poniedziałek, 14 stycznia 2013

Lodówki, proch i kolejne tajemnice


Nigdy nie lubiłam sklepów z AGD, RTV i takimi innymi elektronicznymi rzeczami. Pewnie dlatego że moja wiedza na ich temat ogranicza się do tego jakie baterie muszę kupić do pilota, ale to może też być ten dziwny zapach który roztaczają takie sklepy. W każdym bądź razie od dzisiaj tego konkretnego sklepu na pewno będę unikać.

O koło godziny 10:00 rano mój obcas zapadł się w gumową wycieraczkę przy wejściu do sklepu. Jednak weszłam dalej i udawałam zainteresowanie przy stoisku z grami komputerowymi. Po chwili obok mnie stanął Karol, wziął do ręki jakąś zabijakę i czytając okładkę powiedział do mnie:
 - Nawet się ze mną nie przywitasz? Czy w końcu poszłaś po rozum do głowy i udajesz że mnie nie znasz?  
- Mój rozum nigdy nie opuszczał głowy, ale to ty przyszedłeś drugi. Ruch należy do ciebie.
Uśmiechną się złowieszczo, odłożył grę i odwrócił się do mnie. Zbliżył się tak, że poczułam subtelny zapach jego wody kolońskiej. Prawa ręka wylądowała na moim biodrze, druga dalej spoczywała na półce. Z obawy o to co zaraz zrobi, pocałowałam go w policzek i lekko odsunęłam od siebie.
- Cykor. – powiedział z triumfalnym uśmiechem. – Idziemy?
Nasz plan był następujący: mieliśmy udawać klientów zainteresowanych kupnem sprzętu do naszego biura. Duża ilość komputerów, telefonów i innego, drogiego sprzętu. Chcąc wydać tu kupę kasy będziemy oczywiście liczyć na specjalne traktowanie, w końcowym etapie na pogawędkę z menadżerem na osobności. I tu plan zaczyna być coraz mniej legalny, ale o tym później.

Stanęliśmy przed stoiskiem z laptopami i czekaliśmy na jakiegoś pracownika rozmawiając na temat systemu operacyjnego jaki jest nam potrzebny. Gdy po chwili młodziak w czerwonej koszulce z plakietką pracowniczą podszedł do nas, zaczęliśmy grę. Chłopakowi oczki zaświeciły się gdy tylko wspomnieliśmy ilu rzeczy potrzebujemy. Zaczął opowiadać coś o kartach graficznych, pamięci ram i innych bzdetach. Karol prowadził inteligentną wymianę zdań a ja rozglądałam się po sklepie. Gabinet szefa – Macieja Barańczyka  – znajdował się obok lady z napisem „  reklamacje”. Ha, ciekawe umiejscowienie. Przy ladzie siedziała kobieta ok. 40 czytająca gazetę. Wszędzie kręcili się pracownicy, których o tej porze dnia było więcej niż klientów. Kilku z nich gawędziło przy filmach, parę osób siedziało przy kasach, ktoś doradzał młodej parze jaka lodówka będzie dla nich najlepsza.
- Jak myślisz Aniu, ten będzie dobry? – Karol patrząc na mnie wskazał laptopa
- Myślę, że spełni nasze oczekiwania. Weźmiemy 5 czy 6?
Chłopak już liczył w pamięci premię jaka go czeka, a my przeszliśmy dalej w poszukiwaniu innych produktów. Ja oddaliłam się pod pretekstem wybrania ekspresu do kawy, a Karol zaczął zagadywać sprzedawcę o kontakt z szefem. Spotkanie z nim miało dostarczyć nam wielu informacji, szczególnie ważna wydawała się odpowiedź na pytanie jakie dokumenty przekazał Malinowskiemu? I dlaczego? Czy jest jakoś powiązany ze sprawą obrazu? Czy Malinowski ma jakieś inne, tajne interesy? Tak czy inaczej, musiałam poznać odpowiedzi. 
Przemierzając sklep widziałam z oddali Karola. Jego czarna koszula lekko opinała się na mięśniach rąk gdy gestykulował, a uśmiech wzbudzał zaufanie. Jak on to robi, że ludzie zawsze go uwielbiają? Tak, wiem, mowa ciała i inne takie, ale w nim jest coś więcej. Ma taką specyficzną cechę którą ma niewielu ludzi, jest po prostu…
-Cholera, przepraszam. – Zamyślona nie zauważyłam chłopaka nadchodzącego z naprzeciwka. Wpadłam na wysokiego blondyna w niebieskiej bluzie z kapturem. Wydawał się roztrzęsiony. Był spocony i chyba wściekły. Ale przede wszystkim - przerażony. Przykuł moją uwagę na dłuższą chwilę i nawet kiedy bez słowa ominą mnie i poszedł dalej moje oczy podążyły za nim. Kiedyś na kursie wykładowca powiedział żeby nie ignorować zachowania ludzi, szczególnie gdy wydaje się ono nie na miejscu. Rozumiem że kupno telewizora może być stresujące, ale do tego ten bezmyślny wzrok… Kiedy mężczyzna idąc dalej zaczął nakładać na głowę kaptur, jego bluza uniosła się lekko – za paskiem z tyłu widać było pistolet. Niewielki, czarny model który można dostać bez większego trudu. I w tym momencie czas jakby zwolnił. 

