- Jaki znowu bal?
- W klubie golfowym do którego należy Malinowski. Zapomniałaś?
- Jakoś wyleciało mi z głowy, choć to dziwne zważywszy na to jak bardzo spokojny był mój tydzień. - rzuciłam przez zaciśnięte zęby gorzki komentarz. Nadal byłam na niego wściekła.
- Ha, zabawne. Czy to oznacz, że nie idziesz?
- Jakoś nie uśmiecha mi się cały wieczór w Twoim towarzystwie.
- Przeprosiłem Cię, pamiętasz? Nadal jesteś na mnie zła?
- Takiego kłamstwa raczej nie wybacz się w przeciągu 2 dni.
- Ale rozważasz wybaczenie? Czyli dostanę drugą szansę?
- Nie daje ludziom drugiej szansy. Większość nie dostaje nawet pierwszej, więc i tak powinieneś uważać się za szczęściarza.
- Owszem, tak też uważam. I jeszcze raz przepraszam. Jeśli zmienisz zdanie, bal zaczyna się o 19:00. Twoje nazwisko jest na liście, więc będziesz mogła bez problemu wejść. Do zobaczenia na miejscu, mam nadzieję.
Rozłączył się a ja rzuciłam telefon na łóżko i zaczęłam chodzić w kółko po sypialni. Naprawdę zapomniałam o tym cholernym balu! Bardzo chciałam na niego iść, mogłabym w końcu pogadać z Malinowskim, a i może zdobyć informacje od innych gości. Że już nie wspomnę o możliwości zdobycia nowych klientów wśród śmietanki towarzyskiej naszego miasta. A niech to! Powinnam iść. Ale wtedy spotkam Karola. A naprawdę nie chcę go widzieć. Nienawidzę kiedy ludzi mnie okłamują! Co prawda ja kłamię jak z nut, więc to hipokryzja, nie? Kurde. To może inaczej - nienawidzę jak bliscy mi ludzie mnie okłamują. To już ma więcej sensu, bo z przyjaciółmi jestem zawsze szczera. Ale z drugiej strony oznacza to że zależy mi na Karolu! I tak źle, i tak cholernie gorzej. Chociaż... Pomyślmy o tym logicznie. Gdyby mi na nim nie zależało, nie spotykałbym się z nim, nie dopuszczała do sprawy i nie byłabym na niego teraz tak piekielnie wściekła. Olałabym go, tak jak olewam większość ludzi na tej planecie. A on, gdyby mu nie zależało, nie przepraszał by mnie tyle razy, nie pomagałby mi, nie kręciłby się uporczywie obok mnie. Więc może najwyższy czas to przyznać? I dać mu drugą szansę?
Spojrzałam na zegarek. Do balu zostały 4 godziny. Mało czasu ale powinnam się wyrobić. Punkt pierwszy i najważniejszy - suknia. Szerokie ramiączka, głębokie wycięcie na plecach, zielony szyfon luźnie oplatający moje ciało i wykończenie podszewki w coś na kształt pawich piór. Kupiłam ją kiedyś w przypływie rozpaczy, próbując poprawić sobie humor i szczerze mi to pomogło. Nie nosiłam jej wcześniej, ale na ten wieczór nadaje się idealnie. Włosy upięłam w kok, wbiłam się w czarne szpilki, a delikatna biżuteria dopełniła strój.
Stałam przy jednym z wysokim stolików na przyjęciu
organizowanym przez klub golfowy. Popijałam drinka i obserwowałam ludzi
czekając na Karola. Wybrałam newralgiczne miejsce na balkonie pierwszego
piętra, więc miałam doskonały widok na całą salę. Nagle mój wzrok przykuł mężczyzna wchodzący przez główne drzwi. Czarny, idealnie skrojony
garnitur, biała koszula i cienki, czarny krawat sprawiały, że miałam ochotę
rzucić się na to niesamowicie seksowne stworzenia. Dopasowane spodnie opinały mięśnie na jego nogach. Marynarka zapięta na jeden guzik odsłaniała dokładnie wyprasowaną
koszulę. Lekko zmierzwione włosy i bransoletka z paciorków dodawały mu
chłopięcego uroku. Całości dopełniał nonszalancki uśmieszek i oczy wpatrzone we
mnie. Nie tylko ja go dostrzegłam. Wzrok wielu kobiet podążał za Karolem kiedy szedł w moim kierunku.
