malinowskiego. Dziwne. Wyglądał jakby znał Karola. Na pewno był zszokowany jego obecnością, ale jego twarz zdradzała też inne uczucie którego nie byłam wstanie rozszyfrować. - Co powiedzą państwo na urozmaicenie wieczoru? Da się pan porwać do tańca, panie Malinowski? - nie czekając na jego odpowiedź, chwyciłam jego dłoń dając do zrozumienia że nie przyjmuję odmowy. Kątem oka widziałam, że Karol prosi do tańca Malinowską.
- Cieszę się że mogłam pana w końcu poznać, unikał pan spotkania ze mną od samego początku.
- Jestem dość zajętym człowiekiem, proszę nie brać tego do siebie.
- Oczywiście, rozumiem. Ale dla pańskiej żony ta sprawa wydaję się ważna, więc czemu pan nie znalazł chwili na kontakt ze mną? Chciałam zadać panu tylko kilka pytań, w końcu to pan pierwszy dowiedział się do kradzieży i był w domu podczas oględzin policji.
- Owszem, ale nie rozumiem jak to miałoby pani pomóc w zamknięciu tej sprawy.
- Policja nie jest skora do współpracy, a ja chciałabym się dowiedzieć czy zabezpieczyli jakieś ślady, mówili coś panu o potencjalnym włamywaczu?
- Nie, nic nie mówili. Już dokładnie nie pamiętam co robili. Robili zdjęcia, oglądali kominek, okna. Wie pani, nie znam się na tym, więc się nie mieszałem.
- Pytali pana o nagrania z monitoringu? Widziałam że mają państwo kamery.
- Owszem, pytali. Dałem im nagrania. - oj nie ładnie tak kłamać, co on ukrywa? 
- A jeśli chodzi o drzwi, oglądali je? Przeważnie w takich sprawach zamek jest zniszczony.
- Tak, był. Po wizycie policji został wymieniony.
- Rozumiem. Rozmawiali też z panem, prawda?
- Owszem, odpowiedziałem na kilka pytań, ale już nie pamiętam co dokładnie powiedziałem.
- To zrozumiałe, po tak długim czasie. - nie jest aż tak stary żeby nie pamiętać rozmowy z policją na temat włamania do jego domu, czemu kłamie mi w żywe oczy? - W każdym bądź razie dziękuję że w końcu mogliśmy porozmawiać.
- Oczywiście. - utwór grany przez muzyków dobiegł końca - A ja dziękuję za taniec. - ukłonił mi się i oddalił  w głąb sali. Po chwili dołączyła do niego żona, a ja z Karolem spotkaliśmy się przy barze. 


sobota, 9 lutego 2013

W pułapce

Przez kilka następnych godzin siedziałam jak na szpilkach pijąc hektolitry uspokajającej herbaty. Kręciłam się po mieszkaniu, próbowałam czymś zająć, ale nic nie było w stanie odciągnąć moich myśli od Karola i dzisiejszych wydarzeń. Czy to co mówił Niebieski jest prawdą? A może kłamał? Ale właściwie to po co miałby to robić? Karol na moich oczach przeszedł błyskawiczną przemianę, jakbym go w ogóle nie znała. Więc może go nie znam? Może cały czas mnie okłamywał? Od tych wszystkich pytań bez odpowiedzi zaczęła boleć mi głowa. Karol powiedział że wytłumaczy mi to wszystko później, ale to oznacz że do mnie zadzwoni? Zjawi się tutaj? A może to ja powinnam się z nim skontaktować? Słońce zaczęło już zachodzić kiedy moje nerwowe rozmyślania przerwało pukanie do drzwi.
- Przepraszam że tak długo to trwało. - w progu stał Karol z bukietem kwiatów w dłoni
- Może jakbyś nie zahaczał o kwiaciarnię to byłoby szybciej?
