środa, 23 lipca 2014

Nowe przemyślenia

- Chyba mi nie powiesz że ją torturowałeś żeby zdobyć informacje?!  - podniosłam głos i z hukiem odstawiłam kieliszek na blat.
- Nie ja... - Karol spuścił głowę jak zbity piesek - moi ludzie. Ale wcale jej nie torturowali! - zaczął się bronić - Po prostu.... Trochę ją nastraszyli. Włos jej z głowy nie spadł, przysięgam. A potem grzecznie odstawili ją do domu. I dostała tą paskudną główkę. Wszystko poszło zgodnie z Twoim planem.
- Mój plan nie uwzględniał tortur!
- To nie były tortury. Tylko trochę mocniejszy sposób rozmowy. Nic jej nie jest. A bez tego nie dowiedzielibyśmy się tego co wiemy teraz!
- Ale jak mogłeś jej to zrobić? Wiedziałam że jesteś zimny jak lód, ale teraz wiem też że w ogóle nie masz serca! - nasza rozmowa przerodziła się w porządną kłótnię, ale po moim ostatnim komentarzu w oczach Karola pojawiły się ogniki wściekłości.
- Wyjdź. Zostaw mnie w spokoju. Nie mam teraz ochoty żeby dla Ciebie gotować.
- Ty nie masz ochoty?! A może to ja nie mam ochoty spędzić wieczoru z takim draniem jak Ty?!
Odwróciłam się na pięcie, trzasnęłam za sobą drzwiami i nim Karol zdążył się obejrzeć byłam już na chodniku przed jego budynkiem.
Cholera, mogłam wziąć wino, bardzo by mi się teraz przydało.


Po powrocie do domu i wzięciu długiego, gorącego prysznica uspokoiłam się. Zdałam sobie też sprawę z tego że trochę przesadziłam... Ok! Mocno przesadziłam. Nie powinnam być tak ostra. Ale jak on mógł to zrobić Kwiatkowskiej? Dobra, nie jest niewiniątkiem, ale to jednak było zbyt mocne zagranie.
Chociaż z drugiej strony... Gdyby nie to, pewnie nie dowiedzielibyśmy się że Magda jest pośrednikiem Malinowskiego. Jaki ten świat jest mały.
Ale chwileczkę... To że Malinowskie jest fałszerzem dzieł sztuki, tłumaczy jego tajną pracownie. Nie jest to zbyt legalne hobby, więc ukrywanie go jest naturalne. Pytanie tylko brzmi dlaczego zlecił kradzież obrazu z własnego domu. Nawet jeśli założyć, że zrobił wiele jego kopi i wszystkie sprzedał, Corrado nie jest znanym artystą, więc dużo na tym nie zarobił. Chyba że sprzedaż obrazu była formą pozbycie się go. Nie mógł przecież odwiesić go na ścianę, kiedy zyskał to co chciał. Tylko co on właściwie zyskał? Tą bezsensowną wiadomość o dzienniku Piotra? Przecież to nie ma sensu. Chyba że chodziło o dziennik kochanki Corrado! Przecież był ukryty w archiwum, może jedno z nich był pod bazyliką św. Piotra! Cholera, nie. Przecież ten dziennik został przekazany mediom, przeczytałam cały, nie było tam nic sensowego. A niech to....
Chyba że....To był dziennik kogoś innego... Boże, jestem genialna!


Nadal pełna euforii i zachwytu nad moim geniuszem, pojechałam do Karola. Tak, wiem że nie chce mnie widzieć, ale myślę że tego posłucha. Kiedy otworzył mi drzwi, w jego oczach nadal widać było złość ale puściłam to mimo uszu (mimo oczu?) i powiedziałam:
- Pakuj się, lecimy do Włoch.

