niedziela, 30 grudnia 2012

Edukacja

Karol przysiadł na półce z teczkami pod oknem a ja rozsiadłam się w moim fotelu.
- Skąd wiedziałeś gdzie pracuję?
- Nie tylko Ty umiesz sprawdzać ludzi. A poza tym masz stronę internetową. - A tak, racja... - Więc, znalazłaś pośrednika?
- Możliwe, ale nie potwierdzone.
- To znaczy?
- Śledziłam Papugę. Spotykał się z różnymi ludźmi, ale tylko jeden wydał mi się podejrzany.
- Raczej większość towarzyszy Papugi jest podejrzana.
- Ale ten był...szczególny. Moja intuicja mówi, że... - przerwał mi wybuchem śmiechu
- Intuicja? Boże, Ty naprawdę potrzebujesz mojej pomocy jeśli intuicja to Twoja głowa broń.
- Moja intuicja to lata doświadczenia i odpowiednie szkolenia. Więc zamknij się albo wybiję Ci te śliczne, białe ząbki.
- Coś Ty taka nerwowa dzisiaj?
- Miałam kiepski wieczór.
- Klienci skorzystali ale nie zapłacili? - i znowu ten durny uśmieszek. Posłałam mu groźne spojrzenia po którym on od razu spoważniał. - Co jest?
Podszedł bliżej biurka, chwycił za boki mojego fotela i ukucnął przede mną. Jego niebieskie oczy wbijały mnie w fotel. Boże, co za facet....
- O mało nie schrzaniłam dzisiaj akcji przez głupi błąd. Nie przewidziałam że szafka na statku może być zamknięta na klucz. Taki głupi błąd! Gdybym przez przypadek nie znalazła klucza, niczego bym się nie dowiedziała.
- Czekaj. Jaki statek? Jaka szafka?
- Ziemia Obiecana, łódź Papugi.
- Weszłaś na jego łódź? - przytaknęłam - Nieźle. Ale skoro nie miałaś klucza do szafki to nie mogłaś po prostu się włamać? - włamać? niby jak? popatrzyłam na niego zdziwiona
- Nie umiem się włamywać. - teraz on był w szoku
- To jak weszłaś na łódź? Chyba mi nie powiesz że żadne drzwi nie były na niej zamknięte.
- Były, ale nie byłam tam sama. - uniósł jedną brew pytająco więc kontynuowałam. Opowiedziałam mu cały dzisiejszy wieczór a kiedy skończyłam usiadł na podłodze przede mną i zagwizdał z podziwu.
- Nieźle.
- Wiem.
- Podła z Ciebie baba.
- Wiem.
- Ale jakim cudem nie umiesz się włamywać?
- Nie jest to umiejętność której uczą w szkole.
- A powinni. Jest to dużo bardziej przydatne niż całki. - wstał i wyjął z kieszeni mały portfelik z czarnej skóry. Podał mi rękę - Chodź, nauczę Cię. - Że co proszę? A on gdzie się tego nauczył? Ta propozycja wbiła mnie w fotel z szoku, ale on nieugięcie stał nade mną z wyciągniętą ręką i słodkim uśmiechem na twarzy. Chwyciłam więc jego dłoń i znowu przeszył mnie niesamowity dreszcz. Boże, to się nie może dziać! Wyszliśmy na klatkę schodową przed moim biurem bo tylko te drzwi są zamykane na klucz. On uklęknął a ja usiadłam na wycieraczce. Przekręcił klucz w zamku i otworzył swój tajemniczy pakunek. Wyjął z niego metalowy patyczek z dziwnie uformowanym końcem.
- Więc to jest tzw. pick.

Po godzinnym kursie, wielu nieudanych próbach i pomyłkach udało mi się włamać do własnego biura.
- Ha! Udało mi się!
- Brawo geniuszu zła. Ale żeby umieć otworzyć każdy zamek musisz mieć niezłą wprawę, więc dużo ćwiczeń przed Tobą.
- Nie ważne! Udało mi się. Nigdy czegoś takiego nie robiłam!
- Cieszysz się jak dziecko z nową zabawką.
- I tak się czuję. Dziękuję. - Zarzuciłam ręce na jego szyję i przytuliłam mocno. On objął mnie w tali i od jego dotyku dostałam gęsiej skórki. Tkwiliśmy w tej pozycji przez dłuższą chwilę, po czym Karol powoli odsunął się ode mnie wyraźnie zakłopotany. Ha! Kto by pomyślał że uda mi się wprawić go w taki stan. Tego pewnego siebie palanta. Cóż za piękny dzień!
- Ehm.... więc co właściwie znalazłaś na tej łodzi?
A tak, łódź....