- Nie, i tak zajęłoby mi to masę czasu. A tak może trochę Cię udobrucham? Kobiety kochają kwiaty, prawda? - wręczył mi bukiet i uśmiechnął się ciepło kiedy wpuszczałam go do mieszkania. Udałam się do kuchni, zaczęłam napełniać wazon wodą, a Karol usiadł na wysokim stołku po przeciwnej stronie baru kuchennego. Czułam na sobie jego przeszywający wzrok przez cały czas gdy krzątałam się po kuchni. Ustawiłam wazon na blacie i oparłam się plecami o szafkę zwracając się twarzą do Karola, ale nadal pozostając w bezpiecznej odległości. Tak przynajmniej mi się zdawało.
- Co z nim zrobiłeś?
- A jakie to ma znaczenie? Lepiej żebyś nie wiedziała. - odpowiedział spokojnym, opanowanym głosem. Był gotowy na przesłuchanie.
- Dlaczego? Chcę wiedzieć co stało się z facetem który włamał się do mojego mieszkania.
- Technicznie rzecz biorąc to ja się włamałem.
- Czy to znaczy że muszę wymienić zamki?
- Niekoniecznie. Ja pokonam każde, a Twoje są i tak wyjątkowo dobre.
- Zabiłeś go?
- Nie.
- Ktoś inny zrobił to za Ciebie?
- Nie, ten drań nadal żyje.
- To w takim razie, co się z nim stało?
- Już mówiłem, że nie powinnaś tego wiedzieć.
- W moim mieszkaniu nie powinno też nigdy być wściekłego gangstera z bronią, ale jednak życie nie jest idealne!
- Masz rację, ale dzisiejsze zdarzenie już więcej się nie powtórzy. Zadbałem o to.
- A co mnie obchodzą Twoje zapewnienie?! To przez Ciebie on się tutaj znalazł! Gdybyś tutaj nie przylazł, to i jego by nie było! I nie musiałabym przez to przechodzić! Jak mogłeś być takim idiotą żeby go tu sprowadzić?! - duszona we mnie wściekłość zaczęła wydostawać się na powierzchnię - Jak mogłeś postąpić tak samolubnie?! Zawsze martwisz się tylko o siebie! Boże, ale z Ciebie cholerny palant! - zaczął iść w moim kierunku a ja dalej krzyczałam - Dlaczego myślałam że można Ci zaufać?! Jesteś jak każdy inny przedstawiciel swojego niedorozwiniętego gatunku! - podszedł do mnie i objął, próbując uspokoić moje wierzgające ze złości ręce. - Co Ty do cholery robisz?!
- Przytulanie zmniejsza napięcie mięśniowe i uspokaja. - powiedział spokojnym głosem, nie wypuszczając mnie z uścisku.
- Co Ty pieprzysz?! - próbowała go odepchnąć, ale był silniejszy. Złapał mnie mocniej, unieruchomił. Byłam przyciśnięta do jego klatki piersiowej, chociaż opierałam twarz na swoich rękach. Jedna jego dłoń trzymała mnie w tali, a druga gładziła delikatnie po głowie. Momentalnie mój organizm przeją nade mną władze. Rozluźniłam mięśnie, objęłam Karola rękoma wtulając twarz w jego koszulę. Czułam jak się uśmiecha, bo jego usta właśnie złożyły lekki pocałunek na moich włosach. Boże, co się ze mną dzieje? Nie panuję nad sobą. A to przecież nigdy się nie zdarza! Pozwalam temu niedawno poznanemu facetowi przejąć nade mną kontrolę. W jego uścisku czuję się jak w pułapce i co gorsza podoba mi się to. Jego szybko bijące serce i ciepło jakim mnie otaczał sprawiało że czułam się błogo. Czułam się bezpieczna. Wszystkie problemy na chwilę zniknęły więc pozwoliłam sobie przez chwilę się tym cieszyć. Dobra, kogo ja oszukuję? Moja świadomość nie ma tu nic do gadania. Jasna cholera....
