środa, 12 grudnia 2012

Ziemia obiecana

- Sprawdziłem tego Twojego Wysockiego. Podejrzany typ. - wchodząc do biura następnego dnia odebrałam telefon od Darka.
- Co masz na myśli? Był notowany?
- Nie. Gorzej. Nigdzie nie ma o nim żadnej wzmianki. Sprawdziłem nie tylko naszą bazę, ale i tą urzędu skarbowego, pomyślałem że może mieć jakieś długi. Ale nie, nigdy się z nimi nie rozliczał.
- Nigdy przenigdy? Jak to niby możliwe?
- To ja powinienem Ciebie o to zapytać. W końcu to Ty go znasz.
- Ale nie znam się na jego podatkach. Może nie pracuje albo...
- Może. Powiedzmy że to dałoby się wytłumaczyć. Ale powiedz mi jakim cudem gostek nie ma aktu urodzenia?
- Co proszę?
- Dobrze słyszałaś. Zaciekawił mnie ten brak rozliczeń, więc zacząłem grzebać głębiej, takie zboczenie zawodowe. Nie ma aktu urodzenia, nie o nim wzmianki w żadnych innych dokumentach państwowych. Nie został mu wydany dowód osobisty czy paszport. Nic. Zupełnie nic.
- Przecież to niemożliwe.
- Jak widać wszystko jest możliwe. I szczerzę Ci radzę, trzymaj się od niego z daleka. Widziałem już parę razy takie numery, zawsze u wielokrotnych przestępców. Mordercy, rabusie, uciekinierzy. Tylko oni nie mają żadnych dokumentów. Nie wiem w co się wplątałaś i pewnie nie chce wiedzieć, ale odpuść sobie tego gościa. Nic dobrego z tego nie wyniknie.
- Pewnie masz rację.
- Jak zawsze. To kiedy zabierasz mnie na obiecanego drinka?

Jak to w ogóle możliwe? Boże, co za facet! Czemu trafiam na samych psycholi? Eh, nieważne. Teraz nie mam czasu się tym zajmować. Muszę odłożyć prywatne potyczki na bok i wrócić do sprawy Malinowskiej.
Zaczęłam od zlokalizowania portu z którego wypłyną jej obraz. Nie było to trudne bo mamy tylko jeden w naszym mieście. Ale to już szczegóły. Plan był prosty - pokręcić się trochę w jego okolicy i znaleźć faceta z papugą na twarzy. Raczej będzie wyróżniał się z tłumu. Zaopatrzyłam się w zapas kawy i przekąsek, zaparkowałam samochód naprzeciwko budki kierownika portu, czy jak tam nazywa się gostek nadzorujący to wszystko. Na moje szczęście Papuga to ranny "ptaszek" - cóż za ironia - i niedługo po moim pojawianiu się, zjawił się i on. Niski, krępy, siwiejący facet z wielką papugą na twarzy. Pewnie straszy nią dzieci w ciemnych zaułkach. Chwyciłam za aparat i zrobiłam mu kilka zdjęć. Wszedł do budki, pogadał trochę z siedzącym tam facetem, pośmiali się. Po chwili wyszedł i ruszył w głąb portu. Wyskoczyłam więc z samochodu i ruszyłam za nim. Przywitał się z jakimś innym marynarzem schodzącym właśnie ze swojej łódki. Zrobiłam im zdjęcia z daleka udając że fotografuję przepiękne żaglowce nieopodal mnie. Kiedy Papuga ruszył dalej, zrobiłam to samo. Jego łódź znajdowała się przy ostatnim pomoście cumowniczym w porcie. Kiedy on kręcił się po pokładzie, ja udałam się dalej i usiadłam na schodkach prowadzących w górę klifu pod którym był port. Kilkanaście stopni wyżej siedziała przytulona para obserwująca fale rozbijające się o brzeg. Rzeczywiście piękny widok ale moje oczy i obiektyw były skierowane gdzie indziej. Łódź Papugi nazywała się "Ziemia obiecana". Religijny gość, kto by pomyślał. Była dość spora ale prost w budowie. Biała z granatowymi wykończeniami. Mój wczorajszy rekonesans w temacie łodzi pozwala mi stwierdzić że łódź jest nie najnowsza ale zadbana. Ma dużą ładownie i może przewozić ciężkie ładunki. Wikipedia moją boginią! Na pewno jest to statek którym Papuga przemyca towary od Rockiego. Zrobiłam tonę zdjęć łodzi i krzątającego się po niej Papugi. Słońce wschodziło coraz wyżej, w porcie i na schodach pojawiało się coraz więcej ludzi. Również na statku mojego obiektu zaczęło robić się tłoczno. Pojawiło się dwóch chłopaczków ok. 20 którzy zabrali się za sprzątanie łodzi. Papudze nieźle się powodzi skoro stać go na wynajem sprzątaczy. A może to jego synowie? Mało podobni ale będzie trzeba to zbadać. Po jakiejś godzinie chłopcy zniknęli, ale za to pojawił się piękniś w garniturze. Wysoki blondyn w jasnym, dobrze skrojonym wdzianku. Od razu widać że do biednych nie należy. Krzyknął coś i Papuga zszedł do niego z pokładu. Stali na pomoście i prowadzili dyskusję. Nic nie słyszałam ale z lat doświadczenia spokojnie mogę powiedzieć kiedy ktoś mówi szeptem. Co chwila piękniś rozglądał się dookoła. Skończyli rozmowę, uścisnęli sobie dłonie, Papuga wrócił na statek. Jeśli akurat dzisiaj dostanie nowy towar, będę pluła sobie w brodę, ale ten piękniś.... Nie, muszę za nim iść. Moja intuicja zapaliła wielki, migoczący wykrzyknik nad jego głową z napisem "podejrzany". Siedząc na schodach górowałam nad nim więc bez problemu mogłam stwierdzić gdzie idzie. Kiedy tylko upewniłam się że zmierza na parking, wbiegłam po schodach po czym udałam się w tym samym kierunku szybkim krokiem. Musiałam nadłożyć trochę drogi, więc piękniś pierwszy dotarł do samochodu. Kiedy odpalał silnik ja właśnie wsiadałam do swojego pojazdu. Rzuciłam aparat na siedzenie obok i ruszyłam za czarnym BMW.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz