środa, 25 września 2013

Tajemnica zza ściany

- Co do... - Karol był wyraźnie zdziwiony tym całym zamieszaniem. Podejrzewam że przy większości jego włamań nie ma takich komplikacji. Podszedł do szpary która powstała obok mnie i popchnął ścianę jeszcze bardziej a ona pomimo dźwiękowych protestów dała się z łatwością przesunąć. A może Karol jest aż tak silny że nie miał z tym problemu? Niby nie wygląda ale mięśnie rąk ma całkiem...Boże...o czym ja teraz myślę? Skup się kobieto!
Gdy szpara w ścianie była na tyle duże że mogliśmy się przez nią przecisnąć, Karol zapalił swoją niewielką lampeczkę i zanurzył się w ciemnościach tajemniczego pomieszczenia. A ja jak zagubiona owieczka podążyłam za swoim pasterzem w nieznane. Serce waliło mi coraz mocniej. W co ja się pakuję...
Karol rozejrzał się po pokoju a ja razem z nim. Naszym oczom przy niewielkim oświetleniu ukazała się strasznie zagracona pracowania artystyczna. Były tam 2 sztalugi, kilka pudeł z przyborami, jakieś stołki i dużo szmat walających się po całym pomieszczeniu. Chociaż słabo ją widziałam, twarz Karola ukazywała ogromne zdziwienie. Jego rozszerzone oczy z fascynacją okalały centymetr po centymetrze tego dziwnego miejsca a w moje głowie kłębiły się setki pytań. Czy ta pracowania należy do Malinowskiego czy jego żony? A może oboje o niej wiedzą? Czemu jest tak dobrze ukryta? Czy ma coś wspólnego ze sprawą obrazu czy służy do rekreacyjnych malunków? I czy ten płyn w wielkim słoju w kącie to...Mój boże!
Podeszłam bliżej i pociągnęłam Karola i źródło światła ze sobą.
- Czy to jest...? - Karol szepnął mi do ucha
- Krew? Wydaje mi się że tak. Masz jakiś pojemniczek albo coś w czym można by to przenieść?
- Po co? - popatrzył na mnie z jeszcze większym zdziwieniem niż do tej pory
- Masz czy nie? - Pokręcił przecząco głową więc ja zaczęłam kombinować. Zdjęłam jedną rękawiczkę i rozkazałam:
- Odkręć ten słoik.
- Czy to kompletnie zwariowałaś kobieto?!
- Najwidoczniej tak. Odkręć powiedziałam. - mój ton nie znosił sprzeciwu więc Karol posłusznie wykonał moje polecenie.  Po podniesieniu pokrywki ze słoika nie uwolnił się żaden wstrętny odór, więc jeśli naprawdę była to krew to musiała być świeża. Ręką nadal otuloną czarną, sztuczną skórą zanurzyłam delikatnie zdjętą rękawiczkę w czerwonym płynie. Gdy trochę się napełniła, wyjęłam ją i zawiązałam. Karol podał mi szmatkę którą w międzyczasie wyjął z plecaka. Wytarłam zakrwawione ręce, po czym owinęłam w nią rękawiczkę i taki pakuneczek przekazałam Karolowi, który z obrzydzeniem schował go do plecaka.
- Jak Ty możesz z takim spokojem babrać się w tym czymś? - zapytał z miną jakby właśnie był światkiem morderstwa malutkiego szczeniaczka albo innego, ogromnego okrucieństwa.
- Jestem kobietą, my mamy styczność z krwią co miesiąc. To tylko Twoja płeć jest taka wrażliwa.
Karol otrząsnął się z obrzydzeniem po czym wyszedł z pomieszczenia w którym się znajdowaliśmy, a ja podążyłam za nim. Zaczął nasłuchiwać przy drzwiach, kiedy ja ostrożnie jedną ręką żeby nie zostawić odcisków zamykałam ukryte przejście. Jak mniemam stwierdził że nocny marek wrócił do łóżka, bo powoli otworzył drzwi. Wyciągnął do mnie dłoń i wyprowadził najpierw z biura, potem z domu i ogrodu, aż w końcu znaleźliśmy się na chodniku przed domem Malinowskich. Moje serce nadal biło jak szalone chociaż byliśmy już na neutralnym terenie. Karol znowu pogrzebał przy elektronice w murze i zamknął bramę. Oddałam mu rękawiczkę na co on dopowiedział mi tylko głębokim spojrzeniem. Chwycił mnie za rękę i pociągnął za sobą. Mogliśmy już swobodnie rozmawiać ale milczeliśmy jak zaklęci. Kilka przecznic dalej był zaparkowany jego samochód, którym odwiózł mnie do domu. Okrężną drogą. Zapewne po to aby uniknąć kamer monitoringu, ale cząstka mnie miała nadzieję że chciał spędzić ze mną jak najwięcej czasu. Wysadził mnie pod mieszkaniem i bez słowa zniknął w mroku nocy.

środa, 14 sierpnia 2013

Cienkie ściany

Ogromny salon w którym wcześniej byłam, teraz, w całkowitej ciemności wydawał się jeszcze większy. Mój wzrok coraz bardziej przyzwyczajał się do panujących warunków i zaczęłam widzieć więcej. Pomimo tego że nie wiedziałam czego szukamy, zaczęłam dokładnie rozglądać się po pokoju. Wszystko wyglądało normalnie. Oczywiście normalnie jak na dom bogatego i starego małżeństwa, bo raczej mało kto ma na marmurowym stoliku wazon ze świeżymi kwiatami nawet jeśli nie ma go w domu od kilku dni. Karol przeglądał szuflady w komodzie a ja zbliżyłam się do kominka. Ale chwileczkę...Kwiaty! Skąd tutaj kwiaty? Malinowscy wyjechali 3 dni temu a kwiaty wyglądały na świeżo ścięte. A nie powinny tak wyglądać, szczególnie jeśli nikt się nimi nie zajmował.
Zaczęłam nerwowo wymachiwać rękami aby uzyskać uwagę Karola, on jednak pogrążony był w jakiś porcelanowych bibelotach i miał gdzieś moje dramatyczne ruchy. Jak mam się z nim porozumiewać na migi skoro na mnie nie patrzy?
Podeszłam więc do niego powoli i nachyliłam się żeby szepnąć mu do ucha. Kiedy tylko otworzyłam usta Karol wzdrygnął się i z kucków upadł na podłogę.
-Jezu, kobieto! - zaczął krzyczeć na mnie szeptem (jeśli nie wierzycie że coś takiego jest możliwe to zajdźcie kiedyś od tyłu faceta podczas włamania) - Co ja Ci mówiłem o komunikacji?!
- Przepraszam - odpowiedziałam bezgłośnie i wskazałam na kwiaty w wazonie.
Karol podniósł się i pytająco wzruszył ramionami w stylu "nadal jestem wściekły i nie wiem o co ci chodzi"
- Kwiaty są świeże. Ktoś musiał tu dzisiaj być. Może nadal jest.
- Niemożliwe. Sprzątaczka była wczoraj, dzisiaj nie będzie jej na pewno. - odpowiedział szeptem i wrócił do oglądania komody.
- Ale po co wymieniała by kwiaty skoro Malinowskich nie będzie jeszcze przez 2 dni? - nie dawałam za wygraną ale Karol zupełnie mnie zignorował. Już miałam obrazić się nie niego śmiertelnie, bo po co mnie zabierał skoro nie chce mojej pomocy?! Ale nie zdążyłam bo Karol zerwał się nie równe nogi i przyłożył palec do ust dając mi znać żebym się teraz nie odzywała. Szok w jego oczach powiedział mi że nie chodzi tylko o to że nie chce słuchać mojego ględzenia. Powoli podszedł do drzwi prowadzących do jadalni i zaczął nasłuchiwać. Ale czego? Ja nic nie słyszałam. Nie wiem co usłyszał ale chyba jego obawy potwierdziły się, bo szybko wrócił do mnie, chwycił mnie za rękę i wyprowadził z salonu na korytarz.
Na migi starałam się dowiedzieć o co chodzi, ale pomimo że nie otrzymałam żadnej odpowiedzi nie odważyłam się wydać z siebie dźwięku. Nie wiedziałam co się dzieje, ale byliśmy w cudzym domu pogrążonym w ciemnościach i podejrzewałam że nie jesteśmy sami. Przeszliśmy przez kolejne drzwi i znaleźliśmy się w gabinecie urządzonym w staromodnym stylu. Było tu jeszcze ciemniej niż w reszcie domu (o ile to w ogóle możliwe) z powodu małych okien i ciemnobrązowej podłogi oraz ścian. A może to był granatowy? Trudno jest rozróżniać kolory po ciemku. Zatrzymaliśmy się na środku pomieszczenia, więc postanowiłam dowiedzieć się co się dzieje. Karol zrozumiał moje bez-słowne pytanie i odpowiedział szepcząc mi do ucha:
- Usłyszałem jakieś szelesty w kuchni, tak mi się wydaję. Ktoś jest w domu. Poczekamy tutaj trochę aż pójdzie spać a potem wyjdziemy. Teraz mógłby nas zauważyć.
- A nie mówiłam? - nie mogłam się powstrzymać. Co prawda szeptem nie brzmi to zbyt dobrze, ale Karol i tak załapał szyderczy sens tego zdania.
Cudownie! Czyli nie dosyć że włamaliśmy się do domu Malinowskich, co już samo w sobie jest ryzykowne, to jeszcze teraz się okazuje że może nas na tym przyłapać jakiś nocny głodomor?! W co ja się wpakowałam... Karol stał przy drzwiach i nasłuchiwał a ja oparłam się o ścianę obok regału na książki. Skoro mamy tutaj spędzić trochę czasu to chociaż znajdę sobie wygodne miejsce do kontemplacji mojego stanu.
Nie zdążyłam jednak pochylić się nad swoim losem bo gdy tylko przeniosłam swój ciężar na ścianę ona się ode mnie odsunęła. Dosłownie! Odsunęła skrzypiąc przy tym, co spowodowało morderczy wzrok Karola wysłany w moją stronę. Jednak kiedy zobaczył moją zdziwioną minę i szparę jaka powstała obok mnie przestał się gniewać.


-----------------------------------------------------------------------------------------
Przepraszam za tak długą nieobecność tutaj i brak nowych części opowiadania. Im mam więcej wolnego czasu tym trudniej jest mi się zmobilizować do działania... Mam nadzieję że jeszcze nie wszyscy zniechęcili się do mojego bloga;) Obiecuję poprawę i solidne wzięcie się do pisania!

piątek, 21 czerwca 2013

Łatwe mrocznego początki

- Oglądasz za dużo filmów, wiesz? - Karol wybuchł śmiechem na widok mojego stroju. Czarne trampki, czarne leginsy i oczywiście czarny, dopasowany top. Do tego włosy związane w wysoki kucyk. Owszem, wyglądałam jak postać z kiepskiego filmu akcji, ale niby skąd mam wiedzieć jak powinnam się ubrać na coś takiego?! Chłopak zjechał mnie wzrokiem od stóp do głów. Sam był ubrany w brązowe trampki, ciemne dżinsy i brązową, bawełnianą bluzkę. W ręku trzymał czarny plecak z mnóstwem kieszonek który postawił na ziemi gdy tylko przestał mi się natarczywie przyglądać. Ukucnął przy nim i zaczął czegoś szukać po czym rzucił nonszalancko:
- Muszę jednak przyznać że te leginsy to był dobry wybór.
- Niby czemu?
- Bo Twoje nogi wyglądają w nich nieziemsko. - uśmiechnął się głupkowato po czym wrócił do grzebania w plecaku. Dla zasady zdzieliłam go po głowie gdy się odwrócił. Przecież nie mogę dać po sobie poznać że jak każda kobieta jestem łasa na komplementy! Tak, tak, nie potrzebne mi puste słowa i budowanie pewności siebie bo mam jej pod dostatkiem. Tak, wiem, jestem hańbą dla wyzwolonych kobiet biznesu. Ale tak szczerze, która z nas nie lubi tego cudownego, pożądliwego spojrzenia męskiego gatunku którym nas obdarzają podczas komplementowania naszego wyglądu?
Karol z plecaka wyją jakieś elektroniczne ustrojstwo z kablami i podał mi je, po czym zarzucił plecak na plecy i szybkim krokiem ruszył przed siebie.
- Postaraj się przez najbliższe 5 min całkowicie powstrzymać od paplania, a później ogranicz je do niezbędnego minimum. I nie, do minimum nie zalicza się cudowna wyprzedaż na której ostatnio byłaś. - Karol nie zwalniając kroku zaczął mnie pouczać surowym głosem. Z jego twarzy zniknął uśmiech a pojawiła się grobowa powaga. - Szept to jedyna dozwolona forma wypowiedzi, ale lepsze są znaki migowe. Chociaż za pewne ich nie znasz, to wszystko co sprawi że Cię zrozumiem jest dopuszczalne. Trzymaj się mnie, nie oddalaj pod żadnym pozorem. - Skręciliśmy właśnie za róg a ja doznałam olśnienia. Wszędzie poznam ten idiotycznie gładki, różowawy mur. Byliśmy pod domem Malinowskich. - Niczego nie dotykaj. Jeśli zauważysz coś wartego uwagi, poinformuj mnie o tym. Nie chodź na palcach, błagam Cię. To częsty błąd nowicjuszy. Stawiaj pewne kroki, tylko niezbyt szybkie i będzie w porządku.

Karol ukucnął obok bramy, założył czarne, skórzane rękawiczki. Z plecaka wyjął coś co wyglądało jak zakrzywiony śrubokręt i za jego pomocą podważył metalową płytkę w kolorze identycznym jak reszta muru w którym się znajdowała. Jak on to wypatrzył? Ja niczego nie dostrzegłam, a przecież jestem spostrzegawcza! Karol wziął ode mnie ustrojstwo które cały czas trzymałam i podłączył je do kabli które przed chwilą odsłonił. Poprzestawiał jakieś pokrętła, wpisał jakiś kod i po chwili brama zaczęła się powoli otwierać. Dumny jak paw wskazał głową kamerę na murze, która zmieniła swój dotychczasowy obszar zainteresowań na park po drugiej stronie ulicy. Podał mi rękawiczki, takie sama jak jego, po czym schował elektroniczne ustrojstwo do plecaka. Chwycił mnie za rękę i pociągnął przez bramę na teren posiadłości Malinowskich. Teraz, już oficjalnie i z całymi należnymi fanfarami złamała prawo. Włamałam się na cudy teren. Pięknie....Po prostu pięknie.... Mam nadzieje że Karol rzeczywiście jest w tym tak dobry jak twierdzi i nie zostaniemy złapani.

Chociaż z natury i przyzwyczajenia odważna ze mnie babka, to jednak kiedy nocą przemierzałam cudzy ogród do którego nie zostałam zaproszona to serce podeszło mi do gardła. Ręce zaczęły się pocić, a skórzane rękawiczki wcale nie ułatwiały mi życia. Co z tego że nie zostawię odcisków palców skoro zostanie po mnie kałuża potu? Boże...Co ja wyprawiam?! Dlaczego dałam się na to namówić? Powinnam teraz, jak przystało na poważną kobietę w moim wieku, układać gromadkę dzieci do snu. A co ja robię? Skradam się, po ciemku, po cudzym ogrodzie, z jakimś kolesiem którego znam kilkanaście tygodni! Co on ma w sobie takiego, że pomimo tak krótkiego czasu znajomości jestem mu w stanie zaufać? Nie jestem zawsze ze mną szczery, ma wiele sekretów, jest chamski, przebiegły i co najważniejsze jest przestępcą! A mimo to, kiedy na niego patrzę, kiedy jest obok mnie, momentalnie się w nim zatracam. Czuję że znam go lepiej niż on samego siebie. Wiem, że mogę mu ufać, bo on nigdy mnie nie skrzywdzi i nie pozwoli żeby ktoś inny podniósł na mnie rękę. Wiem to, czuję to całym sercem. Nie mam tylko pojęcia dlaczego.

