Piękniś przemierzał miasto w dość szybkim tempie ale na szczęście ruch nie jest duży więc bez problemu mogę go śledzić. Zatrzymał się pod hotelem Capitol, oddał bojowi kluczyki do auta i wszedł do środka. Ja zaparkowałam po drugiej stronie ulicy pod bankiem. Hmm podejrzany typ. Ciekawe czy zatrzymał się w tym hotelu czy tylko kogoś odwiedza. Nie znam jego nazwiska więc nie mogę zapytać w recepcji, a gdybym za nim poszła do pokoju pewnie zauważyłby że go śledzę. Chociaż nigdy nic nie wiadomo z facetami. No cóż, chyba po prostu tu posiedzę i poczekam na łut szczęścia albo aż jakiś genialny pomysł wpadnie mi do głowy.
W międzyczasie wrzuciłam zdjęcia z aparatu do laptopa, posegregowałam je, zamówiłam kawę w sklepie internetowym i kiedy moja znudzona psychika zaczęła odtwarzać film który oglądała w zeszłym tygodniu Piękniś wyszedł z hotelu. Boj szybko podjechał z jego samochodem, a do bagażnika wrzucił plastikową tubę i torbę mojego obiektu. Czyżby Piękniś dorwał kolejny obraz? Myślę że spokojnie można założyć że tu mieszkał, ale zdecydowanie opuszcza hotel w pośpiechu. Pokrzykuję coś na biednego boja, wskakuje do samochodu i z piskiem opon rusza w stronę centrum. A ja oczywiście za nim. Teraz jechał jeszcze szybciej niż poprzednio. Albo był spóźniony albo przed kimś uciekał. I chociaż moje autko do najgorszych nie należy wielokrotnie go wyzywałam od niebiańskich stworzeń kiedy przemykał na żółtym świetle pozostawiając mnie daleko w tyle. Owszem, mogłabym przejechać na czerwonym i nawet zaryzykować mandat ale gdybym tak robiła za każdym razem jadąc za nim to nawet jeśli jest największym debilem na naszej kochanej planecie to zauważyłby że go śledzę. Nagle Piękniś skręcił w stronę małego, prywatnego lotniska. I tu moja jurysdykcja się kończy. Podjechał do masywnej bramy i wypisał jakiś kod aby ją otworzyć. Ja pojechałam dalej i po kilku metrach zawróciłam do biura.
Ciekawe co Piękniś miał w tej plastikowej tubie. Była dość duża, więc spokojnie mógł tam zmieścić płótno. I to prywatne lotnisko. Na biednego nie wygląda, więc może ma prywatny odrzutowiec. Na pewno dzięki temu nie musi przechodzić ścisłej kontroli przed lotem jak na "normalnych" lotniskach. A może przesadzam? Może to po prostu jakiś zwyczajny gościu? Może nie ma nic wspólnego z obrazem Malinowskiej? Ale czemu w takim razie spotkał się z Papugą przy jego łodzi? To raczej nie najlepsze miejsce na przyjacielskie pogawędki. Na pewno łączą ich interesy. Może to właśnie Piękniś przekazał obraz Malinowskiej Rockiemu? Zna Papugę, więc wie że mafiozo jest godny zaufania. Oh cóż za piękna ironia. Właśnie! Może, nawet jeśli nie był to Piękniś, to właśnie ktoś powiązany z Papugą jest moim poszukiwanym zleceniodawcą? Skoro zapłacił ze ten przemyt z góry, musiał sporo wiedzieć o Rockym i jego bandzie.
Kolejny tydzień spędziłam śledząc Papugę. Na jego łodzi był niezły ruch. Codziennie przychodzili kolejni podejrzani faceci. Wczoraj nawet kilku przyjechało ciężarówką i razem wnieśli na jego statek spory ładunek beczek i skrzyń, pewnie była to kolejna partia towaru od Rockiego. Dowiedziałam się gdzie mieszka Papuga, co jada na śniadania i że chłopcy pracujący na jego łodzi to nie jego synowie. A szkoda, bo może dałoby mi to więcej informacji. No ale cóż. I tak postaram się wyciągnąć z nich jak najwięcej. Dzisiaj wybrali się do baru na drinki więc postanowiłam do nich dołączyć. Wbiłam się w czerwoną, obcisłą sukienkę i wysokie szpilki. Długie loki opadały na moje odsłonięte plecy. Gdy tylko weszłam do środka namierzyłam chłopaków. Siedzieli przy stoliku pod oknem pijąc piwo. Pewnym krokiem udałam się do baru, dokładnie naprzeciwko nich. Pochyliłam się do barmana i zamówiłam jakiś kolorowy drink bez alkoholu. W końcu jestem w pracy. Usadowiłam się na stołku barowym przodem do moich celów. Sączyłam przesłodzony napój rozglądając się beznamiętnym wzrokiem. Kontem oka zauważyłam że mój plan działa i obaj chłopcy wgapiają we mnie oczy. Spojrzałam więc w ich stronę. Jeden z nich spłoszony odwrócił głowę, drugi odwzajemnił mój czarujący uśmiech. Założyłam nogę na nogę sprawiając że moja sukienka podjechała do góry nie odrywając od niego wzroku. Jego oczy zaświeciły się i wstał od stolika. Podszedł do baru, oprał się o niego pochylając w moją stronę i powiedział:
- Witaj piękna. Co taki anioł robi tutaj sam?
Boże, cóż za oryginalność.
