Nigdy nie lubiłam sklepów z AGD, RTV i takimi innymi
elektronicznymi rzeczami. Pewnie dlatego że moja wiedza na ich temat ogranicza
się do tego jakie baterie muszę kupić do pilota, ale to może też być ten dziwny
zapach który roztaczają takie sklepy. W każdym bądź razie od dzisiaj tego
konkretnego sklepu na pewno będę unikać.
O koło godziny 10:00 rano mój obcas zapadł się w gumową
wycieraczkę przy wejściu do sklepu. Jednak weszłam dalej i udawałam
zainteresowanie przy stoisku z grami komputerowymi. Po chwili obok mnie stanął
Karol, wziął do ręki jakąś zabijakę i czytając okładkę powiedział do mnie:
- Nawet się ze mną nie przywitasz? Czy w końcu poszłaś po rozum do głowy i udajesz że mnie nie znasz?
- Mój rozum nigdy nie opuszczał głowy, ale to ty przyszedłeś drugi. Ruch należy do ciebie.
Uśmiechną się złowieszczo, odłożył grę i odwrócił się do
mnie. Zbliżył się tak, że poczułam subtelny zapach jego wody kolońskiej. Prawa
ręka wylądowała na moim biodrze, druga dalej spoczywała na półce. Z obawy o to
co zaraz zrobi, pocałowałam go w policzek i lekko odsunęłam od siebie.
- Cykor. – powiedział z triumfalnym uśmiechem. – Idziemy?
Nasz plan był następujący: mieliśmy udawać klientów
zainteresowanych kupnem sprzętu do naszego biura. Duża ilość komputerów,
telefonów i innego, drogiego sprzętu. Chcąc wydać tu kupę kasy będziemy
oczywiście liczyć na specjalne traktowanie, w końcowym etapie na pogawędkę z menadżerem na osobności. I tu plan zaczyna być coraz mniej legalny, ale o
tym później.
Stanęliśmy przed stoiskiem z laptopami i czekaliśmy na
jakiegoś pracownika rozmawiając na temat systemu operacyjnego jaki jest nam
potrzebny. Gdy po chwili młodziak w czerwonej koszulce z plakietką pracowniczą
podszedł do nas, zaczęliśmy grę. Chłopakowi oczki zaświeciły się gdy tylko
wspomnieliśmy ilu rzeczy potrzebujemy. Zaczął opowiadać coś o kartach
graficznych, pamięci ram i innych bzdetach. Karol prowadził inteligentną
wymianę zdań a ja rozglądałam się po sklepie. Gabinet szefa – Macieja Barańczyka – znajdował się obok lady z napisem „ reklamacje”. Ha, ciekawe umiejscowienie. Przy
ladzie siedziała kobieta ok. 40 czytająca gazetę. Wszędzie kręcili się
pracownicy, których o tej porze dnia było więcej niż klientów. Kilku z nich
gawędziło przy filmach, parę osób siedziało przy kasach, ktoś doradzał młodej
parze jaka lodówka będzie dla nich najlepsza.
- Jak myślisz Aniu, ten będzie dobry? – Karol patrząc na
mnie wskazał laptopa
- Myślę, że spełni nasze oczekiwania. Weźmiemy 5 czy 6?
Chłopak już liczył w pamięci premię jaka go czeka, a my
przeszliśmy dalej w poszukiwaniu innych produktów. Ja oddaliłam się pod
pretekstem wybrania ekspresu do kawy, a Karol zaczął zagadywać sprzedawcę o
kontakt z szefem. Spotkanie z nim miało dostarczyć nam wielu informacji,
szczególnie ważna wydawała się odpowiedź na pytanie jakie dokumenty przekazał Malinowskiemu? I dlaczego? Czy jest jakoś powiązany ze sprawą obrazu? Czy Malinowski ma jakieś inne, tajne interesy? Tak czy inaczej, musiałam poznać odpowiedzi.
Przemierzając sklep widziałam z oddali Karola. Jego czarna
koszula lekko opinała się na mięśniach rąk gdy gestykulował, a uśmiech wzbudzał
zaufanie. Jak on to robi, że ludzie zawsze go
uwielbiają? Tak, wiem, mowa ciała i inne takie, ale w nim jest coś więcej. Ma
taką specyficzną cechę którą ma niewielu ludzi, jest po prostu…
-Cholera, przepraszam. – Zamyślona nie zauważyłam chłopaka
nadchodzącego z naprzeciwka. Wpadłam na wysokiego blondyna w niebieskiej bluzie
z kapturem. Wydawał się roztrzęsiony. Był spocony i chyba wściekły. Ale przede
wszystkim - przerażony. Przykuł moją uwagę na dłuższą chwilę i nawet kiedy bez
słowa ominą mnie i poszedł dalej moje oczy podążyły za nim. Kiedyś na kursie
wykładowca powiedział żeby nie ignorować zachowania ludzi, szczególnie gdy
wydaje się ono nie na miejscu. Rozumiem że kupno telewizora może być
stresujące, ale do tego ten bezmyślny wzrok… Kiedy mężczyzna idąc dalej zaczął
nakładać na głowę kaptur, jego bluza uniosła się lekko – za paskiem z tyłu
widać było pistolet. Niewielki, czarny model który można dostać bez większego
trudu. I w tym momencie czas jakby zwolnił.