Podczas gdy ja rozmyślałam nad psychologicznymi aspektami sytuacji, Karol zajął się praktyką i nim się obejrzałam byliśmy już w środku. W domu Malinowskich, który obecnie byli poza miastem. Chociaż byłam tu już wcześniej, teraz te wszystkie znane mi pomieszczenia wydały się obce. Pogrążone w ciemnościach i tajemnicy. Karol zapalił małą latarkę, która oświetlała przed nim okrąg nie większy niż filiżanka do kawy. Poruszał się powoli, lecz pewnie, a ja starałam się naśladować jego ruchy aby tylko niczego nie sknocić.

niedziela, 9 czerwca 2013

Mroczna przeszłość

- Zrobiłam dokładniejszy wywiad o przeszłości Malinowskiego, pogrzebałam w jego księgowości, prześwietliłam do cna. - dumna jak paw podałam Karolowi teczkę z informacjami kiedy on przysiadł na moim biurku
- A prześwietlenia zębów masz? - zadrwił ze mnie z lekkim uśmieszkiem
- Nie, ale jak chcesz to mogę załatwić zdjęcie rentgenowskie nogi którą złamał w 5 klasie. - popatrzył na mnie zdziwiony i wrócił do przeglądania papierów
Jak na razie jest między nami normalnie, tak jakby nic się nie wydarzyło. Tak jakbym nie spędziła nocy w jego łóżku, tak jakby nie zapewnił mi porannego zastrzyku energii. Tak jakby przedwczorajsze wydarzenia w ogóle nie miały miejsca. Ale oboje wiemy że to tylko pozory, gra którą kontynuujemy aby nie czuć się nieswojo. Pytanie brzmi czy teraz będziemy w stanie normalnie pracować? Przecież mamy sprawę do rozwiązania. Chociaż....czy my kiedykolwiek pracowaliśmy normalnie?
- Czy ja dobrze widzę? Prace społeczne w liceum?
- Owszem, za fałszerstwo. Podrabiał kolegom dowody osobiste, miał całkiem pokaźny biznes, ale przez głupotę jednego z klientów dowiedziała się o tym policja, więc młody Malinowski przez pół roku sprzątał parki miejskie. Pewnie dostałby dużo wyższy wyrok gdyby nie pomoc niejakiego Adama Królikowskiego.
- A któż to?
- Prokurator zajmujący się sprawą Malinowskiego.
- Skąd założenie że mu pomógł? Może po prostu nie chciał marnować młodemu chłopakowi życia wyższym wyrokiem?
- A stąd że niejaka Anna Królikowska, córka rzeczonego prokuratora, w obecnym czasie była szaleńczo zakochana w tym młodym skazańcu.
- Anna Królikowska czyli nasza obecna Malinowska?
- Dokładnie. Bez facebooka było to trudno wyśledzić ale poznali się kiedy Malinowski był w pierwszej klasie liceum. Dziewczynie spodobał się jego niegrzeczny charakterek.
- Widać nie tylko Ty masz słabość do niebezpiecznych typków.
- To ponoć dość powszechne. Ale wracając do tematu... Oczywiście nie ma na to żadnych dowodów, ale w podobnych sprawach Królikowski był dość surowy. A tym razem jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności tym razem postąpił inaczej.
- Jasne.. Myślę że możesz mieć rację. Chociaż nie wiem czemu uważasz to za istotne? Ja raczej skupiłbym się na fakcie że był skazany za fałszerstwo. Może i podrobienie dowodów osobistych to nie jakiś straszny wyczyn, ale każdy gdzieś zaczynał.
- A niby gdzie Ty zaczynałeś?
- Nie chcesz wiedzieć, wierz mi.
- Dobra, jeszcze kiedyś to z Ciebie wyciągnę. A chodziło mi o to że Malinowski dość często korzystał z pomocy żony. Jak widać od samego początku znajomości. Później już nie wyciągała go z więzienia, ale służyła nazwiskiem i majątkiem kiedy on rozkręcał biznes, załatwiła mu kilka przetargów, zleceń. Siedzibę firmy za grosze. Zasadniczo cały jego biznes jest zbudowany na niej i reputacji jej ojca. Wszystkie interesy, od samego początku załatwiali razem. Więc czemu tym razem działał za jej plecami?
- Bo chciał w końcu się uniezależnić.
- A no tak, przeklęta męska duma...
- Może nie duma a chęć ucieczki. Przyznasz że nie wyglądali na szczęśliwą parę. Może znudziło mu się małżeństwo i chciał się rozwieść ale wie że wtedy zostałby z niczym.
- Nie sądzę żeby sprzedaż obrazu zapewniła mu pokaźny majątek.
- Obraz sam w sobie na pewno nie, ale już ta tajemnicza wiadomość może. Nie wiemy przecież co się za nią kryje.
- Niestety nie. I szczerze powiedziawszy nie sądzę żebyśmy się kiedyś dowiedzieli. Mamy za mało danych.
- Na razie tak, ale można to łatwo zmienić. Co robisz dziś wieczorem?
- To zależy co proponujesz.
- Małe zwiedzanie. - uśmiechnął się zawadiacko a w jego oczach pojawiły się iskierki ekscytacji. Znam go już na tyle dobrze żeby wiedzieć co to oznacza.
- Trafię przez to do więzienia?
- Nie jeśli będziesz słuchać moich poleceń bez marudzenia.
- Chyba w Twoich snach! - prychnęłam z udawanym oburzeniem
- To na pewno. Ale i w rzeczywistości mam większe doświadczenie niż Ty, więc musisz się mnie słuchać jeśli nie chcesz wpaść w kłopoty.
- Czekaj, czekaj, czy ja się w ogóle zgodziłam gdziekolwiek z Tobą iść?
- Teoretycznie nie, ale doskonale wiem że nie przepuścić takiej okazji, bo zżera Cię ciekawość co chodzi mi po głowie.
Cholera jasna....Miał rację! Nie miałam pojęcia co wymyślił a przecież musiałam się dowiedzieć!
- Będziemy biegać? - zapytałam zrezygnowana bo moja nieposkromiona ciekawość wręcz paliła od środka
- Wiedziałem że się złamiesz. - szeroki uśmiech pojawił się na jego twarzy a pawi ogon rozwiną prężnie dumy - Jeśli dobrze pójdzie to nie, ale będziemy skakać, także odradzam zakładanie szpilek czy jak tam nazywają się te szczudła które normalnie nosisz.

piątek, 24 maja 2013

Poranna kawa

Nie zdążyłam skończyć kolejnej części odkąd licznik na tym blogu wskazał 1000 odwiedzających, a już jest 1485! To chyba jakiś kamień milowy! Bardzo dziękuję każdemu kto tutaj trafił i przeczytał moje opowiadanie. A w szczególności dziękuję za wszystkie pokrzepiające słowa w komentarzach;)
Przepraszam też za tak duże opóźnienie w publikowaniu kolejnych części opowiadania, ale w ostatnim czasie cierpiałam na nadmiar zajęć. Obiecuję jednak poprawę i od teraz notatki będą ukazywać się częściej. Oczywiście jeśli wena na to pozwoli:)
-------------------------------------------------------------------------------------

Jeśli interesuję Cię, Drogi Czytelniku, wątek obrazu, to niestety nie znajdziesz go w tej notce, ale jeśli lubisz rozkoszować się chemią między Julią i Karolem to zapraszam do dalszego czytania.
------------------------------------------------------------------------------------------


Uwielbiam ten stan umysłu zaraz po przebudzeniu. Mózg zaczyna już kontaktować, pierwsze neurony budzą się do życia, ale reszta ciała nie zdaje sobie jeszcze z tego sprawy. Leżę więc spokojnie z zamkniętymi oczami i mam czas na przeanalizowanie wczorajszego dnia. A to był naprawdę niezwykły dzień. Szczególnie wieczór u Karola. I nasz pocałunek. Mimowolnie uśmiecham się na samo jego wspomnienie. O której ja wyszłam z jego mieszkania? Cholera! Nie wyszłam....Nie wróciłam na noc do domu! Co oznacza że nadal jestem u niego!
Wciąż z zamkniętymi oczami leniwie pogładziłam podłoże na którym leżałam. To na pewno nie jest tapicerowana kanapa...Czyli łóżko. Leżę u łóżku Karola. Co się ze mną dzieje?! I czemu nie pamiętam jak się tu znalazłam.
- Dzień dobry. - jeszcze lekko zaspany głos Karola wyrwał mnie z zamyślenie i zmusił do otwarcia oczu. Rzeczywiście leżałam w jego łóżku, a on stał nade mną z kubkiem kawy i uśmiechał się ciepło. Nie jak zwykle szarmancko z przekorą czy jak casanova. Po prostu ciepło, jak uśmiecha się w słoneczny poranek mąż do swojej żony po wielu latach udanego małżeństwa. Usiadłam i chwyciłam kubek z gorącą kawą a on nachylił się nade mną i delikatnie pocałował w usta. Delikatnie! Co się dzieję? Znalazłam się naglę w jakimś serialu z lat 60-tych?
Musiał zauważyć zdziwienie na mojej twarzy, bo powiedział:
- Nie, to nadal ja. Ten sam Karol przy którym wczoraj zasypiałaś. - usiadł naprzeciwko mnie i upił łyk swojej kawy cały czas nie odrywając wzroku od moich oczu. 
- A pro po mojego zasypiania. - zaśmiał się widząc zmieszanie na mojej twarzy
- Tak?
- Czy my wczoraj....No wiesz...
- Co? - nonszalancki uśmieszek wrócił na swoje miejsce na jego pokrytej lekkim zarostem twarzy 
- Dobrze wiesz o co pytam tylko chcesz żebym powiedziała to na głos, prawda?
- Dokładnie. - upił kolejny łyk a ja chodź powinnam teraz być na niego wściekła to jedyne o czym myślałam to jaka w dotyku jest jego poranna broda. Gdybym tak mogła...Nie! Opanuj się kobieto! 
- Uprawialiśmy wczoraj seks?
- Oj wierz mi że gdyby tak było, na pewno byś to pamiętała. Nawet całe życie. 
- Aż taki jesteś pewny siebie?
- Owszem. Ale spokojnie, spałem na kanapie. 

Dawno nie miałam tak leniwego poranka. Po kawie wypitej w łóżku, zjedliśmy śniadanie zrobione przez Karola cały czas rozmawiając. O pogodzie, polityce, filmach, renesansowych mnichach, bibliotekach i wielu innych, drobnych sprawach których już nie pamiętam. Ale moje myśli cały czas powracały do wydarzeń wczorajszego wieczora i do aksamitnych ust Karola. On chyba był skupiony na tym samym bo w końcu zapytał:  
- Nie powinniśmy tego żałować? Czuć się głupio? Nie powinnaś wymyślić jakiejś marnej wymówki żeby jak najszybciej uciec z mojego mieszkania?
- Powinnam.
- To czemu tego nie robisz?
- Bo tak zachowują się normalni ludzie w normalnym świecie pełnym wstydu i wątpliwości. Jak ja coś robię to zawsze jestem tego pewna w 100 procentach. A poza tym, równie dobrze Ty mogłeś wymyślić jakąś wymówkę żeby się mnie stąd pozbyć. Więc czemu tego nie zrobiłeś?
- Bo wtedy nie mógł bym zrobić tego. - obszedł wysepkę kuchenną która wcześniej nas rozdzielała i stanął przede mną. Zanurzył dłonie w moich włosach po czym mnie pocałował. Ale nie był to zwykły pocałunek, o ile tak w ogóle są. Był to pocałunek w stylu "pragnę Cię tu i teraz". Był to najbardziej namiętny i szalony taniec ust jak przeżyłam w życiu! A wiele przeżyłam. Co ważniejsze, wcale nie zapowiadało się jakby miał się prędko skończyć. Jego dłonie powędrowały na moją talię, moje ramiona zaplotły się wokół jego szyi. Jak to możliwe że bez słów oboje dobrze wiedzieliśmy co zaraz się stanie? Owinęłam go nogami w biodrach a on podniósł mnie i zaniósł na łóżko.

Hmm...Więc tak... O czym to ja mówiłam? Kurdę, miał rację. Będę to pamiętać do końca życia.

Kiedy już odzyskałam zdrowe zmysły i pozbierałam ubrania z podłogi wróciłam do biura. Próbowałam pracować, skupić się na czymś, ale moje cholerne myśli cały czas wracały do Karola. Przyłapałam się nawet na uśmiechaniu się do kubka z kawą! Co się ze mną dzieję?!

czwartek, 25 kwietnia 2013

Wybuchowa mieszanka

- Mówiłeś że oddałeś wszystkie części obrazu Malinowskiemu, tak? Więc czemu nadal masz tą wewnętrzną warstwę?
- Zrobiłem kopie. - powiedział Karol siadając obok mnie na kanapie z kieliszkiem wina. Drugie kryształowe naczynie podał mi, kiedy już wygodzie usiadłam pomiędzy setkami poduszek - Może to głupie, ale mój szósty zmysł od razu podpowiadał mi że to jakaś większa sprawa. Bo czemu niby ktoś miałby chcieć ukraść obraz z własnego domu?
- Zapewne po to żeby żona się o tym nie dowiedziała. Zrobił to wszystko w tajemnicy przed nią. Pytanie tylko brzmi dlaczego?
- Może ona nie wiedziała o wiadomości w obrazie. Albo nie chciała niszczyć pamiątki rodzinnej. Kobiety są sentymentalne.
- Też tak słyszałam. - posłałam mu ciepły uśmiech upijając łyk wina. - Nawet jeśli ona nie chciała stracić obrazu, to czemu dla niego ta wiadomość, notatka czy co to jest, była na tyle ważna żeby działać za jej plecami? Myślisz że on ją rozszyfrował?
- Możliwe że ma więcej danych niż my. Jakieś historie czy dokumenty przekazywane z pokolenia na pokolenie w rodzinie. Ale jeśli Malinowski, ze swoją ograniczoną inteligencją jest w stanie rozwikłać tą zagadkę, to my tym bardziej. Nawet z mniejszą ilością danych.
- Słusznie. Dobra, pójdźmy tropem motywów Malinowskiego. Na pewno nie chodziło mu tylko o sprzedaż obrazu, dużo na tym nie zarobił.
- Zgadzam się, ale myślę że jednak mogło chodzić o pieniądze. Skoro zadał sobie tyle trudu z kradzieżą i wydobyciem wewnętrznej warstwy, o co innego może chodzić? Raczej nie zrobił tego dla samej ciekawości. Może ma jakieś problemy finansowe?
- Problemy? Widziałeś przecież jego dom, na brak forsy raczej nie narzeka. Ma też własną firmę.
- Mamy kryzys, może i jego biznes na tym ucierpiał?
- Możliwe... Dobra, sprawdzę to jutro z samego rana.
- Niby jak?
- Mam swoje sposoby. - uśmiechnęłam się złowieszczo co go tylko rozśmieszyło
- Nie wątpię. Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle, nie?
Przez kolejne 3 godziny stworzyliśmy wiele teorii, wysnuliśmy wiele przypuszczeń i wypiliśmy wiele kieliszków wina. Rozmawialiśmy o kronikach kościelnych, historii rodziny Malinowskiej, powrocie obrazu do Włoch. Wymieniliśmy się wszystkimi informacjami jakie udało nam się wcześniej zebrać ale mimo wszystko nie zbliżyliśmy się choćby na krok do rozwikłania tej zagadki. Otwierając kolejną butelkę wina zboczyliśmy więc z tematów zawodowych. Atmosfera stała się luźniejsza. Coraz swobodniej czułam się w mieszkaniu Karola, złość na niego zupełnie mi przeszła. Co chwilę wybuchaliśmy śmiechem, zgadzaliśmy się we wszystkich poruszanych tematach. Dawno z nikim tak dobrze mi się nie rozmawiało. Może to zasługa wina, a może wszystkich zwariowanych wydarzeń które miały dzisiaj miejsce, ale zaczęłam myśleć że coś może z tego wyjść. Zawsze zachowywałam bezpieczny dystans w stosunku do innych ale przy nim czułam że nie muszę tego robić. Mogłam być sobą w 100 procentach. Cholera jasne, zdecydowanie za dużo wypiłam.