Wróciliśmy więc do mojego gabinetu i usiedliśmy obok siebie w zielonych fotelach przed moim biurkiem.
- Więc znalazłam zeszyt z rozpisanymi kursami łodzi z ostatniego półrocza. Według danych od Rockiego obraz został dostarczony Papudze 20 maja tego roku. Następnego dnia według tej rozpiski statek wypłyną do Włoch. Ale w zleceniodawcach, oprócz Rockiego jest też niejaki Adam Szarewski. Co ciekawsze, pojawia się on ponownie, znowu z Rockim. Ale tym razem ładunek ma zostać zabrany z Włoch i dostarczony do Polski. Początek kursu jest rozpisany na 5 czerwca. Rocki pojawia się w tych zapiskach często, ale ten Szarewski tylko te 2 razy. Gdyby tego było mało, to ładunki od Rockiego zawsze są wożone osobno, ale inni zleceniodawcy zawsze dzielą swój kurs z kimś innym.
- Tak, wiem. Rocky zawsze nalegał na wyłączność w transporcie.
- To dlaczego jest połączony z Szarewskim?
- Dobre pytanie. Nie masz może jego zdjęć?
- Mam zdjęcia jakiegoś tuzina ludzi odwiedzających Papuge na statku, ale nie wiek kto jest kim.
- Pokarz mi je, może kogoś rozpoznam.
Podałam mu więc plik zdjęć które zaczął uważnie przeglądać. Kiedy dotarł do Pięknisia zatrzymał się:
- To on, Szarewski.
- Piękniś? Jesteś pewny?
- Jaki znowu piękniś?
- Nie wnikaj. Ale skąd wiesz że to on?
Sięgnął do kieszeni, wyciągnął pendriva i podłączył go do mojego komputera. Rozsiadł się na moim fotelu po drugiej stronie biurka a ja stanęłam za nim opierając się o oparcie.
- To on, prawda? - wskazał na zdjęcie Pięknisia na ekranie
- On, zdecydowanie. Ale co to za zdjęcie? I kim jest ten drugi facet?
- To Rocky. Śledziłem go w zeszłym tygodniu. A zaraz po tym spotkaniu, Rocky do mnie zadzwonił i powiedział że znowu widział się z tym zleceniodawcą od obrazu Mia Rossa. Wiem też, że 5 czerwca będzie zabierał z Włoch towar, a ten gostek zlecił mu zabranie stamtąd jakiejś paczki.
- Więc to na pewno jest Szarewski aka Piękniś. Nasz tajemniczy pośrednik.

