Ostatnie poprawki fryzury i byłam gotowa na ciekawy, mam nadzieję, wieczór w galerii Wysockiego. Urządzał dziś aukcję obrazów jakiegoś nowoczesnego malarza. Ale nie to mnie interesowało. Liczyłam na to że już zdobył dla mnie informacje o sprzedaży "Mia Rosa". I że uda mi się wyciągnąć jakieś inne informacje od pozostałych gości.
Galeria była już pełna gości, wszyscy przechadzali się z kieliszkami szampana między obrazami. Dołączyłam do towarzystwa, wymieniłam kilka zdań na temat wyższości "prawdziwych" galerii nad aukcjami internetowymi i zachwalałam maźnięcia kolorową farbę wycenione na tysiące złotych. Kiedy tylko zaczęła się aukcja, wszyscy udali się do pomieszczenia obok, a do mnie podszedł Wysocki:
- Witam serdecznie. - pocałunek w dłoń - Przepięknie pani wygląda w tej sukience. Ha, zresztą jak i w każdej innej.
- Dziękuję bardzo. Udana aukcja.
- Oj tak, na to wygląda. Wielu chętnych mamy dziś wieczór. Mam dla pani ciekawe informację na temat Corrado. - z pomieszczenia obok wyszedł brunet w granatowym garniturze i podszedł do nas - W samą porę. - zwrócił się do niego Wysocki, a potem przedstawił mi przybysza - To mój brat, Karol. - Tak, ten sam Karol którego poznałam w bibliotece, ten sam który na mnie krzyczał i ten sam który niesamowicie mnie intrygował- Również był zainteresowany tym samym obrazem, więc mogę wam obojgu przedstawić zdobyte informację.
- Miło znów Cię widzieć. - Karol uśmiechnął się do mnie w zawadiacki sposób, uniósł tylko jeden kącik ust i przeciwległą brew.
- To wy się znacie? - Wysocki był iście osłupiony
- Tak, poznaliśmy się niedawno w dość ciekawych okolicznościach.
- Nie wiem czy można je nazwać ciekawymi. Raczej dość przykrymi, nie sądzisz? - wdałam się w dyskusję z Karolem patrząc mu głęboko w oczy, oboje ignorowaliśmy Wysockiego
- Każde nowe doświadczenie jest ciekawe. Szczególnie tak niezwykłe i dzielone z inteligentną osobą.
- Możliwe że masz rację. Jednak to konkretne było dość nieprzyjemne. Zwłaszcza jego początek. Chociaż podobno nie ważne jak się zaczyna ale jak się kończy.
- Jak bym słyszał siebie. Ale mam nadzieję że to jeszcze nie jest koniec?
- Khmh. Mogę wam na chwilę przerwać? - Wysockiego chyba zirytowała nasza rozmowa - Chyba zapomnieliście po co tu jesteśmy.
- Sorki braciszku. To czego się dowiedziałeś?
- "Mia rossa" została sprzedana 15 maja, prywatny kupiec, bez aukcji. Parę dni wcześniej pojawiły się pogłoski o tym dzielę, nim się obejrzałem było już sprzedane. Poszła za 200 tysięcy. Naprawdę sporo jak na takie dzieło. Oczywiście żadnych śladów kupca czy sprzedawcy. Nie było też żądnego pośrednika.
- To dość dziwne. Czemu?
- Nie wiadomo, ale zgaduję że kupiec i sprzedawca znali się dobrze.
- Ale w takim razie po co w ogóle rozgłaszać sprzedaż?
- Nie wiem, nie moja sprawa. Wiem tylko że niejaki Rocky maczał w tym palce. Powinniście z nim pogadać. Znacie go?
- Tak, namierzę go. Dzięki braciszku. - Karol poklepał go po ramieniu, w tym momencie zadzwonił jego telefon. - Przepraszam, muszę to odebrać. - Wyszedł z galerii a ja odwróciłam się w stronę Wysockiego:
- Więc... Czemu, jeśli to oczywiście nie tajemnica, pana brat interesuję się tą transakcją?
- Ha, proszę jego zapytać. Dla mnie nie ma to znaczenia. W końcu to rodzina, musiałem mu pomóc. Ale tak między nami to radził bym pani trzymać się od niego z daleka. Proszę mi wierzyć, to nieciekawy typ.
