czwartek, 31 maja 2012

Historia obrazu

Z szafki wyciągnęłam szarą teczkę i napisałam na niej czarnym markerem nazwisko nowej klientki. Na pierwszej stronie jak zwykle umieściłam dane personalne zleceniodawcy. Malinowska Anna, lat 60, zamieszkała na ul. Piastowskiej 15, wraz z mężem, Henrykiem, lat 55, właścicielem firmy produkującej wyroby z drewna, głównie meble. Ich majątek pochodzi częściowo z jego działalności a częściowo został odziedziczony przez Annę po rodzicach. Są małżeństwem od 32 lat.
Przedmiotem sprawy jest odnalezienie skradzionego obrazu.

Na tym etapie mam zasadniczo mało danych czy nawet hipotez. Za to dużo rzeczy do sprawdzenia.
Na spotkanie w domu Malinowskiej umówiłam się na jutrzejszy poranek. Muszę dokładnie obejrzeć miejsce po obrazie, nie zaszkodzi też przyjrzeć się mężulkowi.

Jednak na początku postanowiłam przejrzeć moje notatki o obrazie:

- Polubiłbyś tego Corrado - powiedziałam do Pawła który właśnie wszedł do mojego gabinetu, jak zwykle bez pukania - Był z niego niezły casanowa, nowy miesiąc, nowa panna. Najgłośniejszy romans miał z córką papieża.
- Od kiedy papież ma dzieci? - Paweł usadowił się w fotelu na przeciwko mojego biurka
- Jak widać od dawna. Wszystko wyszło na jaw, bo jakiś biskup przyłapał ich w kościele, na ołtarzu w dość jednoznacznej sytuacji.
- Rzeczywiście mógłbym go polubić. Ale skąd właściwie to wiadomo? Może to tylko plotki?
- Dziewczyna pisała pamiętnik, który po tym zamieszaniu papież ukrył w archiwum, ale parę lat temu robili tam remont, ktoś to znalazł i jakimś dziwnym trafem przekazał dziennikarzom. Były tam opisane dość ciekawe rzeczy, także o Corrado. I to całkiem sporo. Dziewczyna chyba była w nim zakochana, bo prawie cały pamiętnik jest o nim i ich spotkaniach. Opisuje jak to potajemnie chadzali na ich ulubioną leśną polanę i tak owocnie spędzali czas; jak to jej matka zakazała jej spotkań, ale ona to zlekceważyła dla Corrado. Jest też dużo o jej spotkaniach z ojcem, najczęściej w kościele, dzielili się wszystkim sekretami i takie tam pierdoły. Ale najlepsze jest to, że to właśnie ona jest na tym obrazie Malinowskiej!
- Żartujesz? Goła córka papieża wisiała u niej nad kominkiem? Nieźle, nieźle.
- Tak, też tego nie pojmuję. Corrado namalował ten obraz jako prezent dla tej Clementiny. Ale ponieważ ta nie mogła go trzymać w domu, a bogata nie była, sprzedała go , Corrado wpadł w szał, zerwał z nią, a ona wstąpiła do zakonu i do końca życia nie widziała się z żadnym mężczyzną.
- Całkiem poważna rozpacz. A co z tym obrazem?
- Był w rodzinie kupca przez wiele pokoleń, ale 110 lat temu babka Malinowskiej zaczęła się nim interesować. Odnalazła właściciela i wytoczyła mu proces sądowy, który o dziwo wygrała. Obraz powiesiła w domu, potem przekazała córce, ta swojej i tak nieślubne dziecko papieża wisiało u naszej klientki.
- Jakoś mnie nie dziwi że wygrała. Wszystkich da się przekupić. Ale czekaj, powiedziałaś że ta Clementina wstąpiła do zakonu, a Malinowska twierdzi że jest jej potomkiem. Jak to możliwe?
- To też całkiem ciekawe. Według aktów chrztu z Watykanu - jak ja uwielbiam że teraz wszystko jest w internecie - Clementina była matką jednego chłopca. Jako jego ojciec został wpisany niejaki Tobia Koll. Ten sam biskup Tobia który przyłapał baraszkującą parę na ołtarzu.
- Uhu, skomplikowana sprawa.
- I to jak! Ale znasz mnie, im coś bardziej skomplikowane tym bardziej mnie wciąga. W każdym bądź razie, chłopak został wychowany przez matkę Clementiny gdy ta wybrała zakon. Nie ma o nim żadnych danych aż do dnia jego ślubu. Miał 6 dzieci, więc Malinowska jest potomkinią jednego z nich.
- Dobrze że moja historia rodzinna nie jest tak zagmatwana. A co było dalej z Centamo? Dalej skakał z kwiatka na kwiatek i malował?
- Tak, aż do śmierci. Umarł w wieku 45 lat, namalował ok 80 obrazów, głównie aktów, ale było też kilka pejzaży i jeden portret biskupa. Zgadnij jak się nazywał?
- Pewnie Tobia Koll?
- Dokładnie. Cały czas ten sam Tobia.
- Powiedz że to nie był akt.
- Nie, przedstawia go na jakimś tronie w odświętnych szatach, pewnie był robiony na zamówienie. Ale mimo wszystko ten biskup to ciekawa postać. Za dużo go w tej historii. Zdecydowanie za dużo...
- Wracaj na ziemię Juli. Twoja praca nie polega rozwiązywaniu zagadek rodzinnych z przeszłości. Musisz znaleźć ten obraz. Który, jak mam nadzieję że o tym pamiętasz, został skradziony w XXI wieku.
- Wiem, wiem. Nie moja wina że mam fioła na punkcie takich historii. Ale Malinowska sama stwierdziła że to dziwne że akurat ten obraz został skradziony. Powiedziała mi że ma w domu dużo wartościowsze okazy. Złodziej miał pełny wachlarz obrazów, rzeźb czy złotych świeczników. A wybrał ten obraz. I tylko ten obraz. Nie ukradł nic więcej. Zadał sobie tyle trudu, złamał świetny system antywłamaniowy i zabrał tylko jeden, mało wartościowy obraz? Coś tu nie gra, to nie mogła być zwykła kradzież. I coś mi mówi że historia tego dzieła jest kluczem do rozwiązania tej zagadki.