- Skoro wyrzuciłaś z siebie złość i uspokoiłaś się to możemy spokojnie porozmawiać? - pora wracać do rzeczywistości. A w tym wszechświecie Karol jest palantem, a ja nadal nie mam odpowiedzi na setki pytań krążących w moje głowie. Odsunęłam się od niego na tyle, na ile mi pozwolił, niezabierająca dłoni z moich bioder.
- Czy to co on mówił o Tobie było prawdą?
- To że pracuję dla Rockiego? - przytaknęłam głową a Karol wziął głęboki oddech. - Tak. To prawda.
- Jesteś gangsterem?
- Członkiem mafii.
- Boże... I mówisz to wszystko tak spokojnie? Jakby to było normalne?
- Dla mnie jest. Poznałem Rockiego w wieku 12 lat. Wychowałem się pracując dla niego. Całe moje dorosłe życie tak wygląda.
- Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałeś? Okłamywałeś mnie.
- Wiem, i przepraszam za to. Z całego serca. Ale to raczej nie jest informacja którą należy się dzielić z każdą nowo poznaną osobą. Nie powiem przecież, "cześć, jestem Karol, pracuję dla szefa mafii".
- Ale mi mogłeś powiedzieć. Może nie od razu, ale...
- Ale co? Kiedy niby miałem Ci to powiedzieć? I jak? "Ładna dziś pogoda, a tak pro po zarabiam na życie łamiąc prawo, którego Ty strzeżesz"? Tak to sobie wyobrażasz? - czekał na moją odpowiedź, ale ja milczałam. Nie jestem w stanie ogarnąć tego wszystkiego. - Myślisz że nie próbowałem? Wiele razy chciałem Ci to powiedzieć, nie chciałem Cię już okłamywać, ale po prostu nie mogłem. I nadal nie jestem pewny czy dobrze się stało że już wiesz. Teraz masz mnie w garści. W każdej chwili możesz mnie posłać do więzienia.
- Nie zrobię tego.
- Teraz może nie. Ale pewnego dnia, gdy będziesz miała mnie dosyć. Kto wie. Naprawdę przepraszam, że musiałem Cię okłamywać, ale nie widziałem innego wyjścia. Ale to jedyne kłamstwo jakie Ci powiedziałem. Cała reszta jest prawdą. Wszystko co mówiłem, robiłem, To wszystko prawda.
- Skąd niby mam mieć pewność, że teraz nie kłamiesz? Mam tego dosyć Karol. Za dużo się dzisiaj działo, po porostu mam dość wrażeń na jeden dzień. Chce się położyć, przetrawić to wszystko. Pomyśleć. Zostaw mnie samą, proszę.
- Dobrze. Odezwiesz się jak to przemyślisz? - przytaknęłam, a on zbliżył się do mnie i delikatnie pocałował w czubek głowy - Naprawdę przepraszam. Nie chciałem Cię zranić. - stałam tam bez słowa patrząc jak Karol wychodzi z mojego mieszkania, a być może i z mojego życia. Bo co jeśli kiedy już to wszystko do mnie dotrze, kiedy poukładam to w głowie, stwierdzę że nadal jestem na niego wściekła i nie chcę go widzieć nigdy więcej?

wtorek, 5 lutego 2013

Wyjaśnienia

- I co teraz z nim zrobimy?
- Nie mam pojęcia. Muszę pomyśleć. - Karol stał nad Niebieskim z bronią wycelowaną w jego głowę, a ja krążyłam po aneksie kuchennym ze zdenerwowania. Moje mieszkanie było nie duże, salon połączony z kuchnią, więc pomimo tego że panowie byli obok kanapy doskonale ich widziałam i słyszałam.
- Może naprawdę napijemy się herbaty? Albo zadzwonię na policją?
- Nie ma mowy.
- Czemu? To on złamał prawo, włamał mi się do mieszkaniu. Usiłował nas zabić!
- Ja też się tu włamałem, jakbyś jeszcze na to nie wpadła.