- Skoro pan tak mówi, to musi to być prawda. - posłałam mu słodki uśmiech - Czegoś jeszcze się pan dowiedział?
- Nie, to niestety tylko tyle. Rocky powinien wiedzieć więcej.
- I tak dziękuję bardzo. Spisał się pan znakomicie. Będę dozgonnie wdzięczne. - pochyliłam się w jego stronę i pocałowałam w policzek, po czym wyszłam z galerii.
- A więc "Mia Rosa". Nie przypuszczałem że akurat to Cię interesuję. Akt kochanki, serio?
Na przeciwko wyjścia z galerii znajdował się murowany kwietnik na brzegu którego siedział Karol.
- Potrafię zaskakiwać. Ale pytanie brzmi dlaczego Ciebie tak bardzo to interesuję?
- Hah, ciekawski ze mnie facet. Jaka jest Twoja wymówka?
- Oficjalnie lubię znać historię dzieł.
- A nie oficjalnie?
- Dlaczego miałabym Ci to powiedzieć?
- Z tego samego powodu dla którego w ogóle ze mną rozmawiasz. Potrzebujesz namiarów na Rockiego.
Dobra, złapał mnie. Pojęcia nie mam kim jest ten cały Rocky. A wychodzi na to że ma ważne dla mojej sprawy informację. I co to w ogóle za ksywka?
- Masz rację. - usiadłam obok niego - Jeśli Ci powiem dlaczego się tym interesuję, skontaktujesz mnie z nim?
- Nas. Muszę być przy tym spotkaniu, bo Rocky to nie typ faceta który spotyka się z każdym.
- Oj myślę że dla mnie znalazł by czas. Ale ok, powiem Ci. Jestem prywatnym detektywem i dostałam zlecenie związane z odnalezieniem tego obrazu.
- Uhuhu, detektyw. Nieźle.
- Nie narzekam. A Ty czym się zajmujesz?
- Pracuję w sklepie budowlanym ojca. Nic ciekawego.
- Więc dlaczego interesuję Cię ten obraz?
- To teraz nie istotne. Zadzwonię do Ciebie jak skontaktuję się z Rockym. O ile dasz mi swój numer.
- Nowy sposób podrywu? Nie sądzę żeby zbyt często działa.
- Ale na Ciebie działa, mam rację. - uśmiechnął się do mnie w ten sam zawadiacki sposób co wcześniej kiedy wręczałam mu wizytówkę. Wstałam i ruszyłam w kierunku samochodu.
Opowiadanie na tym blogu przedstawia historią widzianą oczami Julii - prywatnej detektyw. Ta pewna siebie i wygadana dziewczyna stara się znaleźć złodzieja pewnego obrazu. Sprawa ta wciąga ją w wir tajemnic, podstępów i dziwacznych historii. Zmusza do działania na granicy prawa.
sobota, 30 czerwca 2012
sobota, 2 czerwca 2012
Teorie zbrodni
Usadowiłam się na wiklinowym fotelu małej kawiarenki w centrum miasta. Dla zabicia czasu przeglądałam menu, kiedy czyjś cień przesłonił mi światło:
- Wiesz że mam dziś wolne a Ty mnie obudziłaś? I wiesz że tego nie lubię?
- Ciebie też miło widzieć Darku. - niski blondyn usiadł naprzeciwko mnie, miał na sobie niebieską koszulę, która idealnie podkreślała kolor jego oczu. Był chyba jednym gliniarzem w tym kraju który dobrze wyglądał w mundurze policji. - I bardzo przepraszam ale wiesz że jeśli nie mam informacji od razu to popadam w obłęd.
- Taa. Mam tu Twój raport. - podał mi plik kartek, który od razu zaczęłam przeglądać - Oglądałem zdjęcia po drodze i coś mi tam nie gra.
- Ten świecznik na kominku?
- Dokładnie. Czemu złodziej go nie wziął? Wygląda na drogi.
- Moja teoria jest tak, że chodziło mu tylko o ten konkretny obraz. Może dostał takie zlecenie? Nie wiem jeszcze tylko dlaczego ten obraz jest dla kogoś aż tak ważny.
- Ok, to by miało sens. Ale nie do końca. Bo nawet jeśli potrzebował tylko tego obrazu mógł przy okazji, szczególnie że nie kosztowałoby go to ani więcej czasu ani wysiłku, ukraść kilka innych rzeczy.