środa, 2 lipca 2014

Sztuczki wywiadowcze

- Mąż pracownicy Klementowskiego? A co go tak zaniepokoiło?
- Myśli że żona go zdradza. Ale ja jakoś w to nie wierzę, za bardzo się kochają.
- Skąd niby to wiesz?
- To widać. Mam szósty zmysł, wiesz? - uśmiechnęłam się głupkowato a on odwzajemnił mój uśmiech
- A jak się ta kobitka nazywa?
- Kwiatkowska.
- Magda? - Karol wciął mi się w słowo
- A skąd Ty to wiesz?
- To właśnie z nią się kontaktowałem w sprawie tej ohydnej głowy. To ma być prezent dla Klementowskiego. Ostatnio mocno jej pomógł i teraz chce się odwdzięczyć.
- W czym jej pomógł? - zapytałam coraz bardziej zaciekawiona tą sprawą
- A skąd ja mam wiedzieć? Nie pytam o takie rzeczy. Do póki ona dostaje główkę, a ja kasę nikt nikogo o nic nie pyta.
- A gdyby tak ona nie dostała tej główki?
- Co Ty znowu kombinujesz kobieto? - w głosie Karola pojawiło się lekkie zaniepokojenie, ale nie przeszkodziło mu to w wysłuchaniu mojego pomysłu.

Cała noc zleciała nam na rozmowie, nawet nie pamiętam kiedy zasnęliśmy. Wiem tylko że o 9 rano obudziła nas Amelia wchodząca do mojego gabinetu. Będę musiała chyba dać jej sporą premię żeby nie wygadała nikomu jaki obrazek zastała... Karol leżał na podłodze z głową na swojej torbie i obejmował mnie ramieniem. Moja głowa natomiast spoczywała na jego klatce piersiowej, a ręka zastygła przy jego policzku. Kiedy Amelia nas obudziła, zerwałam się na równe nogi i poprawiłam włosy które były w katastroficznym nieładzie. Karol jak gdyby nigdy nic, usiadł na podłodze i szczerzył się głupkowato do nas.
Amelię posłałam po kawę, a Karola wygoniłam do domu. Usiadłam w swoim fotelu, delektując się błogą ciszą i chwilą spokoju na przemyślenia.

Jeszcze tego samego dnia Karol miał spotkać się z Magdą K. w celu wymiany. Kobieta przyszła na wyznaczone miejsce w parku na uboczu miasta. Usiadła na ławce i z lekkim poddenerwowaniem czekała. Czekała ponad 30 minut, ale nikt się nie pojawił. Dosłownie nikt. Żadna żywa ( i miejmy nadzieję że martwa też ) nie przeszła obok niej przez te pół godziny. Kobieta zaczęła się niepokoić coraz bardziej. Obiecała mężowi że wróci na kolację, ale z drugiej strony nie mogła tak po prostu opuścić parku bez wymiany. Kiedy już zaczynała tracić cierpliwość, usłyszała szelest liści dobiegający z krzaków za jej plecami, lecz nim zdążyła się obejrzeć, para silnych rąk zakneblowała jej usta i zawiązała oczy. Próbowała się wyrywać, kopać i krzyczeć, ale nie miała szans.

- Dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy od Kwiatkowskiej. - z szerokim uśmiechem na ustach przywitał mnie Karol w drzwiach swojego mieszkania. Dałam się w końcu zaprosić na kolację, w ramach zadośćuczynienia za ostanie wydarzenia w moim biurze.
- Tak? A czegóż to? - zapytałam podając mu butelkę białego wina i dając się pocałować na powitanie
- W czym pomógł jej Klementowski. - jego uśmiech jeszcze bardziej się powiększył
- No wyduś to wreszcie z siebie!
- Uchronił ją przed więzieniem. Białe czy czerwone? - Karol wskazał na butelki wina na blacie w kuchni, gdy ja w osłupieniu stałam nadal przy drzwiach wejściowych.
- Jak to przed więzieniem? Dlaczego miała tam trafić?
- Już myślałem że nigdy nie zapytasz. Nasz niewinna Madzia od kilku dobrych miesięcy współpracuje z dobrze Ci znanym staruszkiem, którego to obrazy sprzedaje.
- Nie mów....Z Malinowskim?! - nie mogłam uwierzyć w to co słyszę, jak to w ogóle możliwe?
- Tak, dokładnie z nim. Przynajmniej już wiemy po co mu ta pracowania artystyczna...
- Że niby on sam maluje?
- A żeby to maluje, podrabia. Podrabia drogocenne dzieła sztuki, i to ponoć całkiem nieźle. Potem przekazuje je Madzi, ona przekazuję je kolejnemu pośrednikowi, a ten wywozi je za granicę i sprzedaję. Piękny system.
- A skąd Ty to wszystko wiesz? Tak po prostu Ci to powiedziała?
- Wolałbym żebyś o to nie pytała. - uśmiech z ust Karola zmył się w mgnieniu oka
- Gadaj. - zażądałam surowo
- Możliwe że moi ludzie trochę ją do tego zmusili...
- To znaczy? - popatrzył na mnie ponuro, po czym spuścił wzrok na podłogę jak zbity piesek - Nie... Chyba nie mówisz tego o czy myślę, prawda?