- Żartujesz? - Karol nie odwracał wzroku ze swojego celu, ale w jego głowie wyczułam skruchę. - Boże, w co ja się wplątałam. Dobra, to powiem policji że miałeś zapasowy klucz.
- Nie możesz do nich zadzwonić.
- To co w takim razie zamierzasz z nim zrobić? Przecież nie może tu zostać. Musimy się go pozbyć!
- Przecież wiem. I przestań na mnie krzyczeć, bo w niczym to nie pomaga. To nie ja jestem tutaj tym złym.
- Ale włamałeś się do mojego mieszkania!
- Możemy porozmawiać o tym później? Teraz chyba mamy ważniejsze rzeczy na głowie. Dobra, koniec tego dobrego. - nachylił się nad Niebieskim i zdarł mu szarą taśmę z ust, która wcześniej go kneblowała
- Jak Ty wytrzymujesz z tym babskiem? Nie przestaje gadać. - nasz intruz raczej nie był zbyt przejęty całą sytuacją.
- Nie Twój interes. Kto Cię tu przysłał?
- Nikt, sam o sobie decyduję.
- Nie wciskaj mi tu kitu. Nigdy o Tobie nie słyszałem, więc musisz być tu nowy. A na tak dobrą spluwę raczej nie zapracowałeś sobie w MacDonaldzie. Ktoś dał Ci na nią kasę i teraz grzecznie powiesz mi kto albo użyję tej pięknej zabawki żeby pozbawić Cię stopy. - Karol przybrał groźny i poważny wyraz twarzy, jeszcze go takiego nie widziałam, zupełnie jakby momentalnie założył jakąś maskę zmieniającą go z miłego chłopaka w seryjnego mordercę. Jego głos stał się bardziej donośny i słychać było że nie zniesie sprzeciwu. Stał się podręcznikowym samcem alfa, stojącym z bronią w moim mieszkaniu.
- Cieszę się że o mnie nie słyszałeś, nie reklamowałem się w telewizji. Żeby czegoś się o mnie dowiedzieć musiałbyś nieźle pogrzebać.
- Tak też właśnie zrobiłem i nikt nie słyszał to Twojej niewyparzonej mordzie. – zaczęłam się znowu niepokoić, tym razem nie z powodu Niebieskiego ale Karola. Co w niego wstąpiło? Czemu wszedł w rolę gangstera? I czemu tak dobrze mu to wychodzi?
- Więc może nie istnieję, na to nie wpadłeś? – Niebieski był coraz bardziej zgryźliwy
- Zacznij gadać, dobrze Ci radzę. Widzę że jesteś nieźle wyszkolony, znasz podstawy. Nie wziąłeś się znikąd. Jesteś członkiem bandy Chemików, co? – Chemicy? Boże, a myślałam że Rocky do durna ksywka. Tak czy inaczej mięśnie na twarzy Niebieskiego zadrgały, po długim czasie udawania obojętności, więc nawet nic nie mówiąc potwierdził przypuszczenia Karola. – Tak myślałem. Ale jaki oni mieliby w tym interes? Morderstwo menadżera sklepu? To raczej nie wasze pole działania. Więc może to coś osobistego? – twarz Niebieskiego ani drgnęła. Co gorsza widać było że Karol porusza się na oślep. Nie ma pojęcia co właściwie stało się rano ani dlaczego Niebieski się tutaj pojawił. Ja zresztą też nie, ale wiem coś czego nie wiem Karol i sądzę że powinnam to wykorzystać. Nic przecież na tym nie stracę, prawda?