Podszedł do mnie i nachylił się próbując pocałować mnie w policzek. Odsunęłam się jednak od niego dając do zrozumienia że nie ma na to szans.
- Nadal jesteś na mnie wściekła, co? Ale jednak przyszłaś.
- Przyszłam tu ze względu na pracę a nie Ciebie.
- Ale skoro przewidujesz że możesz ze mną wytrzymać cały wieczór to chyba nie jest źle? - zgromiłam go spojrzeniem, chociaż wiedziałam że ma rację. Chyba moje wściekłość na niego zaczęła topnieć. - Malinowscy już przyszli?
- Nie, jeszcze ich nie widziałam.
- To co powiesz na wtopienie się w tłum? - uniósł jedną brew i przeciwległy kącik ust w swoim zabójczym uśmiechu który zawsze zwalał mnie z nóg. Wyciągnął dłoń w moją stronę, gestem prosząc do tańca.
- Dobry wieczór państwu. - z uśmiechem szerszym niż ocean zaczęłam rozmowę z Malinowskimi.
- Dobry wieczór. Nie spodziewałam się tu pani. - wyraźnie zszokowana Malinowska starała się ukryć swoje odczucia. - Co pani tu robi?
- To samo co państwo, spędzam miły wieczór w doborowym towarzystwie. A pro po, nie miałam okazji jeszcze pana poznać. - wyciągnęłam rękę do Malinowskiego
- Miło mi. Żona wspominała że pracuje pani nad sprawą kradzieży obrazu.
- Owszem i jestem już bliska odkrycie sprawcy. - w tym momencie u mojego boku stanął Karol podając mi kieliszek szampana - O, jest i mój partner. - przedstawiłam ich sobie cały czas obserwując Malinowskiego. Dziwne. Wyglądał jakby znał Karola. Na pewno był zszokowany jego obecnością, ale jego twarz zdradzała też inne uczucie którego nie byłam wstanie rozszyfrować. - Co powiedzą państwo na urozmaicenie wieczoru? Da się pan porwać do tańca, panie Malinowski? - nie czekając na jego odpowiedź, chwyciłam jego dłoń dając do zrozumienia że nie przyjmuję odmowy. Kątem oka widziałam, że Karol prosi do tańca Malinowską.
- Cieszę się że mogłam pana w końcu poznać, unikał pan spotkania ze mną od samego początku.
- Jestem dość zajętym człowiekiem, proszę nie brać tego do siebie.
- Oczywiście, rozumiem. Ale dla pańskiej żony ta sprawa wydaję się ważna, więc czemu pan nie znalazł chwili na kontakt ze mną? Chciałam zadać panu tylko kilka pytań, w końcu to pan pierwszy dowiedział się do kradzieży i był w domu podczas oględzin policji.
- Owszem, ale nie rozumiem jak to miałoby pani pomóc w zamknięciu tej sprawy.
- Policja nie jest skora do współpracy, a ja chciałabym się dowiedzieć czy zabezpieczyli jakieś ślady, mówili coś panu o potencjalnym włamywaczu?
- Nie, nic nie mówili. Już dokładnie nie pamiętam co robili. Robili zdjęcia, oglądali kominek, okna. Wie pani, nie znam się na tym, więc się nie mieszałem.
- Pytali pana o nagrania z monitoringu? Widziałam że mają państwo kamery.
- Owszem, pytali. Dałem im nagrania. - oj nie ładnie tak kłamać, co on ukrywa?
- A jeśli chodzi o drzwi, oglądali je? Przeważnie w takich sprawach zamek jest zniszczony.
- Tak, był. Po wizycie policji został wymieniony.
- Rozumiem. Rozmawiali też z panem, prawda?
- Owszem, odpowiedziałem na kilka pytań, ale już nie pamiętam co dokładnie powiedziałem.
- To zrozumiałe, po tak długim czasie. - nie jest aż tak stary żeby nie pamiętać rozmowy z policją na temat włamania do jego domu, czemu kłamie mi w żywe oczy? - W każdym bądź razie dziękuję że w końcu mogliśmy porozmawiać.
- Oczywiście. - utwór grany przez muzyków dobiegł końca - A ja dziękuję za taniec. - ukłonił mi się i oddalił w głąb sali. Po chwili dołączyła do niego żona, a ja z Karolem spotkaliśmy się przy barze.
Podszedł do mnie i nachylił się próbując pocałować mnie w policzek. Odsunęłam się jednak od niego dając do zrozumienia że nie ma na to szans.
- Nadal jesteś na mnie wściekła, co? Ale jednak przyszłaś.
- Przyszłam tu ze względu na pracę a nie Ciebie.
- Ale skoro przewidujesz że możesz ze mną wytrzymać cały wieczór to chyba nie jest źle? - zgromiłam go spojrzeniem, chociaż wiedziałam że ma rację. Chyba moje wściekłość na niego zaczęła topnieć. - Malinowscy już przyszli?
- Nie, jeszcze ich nie widziałam.
- To co powiesz na wtopienie się w tłum? - uniósł jedną brew i przeciwległy kącik ust w swoim zabójczym uśmiechu który zawsze zwalał mnie z nóg. Wyciągnął dłoń w moją stronę, gestem prosząc do tańca.
Ruszyliśmy więc w kierunku parkietu. Może i nadal była na niego wściekła, ale lubię tańczyć, a atmosfera balu pozwoliła mi choć trochę odpłynąć myślami od ostatnich wydarzeń. Ręka Karola objęła mnie w tali, moja dłoń znalazła się na jego
ramieniu. Poruszaliśmy się po parkiecie w takt muzyki granej przez kwartet
smyczkowy. Chodź inne pary wirowały dookoła nas, ja zupełnie nie uczułam ich
obecności.
- Gdzie nauczyłeś się tak dobrze tańczyć? – Karol uśmiechnął
się lekko słysząc moje pytanie
- Córka, powiedzmy mojego szefa, trenuje tańce towarzyskie i
potrzebowała partnera, więc zostałem zgłoszony na ochotnika. Niektórym ludziom
po prostu się nie odmawia. Ale jak widać jest to przydatna umiejętność.
- Szefa?
- A jak mam go nazywać? Kiedy nie jesteśmy sami nie
powinienem używać jego imienia. - zamilkł na chwilę badając moją reakcję - Wiem że nie jest to dla Ciebie normalna sytuacja,
ale nic na to nie poradzę. I jeszcze raz przepraszam.
Odwróciłam od niego wzrok i zaczęłam rozglądać się po sali. Z jedne strony chciałam zapomnieć o tej sytuacji, ale moja ciekawska strona wzięła górę.
Odwróciłam od niego wzrok i zaczęłam rozglądać się po sali. Z jedne strony chciałam zapomnieć o tej sytuacji, ale moja ciekawska strona wzięła górę.
- Nie myślałeś o tym żeby robić coś innego?
- Myślałem, ale wiem że to niemożliwe. Nie skończyłem
żadnych studiów, nigdy nie pracowałem w innej branży, a tych doświadczeń raczej
do CV nie wpiszę. - uśmiechnął się widząc jak kąciki moich ust podskoczyły lekko do góry. - Walka wręcz, taniec towarzyski, rzeźbiarstwo... Raczej nie ma na tym świecie innej pracy dla kogoś takiego jak ja.
- Rzeźbisz?
- Tak, i maluję. I to naprawdę nieźle.
- Dopisz do tej listy jeszcze skromność.
Tańczyliśmy tak jeszcze przez chwilę, do czasu aż mój wzrok przykuła starsza para wchodząca do sali. Od razu udali się do baru.
- Malinowscy przyszli. - szepnęłam do uch Karola, który podążył za moim wzorkiem i dostrzegł parę.
- Co powiesz na drinka, w takim razie? - uśmiechnął się do mnie i pociągnął mnie w stronę długiego, kamiennego blatu przy którym tłoczyli się goście. Wyższe czy niższe sfery, wszyscy kochają alkohol, szczególnie ten darmowy.
- Rzeźbisz?
- Tak, i maluję. I to naprawdę nieźle.
- Dopisz do tej listy jeszcze skromność.