Odłożyłam kartki i spojrzałam na Darka. Uwielbiałam prowadzić z nim takie dyskusję. Nasze myśli biegają zawsze innymi drogami i dzięki temu świetnie się uzupełniamy. Zawsze zwracam się do niego o pomoc w problemach a i on wielokrotnie dzwonił do mnie w środku nocy żeby poddać do dyskusji kolejną sprawę nad którą pracuję. W życiu prywatnym jesteśmy przyjaciółmi, byłam na jego ślubie, on pomagał mi z przeprowadzą. Istna sielanka. Chociaż oczywiście nie zawsze, bo chociaż szanujemy nawzajem swoją pracę, on nie omieszka wyrzucać mi braku odznaki i kwalifikacji, a ja wprost uwielbiam żarty o zidiociałych policjantach. Ale wracając do sprawy:
- Słusznie. Czyli na pewno miał zleceniodawcę, który mu zapłacił więcej niż mógłby wynieść z domu, za zabranie tylko jednego obrazu. Tylko dlaczego?
- Nie chciał aby coś innego zniknęło? Może to jakaś wiadomość dla mieszkańców? Mafiozi często postępuję w taki sposób.
- Wiem, ale to para bogatych staruszków. Jak oni mogliby zaplątać się w porachunki z mafią?
- Różnie to w życiu bywa. Sprawdzę ich w bazie jutro.
- Jesteś wielki. Ale wróćmy do tego że komuś zależało żeby nic innego nie zginęło. Jeśli wykluczymy mafię to co nam zostaje?
- Może ktoś z rodziny? Chciał się odegrać i zabrać ukochane dzieło pani domu?
- Możliwe. Ale wtedy Malinowska nie zgłosiła by tego na policję. Chciałaby mimo wszystko chronić bliskie osoby.
- Właśnie! Może ktoś chciał chronić ją czy jej męża i dlatego to zabrał? Podobno nie było śladów włamania. Więc złodziej musiał mieć klucz.
- Czekaj. Gdzieś tutaj był wywiad z mężulkiem. - odnalazłam potrzebną kartkę - Nie, nikt z rodziny nie ma kluczy do ich domu.
- No to jesteśmy w ślepej dupie.
Oboje zamyśliliśmy się głęboko, jednak szybko Darek wyrwał się z tego stanu i zaczął gwałtownie przeglądać kopię raportu.
- Monitoring! Mówiłaś bogaci, tak? Nie mają monitoringu ani alarmu? Muszą coś mieć!
- Mają. Jedno i drugie, ale Twoim inteligentni koledzy nie poprosili o zapis z kamer.
- Idioci. Powiedz że go masz?
Uśmiechnęłam się do niego złowieszczo i wstałam:
- U mnie czy u ciebie?
- Masz lepszy sprzęt od mojego. Chyba muszę zostać prywaciarzem. Chociaż nie, sumienie by mi nie pozwalało.
20 minut później byliśmy już w moim gabinecie. Ja siedziałam na fotelu, a Darek na biurku. Ustawiłam monitor tak, żebyśmy oboje mieli dobry widok i włączyłam filmik.
- Noc, głucha noc. Zakładam że to mniej więcej wtedy było włamanie?
- Tak. Według raportu geniuszy od ciebie i Malinowskiej.
- A skąd ona to wie? Mówiłaś że nie było jej wtedy w domu?
- Ogrodnik przyszedł rano i zauważył uchylone drzwi do salonu. Od razu zadzwonił do jej męża.
- Tak po prostu? Może to on ukradł obraz? Miał kluczę?
- Nie. I jego bym nie podejrzewała. Jak na ogrodnika sporo zarabia. I pracuję u nich od 20 lat, spędzają razem święta. Dziwna sprawa, ale facet wydaje się lojalny.
- Pomysły mi się kończą.
Obejrzeliśmy całe nagranie, jednak po włamywaczu ani śladu. W między czasie stworzyliśmy też wiele teorii, od przypadkowego przechodnia zainteresowanego malarstwem Corrado do najazdu kosmitów wsysających do swojego statku obraz. Wszystkie jednak zostały szybko obalone.
- Wiesz że mam dziś wolne a Ty mnie obudziłaś? I wiesz że tego nie lubię?