- To było Twoje pierwsze morderstwo, prawda? – zszokowany Karol posłał mi groźne spojrzenie i bezgłośnie zapytał „co Ty do cholery wyprawiasz” ale mimo to brnęłam dalej. Po reakcji Niebieskiego widziałam że idę w dobrym kierunku. – Pierwsza próba? Pierwsze poważne zlecenie? Rano byłeś zdenerwowany. Nie wiedziałeś czy podołasz temu zadaniu. – podeszłam do nich bliżej. Karol, chociaż zaskoczony, daje trzymał Niebieskiego na muszce i nie próbował mnie powstrzymać. – Ten ciężar spoczywający na Twoich barkach. Ta presja odbierająca Ci trzeźwe myślenie. Nie chciałeś ich zawieść, prawda? Ale wiedziałeś że w Ciebie wątpią. Nikt nie sądził że temu podołasz, prawda? – Niebieski zaczął się pocić. Zaczerwienił się na twarzy ze wściekłości. Bingo! – Nie wierzyli że możesz to zrobić, że jesteś gotowy. Ale Ty za wszelką cenę chciałeś im to udowodnić, prawda? Więc to zrobiłeś. Pociągnąłeś za spust. I byłeś z siebie dumny, prawda? Ale potem sprawy zaczęły się komplikować. Przyjechała policja, rozpoczęło się dochodzenie. A Ty przypomniałeś sobie że popełniłeś jeden, malutki błąd. Byłeś tak zaabsorbowany swoim zadaniem, tak przerażony tym co masz za chwilę zrobić, że na mnie wpadłeś. A ja Cię zapamiętałam. Zapamiętałam każdy najmniejszy szczegół Twojej twarzy i doskonale wiedziałeś że podam go policji, prawda? Chciałeś mnie zastraszyć, tak?! Chciałeś znowu mieć kontrolę nad sytuacją! – zaczęłam krzyczeć i pochyliłam się nad Niebieskim zmniejszając dystans między nami – Chciałeś posprzątać bałagan który sam spowodowałeś! Chciałeś żeby nikt się o tym nie dowiedział, tak?!
- Nie! Nie o to chodzi! – Niebieski nie mógł już dłużej wytrzymać presji jakiej na nim wywierałam  - Nie chodzi o Ciebie, tylko o niego. – Karola? Tego nie przewidziałam.
- Dlaczego o mnie? – Karol przejął pałeczkę, delikatnie odsuwając mnie od Niebieskiego. – Dlaczego o mnie? I skąd wiedziałeś gdzie mnie szukać?
- Śledziłem Cię. Jak tylko wyszedłem ze sklepu, skojarzyłem że już Cię gdzieś widziałem, że Cię znam. Pracujesz dla Rockiego. Chemik, na samym początku, kazał mi nauczy się twarzy wszystkich, żebym mógł was rozpoznać. Więc kiedy Cię tam zobaczyłem, zacząłem myśleć. Czemu Rocky wysłał do tego gościa swoich ludzi? Przecież to nie ma sens. Ale coś musi w tym być. Więc Cię śledziłem. Chciałem się dowiedzieć o co tam robiłeś. Zdziwiłem się że się tu włamałeś, ale co mi tam. Nie przewidziałem tylko że to rozgadane babsko tak szybko wróci do domu. Dopiero jak Cię zobaczyłem, paniusiu, skojarzyłem że na Ciebie wpadłem w sklepie, więc pomyślałem że upiekę dwie pieczenia na jednym ogniu. A teraz, skoro już wszystko wiecie... Możesz się przyśpieszyć? Zastrzel mnie po prostu i nie będzie problemu.
- Nie, mam co do Ciebie inny plan. Wstawaj. - powiedział Karol i rozwiązał węzeł na nogach Niebieskiego aby ten mógł chodzić. Wypchnął go z mojego mieszkania, cały czas trzymając na muszce. - Wyjaśnię Ci to wszystko potem. - rzucił do mnie i zamknął za sobą drzwi wyjściowe z mieszkania. A ja dalej stałam na środku salonu w pełnym szoku. Co się właściwie przed chwilą stało? Czy moje życie zamieniło się w jakiś pieprzony film akcji?! Czy Niebieski właśnie powiedział że Karol pracuje dla Rockiego? Tego gangstera?! W co ja się wpakowałam..... Boże, teraz i mi przyda się herbata na uspokojenie.