sobota, 29 grudnia 2012

Zagranie powalające na kolana

Mat szybko wytłumaczył zawiedzionemu koledze sytuację po czym wyszliśmy z baru. Wsiedliśmy w mój samochód i 15 min później byliśmy na Ziemi Obiecanej.
- Więc... ehm... - chłopak był ewidentnie zakłopotany.
- Może oprowadzisz mnie po łodzi? - rzuciłam mu na pomoc. Od razu rozochocił się. Najpierw opowiedział coś o pokładzie, potem zeszliśmy schodami w dół. Były tak kajuty sypialne, kuchnia, niżej ładownia. Wróciliśmy na górę, do mostku kapitańskiego. Była tam masa przycisków, wskaźników i innych rzeczy na których kompletnie się nie znam.
- Mmm, podoba mi się tu. - powiedziałam do Mata przysiadając na stołku. Chłopak stanął jak wryty i uśmiechnął się do mnie lekko. - Masz tu coś do picia?
- Yyy, nie. Ale mogę skoczyć do sklepu po drugiej stronie ulicy jeśli chcesz.
- Byłabym Ci dozgonnie wdzięczna. - Mat przytaknął i wybiegł na pokład. Jak tylko zszedł z łodzi zaczęłam swoje poszukiwania. Pod panelem sterowniczym znajdowały się szafki. Otworzyłam pierwszą z nich, potem kolejną i jeszcze jedną, szybko przeglądając zawartość. Niestety nie było tam nic co mnie interesowało. Chwyciłam więc za rączkę przy kolejnej szafce ale ta ani drgnęła. Zamknięta. Rozejrzałam się za kluczem, ale nigdzie go nie widziałam. Cholera! Ale chwila... Mat otwierał drzwi do mostku kluczem, który nadal wisi w zamku. Do breloczka były też przyczepione 3 inne klucze. Chwyciłam je i wróciłam do szafki. Dwa klucze były dość spore, jeden mniejszy, więc ten włożyłam do zamka. Działa! Głupi ma szczęście, nie ma co... Jak mogłam nie przewidzieć że szafki będą zamknięte? Otworzyłam drzwiczki i wyciągnęłam wielki zeszyt w twardej oprawie. Był to spis kursów statku. Bingo! Data, opis załadunku, cel podróży, dane zleceniodawcy. Zrobiłam zdjęcia kilku ostatnim stronom. Ułożyłam zeszyt dokładnie tak samo jak go zastałam, zrobiłam zdjęcie wnętrzu szafki i całemu pomieszczeniu. Zamknęłam drzwiczki, a kiedy wkładał klucz do zamka w drzwiach dostrzegłam Mata idącego pomostem w kierunku łodzi. Idealne zgranie w czasie. Razem z nim pojawił się odór alkoholu. Boże, co on wypił po drodze, denaturat? Cokolwiek by to nie było, na pewno dodało mu odwagi.  Szybkim krokiem doskoczył do mnie, chwycił za biodra i zaczął całować. Złapałam więc jego włosy i odciągnęłam jego usta od moich, po czym dość mocno kopnęłam kolanem w jego krocze. Chłopak zapiszczał z bólu i osunął się na podłogę.
- Sory, kobieta zmienną jest. - rzuciłam i czym prędzej opuściłam łódź zostawiając wijącego się z bólu Mata na pokładzie. Może zbyt mocno go uderzyłam? E tam, wytrzyma. Mam nadzieję... Wsiadłam do samochodu i udałam się do biura.

Zgrałam zdjęcia na komputer i zrobiłam sobie kawę. Kiedy miała rozsiąść się wygodnie w fotelu usłyszałam pukanie do drzwi. Zegar pokazywał 22:15 więc raczej nie był to nowy klient. Wyszłam na korytarz i otworzyłam drzwi.
W progu stał Karol. Zjechał mnie wzrokiem od czarnych szpilek po bujne loki i zagwizdał z podziwem:
-A Ty co? Podszywasz się pod prostytutkę? - powiedział z drwiącym uśmiechem, ale jego oczy aż nazbyt wyraźnie dawały do zrozumienia że podoba mu się mój widok
- Uważaj sobie. Dzisiaj już jeden facet wylądował przeze mnie na kolanach, mogę i Ciebie sprowadzić do tego poziomu.
- Na kolanach? Przed Tobą? Z miłą chęcią. - posłał mi zawadiacki uśmieszek i ruszył w stronę uchylonych drzwi mojego gabinetu. Czy on mówiła o... Nie... A może?
- Idziesz czy będziesz analizować moje słowa przez następną godzinę? - krzyknął już z mojego biura. Co za palant!