- Ciebie też miło widzieć Darku. - niski blondyn usiadł naprzeciwko mnie, miał na sobie niebieską koszulę, która idealnie podkreślała kolor jego oczu. Był chyba jednym gliniarzem w tym kraju który dobrze wyglądał w mundurze policji. - I bardzo przepraszam ale wiesz że jeśli nie mam informacji od razu to popadam w obłęd.
- Taa. Mam tu Twój raport. - podał mi plik kartek, który od razu zaczęłam przeglądać - Oglądałem zdjęcia po drodze i coś mi tam nie gra.
- Ten świecznik na kominku?
- Dokładnie. Czemu złodziej go nie wziął? Wygląda na drogi.
- Moja teoria jest tak, że chodziło mu tylko o ten konkretny obraz. Może dostał takie zlecenie? Nie wiem jeszcze tylko dlaczego ten obraz jest dla kogoś aż tak ważny.
- Ok, to by miało sens. Ale nie do końca. Bo nawet jeśli potrzebował tylko tego obrazu mógł przy okazji, szczególnie że nie kosztowałoby go to ani więcej czasu ani wysiłku, ukraść kilka innych rzeczy.
Odłożyłam kartki i spojrzałam na Darka. Uwielbiałam prowadzić z nim takie dyskusję. Nasze myśli biegają zawsze innymi drogami i dzięki temu świetnie się uzupełniamy. Zawsze zwracam się do niego o pomoc w problemach a i on wielokrotnie dzwonił do mnie w środku nocy żeby poddać do dyskusji kolejną sprawę nad którą pracuję. W życiu prywatnym jesteśmy przyjaciółmi, byłam na jego ślubie, on pomagał mi z przeprowadzą. Istna sielanka. Chociaż oczywiście nie zawsze, bo chociaż szanujemy nawzajem swoją pracę, on nie omieszka wyrzucać mi braku odznaki i kwalifikacji, a ja wprost uwielbiam żarty o zidiociałych policjantach. Ale wracając do sprawy:
- Słusznie. Czyli na pewno miał zleceniodawcę, który mu zapłacił więcej niż mógłby wynieść z domu, za zabranie tylko jednego obrazu. Tylko dlaczego?
- Nie chciał aby coś innego zniknęło? Może to jakaś wiadomość dla mieszkańców? Mafiozi często postępuję w taki sposób.
- Wiem, ale to para bogatych staruszków. Jak oni mogliby zaplątać się w porachunki z mafią?
- Różnie to w życiu bywa. Sprawdzę ich w bazie jutro.
- Jesteś wielki. Ale wróćmy do tego że komuś zależało żeby nic innego nie zginęło. Jeśli wykluczymy mafię to co nam zostaje?
- Może ktoś z rodziny? Chciał się odegrać i zabrać ukochane dzieło pani domu?
- Możliwe. Ale wtedy Malinowska nie zgłosiła by tego na policję. Chciałaby mimo wszystko chronić bliskie osoby.
- Właśnie! Może ktoś chciał chronić ją czy jej męża i dlatego to zabrał? Podobno nie było śladów włamania. Więc złodziej musiał mieć klucz.
- Czekaj. Gdzieś tutaj był wywiad z mężulkiem. - odnalazłam potrzebną kartkę - Nie, nikt z rodziny nie ma kluczy do ich domu.
- No to jesteśmy w ślepej dupie.
Oboje zamyśliliśmy się głęboko, jednak szybko Darek wyrwał się z tego stanu i zaczął gwałtownie przeglądać kopię raportu.
- Monitoring! Mówiłaś bogaci, tak? Nie mają monitoringu ani alarmu? Muszą coś mieć!
- Mają. Jedno i drugie, ale Twoim inteligentni koledzy nie poprosili o zapis z kamer.
- Idioci. Powiedz że go masz?
Uśmiechnęłam się do niego złowieszczo i wstałam:
- U mnie czy u ciebie?
- Masz lepszy sprzęt od mojego. Chyba muszę zostać prywaciarzem. Chociaż nie, sumienie by mi nie pozwalało.
20 minut później byliśmy już w moim gabinecie. Ja siedziałam na fotelu, a Darek na biurku. Ustawiłam monitor tak, żebyśmy oboje mieli dobry widok i włączyłam filmik.
- Noc, głucha noc. Zakładam że to mniej więcej wtedy było włamanie?
- Tak. Według raportu geniuszy od ciebie i Malinowskiej.
