- Chyba mi nie powiesz że ją torturowałeś żeby zdobyć informacje?! - podniosłam głos i z hukiem odstawiłam kieliszek na blat.
- Nie ja... - Karol spuścił głowę jak zbity piesek - moi ludzie. Ale wcale jej nie torturowali! - zaczął się bronić - Po prostu.... Trochę ją nastraszyli. Włos jej z głowy nie spadł, przysięgam. A potem grzecznie odstawili ją do domu. I dostała tą paskudną główkę. Wszystko poszło zgodnie z Twoim planem.
- Mój plan nie uwzględniał tortur!
- To nie były tortury. Tylko trochę mocniejszy sposób rozmowy. Nic jej nie jest. A bez tego nie dowiedzielibyśmy się tego co wiemy teraz!
- Ale jak mogłeś jej to zrobić? Wiedziałam że jesteś zimny jak lód, ale teraz wiem też że w ogóle nie masz serca! - nasza rozmowa przerodziła się w porządną kłótnię, ale po moim ostatnim komentarzu w oczach Karola pojawiły się ogniki wściekłości.
- Wyjdź. Zostaw mnie w spokoju. Nie mam teraz ochoty żeby dla Ciebie gotować.
- Ty nie masz ochoty?! A może to ja nie mam ochoty spędzić wieczoru z takim draniem jak Ty?!
Odwróciłam się na pięcie, trzasnęłam za sobą drzwiami i nim Karol zdążył się obejrzeć byłam już na chodniku przed jego budynkiem.
Cholera, mogłam wziąć wino, bardzo by mi się teraz przydało.
Po powrocie do domu i wzięciu długiego, gorącego prysznica uspokoiłam się. Zdałam sobie też sprawę z tego że trochę przesadziłam... Ok! Mocno przesadziłam. Nie powinnam być tak ostra. Ale jak on mógł to zrobić Kwiatkowskiej? Dobra, nie jest niewiniątkiem, ale to jednak było zbyt mocne zagranie.
Chociaż z drugiej strony... Gdyby nie to, pewnie nie dowiedzielibyśmy się że Magda jest pośrednikiem Malinowskiego. Jaki ten świat jest mały.
Ale chwileczkę... To że Malinowskie jest fałszerzem dzieł sztuki, tłumaczy jego tajną pracownie. Nie jest to zbyt legalne hobby, więc ukrywanie go jest naturalne. Pytanie tylko brzmi dlaczego zlecił kradzież obrazu z własnego domu. Nawet jeśli założyć, że zrobił wiele jego kopi i wszystkie sprzedał, Corrado nie jest znanym artystą, więc dużo na tym nie zarobił. Chyba że sprzedaż obrazu była formą pozbycie się go. Nie mógł przecież odwiesić go na ścianę, kiedy zyskał to co chciał. Tylko co on właściwie zyskał? Tą bezsensowną wiadomość o dzienniku Piotra? Przecież to nie ma sensu. Chyba że chodziło o dziennik kochanki Corrado! Przecież był ukryty w archiwum, może jedno z nich był pod bazyliką św. Piotra! Cholera, nie. Przecież ten dziennik został przekazany mediom, przeczytałam cały, nie było tam nic sensowego. A niech to....
Chyba że....To był dziennik kogoś innego... Boże, jestem genialna!
Nadal pełna euforii i zachwytu nad moim geniuszem, pojechałam do Karola. Tak, wiem że nie chce mnie widzieć, ale myślę że tego posłucha. Kiedy otworzył mi drzwi, w jego oczach nadal widać było złość ale puściłam to mimo uszu (mimo oczu?) i powiedziałam:
- Pakuj się, lecimy do Włoch.
Cieszę się że kontynuujesz pisanie...Opowiadanie fajne, z nutą dowcipu...czekam na kolejną część. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńsuper powiesc kiedy kolejna czesc?
OdpowiedzUsuńWłaśnie, kiedy kolejna? Świetnie piszesz i chcemy więcej, więcej, więcej!! :D
OdpowiedzUsuńJestem pod wrażeniem!Szkoda że to już koniec :( chętnie przeczytałabym jeszcze twoje opowiadanka.Jeśli jeszcze tu wchodzisz i chciałabyś poczytać jakieś kryminalne opowieści to zapraszam do mnie:noweprzygodykomisarzaalexa.blogspot.com
OdpowiedzUsuńDzięki bardzo :) Miało jest po takim czasie przeczytać pochlebny komentarz. Chciałabym wrócić do pisania, ale wątpię, żeby nastąpiło to w najbliższym czasie... Na pewno do Ciebie zajrzę ;)
Usuń