środa, 26 marca 2014

Długa noc

Serce waliło mi jak młot gdy kucałam za biurkiem z nożem w ręku. Czekałam na dalszy rozwój zdarzeń. Tajemniczy przybysz zamknął za sobą drzwi na łucznik i szybkim krokiem wszedł do mojego biura. Zgasił światło i ruszył w stronę okna rzucając po drodze :
- Wyłącz monitor.
Wychyliłam się za biurka i szybko wygasiłam ekran. Karol zasłonił żaluzje i wrócił pod drzwi nasłuchując co dzieje się na nimi. Miał na sobie czarne dżinsy i bluzę z kapturem. Pod oknem postawił ciemną torbę.
- Co Ty tutaj robisz? Dlaczego wyłączasz wszystkie światła? I czemu do cholery mnie tak straszysz?!
Wstałam za biurka z nożem w ręku i groźną miną co wywołało uśmiech na jego twarzy. Rozłożył ręce w uspokajającym geście.
- Spokojnie. Odłóż nóż, nikomu nie musi stać się krzywda.
Teraz i ja się uśmiechnęłam, schowałam moją broń i podeszłam do niego.
- I nie krzycz tak. Zaraz Ci wszystko wytłumaczę. - powoli otworzył drzwi, wszedł do holu, zasłonił okno za biurkiem Amelii, powoli otworzył drzwi wejściowe, rozejrzał się po klatce schodowej, zamknął je z powrotem i wrócił do mojego biura. Wyjrzał ostrożnie przez okno, polecił mi zamknięci drzwi do pokoju i usiadł pod oknem, opierając się plecami o półkę z aktami. Usiadłam obok niego.

- Nie chce wiedzieć co jest w tej torbie, prawda?
- Nie chcesz. - Trochę się uspokoił ale nadal miał przyśpieszony puls, był lekko spocony. Zapewne biegł. Czarne tenisówki miał ubrudzone, a skórę na dłoniach zaczerwienioną i miejscami zdartą. Chociaż w biurze wszystkie światła były zgaszone, mogłam go dobrze widzieć dzięki ulicznym latarniom i neonom.
- Więc o co chodzi? Przed kim uciekasz?
- Na pewno chcesz wiedzieć?
- Skoro już jestem partnerem w zbrodni pozwalając Ci się tu ukrywać to chciałbym wiedzieć za co pójdę do więzienia.
Uśmiechnął się lekko, widać że był poddenerwowany.
- Dobra. Ale od razu zaznaczam że nie podam żadnych szczegółów, nie powinnaś tego wiedzieć. - przytaknęłam a on kontynuował - Ogólnie mówiąc, w tej torbie jest coś co mój klient bardzo chciał mieć. Ale stracił to jakiś czas temu. Więc wynajął mnie żebym to odzyskał. Znajdowało się to w biurze jego dawnego szefa. Sprawdzałem je wielokrotnie, nikogo oprócz ochrony nie powinno tam być. A i ona nie powinna sprawiać większego problemu, starszy gostek z nadwagą. Wszystko było pięknie do czasu aż nie zacząłem stamtąd wychodzić. Jakiś pracownik siedzący w biurze po godzinach zauważył mnie wychodząc z łazienki, wydałem mu się podejrzany, wezwał ochronę, ja zacząłem uciekać. Wybiegłem z budynku, niby wszystko cudnie, ale niedaleko spacerował sobie patrol straży miejskiej. Ochroniarz krzyknął do nich że się włamałem, to ci dawaj za mną w pościg. Na moje szczęście chyba nie robią testów sprawnościowych przed ich zatrudnieniem, ledwo mogli za mną nadążyć. Pobiegłem do parku, skakałem przez ogrodzenia, biedaczki potykali się o własne nogi. - przez jego twarz przemknął szyderczy uśmieszek - Krążyłem bocznymi uliczkami i skojarzyłem że Twoje biuro jest nieopodal. Nie martw się, dawno ich zgubiłem. Nie ma szans żeby mnie tu znaleźli.
- Ale mimo to zakamuflowałeś wszelkie oznaki czyjejkolwiek obecności tu i sprawdzałeś teren?
- No wiesz, niczego nie można być w 100% pewnym. - uśmiechnął się głupkowato a ja dałam mu kuksańca w ramię. - Nie znajdą mnie, to głąby.
- Jak mogłeś być taki głupi żeby nie sprawdzić gdzie są patrole?
- Nigdy ich tam nie było. Musieli zmienić trasy od dzisiaj. Sprawdzałem, wierz mi.
- Jak długo zamierzasz się tu chować?
- Aż mnie stąd nie wygonisz.
- Eh... - wzdychnęłam ciężko bo wiedziałam że czeka mnie długa noc. Niby mogłam go pogonić, ale jego złowieszczy uśmieszek jak zawsze działał na mnie rozbrajająco. -  Chcesz kawę? - wstałam i ruszyłam do kuchni, Karol poszedł za mną. Włączyłam ekspres, a on stanął w drzwiach oparty o framugę :
- Dobrze radzisz sobie po ciemku.
- Nie pierwszy raz ukrywam przestępcę. Wyrobiłam się w tym. Jestem bardziej doświadczona niż mogłoby Ci się wydawać. - uśmiechnęłam się zalotnie, dobitniej zaznaczając podtekst tej wypowiedzi