- A skąd ona to wie? Mówiłaś że nie było jej wtedy w domu?
- Ogrodnik przyszedł rano i zauważył uchylone drzwi do salonu. Od razu zadzwonił do jej męża.
- Tak po prostu? Może to on ukradł obraz? Miał kluczę?
- Nie. I jego bym nie podejrzewała. Jak na ogrodnika sporo zarabia. I pracuję u nich od 20 lat, spędzają razem święta. Dziwna sprawa, ale facet wydaje się lojalny.
- Pomysły mi się kończą.
Obejrzeliśmy całe nagranie, jednak po włamywaczu ani śladu. W między czasie stworzyliśmy też wiele teorii, od przypadkowego przechodnia zainteresowanego malarstwem Corrado do najazdu kosmitów wsysających do swojego statku obraz. Wszystkie jednak zostały szybko obalone.
piątek, 1 czerwca 2012
Oględziny
Jeśli ktokolwiek czyta moje "wypociny", bardzo proszę o komentarz, wiele by to dla mnie znaczyło
Tekst pisany kursywą to myśli Julii.
--------------------------------------------------
Następnego dnia rano zaparkowałam swój samochód pod domem Malinowskiej. Ba, domem...Willą. Wielka posesja ogrodzona wysokim murem. Wejście umożliwiała solidna brama ze stali. Nad każdym skrzydłem czuwałam kamera. Obeszłam całość z zewnątrz, mur nigdzie nie miał żadnych dziur czy obniżeń. Wysoka na 4 metry ściana zdecydowanie uniemożliwiała przeskoczenie jej czy wspinaczkę po jej gładziutkich kamieniach. Całej posesji strzegło też 15 kamer, na mój rzut oka żadnych ślepych punktów. Jedynym wejściem wydawał się brama, ale nie bardzo wiem jak włamywacz mógłby ją pokonać jednocześnie będąc niezauważonym przez monitoring. Ja oczywiście nie musiałam się tym zajmować, po prostu zadzwoniłam a ogromna wrota w kilka chwil stała przede mną otworem.
Choć posesja z zewnątrz wydawała się większa, jednak pokaźny ogród i dwupiętrowy dom robiły wrażenie. Jeszcze większe robiło wnętrze. Pokoje urządzone były w stylu "im więcej tym lepiej". Wszędzie obrazy i rzeźby, mnóstwo kwiatów. Salon był bardzo jasny, były w nim 4 kanapy i niski, mahoniowy stół, dużo półek i innego ustrojstwa. Mój wzrok jednak od razu przyciągnął kominek z marmuru. Na półeczce nad nim stał wielki, złoty świecznik a za nim na ścianie było puste miejsce.
- Tu wisiał obraz Corrado. - poinformowała mnie Malinowska gdy ruszyłam w tamtą stronę - Bez niego jest tu bardzo pusto.
Podeszłam bliżej i dokładnie obejrzałam to miejsce. Ściana jak ściana, widać było dokładne granice ramy obrazu, wyznaczyły one jaśniejszy fragment na nieco zszarzałej tapecie.
- Czy przestawiała pani coś od włamania?
- Nie, wszystko jest jak było.
- Ten świecznik stał w tym miejscu gdy zauważyła pani zniknięcie obrazu?
- Tak, jak najbardziej. Uważa pani że źle wygląda?
- Nie o to chodzi.
- czemu złodziej go nie ukradł? Nawet jeśli się śpieszył mógł zgarnąć zapewne drogocenny świecznik i uciec...oknem. W zamyśleniu podążyłam do ściany po prawej stronie od kominka. Znajdowały się na niej wielkie okna i przeszklone drzwi prowadzące do ogrodu. Dokładnie je obejrzałam, na białej farbie nie było nawet najmniejszego zarysowania, żadnych śladów włamania. Otworzyłam drzwi i rozejrzałam się po ogrodzie. Żadnych śladów stup czy jakichkolwiek innych śladów.
- Zakładam że okna też nie były malowane?
- Oczywiście że nie. Były tylko myte.
- Genialnie, czyli nie ma co liczyć na odciski palców...Pewnie i tak policja je zdjęła jeśli jakieś były.
- Czy policja zabezpieczyła jakieś ślady? Dociski, znaki włamania?