wtorek, 22 maja 2012

Palant

Stałam więc chwilę przed głównym wejściem i próbowałam wejść do środka. Nagle jakiś mężczyzna wpadł na mnie dzikim pędem o mało nie przewracając na ziemię.

- Hej ty! Palancie! - krzyknęłam za nim, gdyż nawet się nie zatrzymał po zderzeniu ze mną. Około 28 letni chłopak w różowej koszulce z nadrukowaną małpą zatrzymał się gwałtownie i obrócił na pięcie w moją stronę:
- Że niby ja? - wskazał na siebie palcem z wyrazem zdziwienia na twarzy
- Zareagowałeś na "palancie", więc, tak, ty! Może byś bardziej uważał jak chodzisz co?! Albo przynajmniej przeprosił jeśli nie możesz nic zrobić ze swoją ułomnością!
- Oh przepraszam. - powiedział ze zbyt oczywistym sarkazmem - Nie zauważyłem cię. Naprawdę jest mi bardzo, ale to bardzo przykro. - podśmiewając się do siebie wszedł do biblioteki.

Co za palant! Jak ja nie lubię takich ludzi! Właśnie znalazłam kolejny powód dla którego warto unikać bibliotek.
Kiedy w końcu weszłam do środka i znalazłam odpowiedni dział zaczęłam poszukiwania. Przeglądałam półki, czytając tytuły kolejnych książek. Kiedy jednak bez owocnie przeszukałam cały regał, postanowiłam udać się po pomoc do bibliotekarki.

- Mamy tą książkę. Według moich danych powinna być na półce.
- Ale jej tam nie ma, więc może ma pani złe dane?
- W takim razie zapewne ktoś ją właśnie czyta, będzie musiała pani przyjść później.

Ani mi się śniło. Odeszłam do biurka bibliotekarki i wyruszyłam na łowy. Plan był prosty - znaleźć książkę. Skoro nikt jej nie wypożyczył, zapewne ma ją jedna z osób siedząc przy stołach w czytelni. Na moje szczęście o tej porze dnia było tam zaledwie 8 osób. Szybko wypatrzyłam moją ofiarę. Na moje nieszczęście potrzebna mi książka była akurat w złych rękach. Znad jej kartek szczerzyła się do mnie małpa. Ta sama małpa której właściciel potrącił mnie przed wejściem. Ja to mam szczęście! Czemu akurat ten palant musiał czytać moją książkę!? No cóż, trudno. Radziłam sobie z gorszymi przypadkami. Zebrałam się w sobie, poprawiłam włosy i kołysząc biodrami ruszyłam do jego stolika. Fakt, że jakieś 15 minut temu nazwałam go palantem trochę komplikował sprawę...
- Przepraszam - powiedziała słodkim głosem opierając się o stolik i pochylając w jego kierunku - Chciałam cię przeprosić za ten incydent przed wejściem. Chyba trochę mnie poniosło. - zaśmiałam się jak idiotka, słodka oczywiście. Chłopak dopiero teraz podniósł wzrok znad książki i dokładnie mnie zlustrował - Zastanawiałam się, czy nie chciałbyś mi pomóc? Zauważyłam, że czytasz książkę, która jest mi niezmiernie potrzebna. A do tego bardzo się śpieszę i chciałabym ją tylko szybko przejrzeć.
- I co ja mam do tego? Przykro mi, ale masz pecha. Popraw bluzkę bo takie idiotyczne sztuczki na mnie nie działają. A teraz wybacz, ale chciałbym wrócić do lektury.