Siedzieliśmy na kanapie zwróceni w swoją stronę. Jego oczy co chwilę spoglądały na moje usta. Oddech mu przyśpieszył, a tempo z jakim wypowiadał słowa zmalało. Przechylił lekko głowę w moją stronę, pewnie nie zdając sobie sprawy z tego że doskonale wiem co chce zrobić. Ja pierdziele....Pocałuj mnie w końcu debilu!

Z całej siły próbowałam powstrzymać się przed nawet minimalnym ruchem w jego stronę. Nie mogłam przecież być tą, która ugnie się pod jego urokiem, pod zniewalającą siłą jego spojrzenia. Nie! To on musi wykonać ten krok. Nawet nie dla tego że jest facetem, bo przecież żadna ze mnie niewinna niewiasta, ale dobrze wiem, że jeśli ułatwię mu to zadanie to przez długi czas nie będę mogła uwolnić się od jego kąśliwych docinek w tej sprawie. Dochodziło do mnie co trzecie słowo które wypowiadał, ale mimo to spokojnie mogłam stwierdzić że on też nie skupia się na tym co mówi. Cholera jasna! Dobra, muszę coś zrobić bo obecna sytuacja nie ma sensu. Kiedy jego wzrok skupił się na moich oczach, posłałam mu długie spojrzenie, po czym przeniosłam wzrok na jego usta i powoli, z powrotem na oczy dając jasno do zrozumienia że wiem o czym teraz myśli. On lekko się uśmiechnął, nachylił w moją stroną i pocałował. Na początku delikatnie, jednak szybko zaczął nabierać tempa. Nasze usta wirowały w namiętnym szale. Boże! Co ja wyprawiam?! Karol wziął z mojej dłoni kieliszek z winem i nie odrywając ode mnie ust ani nie otwierając oczy odstawił go na stolik. Czyżby miał w tym wprawę? Ciekawe jak często to robi. Podrywa przypadkowe panienki w barze i sprowadza tutaj? Jego prawa ręka zatopiła się w moich włosach, lewą oparł za mną, nachylając się w moją stronę. Odchyliłam się lekko do tyłu opierając na poduszkach. Był to jednak błąd bo kryształki na jednej z nich wpijały mi się w plecy. Chrzanić to, nie zamierzam się ruszać! Nasze usta cały czas nie mogły się od siebie oderwać. Objęłam go ramionami i wbiłam paznokcie w plecy, co tylko nasiliło intensywność pocałunków. Cholerna poduszka! Może i jest ładna, ale zupełnie nie praktyczna. Ciekawe gdzie ją kupił? Może sprawię sobie takie do biura, pasowały by do moich foteli. Chwila moment....Czy ja myślę o wystroju wnętrz podczas całowania się ze zniewalającym facetem? Chyba coś jest ze mną nie tak...

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Cała prawda

- Tak, Malinowski mnie wynajął. Rozumiem że teraz jest ten moment kiedy dokładnie Ci wszystko wyjaśniam? - przytaknęłam głową nie odrywając od niego zdziwionych oczu. Karol wziął kolejny głęboki oddech i kontynuował. - Dostałem kluczę, kod do alarmu. Nawet nie musiałem się nad tym trudzić. Zapłacił porządną sumkę, żeby nic więcej nie zniknęło z jego domu. Kiedy wyjechali z miasta, włamałem się, wziąłem obraz, podmieniłem płytę z nagraniem z monitoringu żeby zatrzeć ślady.
- I potem oddałeś Malinowskiemu obraz?
- Nie. Oprócz kradzieży kazał mi podzielić go na warstwy. Pomiędzy farbą a zewnętrzną stroną obrazu była dodatkowa warstwa płótna. Miałem ją wydobyć, a potem złożyć obraz z powrotem do kupy. Dopiero wtedy wszystko wróciło do Malinowskiego. Ale nie miałem pojęcia co dalej chce z nim zrobić.
- Czyli to nie przez Ciebie znalazł się u Rockiego?
- Nie, nic o tym nie wiedziałem, do póki nie zacząłem w tym grzebać. Sprawa od razu wydała mi się podejrzana, ale robota to robota. Zrobiłem swoje. Ale kiedy dowiedziałem się że Malinowskie sprzedał ten obraz, wiedziałem że stoi za tym jakaś grubsza sprawa.
- A co było na ten wewnętrznej warstwie obrazu?
- Chodź, to Ci pokarzę.

Ruszyłam więc za nim bo zżerała mnie ciekawość. Wsiedliśmy do mojego samochodu, Karol podał mi adres i były to jedyne słowa które usłyszałam od niego przez całą drogę. Sama też milczałam. Próbowałam poukładać to wszystko w głowie, ale tylko zrobiłam większy mętlik w moich myślach. Nie mogłam uwierzyć w to co przed chwilą usłyszałam. Czułam się jakby moja świadomość opuściła ciało i przyglądała się z boku, jakby moje życie było jakimś kiepskim filmem akcji.

Po niespełna 20 minutach jazdy które dłużyły mi się w nieskończoność zaparkowałam pod 40 piętrowym, nowoczesnym budynkiem. W drzwiach przywitał nas uśmiechnięty portier, winda szybko pomknęła na samą górę, a Karol otworzył mi drzwi do swojego mieszkania, a raczej apartamentu.
Z ogromnych okien roztaczał się widok na całe miasto, ciepłe promienie zachodzącego słońca oświetlały drewniane regały przepełnione książkami,  tapicerowaną, czerwoną kanapę pokrytą różnokolorowymi poduszkami i stojący przed nią plastikowy stolik, minimalistyczny aneks kuchenny wyposażony w lodówkę, mikrofalówkę i stojak na wino. Za parawanem z jasnego płótna stało ogromne łóżko z pościelą w kolorze oliwkowym. Całe pomieszczenie sprawiało wrażenie zagraconego, nic do siebie nie pasowało, było utrzymane w czystości ale wszędzie walały się jakieś duperele. Od tego chaosu wyraźnie odstawała jedna część apartamentu do której właśnie zmierzał Karol. Odgrodzona była od reszty pomieszczenia rzędem drewnianych skrzyń przepełnionych różnymi farbami, pędzlami, zwojami płótna, pudełkami z gliną, dłutami, środkami chemicznymi w staranie opisanych buteleczkach i innymi artystycznymi rzeczami o których istnieniu wcześniej nie wiedziałam. Obok nich stały 2 sztalugi. Na jednej był niedokończony obraz przedstawiający łąkę, a na drugiej Karol właśnie rozstawiał płachtę którą wygrzebał jednej z setek tub opartych o ścianę. W kącie tej części stał stolik do obróbki gliny i podest z kamiennym popiersiem jakiegoś faceta z nie do końca wyrzeźbioną twarzą. Miałam wielką ochotę rozejrzeć się dokładniej po jego mieszkaniu bo zupełnie inaczej je sobie wyobrażałam, ale zostałam pozbawiona tej możliwości kiedy Karol odsłonił płótno po które tutaj przyjechaliśmy.

-  "T.K. edificio Pietro,  diario 283" - przeczytałam na głos w łamanym włoskim napis zrobiony czarną farbą na pożółkłym płótnie - Co to niby znaczy?
- Edificio to budynek, diario oznacza dziennik, a Pietro to Piotr.
- Nie wiedziałam że znasz włoski.
- Wielu rzeczy o mnie nie wiesz. - powiedział Karol z lekkim uśmiechem - Nie wiem jednak co oznacz T.K.
-  Może czyjeś inicjały? Albo skrót od czegoś? Ale budynek Piotra?
- Brazylijka w Watykanie. Była zbudowana w 1626 roku, więc za czasów Corrado już istniała. Cała historia obrazu przeplata się z religią, papieżem, więc takie było moje pierwsze skojarzenia.
- Ale równie dobrze może to być dom jakiegoś Piotra którego znał Centamo.
- Bardzo możliwe.
- Czyli w zasadzie nie wiemy nic?
- Nie. Ale jest to jakiś punkt zaczepienia. I to solidny.

poniedziałek, 18 marca 2013

Wyznanie

- Zwolniła mnie. - powiedziałam do Karola powoli odkładając telefon na blat. - Jak to możliwe?
- Ale kto? O co chodzi?
- Malinowska. Zwolniła mnie, bo zrobiłam z siebie wczoraj pośmiewisko. Na balu. - nadal nie mogłam wyjść z szoku, więc wgapiałam się tempo w Karola, jakby w jego twarzy było wyjaśnienie na to co właśnie się stało.
- No wiesz... Wczoraj zachowywałaś się dość.....oryginalnie.
- Ale to nie powód żeby mnie zwolnić! Jakie to ma znaczenie dla mojej pracy? Nie oznacza to że nagle stałam się mniej skuteczna w tym co robię!
- Ja tak nie twierdzę. I to nie moja wina. Nie musisz się na mnie za to wyżywać!
- Jak to nie Twoja? A kto wniósł mnie wczoraj z balu?! - tak, wiem, wiem, wyrzucanie na niego mojej złości to nie najlepszy pomysł, ale nic na to nie poradzę, taką mam naturę. - To przez Ciebie stałam się takim pośmiewiskiem!
- Przeze mnie? To ja zmuszałem Cię do upicia się i stracenia kontroli nad tym co robisz?
- Nie powstrzymałeś mnie!
- Bo nie sądziłem że możesz być aż tak nieodpowiedzialna żeby nie wiedzieć kiedy przestać. I uspokój się do jasnej cholery! To nie moja wina że Cię zwolnili! I Ty dobrze o tym wiesz, po prostu chcesz się na kimś wyżyć. Ale ja nie będę Twoim workiem do bicia. - mówiąc to odstawił swój kubek na blat, zabrał marynarkę z kanapy i ruszył do drzwi. - Jak przejdzie Ci ta bezsensowna złość to się odezwij. - po czym wyszedł z mojego mieszkania.
A ja dalej wgapiałam się w telefon. Co się właściwie przed chwilą stało? Najpierw Malinowska, teraz Karol. I jeszcze ten potworny kac! Boże....Co za dzień. Chyba tylko wzięcie się do pracy może teraz uratować resztki mojego zdrowego rozsądku.


Przez pół dnia starałam się skupić na innych zleceniach, zrobiłam porządek w papierach, byłam na zakupach, praktycznie cały czas byłam zajęta. Ale jedna myśl nie dawała mi spokoju i uparcie przebijała się przez wszystkie inne. Zachowanie Malinowskiego. To na balu, ale i wcześniej. Jak to możliwe że, przy mojej perfekcyjnej upierdliwości nie udało się z nim skontaktować? Dlaczego tak bardzo mnie unikał? I to jak zareagował na widok Karola. To oczywiste że go zna, miał to wypisane na twarzy. A skoro Karol się do tego nie przyznał, to znaczy że....że chce to ukryć. Tylko czemu? Może.... Nie, to nie możliwe. Prawda? Ale skoro chce to ukryć to na pewno jest to coś złego. A zważywszy na jego "pracę"... Może właśnie tak się poznali? Może....Nie, to zbyt szalone. Ale....Ale muszę się tego dowiedzieć.


- Gdzie jesteś?
- Wrócił Ci zdrowy rozsądek i chcesz mnie przeprosić? - w głosie Karola był słychać że się uśmiecha
- Nie do końca. Muszę z Tobą porozmawiać. Przyjedziesz do mojego biura?
- Będę za 15 minut.


Muszę go o to zapytać. Tylko jak? Przecież nie wprost. Na balu mnie okłamał, więc i teraz może to zrobić. Z drugiej strony jeśli będę za bardzo kombinować to on się zorientuję że coś jest nie tak. Spłoszy się i nic nie powie. Normalnie byłabym miła, uwodzicielska, ale wiem że na niego to nie podziała. Za dobrze mnie zna. Cholera jasna.... Po kwadransie w moim biurze pojawił się Karol.
- Co jest? - zapytał nonszalancko rozsiadając się na fotelu naprzeciwko mojego biurka.
- Muszę Ci o coś zapytać. I chcę żebyś był szczery. Żadnych kłamstw.
- Nie śmiałbym Cię okłamać. - uśmiech nie schodził z jego ust
- Mówię poważnie. Proszę.
- Ty prosisz? To rzeczywiście musi być coś poważnego.
- Malinowski Cię wynajął, prawda? Żebyś ukradł ten obraz. Dlatego tak interesujesz się tą sprawą.
Z twarzy Karola zniknął uśmiech, a zastąpiła go śmiertelna powaga. Usiadł prosto w fotelu i wbił we mnie przenikliwy wzrok.
- Zadzwonisz na policję?
- Nie. Jakbym miała to zrobić, to już dawno wylądowałbyś w więzieniu. Czyli mam rację?
- Tak.

niedziela, 10 marca 2013

Poranek po

Następnego dnia rano obudziło mnie światło. Dużo koszmarnego światła wpadającego przez moje okno w sypialni. Było mi niedobrze, a głowa szykowała się do wybuchu. Mam kaca, cudownie. Nie czułam się tak źle od imprezy na zakończenie studiów! Boże, czy ten czajnik musi tak hałasować? Niech ktoś to wyłączy!

Chwileczkę... Skoro ja nie wstałam z łóżka to kto wstawił wodę? Podniosłam się powoli, zarzuciłam na siebie szlafrok i poczłapałam do kuchni.

- Co się wczoraj stało? - spytałam Karola który pił właśnie kawę opierając się o blat kuchenny.
- Nic nie pamiętasz? - uśmiechnął się ciepło na mój widok i podał mi swój kubek - Masz, Ty bardziej tego potrzebujesz.
- Pamiętam alkohol. - upiłam łyk kawy i usiadłam na stołku - Dużo alkoholu.
- O tak, było dużo alkoholu. Nic więcej nie pamiętasz? - pokręciłam przecząco głową - Nieźle Cię wzięło.
- Mam słabą głowę. To powiesz mi co się stało? Bal jeszcze jako tako pamiętam, ale co się działo jak znalazłam się w domu?
- Zarzygałaś mi buty. - zakrztusiłam się łykiem kawy wywołujący tym uśmiech na twarzy Karola. - Wyzywałaś mnie od chamów, szuj i padalców. Spędziłaś pół nocy w łazience wymiotując, po czym zasnęłaś tam na podłodze. Zaniosłem Cię do łóżka, a sam spałem na kanapie. Coś jeszcze chcesz wiedzieć?
- Chyba wolę nie. Przepraszam za wszystko co powiedziałam, byłam naprawdę pijana.
- Wiem.
- Zachowałam się jak głupi dzieciak.
- To też wiem. - uśmiech na jego twarzy jeszcze bardziej się powiększył, więc i moje kąciki ust nie mogły powstrzymać się od uniesienia się. - Ale nie wiem czemu byłaś na mnie tak wściekła.
- Ja też nie wiem, to na pewno przez ten alkohol.
- A to co powiedziałaś na balu? O tym jak bardzo namieszałem Ci w życiu? - i jak ja mam mu na to odpowiedzieć? wzrokiem błagałam kawę o pomoc, ale ona tylko odbijała moje skacowane oblicze.
- Byłam pijana.
- Wiem, ale nie aż tak żeby wymyślać niestworzone historie.
- Mam kaca, nie możesz mi odpuścić?
- Mogę, ale jeszcze wrócę do tego tematu jak poczujesz się lepiej.
- Zdaję sobie z tego sprawę. - wróciłam do kontemplacji kawy a między mną i Karolem zapadła cisza. Jedna z tych podczas których słychać trzepotanie skrzydeł muchy latającej 2 kilometry dalej. Dlaczego musiałam wczoraj tyle wypić? Dlaczego musiałam mu to wszystko powiedzieć? Jak ja niby się teraz z tego wytłumaczę? 

