wtorek, 22 stycznia 2013

Przesłuchania

- Julia? Czyli jednak to prawda, że nasz ulubiona pani detektyw jest świadkiem?
- Witaj Szymonie. Jak miło Cię znów widzieć. – Uśmiechnęłam się do niskiego rudzielca w mundurze policyjnym. Większość ludzi wygląda w czymś takim fatalnie i on również nie był wyjątkiem od tej niechlubnej reguły. – Szkoda tylko, że w takich okolicznościach.
- Nasze spotkania zawsze są w kiepskich okolicznościach. Ale jeszcze nigdy nie widziałem Cię tu w roli świadka.
- Czasami potrafię zaskakiwać. – Kolejna wymiana uśmiechów. Prywatni detektywi i policja z natury za sobą nie przepadają. Ci drudzy nie lubią, jak wtrącamy się w ich robotę, za to ja nie znoszę umniejszania moich zasług z powodu braku odznaki. Jednak kiedy sytuacja jest naprawdę ważna i podbramkowa, potrafimy współpracować i to całkiem nieźle. Szymon jest tutaj nowy i odkąd Darek awansował i nie zajmuję się już takimi błahymi sprawami  jak rozmowa z detektywami, to właśnie tego nowicjusza wypychają do kontaktów ze mną, bo chyba tylko on z całego posterunku nie ma ochoty rzucić mi się do gardła.
- A więc, po tej miłej wymianie uprzejmości … Może przejdziemy do sedna? Co robiłaś w sklepie o tak wczesnej porze?
- Zakupy. Rano jest mało ludzi.
- Słusznie. Co kupiłaś?
- Nic, strzelanina jakoś odebrała mi chęć na zakupy. Ale zamierzałam kupić ekspres do kawy, mój stary się popsuł. - tak, tak, wiem, składanie fałszywych zeznań i takie tam.... ale przecież nie powiem w jakim celu tam byłam ani z kim. Nie wiem czemu Karol uciekł w takim pośpiechu, ale skoro miał ważny powód to będę go kryć. I wydobędę z niego prawdę! Ale najpierw muszę się wydostać z tego piekielnego miejsca.
- Co wiesz o denacie? Macieju Barańczyku?
- Zasadniczo nic, dopiero w trakcie tego całego zamieszania w sklepie dowiedziałam się że był menadżerem.
- Podałaś rysownikowi bardzo dokładny opis naszego poszukiwanego. Może nawet zbyt dokładny. Jakim cudem zapamiętałaś tak dokładnie przypadkowego mężczyznę?
- Wpadłam na niego i od razu jego zachowanie wydało mi się podejrzane. Sam na pewno też masz taki odruch, że wszędzie widzisz pracę. Zanalizowałam jego zachowanie, a gdy zobaczyłam pistolet, automatycznie starłam się zapamiętać jak najwięcej szczegółów. 
- No tak, mogę to zrozumieć. Więc jak na niego wpadłaś?
- Szłam zamyślona i go nie zauważyłam. Tak przeważnie wpada się na ludzi. On był mocno roztrzęsiony, więc też mnie nie zauważył.
- Jak można nie zauważyć tak pięknej kobiety. – Do pokoju przesłuchań właśnie wszedł komendant, niejaki Tadeusz Kowalski. Stary pryk, który uderza do wszystkiego co się rusza. – Może po prostu się na panią detektyw zapatrzył? – Do mnie jednak rzucał raczej sarkastycznymi uwagami, bo jak reszta jego kolegów, nie trawi detektywów.
- Nie sądzę. Był wyraźnie zajęty czymś innym.
- Zna go pani?
- Już mówiłam, że nie. W sklepie widziałam go pierwszy i ostatni raz w życiu.
- A może po prostu chroni pani kolegę? Z tego co mi wiadomo kłamstwo przychodzi pani bardzo łatwo.
- To dość stereotypowe i błędne założenie, że skoro jestem prywatny detektywem to znam dobrze wszystkich przestępców. A poza tym, chociaż może mieć pan inne zdanie, panie komendancie, to też jestem po stronie prawa i staram się wam pomóc. Współpracuje, podałam dokładny  rysopis. A pan jeszcze śmie sugerować, że coś ukrywam?
- Ja wcale nic nie sugeruje. Po prostu prowadzę dochodzenie. Ale skąd pani może wiedzieć jak to się robi. W końcu nie ma pani odpowiednich szkoleń.
- Sądząc po pana zachowaniu, to pan również nie. Bardzo mnie dziwi jakim cudem został pan komendantem. Można by pomyśleć, że przez łóżko, ale jak tak na pana patrzę to raczej mało prawdopodobne.
Szymon uśmiechnął się pod nosem, a na twarzy jego przełożonego rysowała się coraz większa wściekłość. Zrobił się cały czerwony i już był gotowy rzucić się do ataku gdy Szymon wkroczył do akcji:
- Może od teraz ja się tym zajmę? Będzie lepiej jeśli się pan uspokoi, panie komendancie. Nie chcemy przecież, żeby jakaś podrzędna detektyw pozwała nas za znęcanie się nad świadkiem, prawda?
Logiczne argumenty chyba uderzyły do Kowalskiego, bo postanowił odpuścić i dalszą część przesłuchania prowadził Szymon.
- Przepraszam za niego. Czasami go ponosi.
- Zdążyłam zauważyć i się przyzwyczaić. I wyprzedzając Twoje pytanie, nie, na pewno nie znałam tego strzelca.
Chłopak uśmiechnął się porozumiewawczo. Już do końca naszej rozmowy panował spokój. 

Odpowiedziałam na kilka dodatkowych pytań i po jakiejś godzinie od przybycia na posterunek mogłam go opuścić. Kiedy byłam już przy swoim samochodzie, podbiegł do mnie Darek.
- W coś Ty się znowu wpakował? 
- W nic, to zbieg okoliczności że byłam w tym sklepie. Boże, nie mów że i Ty podejrzewasz że maczałam w tym palce?!
- Nie, o to akurat nie. Ale wiem że masz dar do ładowania się w kłopoty. A teraz tak poza protokołem. Co robiłaś w tym sklepie tak wcześnie? Jeden z pracowników zeznał, że nie byłaś sama.
- Dlaczego mam uwierzyć, że to nie będzie oficjalne?
- Bo teraz nie pytam jako policjant, tylko jako przyjaciel.  Poza tym, jeśli coś przeskrobałaś, to dobrze by było gdybym o tym wiedział. Więc? Z kim tam byłaś?
- To nie ma znaczenia dla tej sprawy.
- Ale jeśli komendant dostrzeże sprzeczność zeznań to jak myślisz komu uwierzy? Tobie czy jakiemuś przypadkowemu świadkowi?
- Zakładam, że nie mi. Ale co to zmieni jeśli Ci powiem?
Po chwili namysłu, przewrócił oczami i powiedział:
- Powiedzmy, że w ramach przysługi mógłbym, oczywiście czysto hipotetycznie, namieszać w zeznaniach tego pracownika.
Prawdziwi przyjaciele to największy skarb na świecie, nie? Chyba zaczynam w to wierzyć. 
- Tak, byłam z kimś. Ale nie mogę Ci powiedzieć kto to był. Prowadziliśmy razem śledztwo. Nic nielegalnego, chcieliśmy pogadać z szefem, ale ktoś nas uprzedził.
- To ten sam podejrzany typ bez kartoteki którego kazałaś mi sprawdzić, co? – milczałam – Aha. No dobra. Coś z tym zrobię. Ale wisisz mi wielkie piwo. – poważna mina zniknęła i przede mną stał znowu uśmiechnięty mężczyzna. Uścisnęłam go i obiecałam zabrać niedługo na drinka. Po czym wsiadłam do samochodu i pojechałam do domu.

Chociaż było jeszcze wcześnie, umierałam ze zmęczenia. Strzelanina, dziwne zachowanie Karola, przesłuchanie. Za dużo tego jak na jeden poranek. Chciałam tylko wrócić do domu i paść na łóżko. Ale kiedy otworzyłam drzwi wejściowe zdałam sobie sprawę że czeka mnie zupełnie inna przyszłość. 

2 komentarze:

  1. Nareszcie się doczekałam!
    Ciekawie się robi...
    Mam nadzieję że na kolejne przygody p.detektyw nie pozwolisz nam tak długo czekać
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście że nie, kolejna część już "się piszę".
      Również pozdrawiam i cieszę się że Ci się podoba:)

      Usuń