Co za palant! Jakim cudem nie chciał mi pomóc?! Przecież...przecież to zawsze działa! Słodka, bezbronna idiotka wywołuje u facetów potrzebę zaopiekowania się nią. Przecież...Zrobiłam wszystko jak należy.
- Halo! Jest tam kto? Może nie wyraziłem się dosyć jasno - idź stąd.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nadal stoją nad nim stoję! Jego niski głos wyrwał mnie z zamyślenia, jednak nadal byłam ogłupiona. Z dość dziwną miną łączącą zamyślenie z zakłopotaniem oddaliłam się od niego i usiadłam przy innym stole, na drugim końcu sali. Jakim cudem mój urok nie zadziałał? Dlaczego nie oddał mi książki? I dlaczego mnie spławił!? To się nigdy wcześniej nie zdarzało. To się nigdy... Nie, nie mogę na to pozwolić! Nie mogę pozwolić, żeby jakiś przypadkowy palant zniszczył moją doskonałą statystykę. Musiałam jakoś zabrać mu tą książkę. Tylko jak?

Przez kilkanaście następnych minut wypatrywałam się w mój cel i próbowałam wymyślić co zrobić. I właśnie wtedy palant odszedł od stolika... Poszedł skserować jakąś inną książkę. Od razu wiedziałam co robić. Po prostu podeszłam do jego stolika i zabrałam potrzebną mi rzecz. Kto by pomyślał że będzie to takie proste?

Zabrałam się za kartkowanie książki i kiedy już znalazłam odpowiedni dział w którym opisany był Centamo, małpi palant wrócił do swojego stolika. Poszukiwania książki wokół jego stanowiska nie powiodły się, zaczął więc rozglądać się po sali. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, uśmiechnęłam się i pomachałam mu książką. Możecie uważać za dziwne, że po prostu nie wypożyczyłam książki pod jego nieobecność, ale...Ja po prostu lubię konfrontacje. I bardzo ciekawiła mnie reakcja tego palanta. Wściekły ruszył w moją stronę.

- Co ty sobie wyobrażasz?! - stanął nade mną i zaczął krzyczeć - Oddawaj mi książkę! Jakim prawem mi ją zabrałaś kretynko!
- Ciszej, jesteśmy w bibliotece. - powiedziałam spokojnie
- Będę głośno kiedy mi się podoba! Dlaczego zabrałaś mi książkę?! Uważasz że to w porządku?! Biedna księżniczka nie mogła poczekać 5 minut, bo zawsze dostaje to o co poprosi?! Oddawaj mi to! - próbował zabrać mi książkę, ale schowałam ją za plecami, całkowicie blokując dostęp do niej
- Uspokój się. Skoro twierdzisz że ja mogłabym poczekać, to równie dobrze i ty możesz. A poza tym nie pozwolę żeby jakiś przypadkowy palant mnie obrażał. Zaraz skończę i oddam Ci książkę. A teraz się uspokój bo robisz niepotrzebną scenę. Nie chcesz chyba żeby cię stąd wyrzucili, prawda?
Chłopak rozejrzał się po sali i chyba dopiero teraz dostrzegł, że wszyscy ludzie nas obserwują. Bibliotekarka rozmawiała z ochroniarzem który po chwili ruszył w naszym kierunku. Palantowi wyraźnie przeszła złość na mnie.
- Witam, co się tutaj dzieje? Czy ten pan pani przeszkadza? - zapytał ochroniarz większy od palanta o głowę i szerszy ze dwa razy.
- Ja tylko... - zaczął się bronić, ale mu przerwałam
- Nie, wszystko jest w porządku. To mój przyjaciel. Jesteśmy socjologami i właśnie przeprowadzamy badania na temat reakcji ludzi w różnych stresowych sytuacjach. Sprawdzamy jak powszechne jest zjawisko tak zwanej "znieczulicy". I muszę panu przyznać że świetnie pan wypadł. Wielu ludzi nie zareagowało by na taką sytuację. Jest pan naprawdę dobrym człowiekiem, powinien pan być dumy. To oczywiście było ustawione, ale skoro teraz pan zareagował, to na pewno kiedyś na prawdę uratuję pan życie jakiejś osobie w potrzebie. - zakończyłam swój wywód uśmiechem, na twarzy ochroniarza zaskoczenie ustąpiło miejsce dumie, jeszcze bardziej się "na pompował" i odszedł w stronę bibliotekarki.
Palant po chwili osłupienia opadł na krzesło obok mnie.