Moje zamyślenie i krępującą ciszę przerwał mój dzwoniący telefon. Malinowska? Czego ona może chcieć o tej porze?
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc? - resztkami sił zebrałam się na profesjonalną uprzejmość.
- W niczym. Chciałabym tylko poinformować panią, że ośmieszyła mnie pani wczoraj na balu. Stała się pani pośmiewiskiem wśród moich przyjaciół. I w związku z tym nie może pani dłużej dla mnie pracować. Nie mogę pozwolić sobie na zatrudnianie kogoś takiego jak pani. Do widzenia. - Malinowska rozłączyła się a ja jeszcze przez dłuższa chwilę trzymałam komórkę przy uchu nie wierząc w to co stało się przed chwilą. Czy ja właśnie zostałam zwolniona? 

środa, 6 marca 2013

Moc alkoholu

- Malinowski kłamał mi jak najęty. - powiedziałam do Karola gdy spotkaliśmy się przy barze. - Wiem że złodziej nie rozwalił drzwi i że policja nie dostała nagrań z monitoringu. Ale nie mam pojęcia dlaczego on miałby mi kłamać.
- Przeważnie kłamie się kiedy ma się coś do ukrycia. Coś o czym nikt ma się nie dowiedzieć.
- Myślisz że jest zamieszany w to włamanie? To by sporo wyjaśniało. Dlaczego tylko ten obraz został skradziony, dlaczego włamywacz nie zostawił po sobie żadnych śladów. Ale czemu Malinowski miałby kraść własny obraz? Nie mógł by go po prostu wynieść z domu?
- Widocznie nie chciał żeby żona się o tym dowiedziała.
- Możliwe. Ale nawet jeśli to dlaczego? Obraz nie był zbyt wartościowy, na pewno więcej wydał na wynajęcie włamywacza niż zarobił na sprzedaży tego aktu. Musi tu chodzić co coś więcej. Czemu ten obraz jest taki ważny? Boże, to zdecydowanie najtrudniejsza sprawa nad jaką pracowałam. Coraz więcej pytań i zero odpowiedzi. Tylko same poszlaki. I jeszcze to dziwne zachowanie Malinowskiego.
- Jakie zachowanie?
- Kiedy Cię zobaczył. Nie zauważyłeś?
- Może Ci się wydawało?
- Nie, na pewno nie. Znasz go?
- Skąd niby miałbym go znać?
- Nie wiem. Ale to nie jest odpowiedź na moje pytanie. Znasz go?
- A co, to jakieś przesłuchanie? Chyba nie podejrzewasz że jestem w to jakoś zamieszany?
- Sama już nie wiem co podejrzewam. Muszę się napić.

Godzinę i 5 kieliszków wina później tańczyłam z Karolem na środku parkietu. Jednak moje ruchy były coraz bardziej chwiejne.
- Ile wypiłaś?
- Niedużo.
- A zachowujesz się jak po butelce wódki.
- Mam słabą głowę. Ale z Twoimi umiejętnościami tanecznymi nie powinno Ci to przeszkadzać.
- Nie przeszkadza, ale może wolisz już wrócić do domu?
- Chyba żartujesz? Jeśli nie chcesz ze mną tańczyć to sama sobie poradzę. - wyrwałam się z jego uścisku i ruszyłam z powrotem do baru gdzie zamówiłam whisky. Zawsze chciałam tego spróbować. Po chwili dołączył do mnie Karol.
- Chyba mi nie powiesz że pijesz coś mocniejszego? - spojrzał wymownie na moją już pustą szklaneczkę.
- A co? Zabronisz mi? Jestem dorosła i sama decyduję o swoim życiu!
- Chcesz się upić? Tutaj?
- Nie chcę, ale muszę. - uśmiechnęłam się głupkowato zamawiając kolejnego drinka. W tym momencie zadzwonił telefon Karola.
- Muszę to odebrać, to z pracy. Wracam za chwilę. A Ty nie pij już więcej. - wyszedł z sali a ja zanurzyłam usta w słodkawym drinku o nazwie której już nie pamiętam. A potem kolejnym i kolejnym. W moim organizmie zamiast krwi płyną alkohol.
- Nie dostaniesz drugie szansy! Nie zasłużyłeś na nią! - wrzasnęłam na Karola kiedy do mnie wrócił.
- Jesteś pijana. - na moją wściekłość odpowiedział łagodnym głosem
- Nie mów mi jaka jestem, nie znasz mnie!
- Chodź, zawiozę Cię do domu. - złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć przez salę w kierunku wyjścia.
- Puść mnie! Zostaw! - próbowałam się wyrwać ale kiedy nie przynosiło to żadnych efektów, paznokciami wolnej ręki wbiłam się z całej siły w przedramię Karola.
- Au! Odbiło Ci? - puścił mnie i zaczął rozmasowywać obolałą rękę a ja zaczęłam jeszcze głośniej na niego krzyczeć, tak że większość gości na sali zwróciło się w naszym kierunku z zaciekawieniem.
- Najwyraźniej, skoro się z Tobą zadaję! Ale mam już tego dosyć! Pojawiasz się w moim życiu nie wiadomo skąd i wywracasz je do góry nogami! Odkąd Cię poznałam nic nie jest takie samo! Nie poznaję siebie! Przestałam skupiać się wyłącznie na pracy, wszystko kojarzy mi się z Tobą. Dlaczego mi to zrobiłeś? Chciałabym pozbyć się Ciebie ze swojego życia, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie go bez Ciebie! Wiesz jakie to okropne uczucie?! Wiesz?!
- Wiem. - jego pusty wzrok przeszył moje ciało, aż poczułam dreszcz zimna i chyba momentalnie trochę wytrzeźwiałam.
- Co?
- Wiem jakie to uczucie kiedy ktoś diametralnie zmienia twoje życie i powoduje wewnętrzne rozdarcie. Ale teraz już chodź, zawiozę Cię do domu. - znowu próbował złapać mnie za rękę ale wyrwałam się - Jeśli sama nie wyjdziesz to Cię stąd wyniosę.
- Nie odważysz się. - już w chwili wypowiadania tych słów zaczęłam ich żałować. Karol złapał mnie w talii, podniósł do góry i przerzucił przez swoje ramię. Zaczęłam wierzgać nogami i bić go rękoma po plecach ale nie przyniosło to żadnego rezultatu. Zostałam brutalnie wyniesiona z sali na oczach śmietanki towarzyskiej naszego miasta. Najgorsza noc w moim życiu, która niestety jeszcze nie dobiegła końca.

Całą drogę do mojego mieszkania siedzieliśmy w milczeniu. W taksówce grało cicho radio przecinając grobową atmosferę jaka między nami panowała. Byłam wściekła na Karola. Jak on mógł mnie tak upokorzyć?!
Kiedy tylko samochód zatrzymał się pod moim blokiem, szybko wyskoczyłam z taksówki i chwiejąc się lekko ruszyłam do klatki schodowej. Niestety tu napotkałam pierwszy problem. Jaki ja mam kod do domofonu? Coś z 4, a może to była 6? Ponieważ nie byłam w stanie zmusić mózgu do wysiłku zaczęłam bezradnie wklepywać wszystkie kombinacje jakie przyszły mi do głowy.
- 4934. - Za plecami usłyszałam głos Karola.
- A skąd Ty niby znasz mój kod?
- Włamałem się do Ciebie, nie pamiętasz? - uśmiechnął się lekko kiedy domofon wydał charakterystyczny odgłos i odblokował drzwi. Ruszyłam więc na górę, a Karol podążał za mną. Przed swoim mieszkaniem odwróciłam się gwałtownie w jego stronę tak, że o mało nie straciłam równowagi. Boże, ile ja dzisiaj wypiłam?
- Czemu za mną leziesz? Po tym co mi dzisiaj zrobiłeś powinieneś trzymać się z daleka ode mnie!
- Obawiam się że zapomnisz jak używa się kluczy. - uśmiechnął się głupkowato, a we mnie zaczęła kipieć złość.
- Wiesz co? Jesteś zwykłym chamem! - zaczęłam na niego krzyczeć gdy przekroczyliśmy próg mieszkania. - Ten Twój durny uśmieszek nie schodzi Ci z twarzy! Doprowadza mnie to do szału! Jak możesz się tak.....

wtorek, 26 lutego 2013

Druga szansa

- Czy po tym wszystkim nadal masz ochotę na bal? - ze słuchawki telefonu rozległ się ciepły głos Karola. Nie rozmawialiśmy ze sobą od dnia strzelaniny.
- Jaki znowu bal?
- W klubie golfowym do którego należy Malinowski. Zapomniałaś?
- Jakoś wyleciało mi z głowy, choć to dziwne zważywszy na to jak bardzo spokojny był mój tydzień. - rzuciłam przez zaciśnięte zęby gorzki komentarz. Nadal byłam na niego wściekła.
- Ha, zabawne. Czy to oznacz, że nie idziesz?
- Jakoś nie uśmiecha mi się cały wieczór w Twoim towarzystwie.
- Przeprosiłem Cię, pamiętasz? Nadal jesteś na mnie zła?
- Takiego kłamstwa raczej nie wybacz się w przeciągu 2 dni.
- Ale rozważasz wybaczenie? Czyli dostanę drugą szansę?
- Nie daje ludziom drugiej szansy. Większość nie dostaje nawet pierwszej, więc i tak powinieneś uważać się za szczęściarza.
- Owszem, tak też uważam. I jeszcze raz przepraszam. Jeśli zmienisz zdanie, bal zaczyna się o 19:00. Twoje nazwisko jest na liście, więc będziesz mogła bez problemu wejść. Do zobaczenia na miejscu, mam nadzieję.

Rozłączył się a ja rzuciłam telefon na łóżko i zaczęłam chodzić w kółko po sypialni. Naprawdę zapomniałam o tym cholernym balu!  Bardzo chciałam na niego iść, mogłabym w końcu pogadać z Malinowskim, a i może zdobyć informacje od innych gości. Że już nie wspomnę o możliwości zdobycia nowych klientów wśród śmietanki towarzyskiej naszego miasta. A niech to! Powinnam iść. Ale wtedy spotkam Karola. A naprawdę nie chcę go widzieć. Nienawidzę kiedy ludzi mnie okłamują! Co prawda ja kłamię jak z nut, więc to hipokryzja, nie? Kurde. To może inaczej - nienawidzę jak bliscy mi ludzie mnie okłamują. To już ma więcej sensu, bo z przyjaciółmi jestem zawsze szczera. Ale z drugiej strony oznacza to że zależy mi na Karolu! I tak źle, i tak cholernie gorzej. Chociaż... Pomyślmy o tym logicznie. Gdyby mi na nim nie zależało, nie spotykałbym się z nim, nie dopuszczała do sprawy i nie byłabym na niego teraz tak piekielnie wściekła. Olałabym go, tak jak olewam większość ludzi na tej planecie. A on, gdyby mu nie zależało, nie przepraszał by mnie tyle razy, nie pomagałby mi, nie kręciłby się uporczywie obok mnie. Więc może najwyższy czas to przyznać? I dać mu drugą szansę?

Spojrzałam na zegarek. Do balu zostały 4 godziny. Mało czasu ale powinnam się wyrobić. Punkt pierwszy i najważniejszy - suknia. Szerokie ramiączka, głębokie wycięcie na plecach, zielony szyfon luźnie oplatający moje ciało i wykończenie podszewki w coś na kształt pawich piór. Kupiłam ją kiedyś w przypływie rozpaczy, próbując poprawić sobie humor i szczerze mi to pomogło. Nie nosiłam jej wcześniej, ale na ten wieczór nadaje się idealnie. Włosy upięłam w kok, wbiłam się w czarne szpilki, a delikatna biżuteria dopełniła strój.


Stałam przy jednym z wysokim stolików na przyjęciu organizowanym przez klub golfowy. Popijałam drinka i obserwowałam ludzi czekając na Karola. Wybrałam newralgiczne miejsce na balkonie pierwszego piętra, więc miałam doskonały widok na całą salę. Nagle mój wzrok przykuł mężczyzna wchodzący przez główne drzwi. Czarny, idealnie skrojony garnitur, biała koszula i cienki, czarny krawat sprawiały, że miałam ochotę rzucić się na to niesamowicie seksowne stworzenia. Dopasowane spodnie opinały mięśnie na jego nogach. Marynarka zapięta na jeden guzik odsłaniała dokładnie wyprasowaną koszulę. Lekko zmierzwione włosy i bransoletka z paciorków dodawały mu chłopięcego uroku. Całości dopełniał nonszalancki uśmieszek i oczy wpatrzone we mnie. Nie tylko ja go dostrzegłam. Wzrok wielu kobiet podążał za Karolem kiedy szedł w moim kierunku.
Podszedł do mnie i nachylił się próbując pocałować mnie w policzek. Odsunęłam się jednak od niego dając do zrozumienia że nie ma na to szans.
- Nadal jesteś na mnie wściekła, co? Ale jednak przyszłaś.
- Przyszłam tu ze względu na pracę a nie Ciebie.
- Ale skoro przewidujesz że możesz ze mną wytrzymać cały wieczór to chyba nie jest źle? - zgromiłam go spojrzeniem, chociaż wiedziałam że ma rację. Chyba moje wściekłość na niego zaczęła topnieć. - Malinowscy już przyszli?
- Nie, jeszcze ich nie widziałam.
- To co powiesz na wtopienie się w tłum? - uniósł jedną brew i przeciwległy kącik ust w swoim zabójczym uśmiechu który zawsze zwalał mnie z nóg. Wyciągnął dłoń w moją stronę, gestem prosząc do tańca.