- Szuka towarzystwa. Czyżbyś chciał mi je zapewnić?
- Z miłą chęcią. Jestem Paweł. Kolejnego drinka?
- Poproszę. Ania. Ale widzę że nie jesteś tutaj sam? - odwróciłam wzrok na jego kolegę, który tym razem nie odwrócił głowy
- Tak. To mój kolega z pracy, ale nie musimy się nim przejmować.
- No co Ty, nie możesz tak olać kumpla. - chwyciłam kieliszek z blatu i udałam się do ich stolika. Usiadłam obok siedzącego tam chłopaka, wprawiając ich obu w konsternację. Paweł stojący przy barze szybko do nas podszedł i usiadł naprzeciwko mnie. - Jestem Ania, a Ty? - odwróciłam się do nieznanego mi chłopaka, pochylając się w jego kierunku. Podałam mu jedną dłoń a drugą ułożyłam na kanapie 2cm od jego uda.
- M-Mateusz. - powiedział z zająknięciem ściskając moją rękę. Zdecydowanie go onieśmielam i bardzo mnie to cieszy. To właśnie on będzie moim celem bo łatwiej będzie nim dyrygować.
- Mat. - wyszeptałam jego imię nie spuszczając z niego wzroku.
- Więc, Aniu. - Paweł chciał skierować moją uwagę na siebie - Nigdy wcześniej Cię tu nie widziałem. Jesteś stąd?
- Od niedawna. Wprowadziłam się dwie ulice dalej w zeszły weekend i dzisiaj postanowiłam trochę pozwiedzać. - Uśmiechnęłam się do niego życzliwie - A wy? Mieszkacie tutaj, pracujecie?
- Jedno i drugie. Ja mieszkam po drugiej stronie ulicy, Mateusz trochę dalej i oba pracujemy w porcie.
- Ow, w porcie? Czym się zajmujecie?
- Ja zarządzam statkiem, nadzoruję wszystko, jestem jego szefem można powiedzieć. - myhym a kto trzy dni temu sprzątał ptasie kupy z pokładu, co?
- A Ty Mat? - znowu wyszeptałam jego imię
- On sprząta. - oj nie ładnie panie Pawle, nie ładnie, siebie wywyższasz a o koledze mówisz z pogardą? Niestety ze mną nie wygrasz.
- A więc masz bezpośredni kontakt z łodzią, morzem? - cały czas patrząc mu w oczy chwyciłam kieliszek i przygryzłam słomkę powoli sącząc napój
- Tak. Znam Ziemię Obiecaną jak własną dłoń. - w końcu się ożywił, chyba łodzie to jego konik
- Ziemię Obiecaną?
- Tak nazywa się łódź na której pracujemy. To drobnicowiec, największy w swojej klasie. - zaczął dokładnie opisywać statek, podał chyba całą specyfikację, ale ponieważ się na tym nie znam to nie bardzo go słuchałam. Paweł był coraz bardziej rozdrażniony i co jakiś czas starał się skupić moją uwagę na sobie, ale Mat nie dał u szans na włączenie się do rozmowy. I chwała mu za to! Czuł się pewnie w tym temacie więc trochę się rozluźnił. Postanowiłam to wykorzystać i trochę namieszać mu w głowie. Niezauważalnie zsunęłam ze stopy jednego buta, założyłam nogę na nogę i bosą stopą dotknęłam łydki Mateusza. Chłopak momentalnie zesztywniał i obrzucił mnie przerażonym spojrzeniem. Odpowiedziałam mu uśmiechem i zadałam pytanie na temat o którym mówił przed chwilą aby kontynuował. Palcami zaczęłam drażnić jego nogę. Potem przesunęłam się wyżej. Z każdym moim ruchem jego oczy stawały się coraz szersze. W pewnym momencie chłopak zerwał się na równe nogi, wprawiając Pawła w osłupienie a mnie rozbawiając.
- Przepraszam. - wydukał zażenowany - muszę do łazienki.
Wstałam więc żeby go przepuścić, a on pędem pognał na tyły baru.
- Skoro już wstałam też skorzystam z toalety. - uśmiechnęłam się słodko do Pawła i powoli udałam się za Matem. Minęłam bar i przeszłam przez ciężkie, drewniane drzwi za którymi znajdował się ciasny hol ze słabym oświetleniem i drzwiami do damskiej i męskiej toalety. Postałam tam chwilę i kiedy tylko Mat uchylił drzwi z niebieskim ludzikiem zdecydowanym ruchem wepchnęłam go z powrotem do środka i zamknęłam za sobą drzwi. Jego oczy rozszerzyły się do granic możliwości gdy oprał się o zlew a ja położyłam dłoń na jego klatce piersiowej. Drugą dłoń wsunęłam do tylnej kieszeni jego spodni.
- Jak Ty to robisz że tak na mnie działasz, Mat? - przysunęłam usta do jego ucha i wyszeptałam jego imię
- Nie wiem. A działam?
- Oh tak. Kiedy tylko powiedziałeś że pracujesz na łodzi.... - posłałam mu głębokie spojrzenie - Zawsze chciałam to zrobić na łodzi.
- Możemy tam teraz pójść jeśli chcesz. - I już był mój. Nie, nie zamierzam iść z nim do łóżka, tylko trochę się z nim podroczyć aby dostać się na łódź. Chwyciłam więc jego dłoń i wyciągnęłam z łazienki.
Sympatycznie. Czekam na kolejną część.
OdpowiedzUsuń