- Dziękuję, chyba.... Co to właściwie było? I dlaczego mi pomogłaś? Patrzył na mnie wyraźnie zdziwiony całą tą sytuacją, dopiero teraz zauważyłam że ma piękne, ciemnoniebieski oczy, a spod rękawa koszulki wystaje kawałek czarnego tatuażu.
- Proszę bardzo. Widać było że nie przegadasz tego ochroniarza a fizycznie miałbyś jeszcze mniejsze szanse. - pozwoliłam sobie na zlustrowanie go od góry do dołu, nadało to obraźliwego wyrazu mojej wypowiedzi i przy okazji mogła dokładnie go obejrzeć. Muszę przyznać że wyglądał całkiem....Dość! Muszę się opanować! Toż to palant, nie może mi się podobać.
- Nie przeczę, ale dlaczego mi pomogłaś skoro byłem dla ciebie chamski? Zauważyłem że też nie należysz do miłych osób.
- Też? Czyli właśnie się przyznałeś że z natury jesteś podły.
- Owszem. Ty za to nie zaprzeczyłaś temu oskarżeniu. Mogę też z pewnością powiedzieć że dobry z ciebie kłamca.
- Nie wielu ludzi łączy słowo kłamca z pozytywnymi określeniami. - co się dzieje? czy ja właśnie prowadzę inteligentną rozmową z palantem w koszulce z małpą? Przed chwilą miałam ochotę zmieszać go z błotem a teraz nie mogę oderwać od niego wzorku ani skupić myśli na czymś innym.
- Owszem, ale ja nie jestem fanem stereotypów.
- Właśnie wiedzę. - wskazałam na jego koszulkę - nie wielu heteryków założyło by coś takiego.
- Skąd pewność że jestem hetero?
- Gapisz się na mój biust.

W tym momencie oboje zaczęliśmy się śmiać. Jakimś dziwnym sposobem z palanta stał się inteligentem. A mnie zawszę ciągnęło do inteligentnych ludzi, może dlatego że tak mało jest nas na tym świecie...
- Jestem Karol. - wyciągnął do mnie rękę
- Julia. - uścisnęłam jego dłoń i poczułam że ma przyśpieszone tętno, stara sztuczka a jak łatwo można dzięki temu określić emocje drugiej osoby. Mimikę można kontrolować, ale przyśpieszony puls zawsze zdradzi poddenerwowanie albo podniecenie właściciela.

Galeria sztuki

Następnego dnia rano po wypiciu dużej dawki kofeiny zaczęłam szykować się do wyjścia. Wybierałam się do najlepszej galerii sztuki w mieście. Z doświadczenia wiem, że jej 45-letni właściciel, Robert Wysocki, ma słabość do kobiecych uroków. Dzięki temu w łatwy sposób mogę od niego wydobyć wszystkie potrzebne mi informacje. Wystarczy odpowiedni uśmiech i spojrzenie a facet je mi z ręki. Już słyszę głosy oburzonych feministek krzyczące, że to uwłacza kobiecej godności i że powinno się cenić ludzi za inteligencję, a nie wygląd. I nie mogę się z tym nie zgodzić jako singielka z własną firmą żyjąca w wielkim mieście. Ale to właśnie inteligencja daję mi przewagę nad facetami rodem z epoki kamienia łupanego. Skoro w krótkim czasie mogę dostać informacje,których żaden mężczyzna by nie zdobył, to czemu nie?

W mojej pracy, jak i zresztą w każdej innej, nie liczy się tylko wiedza. Najważniejsza jest umiejętność korzystania z zasobów. I to nie tylko z własnego mózgu czy Internetu, ale na przykład seksownego ciała czy wiedzy interpersonalnej.

Zawsze powtarzałam, że strój to 25% sukcesu. Chyba każda kobieta czuje się lepiej w małej czarnej niż dresie. Na tą okoliczność postanowiłam wybrać więc beżową,ołówkową spódnicę, białą, lekko prześwitującą koszulę i beżową marynarkę.Wbiłam się w czarne szpilki, a włosy upięłam w kok. Zerówki w czarnych oprawkach pomagały uwierzyć że znam się na rzeczy. Niby współczesne społeczeństwo stara się oddzielić od stereotypów, ale nadal ludzie w okularachsą uznawani za bardziej inteligentnych. Ciemno czerwona szminka na usta,torebka w dłoń i już byłam gotowa.

Jakieś 30 minut później przyglądałam się wielkiej,fioletowej mazi oprawionej w drewniane ramy. Najnowszy nabytek galerii był autorstwa ulubionego malarza Wysockiego, nie bez przyczyny znalazłam się więc właśnie w tym miejscu.