- Skąd pewność że ochroniarz Cię nie rozpozna? - podałam mu kubek z kawą i wróciliśmy na podłogę pod oknem.
- Miałem kaptur i kominiarkę.
- Rękawiczki?
- Też. Zdjąłem je w parku, wygodniej się bez nich przeskakuję przez przeszkody.
- Tylko mi nie mów że je wyrzuciłeś.
- Ha, no co Ty, mam je w kieszeni. - wyjął dwie czarne, skórzane rękawiczki i wrzucił je do torby. - Wiem że masz mnie za idiotę, ale na prawdę nim nie jestem.
- Widzę właśnie. Bo wcale nie siedzisz na podłodze mojego biura ukrywając się przed strażą miejską i narażając mnie na oskarżenia o ukrywanie przestępcy. - powiedziałam z sarkazmem
- Nawet najlepszym zdarzają się wpadki. Wynagrodzę Ci to, przyrzekam.
- Oj nie będzie to takie łatwe. Zniszczyłeś mój wieczór.
- A co planowałaś? Randka przez internet?
- Taa, z urzędem skarbowym.
- Uhuh, to chyba raczej Cię uratowałem. Pomyśl o tym jako o nowym doświadczeniu. - zaczął mówić uwodzicielskim głosem, niższym niż zwykle - Jak często masz okazję spędzić ze mną noc, sam na sam, w ciemnym pokoju?
- Na szczęście to mój pierwszy raz.
- Zawsze do usług jeśli chodzi o rozdziewiczanie.
Posłał mi słodki uśmiech i nie mogłam być na niego dalej za to zła. Nie lubię kiedy ktoś wpada mi tak do biura, szczególnie nocą, szczególnie jeśli przed kimś ucieka. Zdenerwował mnie myśl o policji mogącej za chwilę zapukać do moich drzwi. Miałam ochotę urwać mu głowę za tak głupią i nieostrożną akcję. Ale kiedy się do mnie uśmiechał, w swój specyficzny, seksowny a za razem chłopięcy sposób nie mogłam dalej się na niego złościć. Od razu się uśmiechałam. Cholera jasne! Jak on to robi?!