Ruszyliśmy więc w kierunku parkietu. Może i nadal była na niego wściekła, ale lubię tańczyć, a atmosfera balu pozwoliła mi choć trochę odpłynąć myślami od ostatnich wydarzeń. Ręka Karola objęła mnie w tali, moja dłoń znalazła się na jego ramieniu. Poruszaliśmy się po parkiecie w takt muzyki granej przez kwartet smyczkowy. Chodź inne pary wirowały dookoła nas, ja zupełnie nie uczułam ich obecności.
- Gdzie nauczyłeś się tak dobrze tańczyć? – Karol uśmiechnął się lekko słysząc moje pytanie
- Córka, powiedzmy mojego szefa, trenuje tańce towarzyskie i potrzebowała partnera, więc zostałem zgłoszony na ochotnika. Niektórym ludziom po prostu się nie odmawia. Ale jak widać jest to przydatna umiejętność.
- Szefa?
- A jak mam go nazywać? Kiedy nie jesteśmy sami nie powinienem używać jego imienia. - zamilkł na chwilę badając moją reakcję - Wiem że nie jest to dla Ciebie normalna sytuacja, ale nic na to nie poradzę. I jeszcze raz przepraszam.
Odwróciłam od niego wzrok i zaczęłam rozglądać się po sali. Z jedne strony chciałam zapomnieć o tej sytuacji, ale moja ciekawska strona wzięła górę. 
- Nie myślałeś o tym żeby robić coś innego?
- Myślałem, ale wiem że to niemożliwe. Nie skończyłem żadnych studiów, nigdy nie pracowałem w innej branży, a tych doświadczeń raczej do CV nie wpiszę. - uśmiechnął się widząc jak kąciki moich ust podskoczyły lekko do góry. - Walka wręcz, taniec towarzyski, rzeźbiarstwo... Raczej nie ma na tym świecie innej pracy dla kogoś takiego jak ja.
- Rzeźbisz?
- Tak, i maluję. I to naprawdę nieźle.
- Dopisz do tej listy jeszcze skromność.
Tańczyliśmy tak jeszcze przez chwilę, do czasu aż mój wzrok przykuła starsza para wchodząca do sali. Od razu udali się do baru.
- Malinowscy przyszli. - szepnęłam do uch Karola, który podążył za moim wzorkiem i dostrzegł parę.
- Co powiesz na drinka, w takim razie? - uśmiechnął się do mnie i pociągnął mnie w stronę długiego, kamiennego blatu przy którym tłoczyli się goście. Wyższe czy niższe sfery, wszyscy kochają alkohol, szczególnie ten darmowy. 

- Dobry wieczór państwu. - z uśmiechem szerszym niż ocean zaczęłam rozmowę z Malinowskimi.
- Dobry wieczór. Nie spodziewałam się tu pani. - wyraźnie zszokowana Malinowska starała się ukryć swoje odczucia. - Co pani tu robi?
- To samo co państwo, spędzam miły wieczór w doborowym towarzystwie. A pro po, nie miałam okazji jeszcze pana poznać. - wyciągnęłam rękę do Malinowskiego
- Miło mi. Żona wspominała że pracuje pani nad sprawą kradzieży obrazu.
- Owszem i jestem już bliska odkrycie sprawcy. - w tym momencie u mojego boku stanął Karol podając mi kieliszek szampana - O, jest i mój partner. - przedstawiłam ich sobie cały czas obserwując Malinowskiego. Dziwne. Wyglądał jakby znał Karola. Na pewno był zszokowany jego obecnością, ale jego twarz zdradzała też inne uczucie którego nie byłam wstanie rozszyfrować. - Co powiedzą państwo na urozmaicenie wieczoru? Da się pan porwać do tańca, panie Malinowski? - nie czekając na jego odpowiedź, chwyciłam jego dłoń dając do zrozumienia że nie przyjmuję odmowy. Kątem oka widziałam, że Karol prosi do tańca Malinowską.
- Cieszę się że mogłam pana w końcu poznać, unikał pan spotkania ze mną od samego początku.
- Jestem dość zajętym człowiekiem, proszę nie brać tego do siebie.
- Oczywiście, rozumiem. Ale dla pańskiej żony ta sprawa wydaję się ważna, więc czemu pan nie znalazł chwili na kontakt ze mną? Chciałam zadać panu tylko kilka pytań, w końcu to pan pierwszy dowiedział się do kradzieży i był w domu podczas oględzin policji.
- Owszem, ale nie rozumiem jak to miałoby pani pomóc w zamknięciu tej sprawy.
- Policja nie jest skora do współpracy, a ja chciałabym się dowiedzieć czy zabezpieczyli jakieś ślady, mówili coś panu o potencjalnym włamywaczu?
- Nie, nic nie mówili. Już dokładnie nie pamiętam co robili. Robili zdjęcia, oglądali kominek, okna. Wie pani, nie znam się na tym, więc się nie mieszałem.
- Pytali pana o nagrania z monitoringu? Widziałam że mają państwo kamery.
- Owszem, pytali. Dałem im nagrania. - oj nie ładnie tak kłamać, co on ukrywa? 
- A jeśli chodzi o drzwi, oglądali je? Przeważnie w takich sprawach zamek jest zniszczony.
- Tak, był. Po wizycie policji został wymieniony.
- Rozumiem. Rozmawiali też z panem, prawda?
- Owszem, odpowiedziałem na kilka pytań, ale już nie pamiętam co dokładnie powiedziałem.
- To zrozumiałe, po tak długim czasie. - nie jest aż tak stary żeby nie pamiętać rozmowy z policją na temat włamania do jego domu, czemu kłamie mi w żywe oczy? - W każdym bądź razie dziękuję że w końcu mogliśmy porozmawiać.
- Oczywiście. - utwór grany przez muzyków dobiegł końca - A ja dziękuję za taniec. - ukłonił mi się i oddalił  w głąb sali. Po chwili dołączyła do niego żona, a ja z Karolem spotkaliśmy się przy barze. 


sobota, 9 lutego 2013

W pułapce

Przez kilka następnych godzin siedziałam jak na szpilkach pijąc hektolitry uspokajającej herbaty. Kręciłam się po mieszkaniu, próbowałam czymś zająć, ale nic nie było w stanie odciągnąć moich myśli od Karola i dzisiejszych wydarzeń. Czy to co mówił Niebieski jest prawdą? A może kłamał? Ale właściwie to po co miałby to robić? Karol na moich oczach przeszedł błyskawiczną przemianę, jakbym go w ogóle nie znała. Więc może go nie znam? Może cały czas mnie okłamywał? Od tych wszystkich pytań bez odpowiedzi zaczęła boleć mi głowa. Karol powiedział że wytłumaczy mi to wszystko później, ale to oznacz że do mnie zadzwoni? Zjawi się tutaj? A może to ja powinnam się z nim skontaktować? Słońce zaczęło już zachodzić kiedy moje nerwowe rozmyślania przerwało pukanie do drzwi.
- Przepraszam że tak długo to trwało. - w progu stał Karol z bukietem kwiatów w dłoni
- Może jakbyś nie zahaczał o kwiaciarnię to byłoby szybciej?
- Nie, i tak zajęłoby mi to masę czasu. A tak może trochę Cię udobrucham? Kobiety kochają kwiaty, prawda? - wręczył mi bukiet i uśmiechnął się ciepło kiedy wpuszczałam go do mieszkania. Udałam się do kuchni, zaczęłam napełniać wazon wodą, a Karol usiadł na wysokim stołku po przeciwnej stronie baru kuchennego. Czułam na sobie jego przeszywający wzrok przez cały czas gdy krzątałam się po kuchni. Ustawiłam wazon na blacie i oparłam się plecami o szafkę zwracając się twarzą do Karola, ale nadal pozostając w bezpiecznej odległości. Tak przynajmniej mi się zdawało.
- Co z nim zrobiłeś?
- A jakie to ma znaczenie? Lepiej żebyś nie wiedziała. - odpowiedział spokojnym, opanowanym głosem. Był gotowy na przesłuchanie.
- Dlaczego? Chcę wiedzieć co stało się z facetem który włamał się do mojego mieszkania.
- Technicznie rzecz biorąc to ja się włamałem.
- Czy to znaczy że muszę wymienić zamki?
- Niekoniecznie. Ja pokonam każde, a Twoje są i tak wyjątkowo dobre.
- Zabiłeś go?
- Nie.
- Ktoś inny zrobił to za Ciebie?
- Nie, ten drań nadal żyje.
- To w takim razie, co się z nim stało?
- Już mówiłem, że nie powinnaś tego wiedzieć.
- W moim mieszkaniu nie powinno też nigdy być wściekłego gangstera z bronią, ale jednak życie nie jest idealne!
- Masz rację, ale dzisiejsze zdarzenie już więcej się nie powtórzy. Zadbałem o to.
- A co mnie obchodzą Twoje zapewnienie?! To przez Ciebie on się tutaj znalazł! Gdybyś tutaj nie przylazł, to i jego by nie było! I nie musiałabym przez to przechodzić! Jak mogłeś być takim idiotą żeby go tu sprowadzić?! - duszona we mnie wściekłość zaczęła wydostawać się na powierzchnię - Jak mogłeś postąpić tak samolubnie?! Zawsze martwisz się tylko o siebie! Boże, ale z Ciebie cholerny palant! - zaczął iść w moim kierunku a ja dalej krzyczałam - Dlaczego myślałam że można Ci zaufać?! Jesteś jak każdy inny przedstawiciel swojego niedorozwiniętego gatunku! - podszedł do mnie i objął, próbując uspokoić moje wierzgające ze złości ręce. - Co Ty do cholery robisz?!
- Przytulanie zmniejsza napięcie mięśniowe i uspokaja. - powiedział spokojnym głosem, nie wypuszczając mnie z uścisku.
- Co Ty pieprzysz?! - próbowała go odepchnąć, ale był silniejszy. Złapał mnie mocniej, unieruchomił. Byłam przyciśnięta do jego klatki piersiowej, chociaż opierałam twarz na swoich rękach. Jedna jego dłoń trzymała mnie w tali, a druga gładziła delikatnie po głowie. Momentalnie mój organizm przeją nade mną władze. Rozluźniłam mięśnie, objęłam Karola rękoma wtulając twarz w jego koszulę. Czułam jak się uśmiecha, bo jego usta właśnie złożyły lekki pocałunek na moich włosach. Boże, co się ze mną dzieje? Nie panuję nad sobą. A to przecież nigdy się nie zdarza! Pozwalam temu niedawno poznanemu facetowi przejąć nade mną kontrolę. W jego uścisku czuję się jak w pułapce i co gorsza podoba mi się to. Jego szybko bijące serce i ciepło jakim mnie otaczał sprawiało że czułam się błogo. Czułam się bezpieczna. Wszystkie problemy na chwilę zniknęły więc pozwoliłam sobie przez chwilę się tym cieszyć. Dobra, kogo ja oszukuję? Moja świadomość nie ma tu nic do gadania. Jasna cholera....
- Skoro wyrzuciłaś z siebie złość i uspokoiłaś się to możemy spokojnie porozmawiać? - pora wracać do rzeczywistości. A w tym wszechświecie Karol jest palantem, a ja nadal nie mam odpowiedzi na setki pytań krążących w moje głowie. Odsunęłam się od niego na tyle, na ile mi pozwolił, niezabierająca dłoni z moich bioder.
- Czy to co on mówił o Tobie było prawdą?
- To że pracuję dla Rockiego? - przytaknęłam głową a Karol wziął głęboki oddech. - Tak. To prawda.
- Jesteś gangsterem?
- Członkiem mafii.
- Boże... I mówisz to wszystko tak spokojnie? Jakby to było normalne?
- Dla mnie jest. Poznałem Rockiego w wieku 12 lat. Wychowałem się pracując dla niego. Całe moje dorosłe życie tak wygląda.
- Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałeś? Okłamywałeś mnie.
- Wiem, i przepraszam za to. Z całego serca. Ale to raczej nie jest informacja którą należy się dzielić z każdą nowo poznaną osobą. Nie powiem przecież, "cześć, jestem Karol, pracuję dla szefa mafii".
- Ale mi mogłeś powiedzieć. Może nie od razu, ale...
- Ale co? Kiedy niby miałem Ci to powiedzieć? I jak? "Ładna dziś pogoda, a tak pro po zarabiam na życie łamiąc prawo, którego Ty strzeżesz"? Tak to sobie wyobrażasz? - czekał na moją odpowiedź, ale ja milczałam. Nie jestem w stanie ogarnąć tego wszystkiego. - Myślisz że nie próbowałem? Wiele razy chciałem Ci to powiedzieć, nie chciałem Cię już okłamywać, ale po prostu nie mogłem. I nadal nie jestem pewny czy dobrze się stało że już wiesz. Teraz masz mnie w garści. W każdej chwili możesz mnie posłać do więzienia.
- Nie zrobię tego.
- Teraz może nie. Ale pewnego dnia, gdy będziesz miała mnie dosyć. Kto wie. Naprawdę przepraszam, że musiałem Cię okłamywać, ale nie widziałem innego wyjścia. Ale to jedyne kłamstwo jakie Ci powiedziałem. Cała reszta jest prawdą. Wszystko co mówiłem, robiłem, To wszystko prawda.
- Skąd niby mam mieć pewność, że teraz nie kłamiesz? Mam tego dosyć Karol. Za dużo się dzisiaj działo, po porostu mam dość wrażeń na jeden dzień. Chce się położyć, przetrawić to wszystko. Pomyśleć. Zostaw mnie samą, proszę.
- Dobrze. Odezwiesz się jak to przemyślisz? - przytaknęłam, a on zbliżył się do mnie i delikatnie pocałował w czubek głowy - Naprawdę przepraszam. Nie chciałem Cię zranić. - stałam tam bez słowa patrząc jak Karol wychodzi z mojego mieszkania, a być może i z mojego życia. Bo co jeśli kiedy już to wszystko do mnie dotrze, kiedy poukładam to w głowie, stwierdzę że nadal jestem na niego wściekła i nie chcę go widzieć nigdy więcej?