- Po raz kolejny dowodzi pani o swoim doskonałym guście. – niski mężczyzna na przywitanie pocałował mnie w rękę zerkając przy okazji na mój biust – Podobno chciała się pani ze mną widzieć?
- Owszem panie Robercie. Potrzebuję pańskiej porady w pewnej sprawie. Jestem pewna, że pan, ze swoim wykształceniem i umiejętnościami będzie idealny do udzielenia mi potrzebnych informacji. – Uśmiechnęłam się uroczo. Wbrew pozorom nie były to tylko puste komplementy. Wysocki skończył szkołę artystyczną z wyróżnieniem, współpracuje z największymi artystami z kraju i ze świata. Zbudował sobie opinię znawcy historii sztuki, a jego zamiłowanie do włoskich malarzy robiły z niego doskonałe źródło informacji.
- Dla pani zawszę chętnie służę pomocą. O co więc chodzi?
- Niedawno w moje ręce trafił cudowny obraz niejakiego Corrado Centamo zatytułowany „ Mia Rosa”. Słyszał pan coś na jego temat?
-Centamo, tak? Hmm, zdecydowanie kojarzę nazwisko. Wsławił się na malowaniu aktów swoich kochanek. A było ich wiele, proszę mi wierzyć. - zaśmiał się dając do zrozumienia, że i on ma się czym "pochwalić" w tej kwestii - Niestety jeśli potrzebuję pani więcej informacji, mogę jedynie poradzić pewną książkę, w której znajdzie pani potrzebne dane. Wiódł kontrowersyjne życie, więc na pewno zaciekawi panią jego historia.
- Zapewne. Ale liczyłam też na bardziej, powiedzmy, poufne informację. Jeśli wie pan o co mi chodzi. - ściszyłam głos i zrobiłam niewinną minkę
- Wiem. - odchrząknął teatralnie i również zaczął mówić szeptem - Ostatnio zrobiło się o nim głośno. Pojawił się na rynku, podobno oryginał. Został sprzedany za niebagatelną sumkę. Może to przypadkiem pani jest tajemniczym nabywcą?
- Pochlebia mi pan, ale nie. Dostałam w prezencie kopię tego dzieła. Wiadomo coś na temat sprzedającego?
- Haha, mówi pani jakby nie miała zielonego pojęcia o tym świecie. Na aukcję wystawił go dobrotliwy darczyńca. Ale jeśli bardzo interesuję panią ta transakcja, mogę spróbować się czegoś dowiedzieć.
- Byłabym dozgonnie wdzięczna.

Wysocki może i nie wygląda ale zna się też na czarnym rynku tego miasta. Jego galeria jest świetną przykrywką dla wielu nielegalnych działalności. Oficjalnie jest miejscem spotkań śmietanki artystycznej, ale każdy zainteresowany może tu bez problemu kupić oryginały bądź kopie obrazów największych malarzy świata. Robert jednak dobrze to ukrywał, po części dzięki wrodzonemu urokowi po części dzięki znajomościom w policji. Poznałam go jakieś 5 lat temu na otwarciu galerii. Od razu stwierdziłam, że wysoko postawiony mężczyzna z dużą wiedzą na temat sztuki może mi być przydatny w życiu. Szczególnie, że zaczynaliśmy już z Pawłem tworzyć naszą firmę. Wiedziałam, że najpierw potrzebujemy znajomości w mieście. Uwiedzenie Wysockiego nie było trudne. Wystarczyły skąpe spódniczki, mocna szminka i kilka przypadkowych dotknięć jego ramion czy klatki piersiowej a facet już był na każde moje skinienie. Od kiedy dowiedziałam się, że jest również szychą mającą duży wpływ na czarny rynek, jest dla mnie świetnym źródłem informacji.

Po kilkunastu minutach stałam już pod wielkim gmachem biblioteki miejskiej. Chciałam przejrzeć książkę, którą polecił mi Wysocki. Jednak zanim weszłam do tego paskudnego miejsca musiałam wziąć kilka głębokich oddechów. Nie chodzi o to, że nie lubię książek. Czytanie to świetna rozrywka, ale ja zawszę kupuję książki. Moja noga nie przekroczyła progu biblioteki od czasów szkoły, a już wtedy to miejsce wywoływało u mnie złe uczucia. Nie wiem czy to przez ten zapach, czy przez niezręczną ciszę która tam panuje, czy przez wścibskie bibliotekarki z którymi miałam do czynienia. W każdym bądź razie nienawidziłam bibliotek. Ale teraz, z perspektywy czasu, muszę przyznać, że pójście akurat do tej biblioteki, akurat w tym czasie to jedna z najwspanialszych rzeczy jakie przytrafiły mi się w życiu.