czwartek, 13 grudnia 2012

Piękniś i zniszczona niewinność

Piękniś przemierzał miasto w dość szybkim tempie ale na szczęście ruch nie jest duży więc bez problemu mogę go śledzić. Zatrzymał się pod hotelem Capitol, oddał bojowi kluczyki do auta i wszedł do środka. Ja zaparkowałam po drugiej stronie ulicy pod bankiem. Hmm podejrzany typ. Ciekawe czy zatrzymał się w tym hotelu czy tylko kogoś odwiedza. Nie znam jego nazwiska więc nie mogę zapytać w recepcji, a gdybym za nim poszła do pokoju pewnie zauważyłby że go śledzę. Chociaż nigdy nic nie wiadomo z facetami. No cóż, chyba po prostu tu posiedzę i poczekam na łut szczęścia albo aż jakiś genialny pomysł wpadnie mi do głowy.
W międzyczasie wrzuciłam zdjęcia z aparatu do laptopa, posegregowałam je, zamówiłam kawę w sklepie internetowym i kiedy moja znudzona psychika zaczęła odtwarzać film który oglądała w zeszłym tygodniu Piękniś wyszedł z hotelu. Boj szybko podjechał z jego samochodem, a do  bagażnika wrzucił plastikową tubę i torbę mojego obiektu. Czyżby Piękniś dorwał kolejny obraz? Myślę że spokojnie można założyć że tu mieszkał, ale zdecydowanie opuszcza hotel w pośpiechu. Pokrzykuję coś na biednego boja, wskakuje do samochodu i z piskiem opon rusza w stronę centrum. A ja oczywiście za nim. Teraz jechał jeszcze szybciej niż poprzednio. Albo był spóźniony albo przed kimś uciekał. I chociaż moje autko do najgorszych nie należy wielokrotnie go wyzywałam od niebiańskich stworzeń kiedy przemykał na żółtym świetle pozostawiając mnie  daleko w tyle. Owszem, mogłabym przejechać na czerwonym i nawet zaryzykować mandat ale gdybym tak robiła za każdym razem jadąc za nim to nawet jeśli jest największym debilem na naszej kochanej planecie to zauważyłby że go śledzę. Nagle Piękniś skręcił w stronę małego, prywatnego lotniska. I tu moja jurysdykcja się kończy. Podjechał do masywnej bramy i wypisał jakiś kod aby ją otworzyć. Ja pojechałam dalej i po kilku metrach zawróciłam do biura.
Ciekawe co Piękniś miał w tej plastikowej tubie. Była dość duża, więc spokojnie mógł tam zmieścić płótno. I to prywatne lotnisko. Na biednego nie wygląda, więc może ma prywatny odrzutowiec. Na pewno dzięki temu nie musi przechodzić ścisłej kontroli przed lotem jak na "normalnych" lotniskach. A może przesadzam? Może to po prostu jakiś zwyczajny gościu? Może nie ma nic wspólnego z obrazem Malinowskiej? Ale czemu w takim razie spotkał się z Papugą przy jego łodzi? To raczej nie najlepsze miejsce na przyjacielskie pogawędki. Na pewno łączą ich interesy. Może to właśnie Piękniś przekazał obraz Malinowskiej Rockiemu? Zna Papugę, więc wie że mafiozo jest godny zaufania. Oh cóż za piękna ironia. Właśnie! Może, nawet jeśli nie był to Piękniś, to właśnie ktoś powiązany z Papugą jest moim poszukiwanym zleceniodawcą? Skoro zapłacił ze ten przemyt z góry, musiał sporo wiedzieć o Rockym i jego bandzie.