wtorek, 5 lutego 2013

Wyjaśnienia

- I co teraz z nim zrobimy?
- Nie mam pojęcia. Muszę pomyśleć. - Karol stał nad Niebieskim z bronią wycelowaną w jego głowę, a ja krążyłam po aneksie kuchennym ze zdenerwowania. Moje mieszkanie było nie duże, salon połączony z kuchnią, więc pomimo tego że panowie byli obok kanapy doskonale ich widziałam i słyszałam.
- Może naprawdę napijemy się herbaty? Albo zadzwonię na policją?
- Nie ma mowy.
- Czemu? To on złamał prawo, włamał mi się do mieszkaniu. Usiłował nas zabić!
- Ja też się tu włamałem, jakbyś jeszcze na to nie wpadła.
- Żartujesz? - Karol nie odwracał wzroku ze swojego celu, ale w jego głowie wyczułam skruchę. - Boże, w co ja się wplątałam. Dobra, to powiem policji że miałeś zapasowy klucz.
- Nie możesz do nich zadzwonić.
- To co w takim razie zamierzasz z nim zrobić? Przecież nie może tu zostać. Musimy się go pozbyć!
- Przecież wiem. I przestań na mnie krzyczeć, bo w niczym to nie pomaga. To nie ja jestem tutaj tym złym.
- Ale włamałeś się do mojego mieszkania!
- Możemy porozmawiać o tym później? Teraz chyba mamy ważniejsze rzeczy na głowie. Dobra, koniec tego dobrego. - nachylił się nad Niebieskim i zdarł mu szarą taśmę z ust, która wcześniej go kneblowała
- Jak Ty wytrzymujesz z tym babskiem? Nie przestaje gadać. - nasz intruz raczej nie był zbyt przejęty całą sytuacją.
- Nie Twój interes. Kto Cię tu przysłał?
- Nikt, sam o sobie decyduję.
- Nie wciskaj mi tu kitu. Nigdy o Tobie nie słyszałem, więc musisz być tu nowy. A na tak dobrą spluwę raczej nie zapracowałeś sobie w MacDonaldzie. Ktoś dał Ci na nią kasę i teraz grzecznie powiesz mi kto albo użyję tej pięknej zabawki żeby pozbawić Cię stopy. - Karol przybrał groźny i poważny wyraz twarzy, jeszcze go takiego nie widziałam, zupełnie jakby momentalnie założył jakąś maskę zmieniającą go z miłego chłopaka w seryjnego mordercę. Jego głos stał się bardziej donośny i słychać było że nie zniesie sprzeciwu. Stał się podręcznikowym samcem alfa, stojącym z bronią w moim mieszkaniu.
- Cieszę się że o mnie nie słyszałeś, nie reklamowałem się w telewizji. Żeby czegoś się o mnie dowiedzieć musiałbyś nieźle pogrzebać.
- Tak też właśnie zrobiłem i nikt nie słyszał to Twojej niewyparzonej mordzie. – zaczęłam się znowu niepokoić, tym razem nie z powodu Niebieskiego ale Karola. Co w niego wstąpiło? Czemu wszedł w rolę gangstera? I czemu tak dobrze mu to wychodzi?
- Więc może nie istnieję, na to nie wpadłeś? – Niebieski był coraz bardziej zgryźliwy
- Zacznij gadać, dobrze Ci radzę. Widzę że jesteś nieźle wyszkolony, znasz podstawy. Nie wziąłeś się znikąd. Jesteś członkiem bandy Chemików, co? – Chemicy? Boże, a myślałam że Rocky do durna ksywka. Tak czy inaczej mięśnie na twarzy Niebieskiego zadrgały, po długim czasie udawania obojętności, więc nawet nic nie mówiąc potwierdził przypuszczenia Karola. – Tak myślałem. Ale jaki oni mieliby w tym interes? Morderstwo menadżera sklepu? To raczej nie wasze pole działania. Więc może to coś osobistego? – twarz Niebieskiego ani drgnęła. Co gorsza widać było że Karol porusza się na oślep. Nie ma pojęcia co właściwie stało się rano ani dlaczego Niebieski się tutaj pojawił. Ja zresztą też nie, ale wiem coś czego nie wiem Karol i sądzę że powinnam to wykorzystać. Nic przecież na tym nie stracę, prawda?
- To było Twoje pierwsze morderstwo, prawda? – zszokowany Karol posłał mi groźne spojrzenie i bezgłośnie zapytał „co Ty do cholery wyprawiasz” ale mimo to brnęłam dalej. Po reakcji Niebieskiego widziałam że idę w dobrym kierunku. – Pierwsza próba? Pierwsze poważne zlecenie? Rano byłeś zdenerwowany. Nie wiedziałeś czy podołasz temu zadaniu. – podeszłam do nich bliżej. Karol, chociaż zaskoczony, daje trzymał Niebieskiego na muszce i nie próbował mnie powstrzymać. – Ten ciężar spoczywający na Twoich barkach. Ta presja odbierająca Ci trzeźwe myślenie. Nie chciałeś ich zawieść, prawda? Ale wiedziałeś że w Ciebie wątpią. Nikt nie sądził że temu podołasz, prawda? – Niebieski zaczął się pocić. Zaczerwienił się na twarzy ze wściekłości. Bingo! – Nie wierzyli że możesz to zrobić, że jesteś gotowy. Ale Ty za wszelką cenę chciałeś im to udowodnić, prawda? Więc to zrobiłeś. Pociągnąłeś za spust. I byłeś z siebie dumny, prawda? Ale potem sprawy zaczęły się komplikować. Przyjechała policja, rozpoczęło się dochodzenie. A Ty przypomniałeś sobie że popełniłeś jeden, malutki błąd. Byłeś tak zaabsorbowany swoim zadaniem, tak przerażony tym co masz za chwilę zrobić, że na mnie wpadłeś. A ja Cię zapamiętałam. Zapamiętałam każdy najmniejszy szczegół Twojej twarzy i doskonale wiedziałeś że podam go policji, prawda? Chciałeś mnie zastraszyć, tak?! Chciałeś znowu mieć kontrolę nad sytuacją! – zaczęłam krzyczeć i pochyliłam się nad Niebieskim zmniejszając dystans między nami – Chciałeś posprzątać bałagan który sam spowodowałeś! Chciałeś żeby nikt się o tym nie dowiedział, tak?!
- Nie! Nie o to chodzi! – Niebieski nie mógł już dłużej wytrzymać presji jakiej na nim wywierałam  - Nie chodzi o Ciebie, tylko o niego. – Karola? Tego nie przewidziałam.
- Dlaczego o mnie? – Karol przejął pałeczkę, delikatnie odsuwając mnie od Niebieskiego. – Dlaczego o mnie? I skąd wiedziałeś gdzie mnie szukać?
- Śledziłem Cię. Jak tylko wyszedłem ze sklepu, skojarzyłem że już Cię gdzieś widziałem, że Cię znam. Pracujesz dla Rockiego. Chemik, na samym początku, kazał mi nauczy się twarzy wszystkich, żebym mógł was rozpoznać. Więc kiedy Cię tam zobaczyłem, zacząłem myśleć. Czemu Rocky wysłał do tego gościa swoich ludzi? Przecież to nie ma sens. Ale coś musi w tym być. Więc Cię śledziłem. Chciałem się dowiedzieć o co tam robiłeś. Zdziwiłem się że się tu włamałeś, ale co mi tam. Nie przewidziałem tylko że to rozgadane babsko tak szybko wróci do domu. Dopiero jak Cię zobaczyłem, paniusiu, skojarzyłem że na Ciebie wpadłem w sklepie, więc pomyślałem że upiekę dwie pieczenia na jednym ogniu. A teraz, skoro już wszystko wiecie... Możesz się przyśpieszyć? Zastrzel mnie po prostu i nie będzie problemu.
- Nie, mam co do Ciebie inny plan. Wstawaj. - powiedział Karol i rozwiązał węzeł na nogach Niebieskiego aby ten mógł chodzić. Wypchnął go z mojego mieszkania, cały czas trzymając na muszce. - Wyjaśnię Ci to wszystko potem. - rzucił do mnie i zamknął za sobą drzwi wyjściowe z mieszkania. A ja dalej stałam na środku salonu w pełnym szoku. Co się właściwie przed chwilą stało? Czy moje życie zamieniło się w jakiś pieprzony film akcji?! Czy Niebieski właśnie powiedział że Karol pracuje dla Rockiego? Tego gangstera?! W co ja się wpakowałam..... Boże, teraz i mi przyda się herbata na uspokojenie. 

niedziela, 27 stycznia 2013

Cytryna najlepszym przyjacielem człowieka

- No wreszcie, ile czasu można spędzać z psami? Mam nadzieję że nie powiedziałaś im za wiele o mnie?

Wchodząc do mieszkania widziałam wiele dziwnych sytuacji. Od podwórkowych kotów zjadających moje sztuczne kwiaty, przez przyjaciółkę uprawiającą seks na mojej kanapie, aż po wannę sąsiad z góry w mojej sypialni. Ale obrazek który zastałam dzisiaj zdecydowanie należał do najdziwniejszych i co gorsza najstraszniejszych. Na jego widok serce zaczęło mi szybciej bić, ręce pocić a mózg momentalnie wyparował. W moim salonie, na przeciwko drzwi wejściowych stał Karol, a do jego głowy przyłożony był pistolet trzymany przez mężczyznę w niebieskiej bluzie. Tego samego mężczyznę który rano zastrzelił menadżera sklepu. Teraz jednak był spokojniejszy. Czuł że panuję nad sytuacją. Obdarzył mnie groźnym spojrzeniem kiedy przechodziłam przez próg mieszkania. Momentalnie cała krew odpłynęła z moich kończyn. Stanęłam jak wryta w ziemię i wypuściłam kluczę z ręki. Nie wiem czy bardziej obawiałam się o własne życie czy Karola, ale wiedziałam że oboje jesteśmy w poważnym niebezpieczeństwie. "Niebieski" chyba czekał aż coś powiem, czekał na mój ruch, ale ja byłam w stanie tylko stać w miejscu. Nigdy jeszcze nie znalazłam się w takiej sytuacji, ale oglądałam za dużo filmów żeby nie wiedzieć jak to się może skończyć. Karol cały czas patrzył na mnie zmartwionymi oczami. Jednak nie widziałam w nich strachu, który tak mocno mnie sparaliżował. Starałam się wyczytać jak najwięcej z jego twarzy, bo chyba miałam nadzieję że wyśle mi jakąś podświadomą wiadomość, na temat tego co tu się do cholery dzieje!

- Zamknij drzwi. - rzucił Niebieski ale ja ani drgnęłam. - Zamknij drzwi, powiedziałem! - krzyknął na mnie i przycisnął pistolet do głowy Karola. Ruszyłam się więc i zrobiłam co kazał. Odwróciłam się do drzwi, zamknęłam je na klamkę i powiesiłam klucz na haczyku na drzwiach. I wtedy mnie olśniło. Na breloczku od kluczy wisiał pingwin w kapeluszu z napisem "inność jest cool", którego dostałam od przyjaciele, bo podobno przypominam tego arktycznego stworka. Nigdy tego nie rozumiałam, ale teraz mnie trafiło. Inność. Zaskoczenie! Przez zaskoczenie Niebieski zbił mnie z tropu i to właśnie dzięki zaskoczeniu mogę z nim wygrać. Stresowe sytuacja wyłączają nasz mózg więc zaczynamy działać instynktownie. Uciekaj albo walcz. Nie ma innej opcji. To pierwotne odruchy które pozwoliły naszemu gatunkowi przetrwać. Niebieski na pewno zakłada że albo grzecznie poddam się jego woli albo chwycę pierwszy lepszy ciężki przedmiot i rzucę się z wściekłością na niego. Na to jest przygotowany. Ale biedaczyna nie jest przygotowany na mnie.

- Może herbaty? - powiedziałam z największym spokojem jaki udało mi się wydobyć z siebie i uśmiechnęłam się miło. Niebieski znieruchomiał. Na to nie był przygotowany. Za to Karol odwzajemnił mój uśmiech. - Pewnie jesteś zmęczony po porannym wydarzeniu. Ja zresztą też. Herbata dobrze nam zrobi. - ruszyłam do aneksu kuchennego znajdującego się na prawo od kanapy przy niedoszłym miejscu zbrodni. Niebieski nawet nie odwrócił się w moją stronę. Zdążyłam już nastawić wodę i wyjąć kubki z szafki kiedy nasz strzelec się ocknął. Gwałtownie odwrócił się w moim kierunku i pociągnął za sobą Karola.
- Że co? Czy Ty nie widzisz że mam broń? W jednej chwil mogę sprawić że z czaszki Twojego kochasia wypłynie mózg, czy co on tam ma, a Ty mi proponujesz herbatę?! - był wściekły, ale nadal w szoku i właśnie o to mi chodziło.
- Czarna czy zielona? Mam też owocową jeśli chcesz. - przyjęłam rolę głupiej blondyneczki i wyjęłam puszki z herbata z szafki. - Karol?
- Poproszę czarną. Najlepiej z cytryną. - Znacząco zaakcentował ostatnie słowo, podkreślając jego znaczenie. Podstępne z niego bydle. Ruszyłam więc do lodówki po kwaśny owoc.
- Co Wy odpierdalacie?
- Nic. Po prostu robię herbatę. Zaraz ją zaparzę i wtedy usiądziemy i spokojnie porozmawiamy. Bądźmy ze sobą szczerzy. Gdybyś chciał nas zabić już dawno byś to zrobił. Jego masz na muszce, a ja jestem bezbronna. Ale tego nie zrobiłeś. Oznacz to że potrzebujesz jakiś informacji. Więc możemy albo stać na środku mieszkania jak jacyś debile albo usiąść na kanapie i spokojnie wypić herbatę. My z Karolem wolimy drugą opcję, a ponieważ żyjemy w demokratycznym kraju, zostałeś przegłosowany. Więc zapytam jeszcze raz, jaką chcesz herbatę? - Karol ledwo powstrzymywał atak śmiechu, a Niebieski nadal nie mógł pojąć o co mi chodzi. - Dobrze, więc zrobić Ci melisę, na uspokojenie. - Odwróciłam się do szafki, chwyciłam cytrynę i sięgnęłam po nóż. Kiedy tylko ją przekroiłam, Niebieski wrócił na naszą planetę.
- Zostaw to! Oddaj mi ten nóż! Wiem co kombinujecie i ze mną się wam to nie uda! Oddaj mi nóż. - grzecznie więc do niego podeszłam i oddałam ostre narzędzie bez chwili zawahania  wywołując jeszcze większe zdziwienie na jego twarzy. Nadal nie miał pojęcia jaki jest mój plan. Woda zagotowała się, więc zalałam herbatę i wycisnęłam cytrynę do małej miseczki. Do jednej ręki wzięłam kubek z wrzątkiem, do drugiej miseczkę z kwaśnym sokiem. Ha, a on myślał że nóż to moja broń! Nie jestem tak głupia na jaką wyglądam.

Podeszłam do nich bliżej z uśmiechem na ustach. Karol na szczęście wyczuł mój plan i zamknął oczy na chwilę przed tym jak wylałam na twarz Niebieskiego całą zawartość miseczki. Mężczyzna zawył z bólu, cofnął się o kilka kroków i wypuścił Karola z morderczego uścisku. Wtedy doprawiłam go wylewając mu na twarz wrzącą wodę. Zaczął krzyczeć, rzucać się, przecierać oczy. W tym całym zamieszaniu upuścił pistolet, który momentalnie przechwycił Karol i wycelował w Niebieskiego, chociaż on raczej nie był w stanie tego zobaczyć.
- Masz jakiś sznur albo coś czym można go związać? - rzucił do mnie Karol a ja podbiegłam do swojej torebki i wyciągnęłam kajdanki. Karol zagwizdał z podziwu, po czym przekazał mi broń i skuł Niebieskiego nadal wierzgającego z bólu na mojej podłodze. Ze stołu ściągnął obrus i związał nim nogi intruza tak, żeby ten nie mógł wstać. - Może by mu przemyć oczy, co?
- Chyba żartujesz? Chciał nas zabić a ja mam się jeszcze o niego troszczyć? Mowy nie ma.
- Niezła akcja z tą herbatą.
- Dziękuję bardzo. I dziękuję za pomysł z cytryną.
- Do usług. - uśmiechnął się do mnie ciepło, a ja od razu poczułam się bezpieczniej.