Nowa sprawa

Paweł uśmiechnął się do mnie porozumiewawczo, poczym wychodząc z gabinetu ukłonił się naszej nowej klientce. 60-letnia, siwa, niska kobieta wchodziła właśnie do mojego biura. Po uściśnięciu jej pomarszczonej dłoni, usiadłyśmy naprzeciwko siebie. Malinowska miała na sobie szarą garsonkę przyozdobioną diamentową broszką. Na jej nogach godnie prezentowały się ciemne buty od Chanel, a torebka aż krzyczała od nadmiaru pieniędzy jakie zostały na nią wydane.

- A więc, w czym mogę Pani pomóc? - Uśmiechnęłam się szeroko w myślach nastawiając się już na kolejne śledzenie jakiegoś faceta. Wyjaśnianie romansów było moim najmniej lubianym zajęciem. Nuda która towarzyszyła wielogodzinnym obserwacjom doskwierała mi bardziej z każdą kolejną sprawą. Jednak jest to bardzo dochodowe i najpowszechniejsze zlecenie. Więc za każdym razem gdy zaczynałam rzygać ( przeważnie w przenośni, ale po niektórych imprezach – dosłownie) takimi sprawami myślałam o pięknych butach albo drogiej biżuterii którą kupie po otrzymaniu zapłaty. Jak się jednak okazało, Pani Malinowska przyszła do mnie w zupełnie innej sprawie.
- Zostałam ostatnio okradziona. Ktoś włamał się do mojego domu, kiedy wraz z mężem byliśmy na wczasach w górach. Obraz, który został zabrany to cudne dzieło jednego z zapomnianych artystów renesansu włoskiego, Corrado Centamo. Znalazłam się w jego posiadaniu ponieważ jestem spadkobierczynią w prostej linii wieloletniej kochanki Corrado, którą przedstawia ten akt. Obraz nie był zbyt wartościowy, dlatego dziwi mnie, że akurat on z całej mojej kolekcji dzieł sztuki został skradziony. Ale nawet pomimo tego muszę go odzyskać. To niedopuszczalne żeby ktoś tak po prostu mógł włamać się do mojego domu i zabrać co mu się podoba. Przez ten incydent straciłam poważanie wśród moich przyjaciół. Rozumie więc pani czemu to takie ważne, prawda?
Oczywiście, że rozumiałam. Za dobrze znałam świat ludzi z wyższych sfer przez swoją prace. Ponieważ tylko zamożnych stać na wynajęcie dobrego detektywa, tacy ludzie byli moimi głównymi klientami. A że zapewniałam pełną dyskrecje, wiedziałam o największych „brudach” bogaczy z naszego miasta. Agencja którą założyłam z Pawłem przez 4 lata odnosiła coraz większe sukcesy, rozwijała się i zdobywała prestiż. Teraz byliśmy uznawani za jednych z najlepszych w tym fachu. Pewnie dlatego, że sprawy rozwiązywaliśmy szybko, „po cichu” i z pełną rzetelnością. Ale wracając do Malinowskiej, muszę przyznać, że ta sprawa od razu mnie zainteresowała, szczególnie, że nigdy nie słyszałam o Centamo.
- Jak najbardziej. I zrobię wszystko co w mojej mocy żeby odzyskać ten obraz. . Zakładam, że zgłosiła pani całą sprawę na policję?
- Tak, oczywiście. Jednak zbyli mnie po sporządzeniu raportu zasłaniając się cięciami w budżecie. Poza tym, tak między nami, nie za bardzo ufam policji. Wolę wynająć kogoś na własną rękę, przynajmniej mam pewność że pracuje dla mnie. Rozumie pani?
- Doskonalę panią rozumiem. – Posłałam jej spojrzenie miłego przestępcy, po czym kontynuowałam. – Będziemy musiała umówić się na spotkanie w pani domu. Chciałabym obejrzeć miejsce w którym wisiał obraz, prześledzić drogę włamywacza, może na coś mnie to naprowadzi. Kiedy doszło do włamania?
- Jakiś tydzień temu. Zgłosiłam je na policję w poniedziałek i kiedy tylko policja zawiodła zaczęłam szukać detektywa na własną rękę. Przyjaciółka poleciłam mi panią. - Miło mi słyszeć, że ciesze się takim zaufaniem. A więc pozostało tylko ustalić termin następnego spotkania.

Po wyjściu Malinowskiej udałam się po poradę do wujka Google. Obraz który został skradziony nosi tytuł „ Mia Rosa” - cóż za oryginalność. Przedstawiał dość szczupłą kobietę leżącą na wielkim łożu pokrytym czerwonym aksamitem. Za nią znajdowało się okno zasłonięte tym samym materiałem. Cały pokój był ciemny, można by powiedzieć – romantyczny. Kobieta uśmiechała się prezentując swoje ciało w pełnej okazałości. Jej ciemne włosy były delikatnie zmierzwione, pościel też była w nieładzie. Rozumiem dlaczego Corrado przedstawił swoją kochankę w taki sposób, ale nie wyobrażam sobie trzymania takiego portretu nad kominkiem.