Kolejny tydzień spędziłam śledząc Papugę. Na jego łodzi był niezły ruch. Codziennie przychodzili kolejni podejrzani faceci. Wczoraj nawet kilku przyjechało ciężarówką i razem wnieśli na jego statek spory ładunek beczek i skrzyń, pewnie była to kolejna partia towaru od Rockiego. Dowiedziałam się gdzie mieszka Papuga, co jada na śniadania i że chłopcy pracujący na jego łodzi to nie jego synowie. A szkoda, bo może dałoby mi to więcej informacji. No ale cóż. I tak postaram się wyciągnąć z nich jak najwięcej. Dzisiaj wybrali się do baru na drinki więc postanowiłam do nich dołączyć. Wbiłam się w czerwoną, obcisłą sukienkę i wysokie szpilki. Długie loki opadały na moje odsłonięte plecy. Gdy tylko weszłam do środka namierzyłam chłopaków. Siedzieli przy stoliku pod oknem pijąc piwo. Pewnym krokiem udałam się do baru, dokładnie naprzeciwko nich. Pochyliłam się do barmana i zamówiłam jakiś kolorowy drink bez alkoholu. W końcu jestem w pracy. Usadowiłam się na stołku barowym przodem do moich celów. Sączyłam przesłodzony napój rozglądając się beznamiętnym wzrokiem. Kontem oka zauważyłam że mój plan działa i obaj chłopcy wgapiają we mnie oczy. Spojrzałam więc w ich stronę. Jeden z nich spłoszony odwrócił głowę, drugi odwzajemnił mój czarujący uśmiech. Założyłam nogę na nogę sprawiając że moja sukienka podjechała do góry nie odrywając od niego wzroku. Jego oczy zaświeciły się i wstał od stolika. Podszedł do baru, oprał się o niego pochylając w moją stronę i powiedział:
- Witaj piękna. Co taki anioł robi tutaj sam?
Boże, cóż za oryginalność.
- Szuka towarzystwa. Czyżbyś chciał mi je zapewnić?
- Z miłą chęcią. Jestem Paweł. Kolejnego drinka?
- Poproszę. Ania. Ale widzę że nie jesteś tutaj sam? - odwróciłam wzrok na jego kolegę, który tym razem nie odwrócił głowy
- Tak. To mój kolega z pracy, ale nie musimy się nim przejmować.
- No co Ty, nie możesz tak olać kumpla. - chwyciłam kieliszek z blatu i udałam się do ich stolika. Usiadłam obok siedzącego tam chłopaka, wprawiając ich obu w konsternację. Paweł stojący przy barze szybko do nas podszedł i usiadł naprzeciwko mnie. - Jestem Ania, a Ty? - odwróciłam się do nieznanego mi chłopaka, pochylając się w jego kierunku. Podałam mu jedną dłoń a drugą ułożyłam na kanapie 2cm od jego uda.
- M-Mateusz. - powiedział z zająknięciem ściskając moją rękę. Zdecydowanie go onieśmielam i bardzo mnie to cieszy. To właśnie on będzie moim celem bo łatwiej będzie nim dyrygować.
- Mat. - wyszeptałam jego imię nie spuszczając z niego wzroku.
- Więc, Aniu. - Paweł chciał skierować moją uwagę na siebie - Nigdy wcześniej Cię tu nie widziałem. Jesteś stąd?
- Od niedawna. Wprowadziłam się dwie ulice dalej w zeszły weekend i dzisiaj postanowiłam trochę pozwiedzać. - Uśmiechnęłam się do niego życzliwie - A wy? Mieszkacie  tutaj, pracujecie?
- Jedno i drugie.  Ja mieszkam po drugiej stronie ulicy, Mateusz trochę dalej i oba pracujemy w porcie.
- Ow, w porcie? Czym się zajmujecie?
- Ja zarządzam statkiem, nadzoruję wszystko, jestem jego szefem można  powiedzieć. -  myhym a kto trzy dni temu sprzątał ptasie kupy z pokładu, co?
- A Ty Mat? - znowu wyszeptałam jego imię
- On sprząta. - oj nie ładnie panie Pawle, nie ładnie, siebie wywyższasz a o koledze mówisz z pogardą? Niestety ze mną nie wygrasz.
- A więc masz bezpośredni kontakt z łodzią, morzem? - cały czas patrząc mu w oczy chwyciłam kieliszek i przygryzłam słomkę powoli sącząc napój
- Tak. Znam Ziemię Obiecaną jak własną dłoń. - w końcu się ożywił, chyba łodzie to jego konik
- Ziemię Obiecaną?
- Tak nazywa się łódź na której pracujemy. To drobnicowiec, największy w swojej klasie. - zaczął dokładnie opisywać statek, podał chyba całą specyfikację, ale ponieważ się na tym nie znam to nie bardzo go słuchałam. Paweł był coraz bardziej rozdrażniony i co jakiś czas starał się skupić moją uwagę na sobie, ale Mat nie dał u szans na włączenie się do rozmowy. I chwała mu za to! Czuł się pewnie w tym temacie więc trochę się rozluźnił. Postanowiłam to wykorzystać i trochę namieszać mu w głowie. Niezauważalnie zsunęłam ze stopy jednego buta, założyłam nogę na nogę i bosą stopą dotknęłam łydki Mateusza. Chłopak momentalnie zesztywniał i obrzucił mnie przerażonym spojrzeniem. Odpowiedziałam mu uśmiechem i zadałam pytanie na temat o którym mówił przed chwilą aby kontynuował. Palcami zaczęłam drażnić jego nogę. Potem przesunęłam się wyżej. Z każdym moim ruchem jego oczy stawały się coraz szersze. W pewnym momencie chłopak zerwał się na równe nogi, wprawiając Pawła w osłupienie a mnie rozbawiając.
- Przepraszam. - wydukał zażenowany - muszę do łazienki.
Wstałam więc żeby go przepuścić, a on pędem pognał na tyły baru.
- Skoro już wstałam też skorzystam z toalety. - uśmiechnęłam się słodko do Pawła i powoli udałam się za Matem. Minęłam bar i przeszłam przez ciężkie, drewniane drzwi za którymi znajdował się ciasny hol ze słabym oświetleniem i drzwiami do damskiej i  męskiej toalety. Postałam tam chwilę i kiedy tylko Mat uchylił drzwi z niebieskim ludzikiem zdecydowanym ruchem wepchnęłam go z powrotem do środka i zamknęłam za sobą drzwi. Jego oczy rozszerzyły się do granic możliwości gdy oprał się o zlew a ja położyłam dłoń na jego klatce piersiowej. Drugą dłoń wsunęłam do tylnej kieszeni jego spodni.
- Jak Ty to robisz że tak na mnie działasz, Mat? - przysunęłam usta do jego ucha i wyszeptałam jego imię
- Nie wiem. A działam?
- Oh tak. Kiedy tylko powiedziałeś że pracujesz na łodzi.... - posłałam mu głębokie spojrzenie - Zawsze chciałam to zrobić na łodzi.
- Możemy tam teraz pójść jeśli chcesz. - I już był mój. Nie, nie zamierzam iść z nim do łóżka, tylko trochę się z nim podroczyć aby dostać się na łódź. Chwyciłam więc jego dłoń i wyciągnęłam z łazienki.