- Nie, chyba nie, o niczym takim mi nie wiadomo. Ale nie było mnie w domu podczas ich wizyty, mąż się tym zajmował.
- I znowu ten mężulek...Wydaje mi się coraz bardziej podejrzany.
- A czy pani mąż jest teraz w domu? Chciałbym z nim porozmawiać.
- Nie, jest obecnie w klubie golfowym. Bierze udział w jakimś turnieju.
- A czy mogłabym rzucić okiem na zapis z monitoringu? Zauważyłam że mają państwo wiele kamer, może na jednej z nich widać włamywacza?
- Oczywiście. Mogę pani dać kopię jeśli pani chce. Skoro już pani o tym mówi, to wydaje się dziwne że policja nie poprosiła o to samo. Zaraz wrócę z nagraniem.
Malinowska wyszła z pokoju, a ja zaczęłam rozmyślać:
- Jakim cudem policja nie zainteresowała się tymi nagraniami? Chyba nawet największy debil by na to wpadł. Muszę chyba złożyć wizytę na komisariacie. Przydałby mi się raport z oględzin. I jeszcze ten nieuchwytny mężulek. Dobrze by było i jego znaleźć. - na jednej z półek zobaczyłam zdjęcie Malinowskiej z jakimś mężczyzną w jej wieku - Założę się że to mężulek - Telefonem zrobiłam zdjęcie zdjęcia, kilka kominkowi i oknom. Kiedy chowałam telefon wróciła Malinowska i wręczyła mi płytę z nagraniami:
- Proszę, mam nadzieję że pomoże pani w złapaniu tego łajdaka.
- Też mam taką nadzieję. - schowałam płytę do torebki, pożegnała się z gospodynią i ruszyłam z powrotem do samochodu.
- Witaj Darku, jak mija ci ten piękny dzień? - zadzwoniłam do mojego zaprzyjaźnionego policjanta. Poznałam go już podczas mojej pierwszej sprawy i od razu zaczęliśmy się świetnie dogadywać. Jako że reszta jego współpracowników zieje ogniem do prywatnych detektywów, jesteśmy na siebie skazani.
- Czego chcesz tak wcześnie rano? Ty chyba nigdy nie śpisz, co?
- Czasami trochę drzemię. Co powiesz na kawę?
- Chętnie wypiję ale trudno mi uwierzyć w Twoją bezinteresowność. Co jest?
- Prowadzę nową sprawę i przydałby mi się raport policji.
- Znowu? Nie możesz sama zbierać danych. - ziewnął, a w tle usłyszałam szczekanie jego psa. - Dobra, wyślij mi nazwisko, a postaram się go zdobyć.
- Jesteś wielki, wiesz o tym? I pogłaszcz ode mnie Stacha.
Tekst pisany kursywą to myśli Julii.
--------------------------------------------------
Następnego dnia rano zaparkowałam swój samochód pod domem Malinowskiej. Ba, domem...Willą. Wielka posesja ogrodzona wysokim murem. Wejście umożliwiała solidna brama ze stali. Nad każdym skrzydłem czuwałam kamera. Obeszłam całość z zewnątrz, mur nigdzie nie miał żadnych dziur czy obniżeń. Wysoka na 4 metry ściana zdecydowanie uniemożliwiała przeskoczenie jej czy wspinaczkę po jej gładziutkich kamieniach. Całej posesji strzegło też 15 kamer, na mój rzut oka żadnych ślepych punktów. Jedynym wejściem wydawał się brama, ale nie bardzo wiem jak włamywacz mógłby ją pokonać jednocześnie będąc niezauważonym przez monitoring. Ja oczywiście nie musiałam się tym zajmować, po prostu zadzwoniłam a ogromna wrota w kilka chwil stała przede mną otworem.
Choć posesja z zewnątrz wydawała się większa, jednak pokaźny ogród i dwupiętrowy dom robiły wrażenie. Jeszcze większe robiło wnętrze. Pokoje urządzone były w stylu "im więcej tym lepiej". Wszędzie obrazy i rzeźby, mnóstwo kwiatów. Salon był bardzo jasny, były w nim 4 kanapy i niski, mahoniowy stół, dużo półek i innego ustrojstwa. Mój wzrok jednak od razu przyciągnął kominek z marmuru. Na półeczce nad nim stał wielki, złoty świecznik a za nim na ścianie było puste miejsce.