Biuro

- Dzień dobry moja droga. Twój ulubiony napój. – Wchodząc do jasnożółtego pokoju, uśmiechnęłam się promieniście i postawiłam kubek z herbatą na szklanym biurku Anieli. – Świat się nie zawalił przez moje spóźnienie?
- Nie prze pani. Wszystko w jak najlepszym porządku. – Odwzajemniła uśmiech 20 letnia brunetka z aparatem na zębach. – Za pół godziny ma pani nową klientkę. Potrzebne informacje wysłałam na emaila, podlałam kwiatki w pani gabinecie i powiedziałam pani mamie, która dzwoniła po raz kolejny, że była pani ostatnio bardzo zajęta przez natłok spraw. Coś jeszcze?
- Nie, dziękuję Anielu. Co ja bym bez ciebie zrobiła?
- Musiała byś żyć tylko ze mną. – za uchylonych drzwi swojego biura wyłonił się jak zwykle czarujący blondyn w czarnej koszuli rozpiętej z 3 górnych guzików – Była by to istna tragedia, nie prawdaż? – uśmiechnął się zawadiacko, podszedł do mnie i zabrał swoją kawę
- Tragedia. – powtórzyłam powoli patrząc mu głęboko w oczy. Jego gałki oczne w porozumiewawczy sposób wykonały szybki ruch w stronę drzwi mojego gabinetu – Będę u siebie, daj mi znać jak przyjdzie następna klientka. – rzuciłam do Anieli i weszłam do zielonego pokoju po prawej stronie od jej biurka. Za mną podążył Paweł.
Mój gabinet był urządzony w tradycyjny sposób. Naprzeciwko drzwi stało duże, ciemne, drewniane biurko, a za nim czarny, skórzany fotel. W takim fotelu mój tyłek czuł się dobrze nawet po wielogodzinnej obserwacji na nie wygodniej ławce w parku. Dla gości przewidziane były 2 ciemnozielone siedziska. Na jednym z nich właśnie siadał mój partner. Pod oknem stała niska półka z aktami, na niej kwiatki. Pokaźna biblioteczka na przeciwległej ścianie robiła wrażenie nawet na największych molach książkowych. Drewniana podłoga wydawała piękne dźwięki pod moimi obcasami – nawet w paskudny, deszczowy dzień ten melodyjny i pełen wdzięku odgłos może poprawić mi humor. Otworzyłam laptopa, rozsiadłam się wygodnie na fotelu i z zaciekawieniem popatrzyłam na Pawła:
- Ta nowa klientka, Malinowska, to BS – mój ulubiony model.
BS to skrót na Bogatą Staruchę, kobietę, która podejrzewa męża o wszystko i ma pieniądze, aby dowieść, że to skończony dupek.
- Nie chciała przez telefon powiedzieć o co chodzi, więc zakładam, że to coś dochodowego. Tym razem to chyba nie mężulek ze zbyt wybujałą potencją. I całe szczęście, robiło się już trochę nudno w tym naszym ukochanym grajdołku, nieprawdaż?
- Masz rację, jak zwykle. – szczerze powiedziawszy nie bardzo słuchałam co do mnie mówi, poczta elektroniczna wydawała mi się dużo ciekawsza. Podniosłam wzrok z nad monitora. – A ty nie masz nic innego do roboty niż zawracanie mi głowy?
- Uf, całe szczęście. Już myślałem, że ktoś cię podmienił Juli. Byłaś zbyt miła. Czyżbyś już doprowadziła kogoś do płaczu? – posłałam mu spojrzenie w stylu „a jak myślisz?” i wróciłam do swoich zajęć – Uh uhu, tak szybko? Nie było Cię raptem z godzinę. To wszystko tłumaczy.
- Pani Malinowska przyszła. – z interkomu odezwał się głos sekretarki
- Wpuść ją proszę.