Wypiłam łyk gorącej kawy i oparłam głowę na jego ramieniu. Jego mięśnie napięły się z zaskoczenia, ale po chwili rozluźnił się i oparł swoją głowę na mojej.
- Rozczulasz się twardzielu. - powiedziałam cicho
- Zamknij się, dobrze? - dopowiedział z uśmiechem który było słychać w jego głosie.
Milczeliśmy tak przez dłuższą chwilę po czym Karol powiedział:
- Przepraszam że Cię tak narażam.
- Trochę na to za późno. Włamałam się przez Ciebie do czyjegoś domu, pamiętasz?
- Tak... Mam na Ciebie zły wpływ.
- Proszę Cię, zanim Cię poznałam też byłam diablicą, teraz tylko zmieniłam trochę swój rejon działania.
- Diablicą mówisz? W porównaniu ze mną jesteś aniołem.
- A co niby tak strasznego zrobiłeś że rzucasz takimi osądami?
- Może kiedyś Ci powiem. Za jakieś 20 lat. - pocałował mnie delikatnie w głowę a na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Co się z nami dzieje?

- Lepiej pokaż mi co jest tak cenne że muszę przez to spędzić z Tobą całą noc. - wyprostowałam się i wskazałam głową na czarną torbę stojącą w rogu pokoju.
- Ostatnim razem Ci się podobało i to bardzo, więc nie masz co narzekać. - po raz kolejny oberwał ode mnie w ramię, ale to tylko powiększyło jego uśmiech, bo dobrze wiedział że ma racje. Podsunął torbę bliżej nas i otworzył zamek.
- To jest....
- Paskudne, wiem. - wyjął z torby figurkę wielkości głowy niemowlaka. I co gorsza w kształcie takiej głowy.
- Czy to jest złota głowa dziecka?
- Tak.
- I ktoś to chciał odzyskać?
- Tak.
- I stało to na biurku jakiegoś prezesa?
- Tak. A wiesz ile to kosztuję? - pokręciłam przecząco głową nie spuszczając zdegustowanego wzroku z figurki. - Pół miliona złotych. To bardzo droga, paskudna głowa złotego dziecka. Nie wiem dlaczego ten Klementowski chce to odzyskać, ale płaci więc ja nie mam nic do gadania.
- Czekaj, czekaj... Klementowski? Ten od "Klementowki i syn"? Tej firmy marketingowej w centrum miasta?
- Tak, dokładnie ten. A co?
- A bo był u mnie dzisiaj zaniepokojony mąż jednej z jego pracownic.  

sobota, 15 marca 2014

Syndrom dnia następnego

Całą noc nie mogłam spać. A w zasadzie tą nikłą resztkę nocy która mi zostało. Jak tylko wróciłam do domu, wrzuciłam cały swój strój do prania i padłam na łóżko. Jednak myśli buzujące w mojej głowie nie pozwoliły mi zasnąć.

O 7 rano, jak zwykle, zadzwonił budzik. Jak zwykle wypiłam kawę i zjadłam jajecznicę. Jak zwykle dojechałam do biura punkt 8. Jednak ten dzień nie był jak wszystkie inne. Cały czas myślałam o zeszłej nocy, rozpamiętywałam zdarzenia i próbowałam uporządkować to w całość. Nie wiem dlaczego, ale myśl że ta noc zmienia wszytko uczepiła się mnie jak rzep i nie chciała puścić.

Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam po przekroczeniu progu gabinetu był telefon do mojego zaprzyjaźnionego policjanta, Darka. Poprosiłam go o zlecenie badań na próbkę krwi którą pobraliśmy wczoraj z domu Malinowskich. Oczywiście nie zdradziłam mu skąd ją mam, ale to nie była taka moja pierwsza prośba do niego, więc nawet nie zadawał dodatkowych pytań. Próbkę miałam podrzucić do miejskiego laboratorium analitycznego, pochwalić się znajomością z Darkiem żeby przyśpieszyć badania i cierpliwie czekać na wyniki które zostaną mi wysłane emailem. Pierwsze dwie części polecenia spełniłam w mgnieniu oka, ale moja wrodzona cierpliwość wyczerpała się mniej więcej w 6 klasie podstawówki i od tamtej pory nie uzupełniłam jej zapasów. I chociaż wiedziałam że badania nie zostały nawet rozpoczęte to wracając do biura na każdych światłach sprawdzałam skrzynkę w telefonie.

