Od samego początku próbowałam skontaktować się z mężem Malinowskiej. To w końcu on pierwszy dowiedział się o włamaniu i był w domu kiedy zjawiła się policja. A co jeszcze bardziej podejrzane, unika mnie jak ognia. Umawiałam się z nim już kilka razy, ale zawsze w ostatniej chwili odwoływał spotkanie. Jednak teraz miarka się przebrała. Wsiadłam więc w samochód i pojechałam do ich domu. Prędzej czy później na niego wpadnę. Nie będzie już mógł wymigać się od odpowiedzi na moje pytania. Zaparkowałam na przeciwko ich domu, na parkingu pod jakimś parkiem. Zadzwoniłam do Malinowskiej, poinformowałam ją o postępach w śledztwie i dowiedziałam się że jej męża nie ma w domu. Pozostało mi tylko siedzieć tu i czekać. Nawet byłoby lepiej gdybym spotkała się z nim bez jego żony, może powiedziałby coś więcej. Dobrze że będąc pierwszy raz u nich, zrobiłam zdjęcie jego fotografii, więc wiem kogo mam wypatrywać. Okolica była spokojna, w środku dnia większość ludzi jest w pracy czy szkole. Tylko w parku co jakiś czas przechadzał się pies ze swoim właścicielem. Po mniej więcej godzinie z parku wyłonił się wysoki brunet w durnym t-shircie. Co do cholery Karol tutaj robi? Mignęłam na niego światłami samochodu, a kiedy tylko spostrzegł kto siedzi za kierownicą stanął jak wryty. Czyżby się mnie przestraszył? Po chwili ocknął się, ruszył w moją stronę i wsiadł do samochodu na siedzenie pasażera obok mnie.
- Co Ty tutaj robisz? - zapytał mnie od razu
- Czekam na męża Malinowskiej, a Ty?
- Nie chcesz wiedzieć.
- Skoro pytam to chcę, gadaj.
- Powiedzmy że muszę coś załatwić w okolicy.
- Mógłbyś po prostu powiedzieć spacerujesz. - powiedziałam z lekkim oburzeniem
- Mógłbym. I zapewne powinienem. Skłamałbym każdemu, ale Tobie nie potrafię. - cały czas wzrok miał wbity w samochodową wycieraczkę pod swoimi stopami. Boże, jakim cudem wprawiam tego niesamowicie pewnego siebie faceta w zakłopotanie? A no tak, ma się ten wrodzony talent... Ale ja nie o tym. Co on znowu kombinuje? Podejrzanie często pojawia się w związku z tą sprawą, wie dużo więcej niż powinien, a teraz czai się pod domem Malinowskich?
- Karol? - poczekałam aż na mnie spojrzał - Co tu się do cholery dzieje? Czemu interesujesz się moją sprawą? Czemu pomagasz mi w jej rozwiązaniu? I błagam, nie mów mi że tą sprawę masz do załatwienia z Malinowskimi?
Przez dłuższa chwilę panowała między nami grobowa cisza. Jak ja tego nienawidzę! Zawsze wydaje z siebie dzikie potoki słów, bo wiem że to lepiej działa. Ale teraz? Szczerze mówiąc, nie bardzo wiem co robić. Czekając na jego odpowiedź zaczęłam rozglądać się po okolicy. Nadal nic szczególnego się nie działo, ktoś siedział na ławce w parku.
- Cholera jasne! - wycedziłam przez zęby i chwyciłam aparat fotograficzny. Wielokrotny zoom potwierdził moje przypuszczenia. Malinowski!
- Co się dzieje? - zapytał Karol, pokazałam mu zdjęcie - Aha. Czyli znalazłaś swój cel.
- Bo Ty oczywiście wiesz jak on wygląda? - posłał mi przepraszające spojrzenie. Głośno wypuściłam powietrze i wróciłam do obserwacji. Do Malinowskiego przysiadł się jakiś mężczyzna, ok 40, w garniturze i podał mu teczkę na dokumenty.
- To chyba nie jest towarzyskie spotkanie.
- Raczej nie. W teczce są jakieś dokumenty, ale nie widzę jakie.
- Zrób zdjęcie, może na komputerze będzie coś widać. - cyknęłam kilka fotek zarówno obu panom, jak i dokumentom. Oraz teczce.