Tańczyliśmy tak jeszcze przez chwilę, do czasu aż mój wzrok przykuła starsza para wchodząca do sali. Od razu udali się do baru.
- Malinowscy przyszli. - szepnęłam do uch Karola, który podążył za moim wzorkiem i dostrzegł parę.
- Co powiesz na drinka, w takim razie? - uśmiechnął się do mnie i pociągnął mnie w stronę długiego, kamiennego blatu przy którym tłoczyli się goście. Wyższe czy niższe sfery, wszyscy kochają alkohol, szczególnie ten darmowy.
- Dobry wieczór państwu. - z uśmiechem szerszym niż ocean zaczęłam rozmowę z Malinowskimi.
- Dobry wieczór. Nie spodziewałam się tu pani. - wyraźnie zszokowana Malinowska starała się ukryć swoje odczucia. - Co pani tu robi?
- To samo co państwo, spędzam miły wieczór w doborowym towarzystwie. A pro po, nie miałam okazji jeszcze pana poznać. - wyciągnęłam rękę do Malinowskiego
- Miło mi. Żona wspominała że pracuje pani nad sprawą kradzieży obrazu.
- Owszem i jestem już bliska odkrycie sprawcy. - w tym momencie u mojego boku stanął Karol podając mi kieliszek szampana - O, jest i mój partner. - przedstawiłam ich sobie cały czas obserwując Malinowskiego. Dziwne. Wyglądał jakby znał Karola. Na pewno był zszokowany jego obecnością, ale jego twarz zdradzała też inne uczucie którego nie byłam wstanie rozszyfrować. - Co powiedzą państwo na urozmaicenie wieczoru? Da się pan porwać do tańca, panie Malinowski? - nie czekając na jego odpowiedź, chwyciłam jego dłoń dając do zrozumienia że nie przyjmuję odmowy. Kątem oka widziałam, że Karol prosi do tańca Malinowską.
- Cieszę się że mogłam pana w końcu poznać, unikał pan spotkania ze mną od samego początku.
- Jestem dość zajętym człowiekiem, proszę nie brać tego do siebie.
- Oczywiście, rozumiem. Ale dla pańskiej żony ta sprawa wydaję się ważna, więc czemu pan nie znalazł chwili na kontakt ze mną? Chciałam zadać panu tylko kilka pytań, w końcu to pan pierwszy dowiedział się do kradzieży i był w domu podczas oględzin policji.
- Owszem, ale nie rozumiem jak to miałoby pani pomóc w zamknięciu tej sprawy.
- Policja nie jest skora do współpracy, a ja chciałabym się dowiedzieć czy zabezpieczyli jakieś ślady, mówili coś panu o potencjalnym włamywaczu?
- Nie, nic nie mówili. Już dokładnie nie pamiętam co robili. Robili zdjęcia, oglądali kominek, okna. Wie pani, nie znam się na tym, więc się nie mieszałem.
- Pytali pana o nagrania z monitoringu? Widziałam że mają państwo kamery.
- Owszem, pytali. Dałem im nagrania. - oj nie ładnie tak kłamać, co on ukrywa?
- A jeśli chodzi o drzwi, oglądali je? Przeważnie w takich sprawach zamek jest zniszczony.
- Tak, był. Po wizycie policji został wymieniony.
- Rozumiem. Rozmawiali też z panem, prawda?
- Owszem, odpowiedziałem na kilka pytań, ale już nie pamiętam co dokładnie powiedziałem.
- To zrozumiałe, po tak długim czasie. - nie jest aż tak stary żeby nie pamiętać rozmowy z policją na temat włamania do jego domu, czemu kłamie mi w żywe oczy? - W każdym bądź razie dziękuję że w końcu mogliśmy porozmawiać.
- Oczywiście. - utwór grany przez muzyków dobiegł końca - A ja dziękuję za taniec. - ukłonił mi się i oddalił w głąb sali. Po chwili dołączyła do niego żona, a ja z Karolem spotkaliśmy się przy barze.
Długo czekaliśmy...
OdpowiedzUsuńSympatycznie się czytało!
Przepraszam za opóźnienie i obiecuję poprawę;) Zapraszam około środy na kolejną część.
UsuńNa pewno zajrzę
OdpowiedzUsuńPozdrawiam