środa, 12 grudnia 2012

Ziemia obiecana

- Sprawdziłem tego Twojego Wysockiego. Podejrzany typ. - wchodząc do biura następnego dnia odebrałam telefon od Darka.
- Co masz na myśli? Był notowany?
- Nie. Gorzej. Nigdzie nie ma o nim żadnej wzmianki. Sprawdziłem nie tylko naszą bazę, ale i tą urzędu skarbowego, pomyślałem że może mieć jakieś długi. Ale nie, nigdy się z nimi nie rozliczał.
- Nigdy przenigdy? Jak to niby możliwe?
- To ja powinienem Ciebie o to zapytać. W końcu to Ty go znasz.
- Ale nie znam się na jego podatkach. Może nie pracuje albo...
- Może. Powiedzmy że to dałoby się wytłumaczyć. Ale powiedz mi jakim cudem gostek nie ma aktu urodzenia?
- Co proszę?
- Dobrze słyszałaś. Zaciekawił mnie ten brak rozliczeń, więc zacząłem grzebać głębiej, takie zboczenie zawodowe. Nie ma aktu urodzenia, nie o nim wzmianki w żadnych innych dokumentach państwowych. Nie został mu wydany dowód osobisty czy paszport. Nic. Zupełnie nic.
- Przecież to niemożliwe.
- Jak widać wszystko jest możliwe. I szczerzę Ci radzę, trzymaj się od niego z daleka. Widziałem już parę razy takie numery, zawsze u wielokrotnych przestępców. Mordercy, rabusie, uciekinierzy. Tylko oni nie mają żadnych dokumentów. Nie wiem w co się wplątałaś i pewnie nie chce wiedzieć, ale odpuść sobie tego gościa. Nic dobrego z tego nie wyniknie.
- Pewnie masz rację.
- Jak zawsze. To kiedy zabierasz mnie na obiecanego drinka?