W biurze czekała już na mnie wściekła Amelia:
- Klient czeka od 20 minut. - wycedziła przez zęby wskazując dłonią na uchylone drzwi do mojego gabinetu.
- Jaki znowu klient? - szepnęłam do niej
- Pan Kwiatkowski, żona go zdradza. Przypomnienie o spotkaniu wysłałam wieczorem emailem.
- Widocznie nie sprawdzałam skrzynki od wczoraj. Już do niego idę, spokojnie.
Na śmierć zapomniałam! Nawet sama umawiałam go na dzisiaj. Cholerna Malinowska i jej obraz! Zabiera mi całe życie. Ciekawe jak Karol sobie z tym radzi...
- Witam pana, panie Kwiatkowski. Najmocniej przepraszam za to karygodne spóźnienie. - na fotelu przed moim biurkiem siedział szczupły mężczyzna około czterdziestki. Na skroniach pojawiły mu się już siwe włosy, ale jego tygodniowy zarost był kruczoczarny. Obrączka na palcu serdecznym wskazywała że ma żonę, a starannie wyprasowana koszula, że dobrze się im układa. Podniósł się z fotela żeby uścisnąć mi dłoń.
- Witam panią. Od 20 lat jestem żonaty, spóźniająca się kobieta to dla mnie żadna nowość. Ale jeśli można chciałbym jak najszybciej przejść do rzeczy i wrócić do swojej pracy.
- Oczywiście. - odpowiedziałam z uśmiechem i usiadłam naprzeciwko niego. Wyjęłam swój notatnik i zaczęłam rozmowę. - Przez telefon mówił pan że podejrzewa żonę o zdradę. Mogę zapytać dlaczego?
- Magda, moja żona, zaczęła się ostatnio dziwnie zachowywać. Przesiaduje w pracy do późna, jeździ do biura nawet w weekendy, co wcześniej się jej nie zdarzało. Kiedy pytam dlaczego tak postępuję, dostaje tylko jakieś bzdurne, wymijające odpowiedzi. A to koleżanka miała urodziny, a to syn drugiej się pochorował i wzięła jej zmianę. Ale kiedy tydzień temu pojechałem do niej gdy twierdziła że ciężko pracuję, nie było jej nawet w biurze.
- To rzeczywiście może być sposób na ukrycie romansu. A gdzie żona pracuję?
- W marketingu. Zajmuje się najbogatszymi klientami i ich zachciankami. Ostatnio jeden z tych pajaców chciał żeby sprowadziła mu wielbłąda do ogródka. Wielbłąda! Wyobraża to sobie pani? - kiedy mówił o żonie wokół oczu pojawiały mu się kurze łapki, nadal mocno ją kochał i chyba nie do końca wierzył w jej niewierność. Dokończyliśmy rozmowę, obiecałam się odezwać jak tylko się czegoś dowiem, po czym mój przystojny klient opuścił biuro, a ja wpadłam w wir roboty papierkowej.

Zrobiłam dokumentacje jego sprawy, poszukałam trochę informacji o jego żonie, wykonałam parę telefonów i nim zdążyłam się obejrzeć zleciał mi na tym cały dzień. Może dlatego że co 15 minut odpływałam myślami do wczorajszego wieczora? Cały czas zastanawiałam się po co Malinowskim ta pracownia artystyczna. I dlaczego jest ukryta? Podejrzewam że skoro wejście do niej jest z gabinetu pana Malinowskiego, to raczej on coś tu ukrywa. Ale intuicja podpowiadała mi że jego żona też nie jest święta.

Zegar na monitorze poinformował mnie że będę musiała wypłacić sobie spore nadgodziny. Była już pierwsza w nocy a ja nadal nie mogłam uporać się z własnymi myślami. Właśnie wróciłam na fotel po zrobieniu kolejnej porcji herbaty. Na pewno bym nie zasnęła, więc wolałam zająć się czymś pożytecznym i nawet nie myślałam o tym żeby wrócić do domu.

Schylałam się właśnie do szafki w biurku gdy usłyszałam trzaśnięcie drzwi wejściowych. Amelia już dawno była w domu, Paweł też przeważnie nie pojawia się tu o tej porze. Szybko zsunęłam się z fotel i wydobyłam z torebki nóż. Zawsze wiedziałam że kiedyś mi się przyda. Kto to do cholery był? I jak tu wszedł? Przecież zamknęłam drzwi. Prawda?