sobota, 15 marca 2014

Syndrom dnia następnego

Całą noc nie mogłam spać. A w zasadzie tą nikłą resztkę nocy która mi zostało. Jak tylko wróciłam do domu, wrzuciłam cały swój strój do prania i padłam na łóżko. Jednak myśli buzujące w mojej głowie nie pozwoliły mi zasnąć.

O 7 rano, jak zwykle, zadzwonił budzik. Jak zwykle wypiłam kawę i zjadłam jajecznicę. Jak zwykle dojechałam do biura punkt 8. Jednak ten dzień nie był jak wszystkie inne. Cały czas myślałam o zeszłej nocy, rozpamiętywałam zdarzenia i próbowałam uporządkować to w całość. Nie wiem dlaczego, ale myśl że ta noc zmienia wszytko uczepiła się mnie jak rzep i nie chciała puścić.

Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam po przekroczeniu progu gabinetu był telefon do mojego zaprzyjaźnionego policjanta, Darka. Poprosiłam go o zlecenie badań na próbkę krwi którą pobraliśmy wczoraj z domu Malinowskich. Oczywiście nie zdradziłam mu skąd ją mam, ale to nie była taka moja pierwsza prośba do niego, więc nawet nie zadawał dodatkowych pytań. Próbkę miałam podrzucić do miejskiego laboratorium analitycznego, pochwalić się znajomością z Darkiem żeby przyśpieszyć badania i cierpliwie czekać na wyniki które zostaną mi wysłane emailem. Pierwsze dwie części polecenia spełniłam w mgnieniu oka, ale moja wrodzona cierpliwość wyczerpała się mniej więcej w 6 klasie podstawówki i od tamtej pory nie uzupełniłam jej zapasów. I chociaż wiedziałam że badania nie zostały nawet rozpoczęte to wracając do biura na każdych światłach sprawdzałam skrzynkę w telefonie.

W biurze czekała już na mnie wściekła Amelia:
- Klient czeka od 20 minut. - wycedziła przez zęby wskazując dłonią na uchylone drzwi do mojego gabinetu.
- Jaki znowu klient? - szepnęłam do niej
- Pan Kwiatkowski, żona go zdradza. Przypomnienie o spotkaniu wysłałam wieczorem emailem.
- Widocznie nie sprawdzałam skrzynki od wczoraj. Już do niego idę, spokojnie.
Na śmierć zapomniałam! Nawet sama umawiałam go na dzisiaj. Cholerna Malinowska i jej obraz! Zabiera mi całe życie. Ciekawe jak Karol sobie z tym radzi...
- Witam pana, panie Kwiatkowski. Najmocniej przepraszam za to karygodne spóźnienie. - na fotelu przed moim biurkiem siedział szczupły mężczyzna około czterdziestki. Na skroniach pojawiły mu się już siwe włosy, ale jego tygodniowy zarost był kruczoczarny. Obrączka na palcu serdecznym wskazywała że ma żonę, a starannie wyprasowana koszula, że dobrze się im układa. Podniósł się z fotela żeby uścisnąć mi dłoń.
- Witam panią. Od 20 lat jestem żonaty, spóźniająca się kobieta to dla mnie żadna nowość. Ale jeśli można chciałbym jak najszybciej przejść do rzeczy i wrócić do swojej pracy.
- Oczywiście. - odpowiedziałam z uśmiechem i usiadłam naprzeciwko niego. Wyjęłam swój notatnik i zaczęłam rozmowę. - Przez telefon mówił pan że podejrzewa żonę o zdradę. Mogę zapytać dlaczego?
- Magda, moja żona, zaczęła się ostatnio dziwnie zachowywać. Przesiaduje w pracy do późna, jeździ do biura nawet w weekendy, co wcześniej się jej nie zdarzało. Kiedy pytam dlaczego tak postępuję, dostaje tylko jakieś bzdurne, wymijające odpowiedzi. A to koleżanka miała urodziny, a to syn drugiej się pochorował i wzięła jej zmianę. Ale kiedy tydzień temu pojechałem do niej gdy twierdziła że ciężko pracuję, nie było jej nawet w biurze.
- To rzeczywiście może być sposób na ukrycie romansu. A gdzie żona pracuję?
- W marketingu. Zajmuje się najbogatszymi klientami i ich zachciankami. Ostatnio jeden z tych pajaców chciał żeby sprowadziła mu wielbłąda do ogródka. Wielbłąda! Wyobraża to sobie pani? - kiedy mówił o żonie wokół oczu pojawiały mu się kurze łapki, nadal mocno ją kochał i chyba nie do końca wierzył w jej niewierność. Dokończyliśmy rozmowę, obiecałam się odezwać jak tylko się czegoś dowiem, po czym mój przystojny klient opuścił biuro, a ja wpadłam w wir roboty papierkowej.

Zrobiłam dokumentacje jego sprawy, poszukałam trochę informacji o jego żonie, wykonałam parę telefonów i nim zdążyłam się obejrzeć zleciał mi na tym cały dzień. Może dlatego że co 15 minut odpływałam myślami do wczorajszego wieczora? Cały czas zastanawiałam się po co Malinowskim ta pracownia artystyczna. I dlaczego jest ukryta? Podejrzewam że skoro wejście do niej jest z gabinetu pana Malinowskiego, to raczej on coś tu ukrywa. Ale intuicja podpowiadała mi że jego żona też nie jest święta.

Zegar na monitorze poinformował mnie że będę musiała wypłacić sobie spore nadgodziny. Była już pierwsza w nocy a ja nadal nie mogłam uporać się z własnymi myślami. Właśnie wróciłam na fotel po zrobieniu kolejnej porcji herbaty. Na pewno bym nie zasnęła, więc wolałam zająć się czymś pożytecznym i nawet nie myślałam o tym żeby wrócić do domu.

Schylałam się właśnie do szafki w biurku gdy usłyszałam trzaśnięcie drzwi wejściowych. Amelia już dawno była w domu, Paweł też przeważnie nie pojawia się tu o tej porze. Szybko zsunęłam się z fotel i wydobyłam z torebki nóż. Zawsze wiedziałam że kiedyś mi się przyda. Kto to do cholery był? I jak tu wszedł? Przecież zamknęłam drzwi. Prawda?

2 komentarze:

  1. Ostatni post 25 września.. cóż. bardzo długa przerwa i choć jestem na Ciebie zła, to i tak się cieszę, że powracasz :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem, przepraszam, ale studia tak mnie wciągnęły że nawet nie miałam kiedy pisać... Mam nadzieję że kolejne części wynagrodzą tak długą przerwę;)

      Usuń