wtorek, 22 stycznia 2013

Przesłuchania

- Julia? Czyli jednak to prawda, że nasz ulubiona pani detektyw jest świadkiem?
- Witaj Szymonie. Jak miło Cię znów widzieć. – Uśmiechnęłam się do niskiego rudzielca w mundurze policyjnym. Większość ludzi wygląda w czymś takim fatalnie i on również nie był wyjątkiem od tej niechlubnej reguły. – Szkoda tylko, że w takich okolicznościach.
- Nasze spotkania zawsze są w kiepskich okolicznościach. Ale jeszcze nigdy nie widziałem Cię tu w roli świadka.
- Czasami potrafię zaskakiwać. – Kolejna wymiana uśmiechów. Prywatni detektywi i policja z natury za sobą nie przepadają. Ci drudzy nie lubią, jak wtrącamy się w ich robotę, za to ja nie znoszę umniejszania moich zasług z powodu braku odznaki. Jednak kiedy sytuacja jest naprawdę ważna i podbramkowa, potrafimy współpracować i to całkiem nieźle. Szymon jest tutaj nowy i odkąd Darek awansował i nie zajmuję się już takimi błahymi sprawami  jak rozmowa z detektywami, to właśnie tego nowicjusza wypychają do kontaktów ze mną, bo chyba tylko on z całego posterunku nie ma ochoty rzucić mi się do gardła.
- A więc, po tej miłej wymianie uprzejmości … Może przejdziemy do sedna? Co robiłaś w sklepie o tak wczesnej porze?
- Zakupy. Rano jest mało ludzi.
- Słusznie. Co kupiłaś?
- Nic, strzelanina jakoś odebrała mi chęć na zakupy. Ale zamierzałam kupić ekspres do kawy, mój stary się popsuł. - tak, tak, wiem, składanie fałszywych zeznań i takie tam.... ale przecież nie powiem w jakim celu tam byłam ani z kim. Nie wiem czemu Karol uciekł w takim pośpiechu, ale skoro miał ważny powód to będę go kryć. I wydobędę z niego prawdę! Ale najpierw muszę się wydostać z tego piekielnego miejsca.
- Co wiesz o denacie? Macieju Barańczyku?
- Zasadniczo nic, dopiero w trakcie tego całego zamieszania w sklepie dowiedziałam się że był menadżerem.
- Podałaś rysownikowi bardzo dokładny opis naszego poszukiwanego. Może nawet zbyt dokładny. Jakim cudem zapamiętałaś tak dokładnie przypadkowego mężczyznę?
- Wpadłam na niego i od razu jego zachowanie wydało mi się podejrzane. Sam na pewno też masz taki odruch, że wszędzie widzisz pracę. Zanalizowałam jego zachowanie, a gdy zobaczyłam pistolet, automatycznie starłam się zapamiętać jak najwięcej szczegółów. 
- No tak, mogę to zrozumieć. Więc jak na niego wpadłaś?
- Szłam zamyślona i go nie zauważyłam. Tak przeważnie wpada się na ludzi. On był mocno roztrzęsiony, więc też mnie nie zauważył.
- Jak można nie zauważyć tak pięknej kobiety. – Do pokoju przesłuchań właśnie wszedł komendant, niejaki Tadeusz Kowalski. Stary pryk, który uderza do wszystkiego co się rusza. – Może po prostu się na panią detektyw zapatrzył? – Do mnie jednak rzucał raczej sarkastycznymi uwagami, bo jak reszta jego kolegów, nie trawi detektywów.
- Nie sądzę. Był wyraźnie zajęty czymś innym.
- Zna go pani?
- Już mówiłam, że nie. W sklepie widziałam go pierwszy i ostatni raz w życiu.
- A może po prostu chroni pani kolegę? Z tego co mi wiadomo kłamstwo przychodzi pani bardzo łatwo.
- To dość stereotypowe i błędne założenie, że skoro jestem prywatny detektywem to znam dobrze wszystkich przestępców. A poza tym, chociaż może mieć pan inne zdanie, panie komendancie, to też jestem po stronie prawa i staram się wam pomóc. Współpracuje, podałam dokładny  rysopis. A pan jeszcze śmie sugerować, że coś ukrywam?
- Ja wcale nic nie sugeruje. Po prostu prowadzę dochodzenie. Ale skąd pani może wiedzieć jak to się robi. W końcu nie ma pani odpowiednich szkoleń.
- Sądząc po pana zachowaniu, to pan również nie. Bardzo mnie dziwi jakim cudem został pan komendantem. Można by pomyśleć, że przez łóżko, ale jak tak na pana patrzę to raczej mało prawdopodobne.
Szymon uśmiechnął się pod nosem, a na twarzy jego przełożonego rysowała się coraz większa wściekłość. Zrobił się cały czerwony i już był gotowy rzucić się do ataku gdy Szymon wkroczył do akcji:
- Może od teraz ja się tym zajmę? Będzie lepiej jeśli się pan uspokoi, panie komendancie. Nie chcemy przecież, żeby jakaś podrzędna detektyw pozwała nas za znęcanie się nad świadkiem, prawda?
Logiczne argumenty chyba uderzyły do Kowalskiego, bo postanowił odpuścić i dalszą część przesłuchania prowadził Szymon.
- Przepraszam za niego. Czasami go ponosi.
- Zdążyłam zauważyć i się przyzwyczaić. I wyprzedzając Twoje pytanie, nie, na pewno nie znałam tego strzelca.
Chłopak uśmiechnął się porozumiewawczo. Już do końca naszej rozmowy panował spokój. 

Odpowiedziałam na kilka dodatkowych pytań i po jakiejś godzinie od przybycia na posterunek mogłam go opuścić. Kiedy byłam już przy swoim samochodzie, podbiegł do mnie Darek.
- W coś Ty się znowu wpakował? 
- W nic, to zbieg okoliczności że byłam w tym sklepie. Boże, nie mów że i Ty podejrzewasz że maczałam w tym palce?!
- Nie, o to akurat nie. Ale wiem że masz dar do ładowania się w kłopoty. A teraz tak poza protokołem. Co robiłaś w tym sklepie tak wcześnie? Jeden z pracowników zeznał, że nie byłaś sama.
- Dlaczego mam uwierzyć, że to nie będzie oficjalne?
- Bo teraz nie pytam jako policjant, tylko jako przyjaciel.  Poza tym, jeśli coś przeskrobałaś, to dobrze by było gdybym o tym wiedział. Więc? Z kim tam byłaś?
- To nie ma znaczenia dla tej sprawy.
- Ale jeśli komendant dostrzeże sprzeczność zeznań to jak myślisz komu uwierzy? Tobie czy jakiemuś przypadkowemu świadkowi?
- Zakładam, że nie mi. Ale co to zmieni jeśli Ci powiem?
Po chwili namysłu, przewrócił oczami i powiedział:
- Powiedzmy, że w ramach przysługi mógłbym, oczywiście czysto hipotetycznie, namieszać w zeznaniach tego pracownika.
Prawdziwi przyjaciele to największy skarb na świecie, nie? Chyba zaczynam w to wierzyć. 
- Tak, byłam z kimś. Ale nie mogę Ci powiedzieć kto to był. Prowadziliśmy razem śledztwo. Nic nielegalnego, chcieliśmy pogadać z szefem, ale ktoś nas uprzedził.
- To ten sam podejrzany typ bez kartoteki którego kazałaś mi sprawdzić, co? – milczałam – Aha. No dobra. Coś z tym zrobię. Ale wisisz mi wielkie piwo. – poważna mina zniknęła i przede mną stał znowu uśmiechnięty mężczyzna. Uścisnęłam go i obiecałam zabrać niedługo na drinka. Po czym wsiadłam do samochodu i pojechałam do domu.

Chociaż było jeszcze wcześnie, umierałam ze zmęczenia. Strzelanina, dziwne zachowanie Karola, przesłuchanie. Za dużo tego jak na jeden poranek. Chciałam tylko wrócić do domu i paść na łóżko. Ale kiedy otworzyłam drzwi wejściowe zdałam sobie sprawę że czeka mnie zupełnie inna przyszłość. 

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Lodówki, proch i kolejne tajemnice


Nigdy nie lubiłam sklepów z AGD, RTV i takimi innymi elektronicznymi rzeczami. Pewnie dlatego że moja wiedza na ich temat ogranicza się do tego jakie baterie muszę kupić do pilota, ale to może też być ten dziwny zapach który roztaczają takie sklepy. W każdym bądź razie od dzisiaj tego konkretnego sklepu na pewno będę unikać.

O koło godziny 10:00 rano mój obcas zapadł się w gumową wycieraczkę przy wejściu do sklepu. Jednak weszłam dalej i udawałam zainteresowanie przy stoisku z grami komputerowymi. Po chwili obok mnie stanął Karol, wziął do ręki jakąś zabijakę i czytając okładkę powiedział do mnie:
 - Nawet się ze mną nie przywitasz? Czy w końcu poszłaś po rozum do głowy i udajesz że mnie nie znasz?  
- Mój rozum nigdy nie opuszczał głowy, ale to ty przyszedłeś drugi. Ruch należy do ciebie.
Uśmiechną się złowieszczo, odłożył grę i odwrócił się do mnie. Zbliżył się tak, że poczułam subtelny zapach jego wody kolońskiej. Prawa ręka wylądowała na moim biodrze, druga dalej spoczywała na półce. Z obawy o to co zaraz zrobi, pocałowałam go w policzek i lekko odsunęłam od siebie.
- Cykor. – powiedział z triumfalnym uśmiechem. – Idziemy?
Nasz plan był następujący: mieliśmy udawać klientów zainteresowanych kupnem sprzętu do naszego biura. Duża ilość komputerów, telefonów i innego, drogiego sprzętu. Chcąc wydać tu kupę kasy będziemy oczywiście liczyć na specjalne traktowanie, w końcowym etapie na pogawędkę z menadżerem na osobności. I tu plan zaczyna być coraz mniej legalny, ale o tym później.

Stanęliśmy przed stoiskiem z laptopami i czekaliśmy na jakiegoś pracownika rozmawiając na temat systemu operacyjnego jaki jest nam potrzebny. Gdy po chwili młodziak w czerwonej koszulce z plakietką pracowniczą podszedł do nas, zaczęliśmy grę. Chłopakowi oczki zaświeciły się gdy tylko wspomnieliśmy ilu rzeczy potrzebujemy. Zaczął opowiadać coś o kartach graficznych, pamięci ram i innych bzdetach. Karol prowadził inteligentną wymianę zdań a ja rozglądałam się po sklepie. Gabinet szefa – Macieja Barańczyka  – znajdował się obok lady z napisem „  reklamacje”. Ha, ciekawe umiejscowienie. Przy ladzie siedziała kobieta ok. 40 czytająca gazetę. Wszędzie kręcili się pracownicy, których o tej porze dnia było więcej niż klientów. Kilku z nich gawędziło przy filmach, parę osób siedziało przy kasach, ktoś doradzał młodej parze jaka lodówka będzie dla nich najlepsza.
- Jak myślisz Aniu, ten będzie dobry? – Karol patrząc na mnie wskazał laptopa
- Myślę, że spełni nasze oczekiwania. Weźmiemy 5 czy 6?
Chłopak już liczył w pamięci premię jaka go czeka, a my przeszliśmy dalej w poszukiwaniu innych produktów. Ja oddaliłam się pod pretekstem wybrania ekspresu do kawy, a Karol zaczął zagadywać sprzedawcę o kontakt z szefem. Spotkanie z nim miało dostarczyć nam wielu informacji, szczególnie ważna wydawała się odpowiedź na pytanie jakie dokumenty przekazał Malinowskiemu? I dlaczego? Czy jest jakoś powiązany ze sprawą obrazu? Czy Malinowski ma jakieś inne, tajne interesy? Tak czy inaczej, musiałam poznać odpowiedzi. 
Przemierzając sklep widziałam z oddali Karola. Jego czarna koszula lekko opinała się na mięśniach rąk gdy gestykulował, a uśmiech wzbudzał zaufanie. Jak on to robi, że ludzie zawsze go uwielbiają? Tak, wiem, mowa ciała i inne takie, ale w nim jest coś więcej. Ma taką specyficzną cechę którą ma niewielu ludzi, jest po prostu…
-Cholera, przepraszam. – Zamyślona nie zauważyłam chłopaka nadchodzącego z naprzeciwka. Wpadłam na wysokiego blondyna w niebieskiej bluzie z kapturem. Wydawał się roztrzęsiony. Był spocony i chyba wściekły. Ale przede wszystkim - przerażony. Przykuł moją uwagę na dłuższą chwilę i nawet kiedy bez słowa ominą mnie i poszedł dalej moje oczy podążyły za nim. Kiedyś na kursie wykładowca powiedział żeby nie ignorować zachowania ludzi, szczególnie gdy wydaje się ono nie na miejscu. Rozumiem że kupno telewizora może być stresujące, ale do tego ten bezmyślny wzrok… Kiedy mężczyzna idąc dalej zaczął nakładać na głowę kaptur, jego bluza uniosła się lekko – za paskiem z tyłu widać było pistolet. Niewielki, czarny model który można dostać bez większego trudu. I w tym momencie czas jakby zwolnił. 

Nakładanie kaptura wydawało się trwać wieczność. Ludzie w sklepie zaczęli poruszać się w zwolnionym tempie a ja jakby wyrwana z tego wszystkiego szybko zlokalizowałam wzrokiem Karola. Uśmiechnięty gadał ze sprzedawcą ale gdy tylko na niego popatrzyłam, odwrócił wzrok w moją stronę. Wskazałam głową na faceta w kapturze, z palców zrobiłam pistolet i wycelowałam go w Karola. On spojrzał na przyszłego strzelca, potem znów na mnie. W tym momencie blondyn w bluzie sięgną do tyłu i wydobył pistolet. Ludzie zaczęli wpadać w panikę, a on grożąc przechodniom kierował się w stronę gabinetu menadżera. Karol krzyknął „na ziemię!”, pociągnął za sobą sprzedawcę i obaj schowali się za kuchenką. Ja wbiegłam za półkę z kawą, zawołałam do siebie kilka osób, które stały nie opodal. Mały,  przestraszony chłopczyk wtulił się w moje ramię, a ja zasłoniłam mu uszy. I wtedy padł strzał. Krótki odgłos palonego prochu, głuchy dźwięk przeszywanego powietrza, i tłuczone szkło. Potem to samo, kolejny strzał i jeszcze 2. W sumie mężczyzna opróżnił cały magazynek. Zrobił co miał zrobić i rzucił się do ucieczki. Kiedy w ogłuszającej ciszy trzasnęły drzwi za strzelcem – czas przyśpieszył. Ludzie zaczęli krzyczeć, chłopczyk w moich objęciach płakać gdy tylko jego przerażona matka zabrała go z moich objęć. Tłum złożony może z 15 osób wybiegł ze sklepu. A ja siedziałam na podłodze czekając na nie wiadomo co.
-Wszystko w porządku? – za kawy wybiegł Karol, wtedy po raz pierwszy widziałam na jego twarzy przerażenie. Usiadł obok mnie i otoczył ramieniem. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową i czułam przyśpieszone bicie serca. Nie wiedziałam co się za mną dzieje, co dzieje się dookoła. Podniosłam głowę i spojrzałam na Karola. Jego wzrok skupiony był dalej, ponad półkami. Kiedy jednak wyprostowałam się i zaczęłam mówić spojrzał mi głęboko w oczy.
-Bywało lepiej. - uśmiechnęłam się lekko, ale nie była w stanie ukryć szoku.
-Dobrze, idziemy. – Wstał i podał mi rękę. Skorzystałam z oferty i za chwilę dołączyłam do niego na wyższym poziomie. Nigdzie się jednak nie wybierałam.
-Chyba żartujesz? Muszę zostać. Widziałam strzelca, mogę go opisać, zidentyfikować. Poczekam na policję. Na jego twarzy zobaczyłam jeszcze większą obawę i przepraszający wzrok. 
- Ja muszę iść. Policja nie może mnie tutaj zastać. 
- Co proszę? 
- Przepraszam. Naprawdę muszę. Kiedyś Ci to wytłumaczę, obiecuję. Na pewno nic Ci nie jest?
- Oprócz tego że chcesz mnie tutaj zostawić samą, to wszystko cudownie. - skrzyżowałam ręce na piersi i posłałam mu groźne spojrzenie. Naprawdę była wściekła. Co on sobie wyobraża?! O co tu do cholery chodzi?! 
- Przepraszam. Znasz mnie i wiesz, że gdyby nie było to konieczne nigdy bym tak nie postąpił. Naprawdę muszę. 
Jego ręce znajdowały się na moich ramionach, skorzystał więc z tego, przyciągnął mnie do siebie i delikatnie pocałował w czoło. Przepełniło mnie uczucie ciepła i złość trochę mi przeszła. Co prawda nadal nie wiedziałam co się dzieje, a nie znosiłam takich sytuacji. Ale Karol miał rację, wiem że musi mieć sensowny powód. Uśmiechnęłam się więc do niego lekko, dając znać że może iść i nawet ma szanse że nie wypatroszę  mu flaków.
On odwzajemnił uśmiech, chociaż jego oczy nadal były pełne obaw i po chwili znikną za drzwiami. Kiedy ruszyłam w stroną gabinetu i tłumu pracowników w nim zabranym, usłyszałam syreny policyjne.