Wstęp

Detektywi to inteligentni ludzie, ale ci prywatni to chole*nie inteligentne skurczybyki – tak zwykł mawiać mój przełożony,nauczyciel i zarazem mentor z czasów gdy stawiałam pierwsze kroki w tej fascynującej krainie zwanej dorosłym światem. I choć nauczył mnie on wiele, to zdanie szczególnie zostało mi w pamięci i uwiło sobie milutkie gniazdko w moim sercu. Ponieważ zaczynam gadać sentymentalnie, przechodzę do sedna. Ludzie tacy jak ja, którzy codziennie śledzą innych ludzi musza być inteligentni. Myślenie to podstawa naszej pracy. Bez umiejętności rozumowanie nikt nie był by dobrym detektywem. Ja od dziecka (tak przynajmniej twierdzi moja rodzina) denerwowałam innych swoim wścibskim nosem i zbyt dużym poziomem wiedzy jak na swój wiek. I tak przez cały okres dojrzewania, studia, aż do teraz – i raczej nie zapowiada się żebym miała przestać, szczególnie że sprawia mi to dziką frajdę. Nie ma chyba na świecie lepszego uczucia niż sprawienie aby facet z przerośniętym ego na wysokim stanowisku poczuł się jak dziecko w przedszkolu wołające o pomoc mamusi. A co, jest lepsze uczucie? Że niby pomoc innym, miłość i takie tam pierdoły? No cóż, tak pewnie sądzą ludzie, którzy nie są w stanie doprowadzić dorosłego faceta do płaczu słowami. Nie mówię, że jestem nieczuła, że nie lubię szczeniąt albo nie wspieram WOŚP, po prostu lubię czuć się dobrze, a sytuacja w której właśnie się znalazłam powoduje silny wypływ endorfin do mojej krwi. - A więc twierdzi pan, że pańska firma nie dba o klienta? Że nie obchodzi pana renoma interesu na który pracował pan od 20 lat? Że ma pan kolokwialnie mówiąc w dupie to co do pana mówię?! – za przeszkloną ścianą gabinetu dyrektora banku zaczęli zbierać się gapie – Jako pracownik państwowy,który codziennie naraża życie, aby pan i pana rodzina – znacząco zaintonowałam ostanie słowo i wskazałam zdjęcie w pozłacanej ramce na mahoniowym biurku – mogliście czuć się bezpiecznie we własnej ojczyźnie, nie zasługuję na pana uwagę?! – wstałam z czarnego fotela na którym moje białe, jedwabne spodnie wygniotły się i tym samym sprawiły, że zmarnowałam 15 cennych, porannych minut na ich prasowanie, oparłam ręce na biurku i pochyliłam się w stronę prezesa ściszając głos jakby to co zaraz powiem miało znaczenie dla bezpieczeństwa całej ludzkości – Niech mnie pan posłucha, panie Piotrze, oboje dobrze wiemy jak to może się skończyć. Proszę spojrzeć na swoich pracowników obserwujących jak jakaś paniusia równo pana obstawie. Sądzi pan, że jeśli teraz stąd wyjdę, oni jeszcze kiedykolwiek potraktują pana z szacunkiem? – na twarzy prezesa dostrzegłam pot i przerażenie dużo wyraźniejsze niż wcześniej, pokręcił przecząco głowa a ja mówiłam dalej – No właśnie, a nie ma nic gorszego niż utrata szacunku u poddanych. – od razu sprostuje, że nie uważam pracowników za poddanych, jak w średniowieczu czy coś, ale 50-paro letni, łysiejący prezes banku z dużą nadwagą, za pewnie wyrównujący sobie braki w życiu łóżkowym,poprzez wyrzucanie frustracji na swoich pracownikach pewnie ma się za ich króla – Więc, może pan zniszczyć sobie karierę zawodową, pozwalając mi teraz wyjść, albo podpisać ten dokument, a ja wtedy pozwolę panu pokrzyczeć na mnie przez 5 minut. Potem oboje rozejdziemy się w swoje strony. Którą opcję pan wybiera? Kiedy 5 minut później wychodziłam z banku udając pokrzywdzoną istotę, ciepły, letni wiatr rozwiał mi fryzurę. -Co do k*rwy nędzy. – syknęłam przez zaciśnięte zęby, po czym nałożyłam okulary przeciwsłoneczne i szybki krokiem, z teczką podpisanych dokumentów ruszyłam do samochodu. Zapowiadał się całkiem przyjemny dzień. Po doprowadzeniu włosów do stanu jaki określam „w miarę przyzwoitym”, moje zielone autko zaczęło toczyć się w czerwcowym słońcu po ulicach miasta.
Pisanie jest dla mnie swego rodzaju terapią, pozwala mi zdystansować się do otaczającej mnie rzeczywistości. Jest też świetną rozrywką, która pozwala mi czasami na wiele godzin odpłynąć w inny świat. Ten blog jest kopią i kontynuacją mojego bloga z onetu i będę na nim tworzyć opowiadanie kryminalne o Julii - młodej detektyw, która rozwiązuję sprawę skradzionego obrazu. Historia ta tworzona jest na bieżąco więc nie mam pojęcia w jakim kierunku się potoczy. Mam jednak nadzieję że uda mi się napisać coś ciekawego. Może też znajdzie się jakaś dziwna istota której spodoba się ta historia... Wiele by to dla mnie znaczyło. Poczekamy, zobaczymy.