Przepraszam też za tak duże opóźnienie w publikowaniu kolejnych części opowiadania, ale w ostatnim czasie cierpiałam na nadmiar zajęć. Obiecuję jednak poprawę i od teraz notatki będą ukazywać się częściej. Oczywiście jeśli wena na to pozwoli:)
-------------------------------------------------------------------------------------
Jeśli interesuję Cię, Drogi Czytelniku, wątek obrazu, to niestety nie znajdziesz go w tej notce, ale jeśli lubisz rozkoszować się chemią między Julią i Karolem to zapraszam do dalszego czytania.
------------------------------------------------------------------------------------------
Uwielbiam ten stan umysłu zaraz po przebudzeniu. Mózg zaczyna już kontaktować, pierwsze neurony budzą się do życia, ale reszta ciała nie zdaje sobie jeszcze z tego sprawy. Leżę więc spokojnie z zamkniętymi oczami i mam czas na przeanalizowanie wczorajszego dnia. A to był naprawdę niezwykły dzień. Szczególnie wieczór u Karola. I nasz pocałunek. Mimowolnie uśmiecham się na samo jego wspomnienie. O której ja wyszłam z jego mieszkania? Cholera! Nie wyszłam....Nie wróciłam na noc do domu! Co oznacza że nadal jestem u niego!
Wciąż z zamkniętymi oczami leniwie pogładziłam podłoże na którym leżałam. To na pewno nie jest tapicerowana kanapa...Czyli łóżko. Leżę u łóżku Karola. Co się ze mną dzieje?! I czemu nie pamiętam jak się tu znalazłam.
- Dzień dobry. - jeszcze lekko zaspany głos Karola wyrwał mnie z zamyślenie i zmusił do otwarcia oczu. Rzeczywiście leżałam w jego łóżku, a on stał nade mną z kubkiem kawy i uśmiechał się ciepło. Nie jak zwykle szarmancko z przekorą czy jak casanova. Po prostu ciepło, jak uśmiecha się w słoneczny poranek mąż do swojej żony po wielu latach udanego małżeństwa. Usiadłam i chwyciłam kubek z gorącą kawą a on nachylił się nade mną i delikatnie pocałował w usta. Delikatnie! Co się dzieję? Znalazłam się naglę w jakimś serialu z lat 60-tych?
Musiał zauważyć zdziwienie na mojej twarzy, bo powiedział:
- Nie, to nadal ja. Ten sam Karol przy którym wczoraj
zasypiałaś. - usiadł naprzeciwko mnie i upił łyk swojej kawy cały czas nie odrywając wzroku od moich oczu.
- A pro po mojego zasypiania. - zaśmiał się widząc zmieszanie na mojej twarzy
- Tak?
- Czy my wczoraj....No wiesz...
- Co? - nonszalancki uśmieszek wrócił na swoje miejsce na jego pokrytej lekkim zarostem twarzy
- Dobrze wiesz o co pytam tylko chcesz żebym powiedziała to na głos, prawda?
- Dokładnie. - upił kolejny łyk a ja chodź powinnam teraz być na niego wściekła to jedyne o czym myślałam to jaka w dotyku jest jego poranna broda. Gdybym tak mogła...Nie! Opanuj się kobieto!
- Uprawialiśmy wczoraj seks?
- Oj wierz mi że gdyby tak było, na pewno byś to pamiętała. Nawet całe życie.
- Aż taki jesteś pewny siebie?
- Owszem. Ale spokojnie, spałem na kanapie.
Dawno nie miałam tak leniwego poranka. Po kawie wypitej w łóżku, zjedliśmy śniadanie zrobione przez Karola cały czas rozmawiając. O pogodzie, polityce, filmach, renesansowych mnichach, bibliotekach i wielu innych, drobnych sprawach których już nie pamiętam. Ale moje myśli cały czas powracały do wydarzeń wczorajszego wieczora i do aksamitnych ust Karola. On chyba był skupiony na tym samym bo w końcu zapytał:
- Nie powinniśmy tego żałować? Czuć się głupio? Nie powinnaś wymyślić jakiejś marnej wymówki żeby jak najszybciej uciec z mojego mieszkania?
- Powinnam.
- To czemu tego nie robisz?
- Bo tak zachowują się normalni ludzie w normalnym świecie pełnym wstydu i wątpliwości. Jak ja coś robię to zawsze jestem tego pewna w 100 procentach. A poza tym, równie dobrze Ty mogłeś wymyślić jakąś wymówkę żeby się mnie stąd pozbyć. Więc czemu tego nie zrobiłeś?
- Bo wtedy nie mógł bym zrobić tego. - obszedł wysepkę kuchenną która wcześniej nas rozdzielała i stanął przede mną. Zanurzył dłonie w moich włosach po czym mnie pocałował. Ale nie był to zwykły pocałunek, o ile tak w ogóle są. Był to pocałunek w stylu "pragnę Cię tu i teraz". Był to najbardziej namiętny i szalony taniec ust jak przeżyłam w życiu! A wiele przeżyłam. Co ważniejsze, wcale nie zapowiadało się jakby miał się prędko skończyć. Jego dłonie powędrowały na moją talię, moje ramiona zaplotły się wokół jego szyi. Jak to możliwe że bez słów oboje dobrze wiedzieliśmy co zaraz się stanie? Owinęłam go nogami w biodrach a on podniósł mnie i zaniósł na łóżko.
Hmm...Więc tak... O czym to ja mówiłam? Kurdę, miał rację. Będę to pamiętać do końca życia.
Kiedy już odzyskałam zdrowe zmysły i pozbierałam ubrania z podłogi wróciłam do biura. Próbowałam pracować, skupić się na czymś, ale moje cholerne myśli cały czas wracały do Karola. Przyłapałam się nawet na uśmiechaniu się do kubka z kawą! Co się ze mną dzieję?!