piątek, 1 czerwca 2012

Oględziny

Jeśli ktokolwiek czyta moje "wypociny", bardzo proszę o komentarz, wiele by to dla mnie znaczyło

Tekst pisany kursywą to myśli Julii.

--------------------------------------------------
Następnego dnia rano zaparkowałam swój samochód pod domem Malinowskiej. Ba, domem...Willą. Wielka posesja ogrodzona wysokim murem. Wejście umożliwiała solidna brama ze stali. Nad każdym skrzydłem czuwałam kamera. Obeszłam całość z zewnątrz, mur nigdzie nie miał żadnych dziur czy obniżeń. Wysoka na 4 metry ściana zdecydowanie uniemożliwiała przeskoczenie jej czy wspinaczkę po jej gładziutkich kamieniach. Całej posesji strzegło też 15 kamer, na mój rzut oka żadnych ślepych punktów. Jedynym wejściem wydawał się brama, ale nie bardzo wiem jak włamywacz mógłby ją pokonać jednocześnie będąc niezauważonym przez monitoring. Ja oczywiście nie musiałam się tym zajmować, po prostu zadzwoniłam a ogromna wrota w kilka chwil stała przede mną otworem.
Choć posesja z zewnątrz wydawała się większa, jednak pokaźny ogród i dwupiętrowy dom robiły wrażenie. Jeszcze większe robiło wnętrze. Pokoje urządzone były w stylu "im więcej tym lepiej". Wszędzie obrazy i rzeźby, mnóstwo kwiatów. Salon był bardzo jasny, były w nim 4 kanapy i niski, mahoniowy stół, dużo półek i innego ustrojstwa. Mój wzrok jednak od razu przyciągnął kominek z marmuru. Na półeczce nad nim stał wielki, złoty świecznik a za nim na ścianie było puste miejsce.

- Tu wisiał obraz Corrado. - poinformowała mnie Malinowska gdy ruszyłam w tamtą stronę - Bez niego jest tu bardzo pusto.
Podeszłam bliżej i dokładnie obejrzałam to miejsce. Ściana jak ściana, widać było dokładne granice ramy obrazu, wyznaczyły one jaśniejszy fragment na nieco zszarzałej tapecie.
- Czy przestawiała pani coś od włamania?
- Nie, wszystko jest jak było.
- Ten świecznik stał w tym miejscu gdy zauważyła pani zniknięcie obrazu?
- Tak, jak najbardziej. Uważa pani że źle wygląda?
- Nie o to chodzi.
- czemu złodziej go nie ukradł? Nawet jeśli się śpieszył mógł zgarnąć zapewne drogocenny świecznik i uciec...oknem. W zamyśleniu podążyłam do ściany po prawej stronie od kominka. Znajdowały się na niej wielkie okna i przeszklone drzwi prowadzące do ogrodu. Dokładnie je obejrzałam, na białej farbie nie było nawet najmniejszego zarysowania, żadnych śladów włamania. Otworzyłam drzwi i rozejrzałam się po ogrodzie. Żadnych śladów stup czy jakichkolwiek innych śladów.
- Zakładam że okna też nie były malowane?
- Oczywiście że nie. Były tylko myte.
- Genialnie, czyli nie ma co liczyć na odciski palców...Pewnie i tak policja je zdjęła jeśli jakieś były.
- Czy policja zabezpieczyła jakieś ślady? Dociski, znaki włamania?
- Nie, chyba nie, o niczym takim mi nie wiadomo. Ale nie było mnie w domu podczas ich wizyty, mąż się tym zajmował.
- I znowu ten mężulek...Wydaje mi się coraz bardziej podejrzany.
- A czy pani mąż jest teraz w domu? Chciałbym z nim porozmawiać.
- Nie, jest obecnie w klubie golfowym. Bierze udział w jakimś turnieju.
- A czy mogłabym rzucić okiem na zapis z monitoringu? Zauważyłam że mają państwo wiele kamer, może na jednej z nich widać włamywacza?
- Oczywiście. Mogę pani dać kopię jeśli pani chce. Skoro już pani o tym mówi, to wydaje się dziwne że policja nie poprosiła o to samo. Zaraz wrócę z nagraniem.

Malinowska wyszła z pokoju, a ja zaczęłam rozmyślać:
- Jakim cudem policja nie zainteresowała się tymi nagraniami? Chyba nawet największy debil by na to wpadł. Muszę chyba złożyć wizytę na komisariacie. Przydałby mi się raport z oględzin. I jeszcze ten nieuchwytny mężulek. Dobrze by było i jego znaleźć. - na jednej z półek zobaczyłam zdjęcie Malinowskiej z jakimś mężczyzną w jej wieku - Założę się że to mężulek - Telefonem zrobiłam zdjęcie zdjęcia, kilka kominkowi i oknom. Kiedy chowałam telefon wróciła Malinowska i wręczyła mi płytę z nagraniami:
- Proszę, mam nadzieję że pomoże pani w złapaniu tego łajdaka.
- Też mam taką nadzieję. - schowałam płytę do torebki, pożegnała się z gospodynią i ruszyłam z powrotem do samochodu.


- Witaj Darku, jak mija ci ten piękny dzień? - zadzwoniłam do mojego zaprzyjaźnionego policjanta. Poznałam go już podczas mojej pierwszej sprawy i od razu zaczęliśmy się świetnie dogadywać. Jako że reszta jego współpracowników zieje ogniem do prywatnych detektywów, jesteśmy na siebie skazani.
- Czego chcesz tak wcześnie rano? Ty chyba nigdy nie śpisz, co?
- Czasami trochę drzemię. Co powiesz na kawę?
- Chętnie wypiję ale trudno mi uwierzyć w Twoją bezinteresowność. Co jest?
- Prowadzę nową sprawę i przydałby mi się raport policji.
- Znowu? Nie możesz sama zbierać danych. - ziewnął, a w tle usłyszałam szczekanie jego psa. - Dobra, wyślij mi nazwisko, a postaram się go zdobyć.
- Jesteś wielki, wiesz o tym? I pogłaszcz ode mnie Stacha.

3 komentarze:

  1. Czytam twoje opowiadanie o poczatku i bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie, bardzo się cieszę że Ci się podoba!

      Usuń
  2. Dzisiaj wpadłam na Twoje opowiadanie, zaintrygowało mnie (zaczęłam czytać od pierwszego wpisu) i tak sobie czytam po koleji. Bardzo ciekawe, przyjemnie się czyta :)

    OdpowiedzUsuń