Jak to w ogóle możliwe? Boże, co za facet! Czemu trafiam na samych psycholi? Eh, nieważne. Teraz nie mam czasu się tym zajmować. Muszę odłożyć prywatne potyczki na bok i wrócić do sprawy Malinowskiej.
Zaczęłam od zlokalizowania portu z którego wypłyną jej obraz. Nie było to trudne bo mamy tylko jeden w naszym mieście. Ale to już szczegóły. Plan był prosty - pokręcić się trochę w jego okolicy i znaleźć faceta z papugą na twarzy. Raczej będzie wyróżniał się z tłumu. Zaopatrzyłam się w zapas kawy i przekąsek, zaparkowałam samochód naprzeciwko budki kierownika portu, czy jak tam nazywa się gostek nadzorujący to wszystko. Na moje szczęście Papuga to ranny "ptaszek" - cóż za ironia - i niedługo po moim pojawianiu się, zjawił się i on. Niski, krępy, siwiejący facet z wielką papugą na twarzy. Pewnie straszy nią dzieci w ciemnych zaułkach. Chwyciłam za aparat i zrobiłam mu kilka zdjęć. Wszedł do budki, pogadał trochę z siedzącym tam facetem, pośmiali się. Po chwili wyszedł i ruszył w głąb portu. Wyskoczyłam więc z samochodu i ruszyłam za nim. Przywitał się z jakimś innym marynarzem schodzącym właśnie ze swojej łódki. Zrobiłam im zdjęcia z daleka udając że fotografuję przepiękne żaglowce nieopodal mnie. Kiedy Papuga ruszył dalej, zrobiłam to samo. Jego łódź znajdowała się przy ostatnim pomoście cumowniczym w porcie. Kiedy on kręcił się po pokładzie, ja udałam się dalej i usiadłam na schodkach prowadzących w górę klifu pod którym był port. Kilkanaście stopni wyżej siedziała przytulona para obserwująca fale rozbijające się o brzeg. Rzeczywiście piękny widok ale moje oczy i obiektyw były skierowane gdzie indziej. Łódź Papugi nazywała się "Ziemia obiecana". Religijny gość, kto by pomyślał. Była dość spora ale prost w budowie. Biała z granatowymi wykończeniami. Mój wczorajszy rekonesans w temacie łodzi pozwala mi stwierdzić że łódź jest nie najnowsza ale zadbana. Ma dużą ładownie i może przewozić ciężkie ładunki. Wikipedia moją boginią! Na pewno jest to statek którym Papuga przemyca towary od Rockiego. Zrobiłam tonę zdjęć łodzi i krzątającego się po niej Papugi. Słońce wschodziło coraz wyżej, w porcie i na schodach pojawiało się coraz więcej ludzi. Również na statku mojego obiektu zaczęło robić się tłoczno. Pojawiło się dwóch chłopaczków ok. 20 którzy zabrali się za sprzątanie łodzi. Papudze nieźle się powodzi skoro stać go na wynajem sprzątaczy. A może to jego synowie? Mało podobni ale będzie trzeba to zbadać. Po jakiejś godzinie chłopcy zniknęli, ale za to pojawił się piękniś w garniturze. Wysoki blondyn w jasnym, dobrze skrojonym wdzianku. Od razu widać że do biednych nie należy. Krzyknął coś i Papuga zszedł do niego z pokładu. Stali na pomoście i prowadzili dyskusję. Nic nie słyszałam ale z lat doświadczenia spokojnie mogę powiedzieć kiedy ktoś mówi szeptem. Co chwila piękniś rozglądał się dookoła. Skończyli rozmowę, uścisnęli sobie dłonie, Papuga wrócił na statek. Jeśli akurat dzisiaj dostanie nowy towar, będę pluła sobie w brodę, ale ten piękniś.... Nie, muszę za nim iść. Moja intuicja zapaliła wielki, migoczący wykrzyknik nad jego głową z napisem "podejrzany". Siedząc na schodach górowałam nad nim więc bez problemu mogłam stwierdzić gdzie idzie. Kiedy tylko upewniłam się że zmierza na parking, wbiegłam po schodach po czym udałam się w tym samym kierunku szybkim krokiem. Musiałam nadłożyć trochę drogi, więc piękniś pierwszy dotarł do samochodu. Kiedy odpalał silnik ja właśnie wsiadałam do swojego pojazdu. Rzuciłam aparat na siedzenie obok i ruszyłam za czarnym BMW.