piątek, 11 stycznia 2013

Logo prawdę Ci powie

Ta sprawa robi się coraz bardziej tajemnicza i zagmatwana. Liczyłam na to że szybko rozwiążę tą sprawę, sporo zarobię, a do tego Malinowska szepnie dobre słówko o mnie swoim znajomym. Ale jak zawsze życie miało dla mnie inny plan.
Od samego początku próbowałam skontaktować się z mężem Malinowskiej. To w końcu on pierwszy dowiedział się o włamaniu i był w domu kiedy zjawiła się policja. A co jeszcze bardziej podejrzane, unika mnie jak ognia. Umawiałam się z nim już kilka razy, ale zawsze w ostatniej chwili odwoływał spotkanie. Jednak teraz miarka się przebrała. Wsiadłam więc w samochód i pojechałam do ich domu. Prędzej czy później na niego wpadnę. Nie będzie już mógł wymigać się od odpowiedzi na moje pytania. Zaparkowałam na przeciwko ich domu, na parkingu pod jakimś parkiem. Zadzwoniłam do Malinowskiej, poinformowałam ją o postępach w śledztwie i dowiedziałam się że jej męża nie ma w domu. Pozostało mi tylko siedzieć tu i czekać. Nawet byłoby lepiej gdybym spotkała się z nim bez jego żony, może powiedziałby coś więcej. Dobrze że będąc pierwszy raz u nich, zrobiłam zdjęcie jego fotografii, więc wiem kogo mam wypatrywać. Okolica była spokojna, w środku dnia większość ludzi jest w pracy czy szkole. Tylko w parku co jakiś czas przechadzał się pies ze swoim właścicielem. Po mniej więcej godzinie z parku wyłonił się wysoki brunet w durnym t-shircie. Co do cholery Karol tutaj robi? Mignęłam na niego światłami samochodu, a kiedy tylko spostrzegł kto siedzi za kierownicą stanął jak wryty. Czyżby się mnie przestraszył? Po chwili ocknął się, ruszył w moją stronę i wsiadł do samochodu na siedzenie pasażera obok mnie.
- Co Ty tutaj robisz? - zapytał mnie od razu
- Czekam na męża Malinowskiej, a Ty?
- Nie chcesz wiedzieć.
- Skoro pytam to chcę, gadaj.
- Powiedzmy że muszę coś załatwić w okolicy.
- Mógłbyś po prostu powiedzieć spacerujesz. - powiedziałam z lekkim oburzeniem
- Mógłbym. I zapewne powinienem. Skłamałbym każdemu, ale Tobie nie potrafię. - cały czas wzrok miał wbity w samochodową wycieraczkę pod swoimi stopami. Boże, jakim cudem wprawiam tego niesamowicie pewnego siebie faceta w zakłopotanie? A no tak, ma się ten wrodzony talent... Ale ja nie o tym. Co on znowu kombinuje? Podejrzanie często pojawia się w związku z tą sprawą, wie dużo więcej niż powinien, a teraz czai się pod domem Malinowskich?
- Karol? - poczekałam aż na mnie spojrzał - Co tu się do cholery dzieje? Czemu interesujesz się moją sprawą? Czemu pomagasz mi w jej rozwiązaniu? I błagam, nie mów mi że tą sprawę masz do załatwienia z Malinowskimi?
Przez dłuższa chwilę panowała między nami grobowa cisza. Jak ja tego nienawidzę! Zawsze wydaje z siebie dzikie potoki słów, bo wiem że to lepiej działa. Ale teraz? Szczerze mówiąc, nie bardzo wiem co robić. Czekając na jego odpowiedź zaczęłam rozglądać się po okolicy. Nadal nic szczególnego się nie działo, ktoś siedział na ławce w parku.
- Cholera jasne! - wycedziłam przez zęby i chwyciłam aparat fotograficzny. Wielokrotny zoom potwierdził moje przypuszczenia. Malinowski!
- Co się dzieje? - zapytał Karol, pokazałam mu zdjęcie - Aha. Czyli znalazłaś swój cel.
- Bo Ty oczywiście wiesz jak on wygląda? - posłał mi przepraszające spojrzenie. Głośno wypuściłam powietrze i wróciłam do obserwacji. Do Malinowskiego przysiadł się jakiś mężczyzna, ok 40, w garniturze i podał mu teczkę na dokumenty.
- To chyba nie jest towarzyskie spotkanie.
- Raczej nie. W teczce są jakieś dokumenty, ale nie widzę jakie.
- Zrób zdjęcie, może na komputerze będzie coś widać. - cyknęłam kilka fotek zarówno obu panom, jak i dokumentom. Oraz teczce.
- Skąd ja znam to logo? - pokazałam Karolowi zbliżone zdjęcie teczki
- To "Super Media", sklep z RTV i AGD. Czyżby ten facet tam pracował?
- Na to wychodzi. Bo raczej postronni ludzie nie chodzą z takimi teczkami.
Po chwili panowie rozeszli się w swoje strony. Malinowski wsiadł do samochodu i dojechał w stronę obrzeży miasta.
- Jedziemy za nim? - zapytał Karol, a ja podałam mu aparat i przekręciłam kluczyk w stacyjce. Śledziliśmy Malinowskiego przez dobre pół godziny pogrążeni w zupełnej ciszy. Ja skupiałam się na drodze, a Karol bawił się aparatem. Wygląda na to że nie otrzymam odpowiedzi na swoje pytania. Boże, co za facet... Na horyzoncie pojawił się klub golfowy i już wiedziałam dokąd udaje się nasz cel. Spędza tam zadziwiająco dużo czasu i coś czuję że nie zawsze gra w golfa. Niestety nie mogę się tego dowiedzieć. Wstęp tylko dla członków. A żeby zostać jednym z nich trzeba mieć kilkanaście zer na koncie bankowym i odpowiednie pochodzenie w pięciu pokoleniach. Co to, średniowiecze? Malinowski wjechał w bramę klubu a ja pojechałam daje.
- Rozumiem że nie masz obywatelstwa tego Golflandu?
- A Ty może masz?
- Nie. Ale wiem że w następny weekend mają bal charytatywny. I sądzę że Malinowski na nim będzie. Masz jakieś plany na sobotę?  - uśmiechnął się do mnie kokieteryjnie, a kiedy tylko lekki uśmiech pojawił się na mojej twarzy zrobił mi zdjęcie. Zabrałam mu aparat i zawróciłam w stronę mojego biura.

Już na miejscu zgrałam zdjęcia na komputer. Byliśmy w biurze sami, Paweł pracował na mieście. Usiadłam na swoim fotelu a Karol nachylił się nade mną opierając rękę o blat biurka. Obejrzeliśmy dokładnie wszystkie zdjęcia z dzisiejszego, tajemniczego spotakania Malinowskiego. Szczególnie papiery które otrzymał.
- Ja  nic tu nie widzę. Za duża odległość żeby można było dostrzec co to jest. – powiedziałam po zlustrowaniu dokumentów pod każdym kontem
- Czekaj. Spróbuję coś z tym zrobić. – ze swojej torby wyją pendriva i podłączył go do mojego komputera. Zgrał jakiś program i odtworzył w nim zdjęcia dokumentów. Przejął ode mnie myszkę, bardziej się nachylając. Czułam bicie jego serca gdy majstrował przy graficznej obróbce. Nie mówiąc już o zapachu jego wody kolońskiej, który sprawił że na chwilę odpłynęłam myślami do scen które nie nadają się do telewizji przed 22 wieczorem.
- To mi wygląda na wyciąg z konta. – Karol sprowadził mnie na ziemię – Ale nie bardzo widać kogo. Rozczytasz to? Jakiś Czerniaczyk? Pietaczyk? Na pewno jakiś "czyk"…
- Nie wiem. Ale coś czuję że to właśnie z nim spotkał się Malinowski. Może poszukamy kogoś przez ten sklep? Może to ich jakiś pracownik?
- Możliwe. 
Włączyłam przeglądarkę internetową i szybko znalazłam stronę sklepu. Ten cały "czyk" to nie byle jaki pracownik. To menadżer zarządzający oddziałami w całym województwie. I na nasze szczęście pracuję w naszym mieście. Polityka "poznaj ludzi którzy wyłudzają od Ciebie kasę" przynosi same korzyści, bo na stronie są również zdjęcia pracowników. I tak jak przypuszczałam, to właśnie z tym Barańczykiem spotkał się dzisiaj Malinowski.
- Chyba trzeba złożyć mu wizytę. - powiedział Karol jakby czytając w moich myślach.
- Ale niby jak? Nie tak łatwo dostać się do menadżerów.
- Coś się wymyśli, nie martw się.

środa, 2 stycznia 2013

Długa rozmowa

Siedzieliśmy na podłodze w moim biurze oparci o szafkę z teczkami pod oknem i piliśmy kawę. Był środek nocy a my rozmawialiśmy w najlepsze.
- Jedna kwestia nadal mnie drażni. - powiedziałam - Dlaczego Szarewski zapłacił Rockiemu z góry? Przecież go nie zna, a mafiozom raczej nie należy ufać.
- Akurat Rocky jest słowny, ale masz rację. Coś tu nie gra. Nie znał go wcześniej, ale mógł sprawdzić jego reputacje.
- Mógł i pewnie to zrobił ale nigdy nie wiadomo czy plotki są prawdziwe.
- Może po prostu jest debilem?
- Nie sądzę, nie wygląda na takiego.
- Pozory często mylą.
- Właśnie widzę. - zjechałam do wzrokiem a on wybuchnął śmiechem
- Że niby ja? A co Cię zmyliło?
- Jakie to ma znaczenie dla sprawy obrazu?
- Czy Twoja intuicja - mówiąc to zrobił w powietrzu cudzysłów - się sprawdza.  
- Serio chcesz wiedzieć?
- Inaczej bym nie pytał. Biorę na siebie odpowiedzialność za to co usłyszę. - jak zwykle nie mogłam oprzeć się jego ciepłemu uśmiechowi.
- Uważałam Cię za palanta. Gbura i idiotę.
- Uhuh aż tak? - przytaknęłam
- Poznaliśmy się w dość kiepski sposób.
- Racja. Gbura rozumiem, ale idiotę? Przecież byłem w bibliotece.
- Ale miałeś koszulkę z małpą.
- No tak. - znowu zaczął się śmiać, a ja razem z nim. - Ale przynajmniej nie świeciłem biustem przed obcym mężczyzną. - uniósł jedną brew i przeciwległy kącik ust lekko uśmiechając się
- Że niby wziąłeś mnie za puszczalską?
- Można tak to ująć. - zdzieliłam go w ramię z całej siły, a on zaczął się bardziej śmiać
- Nie dziwię się.

Całą noc rozmawialiśmy, o wszystkim i o niczym, często o sprawie obrazu.
- O co chodzi z tym świecznikiem? - wskazał na moje notatki przy zdjęciu z domu Malinowskiej
- Jest złoty, lekki, drogocenny i widać to na pierwszy rzut oka. Stał bezpośrednio pod obrazem, ale nawet jeśli założyć że złodziej miał mało czasu i nie był zbyt silny, bez trudu i zastanowienia powinien ukraść ten świecznik. Ale tego nie zrobił. Dlaczego?
- Bo ktoś mu zapłacił żeby tego nie robił?
- Taka jest moja teoria. Albo że ktoś chciał zostawić wiadomość rodzinie.
- Niby jaką?
- Tego właśnie nie wiem, dlatego raczej skłaniam się do pierwszej teorii.
- Niestety muszę przyznać że dobrze kombinujesz.
- Czemu niestety?
- A co to? - wskazał na kolejne zdjęcie
- Miejsce w którym wisiał obraz.


- Gdzie nauczyłeś się włamywać? - Karol spoważniał i napiął mięśnie, jakby zdenerwowało go to pytanie
- A jakie to ma znaczenie?
- Po prostu jestem ciekawa.
- To nie bądź.
- Ale...
- Proszę.
- Dlaczego?
- Bo nie chcę Cię okłamywać.
- To nie okłamuj tylko powiedz prawdę. - wbił wzrok w podłogę, a po chwili przeniósł go na mnie. Nadal siedzieliśmy na podłodze w moim biurze pijąc kolejną kawę. Karol zaczął wybijać palcami jakiś rytm na kubku. - Dlaczego nie chcesz mi tego powiedzieć?
- Bo byś mnie stąd wyrzuciła.
- A zamierzasz mnie zabić? - lekko się uśmiechnął, ale nadal widać było że temat jest dla niego ciężki. Ciekawe dlaczego? Co on ukrywa?
- Nie, nie zamierzam.
- To Cię nie wyrzucę.
- Tylko za to wyrzucasz ludzi z życia?
- I za kłamstwa.
- Sama kłamiesz jak najęta. To chyba lekka hipokryzja?
- Lekka? - i znowu ciepły uśmiech pojawił się na jego twarzy, więc lepiej zarzucę ten temat. Przynajmniej na razie.


- Ciekaw mnie dlaczego obraz został wywieziony do Włoch. - Karol po chwili zamyślenie wznowił rozmowę
- Bo tam był kupiec?
- Zapewne. Ale Corrado nie malował wartościowych dzieł. Po co dla tak mało znanego dzieła zadawać sobie tyle trudu? Kradzież, sprzedaż przez pośrednika w Polsce, przemyt przez granicę. Cholernie dużo roboty jak na coś takiego.
- Racja. Może kupiec jest po prostu jego fanem?
- Może. A może ma to coś wspólnego z historią obrazu?
- Też tak myślisz? - przytaknął - A już myślałam że zwariowałam. Paweł, mój wspólnik, wyśmiał mnie za takie teorie spiskowe.
- Widać, że myśli zbyt szablonowo. Jak większość ludzi. Może ten biskup, a raczej jego potomkowie chcieli go odzyskać?
- Tobia Koll? Nigdy nie był w jego posiadaniu. Czemu miałby go kiedykolwiek chcieć? Nagi portret córki jego przełożonego?
- Może nie była to tylko córka przełożonego. Może mieli romans?
- Sądzisz że ta biedna dziewczyna spała z połową Watykanu?
- Kto wie. Wszystko jest możliwe. Szczególnie że to biskup został wpisany jako ojciec jej dziecka, a nie Corrado. Może to po prostu było jego dziecko?
- Możliwe. Ale jeśli tak, to dlaczego nie było o nim żadnej wzmianki w jej pamiętniku?
- Bo to ukrywała. Wysoko postawiony duchowny mający dziecko z córką papieża? Raczej nikt nie chciał żeby ujrzało to światło dzienne.
- Ale o spotkaniach z ojcem pisała, więc czemu z biskupem nie?
- Może pisała, ale np w innym pamiętniku? Kto powiedział że miała tylko ten z archiwum?
- Dobra, nawet jeśli założymy że to było dziecko Tobii, to czemu jego potomkowie chcieliby odzyskać ten obraz?
- Bo i bohaterka tego aktu należy do ich rodziny.
- Czyli zakładasz że Malinowska i Koll są spokrewnieni? Że są to potyczki wewnątrz-rodzinne?
- Kto wie? Ale coś musi być w tej historii. Z tego co mi wiadomo Corrado nie cieszy się dużym uznaniem w żadnym środowisku, a jeśli ktoś zadaje sobie tyle trudu, żeby zdobyć obraz, musi mieć jakiś motyw.