Nakładanie kaptura wydawało się
trwać wieczność. Ludzie w sklepie zaczęli poruszać się w zwolnionym tempie a ja
jakby wyrwana z tego wszystkiego szybko zlokalizowałam wzrokiem Karola.
Uśmiechnięty gadał ze sprzedawcą ale gdy tylko na niego popatrzyłam, odwrócił
wzrok w moją stronę. Wskazałam głową na faceta w kapturze, z palców zrobiłam
pistolet i wycelowałam go w Karola. On spojrzał na przyszłego strzelca, potem
znów na mnie. W tym momencie blondyn w bluzie sięgną do tyłu i
wydobył pistolet. Ludzie zaczęli wpadać w panikę, a on grożąc przechodniom
kierował się w stronę gabinetu menadżera. Karol krzyknął „na ziemię!”,
pociągnął za sobą sprzedawcę i obaj schowali się za kuchenką. Ja wbiegłam za
półkę z kawą, zawołałam do siebie kilka osób, które stały nie opodal.
Mały, przestraszony chłopczyk wtulił się
w moje ramię, a ja zasłoniłam mu uszy. I wtedy padł strzał. Krótki odgłos
palonego prochu, głuchy dźwięk przeszywanego powietrza, i tłuczone szkło. Potem
to samo, kolejny strzał i jeszcze 2. W sumie mężczyzna opróżnił cały magazynek.
Zrobił co miał zrobić i rzucił się do ucieczki. Kiedy w ogłuszającej ciszy
trzasnęły drzwi za strzelcem – czas przyśpieszył. Ludzie zaczęli krzyczeć,
chłopczyk w moich objęciach płakać gdy tylko jego przerażona matka zabrała go z
moich objęć. Tłum złożony może z 15 osób wybiegł ze sklepu. A ja siedziałam na
podłodze czekając na nie wiadomo co.
-Wszystko w porządku? – za kawy wybiegł Karol, wtedy po raz
pierwszy widziałam na jego twarzy przerażenie. Usiadł obok mnie i otoczył
ramieniem. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową i czułam przyśpieszone bicie
serca. Nie wiedziałam co się za mną dzieje, co dzieje się dookoła. Podniosłam
głowę i spojrzałam na Karola. Jego wzrok skupiony był dalej, ponad półkami.
Kiedy jednak wyprostowałam się i zaczęłam mówić spojrzał mi głęboko w oczy.
-Bywało lepiej. - uśmiechnęłam się lekko, ale nie była w stanie ukryć szoku.
-Dobrze, idziemy. – Wstał i podał mi rękę. Skorzystałam z
oferty i za chwilę dołączyłam do niego na wyższym poziomie. Nigdzie się jednak
nie wybierałam.
-Chyba żartujesz? Muszę zostać. Widziałam strzelca, mogę go opisać,
zidentyfikować. Poczekam na policję. Na jego twarzy zobaczyłam jeszcze większą
obawę i przepraszający wzrok.
- Ja muszę iść. Policja nie może mnie tutaj zastać.
- Co proszę?
- Przepraszam. Naprawdę muszę. Kiedyś Ci to wytłumaczę, obiecuję. Na pewno nic Ci nie jest?
- Oprócz tego że chcesz mnie tutaj zostawić samą, to wszystko cudownie. - skrzyżowałam ręce na piersi i posłałam mu groźne spojrzenie. Naprawdę była wściekła. Co on sobie wyobraża?! O co tu do cholery chodzi?!
- Przepraszam. Znasz mnie i wiesz, że gdyby nie było to konieczne nigdy bym tak nie postąpił. Naprawdę muszę.
Jego ręce znajdowały się na
moich ramionach, skorzystał więc z tego, przyciągnął mnie do siebie i
delikatnie pocałował w czoło. Przepełniło mnie uczucie ciepła i złość trochę mi przeszła. Co prawda nadal nie wiedziałam co się dzieje, a nie znosiłam takich sytuacji. Ale Karol miał rację, wiem że musi mieć sensowny powód. Uśmiechnęłam się więc do niego lekko, dając znać że może iść i nawet ma szanse że nie wypatroszę mu flaków.
On odwzajemnił uśmiech, chociaż jego oczy nadal były pełne obaw i po chwili znikną za drzwiami. Kiedy ruszyłam w
stroną gabinetu i tłumu pracowników w nim zabranym, usłyszałam syreny
policyjne.
Czekam na dalszy rozwój akcji
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Sympatyczna część! Kiedy kolejna?
OdpowiedzUsuń