- Tu wisiał obraz Corrado. - poinformowała mnie Malinowska gdy ruszyłam w tamtą stronę - Bez niego jest tu bardzo pusto.
Podeszłam bliżej i dokładnie obejrzałam to miejsce. Ściana jak ściana, widać było dokładne granice ramy obrazu, wyznaczyły one jaśniejszy fragment na nieco zszarzałej tapecie.
- Czy przestawiała pani coś od włamania?
- Nie, wszystko jest jak było.
- Ten świecznik stał w tym miejscu gdy zauważyła pani zniknięcie obrazu?
- Tak, jak najbardziej. Uważa pani że źle wygląda?
- Nie o to chodzi.
- czemu złodziej go nie ukradł? Nawet jeśli się śpieszył mógł zgarnąć zapewne drogocenny świecznik i uciec...oknem. W zamyśleniu podążyłam do ściany po prawej stronie od kominka. Znajdowały się na niej wielkie okna i przeszklone drzwi prowadzące do ogrodu. Dokładnie je obejrzałam, na białej farbie nie było nawet najmniejszego zarysowania, żadnych śladów włamania. Otworzyłam drzwi i rozejrzałam się po ogrodzie. Żadnych śladów stup czy jakichkolwiek innych śladów.
- Zakładam że okna też nie były malowane?
- Oczywiście że nie. Były tylko myte.
- Genialnie, czyli nie ma co liczyć na odciski palców...Pewnie i tak policja je zdjęła jeśli jakieś były.
- Czy policja zabezpieczyła jakieś ślady? Dociski, znaki włamania?
- Nie, chyba nie, o niczym takim mi nie wiadomo. Ale nie było mnie w domu podczas ich wizyty, mąż się tym zajmował.
- I znowu ten mężulek...Wydaje mi się coraz bardziej podejrzany.
- A czy pani mąż jest teraz w domu? Chciałbym z nim porozmawiać.
- Nie, jest obecnie w klubie golfowym. Bierze udział w jakimś turnieju.
- A czy mogłabym rzucić okiem na zapis z monitoringu? Zauważyłam że mają państwo wiele kamer, może na jednej z nich widać włamywacza?
- Oczywiście. Mogę pani dać kopię jeśli pani chce. Skoro już pani o tym mówi, to wydaje się dziwne że policja nie poprosiła o to samo. Zaraz wrócę z nagraniem.
Malinowska wyszła z pokoju, a ja zaczęłam rozmyślać:
- Jakim cudem policja nie zainteresowała się tymi nagraniami? Chyba nawet największy debil by na to wpadł. Muszę chyba złożyć wizytę na komisariacie. Przydałby mi się raport z oględzin. I jeszcze ten nieuchwytny mężulek. Dobrze by było i jego znaleźć. - na jednej z półek zobaczyłam zdjęcie Malinowskiej z jakimś mężczyzną w jej wieku - Założę się że to mężulek - Telefonem zrobiłam zdjęcie zdjęcia, kilka kominkowi i oknom. Kiedy chowałam telefon wróciła Malinowska i wręczyła mi płytę z nagraniami:
- Proszę, mam nadzieję że pomoże pani w złapaniu tego łajdaka.
- Też mam taką nadzieję. - schowałam płytę do torebki, pożegnała się z gospodynią i ruszyłam z powrotem do samochodu.
- Witaj Darku, jak mija ci ten piękny dzień? - zadzwoniłam do mojego zaprzyjaźnionego policjanta. Poznałam go już podczas mojej pierwszej sprawy i od razu zaczęliśmy się świetnie dogadywać. Jako że reszta jego współpracowników zieje ogniem do prywatnych detektywów, jesteśmy na siebie skazani.
- Czego chcesz tak wcześnie rano? Ty chyba nigdy nie śpisz, co?
- Czasami trochę drzemię. Co powiesz na kawę?
- Chętnie wypiję ale trudno mi uwierzyć w Twoją bezinteresowność. Co jest?
- Prowadzę nową sprawę i przydałby mi się raport policji.
- Znowu? Nie możesz sama zbierać danych. - ziewnął, a w tle usłyszałam szczekanie jego psa. - Dobra, wyślij mi nazwisko, a postaram się go zdobyć.
- Jesteś wielki, wiesz o tym? I pogłaszcz ode mnie Stacha.
Subskrybuj:
Posty (Atom)