Nakładanie kaptura wydawało się trwać wieczność. Ludzie w sklepie zaczęli poruszać się w zwolnionym tempie a ja jakby wyrwana z tego wszystkiego szybko zlokalizowałam wzrokiem Karola. Uśmiechnięty gadał ze sprzedawcą ale gdy tylko na niego popatrzyłam, odwrócił wzrok w moją stronę. Wskazałam głową na faceta w kapturze, z palców zrobiłam pistolet i wycelowałam go w Karola. On spojrzał na przyszłego strzelca, potem znów na mnie. W tym momencie blondyn w bluzie sięgną do tyłu i wydobył pistolet. Ludzie zaczęli wpadać w panikę, a on grożąc przechodniom kierował się w stronę gabinetu menadżera. Karol krzyknął „na ziemię!”, pociągnął za sobą sprzedawcę i obaj schowali się za kuchenką. Ja wbiegłam za półkę z kawą, zawołałam do siebie kilka osób, które stały nie opodal. Mały,  przestraszony chłopczyk wtulił się w moje ramię, a ja zasłoniłam mu uszy. I wtedy padł strzał. Krótki odgłos palonego prochu, głuchy dźwięk przeszywanego powietrza, i tłuczone szkło. Potem to samo, kolejny strzał i jeszcze 2. W sumie mężczyzna opróżnił cały magazynek. Zrobił co miał zrobić i rzucił się do ucieczki. Kiedy w ogłuszającej ciszy trzasnęły drzwi za strzelcem – czas przyśpieszył. Ludzie zaczęli krzyczeć, chłopczyk w moich objęciach płakać gdy tylko jego przerażona matka zabrała go z moich objęć. Tłum złożony może z 15 osób wybiegł ze sklepu. A ja siedziałam na podłodze czekając na nie wiadomo co.
-Wszystko w porządku? – za kawy wybiegł Karol, wtedy po raz pierwszy widziałam na jego twarzy przerażenie. Usiadł obok mnie i otoczył ramieniem. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową i czułam przyśpieszone bicie serca. Nie wiedziałam co się za mną dzieje, co dzieje się dookoła. Podniosłam głowę i spojrzałam na Karola. Jego wzrok skupiony był dalej, ponad półkami. Kiedy jednak wyprostowałam się i zaczęłam mówić spojrzał mi głęboko w oczy.
-Bywało lepiej. - uśmiechnęłam się lekko, ale nie była w stanie ukryć szoku.
-Dobrze, idziemy. – Wstał i podał mi rękę. Skorzystałam z oferty i za chwilę dołączyłam do niego na wyższym poziomie. Nigdzie się jednak nie wybierałam.
-Chyba żartujesz? Muszę zostać. Widziałam strzelca, mogę go opisać, zidentyfikować. Poczekam na policję. Na jego twarzy zobaczyłam jeszcze większą obawę i przepraszający wzrok. 
- Ja muszę iść. Policja nie może mnie tutaj zastać. 
- Co proszę? 
- Przepraszam. Naprawdę muszę. Kiedyś Ci to wytłumaczę, obiecuję. Na pewno nic Ci nie jest?
- Oprócz tego że chcesz mnie tutaj zostawić samą, to wszystko cudownie. - skrzyżowałam ręce na piersi i posłałam mu groźne spojrzenie. Naprawdę była wściekła. Co on sobie wyobraża?! O co tu do cholery chodzi?! 
- Przepraszam. Znasz mnie i wiesz, że gdyby nie było to konieczne nigdy bym tak nie postąpił. Naprawdę muszę. 
Jego ręce znajdowały się na moich ramionach, skorzystał więc z tego, przyciągnął mnie do siebie i delikatnie pocałował w czoło. Przepełniło mnie uczucie ciepła i złość trochę mi przeszła. Co prawda nadal nie wiedziałam co się dzieje, a nie znosiłam takich sytuacji. Ale Karol miał rację, wiem że musi mieć sensowny powód. Uśmiechnęłam się więc do niego lekko, dając znać że może iść i nawet ma szanse że nie wypatroszę  mu flaków.
On odwzajemnił uśmiech, chociaż jego oczy nadal były pełne obaw i po chwili znikną za drzwiami. Kiedy ruszyłam w stroną gabinetu i tłumu pracowników w nim zabranym, usłyszałam syreny policyjne.

2 komentarze: