- Dzień dobry moja droga. Twój ulubiony napój. – Wchodząc do jasnożółtego pokoju, uśmiechnęłam się promieniście i postawiłam kubek z herbatą na szklanym biurku Anieli. – Świat się nie zawalił przez moje spóźnienie?
- Nie prze pani. Wszystko w jak najlepszym porządku. – Odwzajemniła uśmiech 20 letnia brunetka z aparatem na zębach. – Za pół godziny ma pani nową klientkę. Potrzebne informacje wysłałam na emaila, podlałam kwiatki w pani gabinecie i powiedziałam pani mamie, która dzwoniła po raz kolejny, że była pani ostatnio bardzo zajęta przez natłok spraw. Coś jeszcze?
- Nie, dziękuję Anielu. Co ja bym bez ciebie zrobiła?
- Musiała byś żyć tylko ze mną. – za uchylonych drzwi swojego biura wyłonił się jak zwykle czarujący blondyn w czarnej koszuli rozpiętej z 3 górnych guzików – Była by to istna tragedia, nie prawdaż? – uśmiechnął się zawadiacko, podszedł do mnie i zabrał swoją kawę
- Tragedia. – powtórzyłam powoli patrząc mu głęboko w oczy. Jego gałki oczne w porozumiewawczy sposób wykonały szybki ruch w stronę drzwi mojego gabinetu – Będę u siebie, daj mi znać jak przyjdzie następna klientka. – rzuciłam do Anieli i weszłam do zielonego pokoju po prawej stronie od jej biurka. Za mną podążył Paweł.
Mój gabinet był urządzony w tradycyjny sposób. Naprzeciwko drzwi stało duże, ciemne, drewniane biurko, a za nim czarny, skórzany fotel. W takim fotelu mój tyłek czuł się dobrze nawet po wielogodzinnej obserwacji na nie wygodniej ławce w parku. Dla gości przewidziane były 2 ciemnozielone siedziska. Na jednym z nich właśnie siadał mój partner. Pod oknem stała niska półka z aktami, na niej kwiatki. Pokaźna biblioteczka na przeciwległej ścianie robiła wrażenie nawet na największych molach książkowych. Drewniana podłoga wydawała piękne dźwięki pod moimi obcasami – nawet w paskudny, deszczowy dzień ten melodyjny i pełen wdzięku odgłos może poprawić mi humor. Otworzyłam laptopa, rozsiadłam się wygodnie na fotelu i z zaciekawieniem popatrzyłam na Pawła:
- Ta nowa klientka, Malinowska, to BS – mój ulubiony model.
BS to skrót na Bogatą Staruchę, kobietę, która podejrzewa męża o wszystko i ma pieniądze, aby dowieść, że to skończony dupek.
- Nie chciała przez telefon powiedzieć o co chodzi, więc zakładam, że to coś dochodowego. Tym razem to chyba nie mężulek ze zbyt wybujałą potencją. I całe szczęście, robiło się już trochę nudno w tym naszym ukochanym grajdołku, nieprawdaż?
- Masz rację, jak zwykle. – szczerze powiedziawszy nie bardzo słuchałam co do mnie mówi, poczta elektroniczna wydawała mi się dużo ciekawsza. Podniosłam wzrok z nad monitora. – A ty nie masz nic innego do roboty niż zawracanie mi głowy?
- Uf, całe szczęście. Już myślałem, że ktoś cię podmienił Juli. Byłaś zbyt miła. Czyżbyś już doprowadziła kogoś do płaczu? – posłałam mu spojrzenie w stylu „a jak myślisz?” i wróciłam do swoich zajęć – Uh uhu, tak szybko? Nie było Cię raptem z godzinę. To wszystko tłumaczy.
- Pani Malinowska przyszła. – z interkomu odezwał się głos sekretarki
- Wpuść ją proszę.
dobrze się zapowiada :) lądujesz w moich linkach
OdpowiedzUsuńLipton_ER