- Skąd ja znam to logo? - pokazałam Karolowi zbliżone zdjęcie teczki
- To "Super Media", sklep z RTV i AGD. Czyżby ten facet tam pracował?
- Na to wychodzi. Bo raczej postronni ludzie nie chodzą z takimi teczkami.
Po chwili panowie rozeszli się w swoje strony. Malinowski wsiadł do samochodu i dojechał w stronę obrzeży miasta.
- Jedziemy za nim? - zapytał Karol, a ja podałam mu aparat i przekręciłam kluczyk w stacyjce. Śledziliśmy Malinowskiego przez dobre pół godziny pogrążeni w zupełnej ciszy. Ja skupiałam się na drodze, a Karol bawił się aparatem. Wygląda na to że nie otrzymam odpowiedzi na swoje pytania. Boże, co za facet... Na horyzoncie pojawił się klub golfowy i już wiedziałam dokąd udaje się nasz cel. Spędza tam zadziwiająco dużo czasu i coś czuję że nie zawsze gra w golfa. Niestety nie mogę się tego dowiedzieć. Wstęp tylko dla członków. A żeby zostać jednym z nich trzeba mieć kilkanaście zer na koncie bankowym i odpowiednie pochodzenie w pięciu pokoleniach. Co to, średniowiecze? Malinowski wjechał w bramę klubu a ja pojechałam daje.
- Rozumiem że nie masz obywatelstwa tego Golflandu?
- A Ty może masz?
- Nie. Ale wiem że w następny weekend mają bal charytatywny. I sądzę że Malinowski na nim będzie. Masz jakieś plany na sobotę? - uśmiechnął się do mnie kokieteryjnie, a kiedy tylko lekki uśmiech pojawił się na mojej twarzy zrobił mi zdjęcie. Zabrałam mu aparat i zawróciłam w stronę mojego biura.
Już na miejscu zgrałam zdjęcia na komputer. Byliśmy w biurze sami, Paweł pracował na mieście. Usiadłam na swoim fotelu a Karol nachylił się nade mną opierając rękę o blat biurka. Obejrzeliśmy dokładnie wszystkie zdjęcia z dzisiejszego, tajemniczego spotakania Malinowskiego. Szczególnie papiery które otrzymał.
- Ja nic tu nie widzę. Za duża odległość żeby można było dostrzec co to jest. – powiedziałam po zlustrowaniu
dokumentów pod każdym kontem
- Czekaj. Spróbuję coś z tym zrobić. – ze swojej torby wyją
pendriva i podłączył go do mojego komputera. Zgrał jakiś program i odtworzył w
nim zdjęcia dokumentów. Przejął ode mnie myszkę, bardziej się nachylając.
Czułam bicie jego serca gdy majstrował przy graficznej obróbce. Nie mówiąc już
o zapachu jego wody kolońskiej, który sprawił że na chwilę odpłynęłam myślami
do scen które nie nadają się do telewizji przed 22 wieczorem.
- To mi wygląda na wyciąg z konta. – Karol sprowadził mnie
na ziemię – Ale nie bardzo widać kogo. Rozczytasz to? Jakiś Czerniaczyk? Pietaczyk? Na pewno jakiś "czyk"…
- Nie wiem. Ale coś czuję że to właśnie z nim spotkał się Malinowski. Może poszukamy kogoś przez ten sklep? Może to ich jakiś pracownik?
- Możliwe.
Włączyłam przeglądarkę internetową i szybko znalazłam stronę sklepu. Ten cały "czyk" to nie byle jaki pracownik. To menadżer zarządzający oddziałami w całym województwie. I na nasze szczęście pracuję w naszym mieście. Polityka "poznaj ludzi którzy wyłudzają od Ciebie kasę" przynosi same korzyści, bo na stronie są również zdjęcia pracowników. I tak jak przypuszczałam, to właśnie z tym Barańczykiem spotkał się dzisiaj Malinowski.- Chyba trzeba złożyć mu wizytę. - powiedział Karol jakby czytając w moich myślach.
- Ale niby jak? Nie tak łatwo dostać się do menadżerów.
- Coś się wymyśli, nie martw się.
Ciekawie...
OdpowiedzUsuńJa wciąż czekam na rozwój sytuacji w temacie relacji damsko-męskich
Pozdrawiam
Niezmiernie cieszę się że Ci się podoba, a w kwestii relacji głównych bohaterów niedługo nastąpi znaczący przełom
Usuń